Reklama

Skoki narciarskie w Polsce to zjawisko, które od początku XXI wieku wykracza daleko poza ramy sportu. Dla milionów Polaków nie była to tylko dyscyplina sportowa. Skoki stały się elementem tożsamości społecznej i kulturowej, rytuałem wspólnotowym, który łączy pokolenia i buduje poczucie narodowej dumy. Przyczyny tego fenomenu są złożone.

Terapeuta z nartami

Adam Małysz z jednej strony trafił w sportową próżnię. Wówczas nie mogliśmy pochwalić się zbyt dużą ilością regularnych sukcesów sportowych. Jego dominacja była wtedy czymś absolutnie wyjątkowym. W dodatku był uosobieniem potrzeby przynależności do wielkiego Zachodu. Nasze kompleksy i aspiracje bardzo potrzebowały jego zwycięstw. Dlatego Włodzimierz Szaranowicz komentując ostatni skok Adama Małysza, mówił tak:

Reklama

"Fenomen socjologiczny! Ileż rzeczy można było mu przypisać podczas tej kariery? Że można w życiu wygrać ewidentnie bez układów. Że jest człowiekiem rzetelnym, solidnym, posłańcem wielkich wiadomości, wielkiej nadziei. Zaczynał jako idol kryzysowy, który miał nas prowadzić jako ambasador wspaniałego skoku cywilizacyjnego do Europy. Fenomen społeczny. Przecież my, dzięki tym transmisjom, żyliśmy życiem zastępczym. Był powodem ogromnej zbiorowej radości".

I miał rację, na co wskazują liczne materiały i statystyki. Na liście 10 najchętniej oglądanych transmisji sportowych w Polsce, aż siedem pozycji zajmują skoki narciarskie, w tym pierwsze cztery miejsca tego zestawienia. Tylko jeden sportowiec, Adam Małysz zdołał przyciągnąć przed telewizory ponad 20 mln widzów. Najpopularniejszy mecz piłki nożnej (Polska - Rosja Euro 2012) osiągnął wynik 18 mln.

Oczywiście równolegle odnosiliśmy inne sukcesy sportowe. Tylko czy ktokolwiek potrafi wymienić choćby jednego rywala Roberta Korzeniowskiego, albo choć jedną rywalkę Otylii Jędrzejczak? Na tym właśnie m.in. polegał fenomen skoków narciarskich. Wsiąkliśmy w tę strukturę obcując nie tylko z Adamem Małyszem ale też z Takanobu Okabe, Andersem Bardalem, Gregorem Schlierenzauerem czy Romanem Koudelką. Nie wypadało nie wiedzieć nic o skokach narciarskich.

Mniej znana jest historia zza kulis. Skoki były jednocześnie pierwszą dyscypliną, w której wprowadzono profesjonalny marketing sportowy. Sportowym wizerunkiem Adama Małysza zarządzała firma Edi Federer Sportmarketing, która produkowała wszystkie gadżety, odpowiadała za umowy sponsorskie i jak to w profesjonalnym marketingu bywa, wytaczała też procesy za nieautoryzowane użycie wizerunku polskiej gwiazdy. Oprócz wybitnego talentu Adama Małysza elementem składowym tego sukcesu był też profesjonalizm menedżerski Ediego Federera. Mogliśmy obserwować, jak równolegle inne dyscypliny działały bez tego profesjonalizmu. "Małyszomania" jest więc po części produktem marketingowym, a nie wyłącznie oddolnym, masowym zainteresowaniem. Sukcesy sportowe Adama Małysza przeszły przez marketingową maszynę, tworząc element popkultury. Była to więc mieszanka polskiej ludowości i kapitalistycznych mechanizmów.

Sukces pokoleniowy

Skoki narciarskie stały się również jednym z niewielu przykładów na to, że we współczesnej Polsce możliwy jest proces pokoleniowej zmiany. Historia spektakularnych sukcesów Polaków w skokach narciarskich na szczęście nie skończyła się wraz z końcem kariery Adama Małysza. Kamil Stoch i cała późniejsza kadra skoczków odniosła szereg spektakularnych sukcesów. W tym, złoty medal olimpijski, którego Adamowi Małyszowi nie udało się zdobyć.

Ten ciąg sukcesów sprawił, że skoki narciarskie stały się jednym z najbardziej popularnych sportów w Polsce. Ta historia jednak definitywnie się kończy. Podczas tegorocznych zawodów Pucharu Świata w Zakopanem, ostatni raz w tym miejscu skakał Kamil Stoch, który po zakończeniu sezonu kończy karierę. Zapewne nie raz będziemy jeszcze cieszyć się z sukcesów polskich skoczków, jednak wiemy już na pewno, że nie będzie się to różnić niczym od sukcesów innych dyscyplin. Będziemy przeskakiwać od wspinaczki sportowej, przez kajakarstwo górskie czy siatkówkę i wracać czasami do skoków. Jednak nie będzie to już miało tak społecznego i pokoleniowego wymiaru.

Dlatego coś tak spektakularnego jak fenomen skoków narciarskich już nie powstanie. Również dlatego, że obecnie nie mamy sukcesów w tej dyscyplinie. W dwóch ostatnich edycjach plebiscytu na sportowca roku skoczek narciarski nie był nawet nominowany w konkursie. Być może, oby, na tegorocznych Zimowych Igrzyskach Olimpijskich zdobędziemy kolejny medal w skokach narciarskich, jednak nie będzie on się niczym różnił od medali w innych dyscyplinach.

W obecnej strukturze medialnej niezwykle trudno będzie powtórzyć taki fenomen w jakiejkolwiek innej dyscyplinie. O sukcesach polskich sportowców dowiadujemy się z rolek i infografik, minimalnym wysiłkiem przyłączamy się do wspólnotowego sukcesu. Iga Świątek znów coś wygrała, więc trzeba polajkować, tylko kto obejrzy choćby jeden set tego meczu? Adam Małysz skłaniał nas do tego by wstawać o trzeciej nad ranem, by śledzić zmagania na Ōkurayamie. Dziś jest praktycznie nie do powtórzenia. Prawa do transmisji poszczególnych dyscyplin przynależą do różnych marek medialnych. Nie da się zbudować wspólnych elementów kodu kulturowego z koleżanką z pracy, skoro mamy inne subskrybcje i abonamenty. Wielka szkoda, ponieważ w tak spolaryzowanej debacie publicznej, bardzo potrzebujemy neutralnych, międzypokoleniowych opowieści.