Olga Łozińska, Tygodnik Interii: W tym roku mija 80 lat od zakończenia II wojny światowej. Ile osób zgłasza się do PCK, aby otrzymać informację o zaginionych członkach swojej rodziny?
Katarzyna Kubicius, kierownik Krajowego Biura Informacji i Poszukiwań Polskiego Czerwonego Krzyża: Około 6-7 tys. osób rocznie. W zeszłym roku o pomoc poprosiło nas około 6 tysięcy osób. Zgłoszenia dotyczące II wojny światowej dzielimy na trzy kategorie: prośby o poszukiwania zaginionych osób, prośby o zaświadczenia oraz o poszukiwanie grobu. Wiele osób nadal szuka grobów żołnierzy poległych na terenie Polski z różnych armii - polskiego wojska, Armii Czerwonej, armii Wehrmachtu. Szukają ich rodziny, czasami jeszcze żony i dzieci, a najczęściej wnukowie. Takich zgłoszeń dostajemy około 2 tysięcy. Wiele osób zgłasza się z prośbą o zaświadczenia dotyczące represji w czasie II wojny światowej, których potrzebują, np. do otrzymania uprawnień kombatanckich, bądź też do przedstawienia w jakimś urzędzie. Takie prośby dotyczą około 3 tysięcy osób rocznie.
Samych poszukiwań np. ojca zaginionego podczas wojny obronnej 1939 roku lub bliskich wywiezionych na przymusowe roboty do Niemiec jest coraz mniej - kilkaset rocznie. Czasem udaje się nam ustalić, co stało się z daną osobą, ale już coraz rzadziej udaje się odnaleźć osobę żyjącą. Odnalezienie informacji o śmierci poszukiwanej osoby także uważamy za pozytywny wynik poszukiwań. W 2024 r. udało się nam odnaleźć ponad 100 osób (zarówno żyjących jak i zmarłych). Niestety 80 lat po wojnie już rzadko łączymy rodziny, chociaż zdarzają się takie przypadki.
Czy mogłaby pani przytoczyć taką historię?
- W zeszłym roku Niemiecki Czerwony Krzyż zwrócił się do nas w imieniu beneficjentki, która szukała swojej cioci - siostry mamy. Prośba była napisana w taki sposób, że nie byliśmy pewni, czy mama poszukującej jeszcze żyje. Rozdzielone w dzieciństwie siostry były Niemkami, urodzonymi we Wrocławiu w latach 40. W czasie ewakuacji Wrocławia w 1945 roku jedna z dziewczynek przebywała w szpitalu, z którego została ewakuowana razem z innymi pacjentami. Wtedy rodzina straciła z nią kontakt i do tej pory nie było wiadomo, co się z nią stało. Kiedy w zeszłym roku zgłosił się do nas Niemiecki Czerwony Krzyż, w naszych zasobach znaleźliśmy zgłoszenia jej mamy, która szukała córki od 1945 roku do końca z lat 50. Kilkukrotnie zwracała się do naszego biura za pośrednictwem Niemieckiego Czerwonego Krzyża, podając coraz to nowe informacje, które udało jej się na własną rękę ustalić. W jednym z ostatnich listów napisała, że odnalazła imię i nazwisko swojej córki w dokumentach klasztoru, który mieścił się między Wrocławiem a Opolem. Prosiła wówczas o ustalenie, czy to jej córka. Wówczas nie udało się tego zrobić. Dopiero teraz, kiedy siostrzenica zgłosiła się do nas, podążyliśmy tym tropem. Zwracaliśmy się do klasztoru, ale nie mieli już materiałów archiwalnych w swoich magazynach. W końcu panie z Archiwów Państwowych, które poprosiliśmy o pomoc znalazły materiały sporządzone w latach powojennych w klasztorze. Archiwistki sprawdzały dokumenty nie tylko po imieniu i nazwisku, ale też informacje dotyczące ochronek dla dzieci rozłączonych z rodzinami, domów dziecka, przeglądały dokumenty dotyczące możliwych adopcji. W końcu odnalazły jedną kartę - dokument sporządzony w klasztorze, o który pytała matka poszukiwanej w latach 50., z informacją o dzieciach oddawanych do tymczasowej adopcji. Na liście było imię, nazwisko i data urodzenia poszukiwanej przez nas wówczas dziewczynki, a teraz już dorosłej kobiety. Okazało się, że trafiła do tymczasowej adopcji kilka lat po wojnie, miała wtedy pięć-sześć lat. Można powiedzieć, że przeprowadziliśmy poszukiwania od początku. Zaczęliśmy szukać osoby z jej datą urodzenia oraz nazwiskiem rodziny adopcyjnej i w ten sposób udało nam się ją odnaleźć. Mieszka w Polsce. W dodatku okazało się że jej siostra nadal żyje, udało się nam więc pomóc w złączeniu rodziny.
Widzę, że sukces poszukiwań zależy od kreatywności archiwistów
- Często się śmiejemy, że to detektywistyczna praca. Musimy nie tylko znać historię drugiej wojny światowej, ale także wyobrażać sobie, co mogło się dziać w tamtych czasach.
Rzeczywiście, ważna jest kreatywność archiwisty pracującego w instytucji, do której się zwracamy, ale też dobra wola. Można po prostu sprawdzić podstawowe dane i stwierdzić: przepraszamy, nic nie mamy. A można bardzo wgłębić się poszukiwania i wtedy bardzo dużo informacji udaje nam się uzyskać.
Wielu informacji nie bylibyśmy w stanie zdobyć gdyby nie pracownicy Urzędu Stanu Cywilnego i Archiwów Państwowych. Na oryginałach aktów urodzenia, aktów małżeństwa jest wiele cennych, odręcznych zapisków. Dla nas są one bezcenne. Nie ma ich na wydrukach, odpisach które dostajemy normalnie w urzędzie.
Z jakimi instytucjami jeszcze współpracuje biuro poszukiwań PCK?
- Czerwony Krzyż prowadzi poszukiwania na rzecz osób, które mieszkają w danym kraju, czyli Polski Czerwony Krzyż szuka jedynie na prośbę osób, które mieszkają w Polsce. Poszukiwania osób zaginionych w wyniku wojen, konfliktów zbrojnych, katastrof naturalnych oraz migracji prowadzone są przez Biura Poszukiwań Narodowych Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca pod nazwa Restoring Family Links, czyli Przywracanie Więzi Rodzinnych. Na co dzień współpracujemy z szeregiem Biur Poszukiwań na całym świecie. Więc jeżeli w Polsce szukamy żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, nie będziemy pisać do Instytutu im. Sikorskiego w Londynie, ani do ministerstwa obrony Wielkiej Brytanii, bo zrobi to za nas Brytyjski Czerwony Krzyż.
Przez wojnę toczącą się w Ukrainie mamy zaległości w stosunku do spraw dotyczących II wojny światowej. Sprawy dotyczące poszukiwań osób, które obecnie giną na terenie Ukrainy mają w naszym biurze najwyższy priorytet. Ponadto sam Ukraiński Czerwony Krzyż w tej chwili nie jest w stanie pracować nad sprawami II wojny światowej.
Jak wygląda procedura poszukiwania i co trzeba zrobić, żeby uzyskać pomoc Krajowego Biura Informacji i Poszukiwań PCK?
- Członek rodziny musi przesłać do nas pisemną prośbę lub zgłosić się osobiście, najlepiej do biura w Warszawie. Rozpoczęcie poszukiwań wiąże się z wypełnieniem odpowiedniego druku poszukiwawczego, udzieleniem zgód na przetwarzanie danych osobowych i przekazaniem jak najpełniejszych informacji by umożliwić poszukiwania. W przypadku wątpliwości dzwonimy, ustalamy dokładnie, co wie rodzina. Często okazuje się, że rodzina posiada bardzo ważne informacje, ale nie ma świadomości, że mogą być pomocne w naszej pracy. Często osoby ze starszego pokolenia np. ciocia czy babcia ma dużo więcej dokładnych danych osobowych. Później zależnie od znanych losów poszukiwanego, szukamy w Polsce lub za granicą. Najczęściej najpierw sprawdzamy w Arolsen Archives - Międzynarodowym Centrum Prześladowań Nazistowskich, dawniej zwanym Międzynarodowym Biurem Poszukiwań.
To właśnie w Arolsen Archives jest najwięcej informacji o osobach represjonowanych przez III Rzeszę. Nie ma tam natomiast informacji o żołnierzach Wehrmachtu, a wiadomo, że wielu Polaków było do niego wcielanych. W tych sprawach możemy poszukać informacji za pośrednictwem Niemieckiego Czerwonego Krzyża.
Wymieniła pani Urząd Stanu Cywilnego, Archiwa Państwowe, jakie jeszcze polskie instytucje?
- Muzea, Miejsca Pamięci, również Instytut Pamięci Narodowej. Szukamy w każdej możliwej instytucji. Zaczynamy od sprawdzenia istniejących baz danych, które można przeszukać w internecie. Zresztą najczęściej robią to za nas już sami poszukujący i zgłaszają się, bo znaleźli informacje o swoich bliskich np. na prowadzonej przez IPN stronie straty.pl. To baza dotycząca osób represjonowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Istnieje też internetowa baza represjonowanych na Wschodzie, którą stworzył Ośrodek Karta, a obecnie prowadzi ją IPN.
Również wszystkie muzea byłych obozów koncentracyjnych mają bazy danych online, które cały czas uzupełniają. Są też inicjatywy społeczne jak Fundacja Fort III Pomiechówek koło Modlina.
Jeżeli chodzi o żołnierzy pochowanych na terenie Polski, mamy swoje protokoły ekshumacyjne i informacje z protokołów przekazane nam przez władze państwowe w latach 50. Istnieją też rosyjskie bazy internetowe np. Memoriał - rosyjskiego Ministerstwa Obrony czy wyszukiwarka prowadzona przez Volksbund dotycząca zmarłych żołnierzy armii Wehrmachtu.
Jeżeli szukamy informacji o Rosjanach, Ukraińcach, Białorusinach, oraz osobach innych narodowości, którzy walczyli w Armii Czerwonej, to większość tych dokumentów jest już udostępniona w formie skanów online. Na tej podstawie często ustalamy miejsce pochówku pierwotnego, czyli tego, gdzie koledzy pochowali żołnierzy poległych w walkach, a później na podstawie posiadanych dokumentów gdzie były ekshumacje i na jakim cmentarzu ostatecznie spoczęły szczątki.
Współpracujemy z urzędami wojewódzkimi, ponieważ pełnią one pieczę nad cmentarzami wojennymi. Kiedy uda nam się ustalić, że dany żołnierz spoczywa na danym cmentarzu, oczywiście bez robienia DNA badań, prosimy o wpisanie jego nazwiska w miejsce z jednego z nieznanych i informujemy o tym rodzinę.
Przy identyfikacji na podstawie dokumentów, a nie DNA, istnieje możliwość błędu, ale zakładamy, że kiedy żołnierze na polu walki robili spisy zmarłych, wpisywali nazwiska których byli pewni. Najtrudniej jest ustalić tożsamość żołnierzy Armii Czerwonej, ponieważ nie mieli nieśmiertelników. Zdarza się, że w czasie ekshumacji przy szczątkach znajdowane są medale. Po numerze odznaczenia można łatwo ustalić, kto je dostał. Wtedy jesteśmy praktycznie pewni tożsamości zmarłego.
Czy PCK bierze udział na przykład w ekshumacjach przeprowadzanych przez IPN?
- Są dwa rodzaje ekshumacji IPN. Jeżeli jest to ekshumacja przy śledztwie prokuratorskim, to nie ma obowiązku informowania PCK. IPN wydaje pozwolenie na planowane ekshumacje np. żołnierzy armii Wehrmachtu, które są w Polsce prowadzone nieprzerwanie od lat 90. przez Volksbund - Niemiecki Ludowy Związek Opieki nad Grobami Wojennymi. W takich przypadkach, IPN wydając zgodę na ekshumacje, informuje instytucje zgłaszającą wniosek o obowiązku powiadomienia z odpowiednim uprzedzeniem PCK o terminie ekshumacji. Wtedy jeśli tylko możemy, jedziemy na miejsce prac.
A jeśli chodzi o ekshumacje Polaków za granicą, to czy PCK bierze udział np. w ekshumacjach na Wołyniu? Czy w tej sprawie Ukraiński Czerwony Krzyż i Polski współpracują?
- Ani PCK ani Ukraiński Czerwony Krzyż nie brały udziału w ekshumacjach prowadzonych niedawno na Ukrainie. Ostatnie ekshumacje na terenie innych krajów, w których PCK brało udział, to ekshumacje ofiar zbrodni katyńskiej. Pracownicy PCK brali udział w ekshumacjach w Katyniu, Charkowie-Piatichatkach i Miednoje. Przy ekshumacjach w Bykowni nie byliśmy obecni, ale działająca wówczas Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa współpracowała z nami przy ustaleniu informacji na temat ofiar. Ich tożsamość ustalaliśmy na podstawie skrawków dokumentów, które się zachowały oraz zachowanych w naszym biurze próśb o poszukiwania od rodzin ofiar. Dla przykładu, udało nam się potwierdzić tożsamość jednej z ofiar na podstawie prawa jazdy, w którym nie do końca zachowały się dane osobowe. Mieliśmy prośbę o poszukiwanie od żony. Informacje, które nam przekazała, dokładnie pokrywały się z odnalezionym prawem jazdy i na tej podstawie ustaliśmy tożsamość osoby pochowanej w Bykowni.
Rodziny ofiar Rzezi Wołyńskiej zwracały się w latach powojennych z prośbą o poszukiwanie swoich bliskich, szczególnie gdy nie miały pewności, czy ktoś został zamordowany. Istnieje możliwość, że po obecnie prowadzonych ekshumacjach Krajowe Biuro Informacji i Poszukiwań PCK zostanie poproszone o pomoc w utożsamieniu niektórych ofiar, jak miało to miejsce w latach ubiegłych. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, czy są obecnie pobierane próbki do badania DNA.
Tak, jeśli chodzi o ostatnie prace na Podolu, Fundacja Wolności i Demokracja zebrała materiał porównawczy od rodzin ofiar rzezi w Puźnikach, gdzie ostatnio były przeprowadzone ekshumacje, a badacze z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie będą badać DNA szczątków.
- Naukowcy z tej uczelni prowadzą Polską Bazę Genetyczną Ofiar Totalitaryzmów. Mam nadzieję, że będą w stanie pobrać jak najwięcej materiału porównawczego. Jeżeli prace ekshumacje będą dalej prowadzone będą to setki, jeśli nie tysiące próbek. To będzie praca na lata.
IPN czasem zwraca się do PCK z pytaniem o kontakt do rodzin osób, których szczątki odnaleźli. Jeszcze częściej zwracała się do nas nieistniejąca już Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Kiedy po ekshumacjach udało im się na przykład ustalić tożsamość ofiary wojny i pracownicy ROPWiM chcieli powiadomić rodziny ofiar.
A co znajduje się tutaj, w archiwach PCK w Warszawie?
- Najstarsze dokumenty z Warszawy pochodzą z 1944 r. z czasu Powstania Warszawskiego Wszystkie dokumenty, które zgromadziliśmy od założenia PCK do sierpnia 1944 roku spłonęły w Powstaniu Warszawskim. Straciliśmy wszystko, co dotyczyło poszukiwań po pierwszej wojnie światowej, powstań śląskich, wojny polsko-bolszewickiej, a także dokumenty dotyczące np. getta warszawskiego. Krajowe Biuro Informacji i Poszukiwań PCK miało wstęp do getta, jeden z pracowników miał prawo raz na tydzień spotkać się z Radą Starszeństwa Żydów w celu przekazywania wiadomości rodzinnych (tzw. Red Cross Message). Spalone zostały też dokumenty przekazane nam z innych oddziałów. Szczęście w nieszczęściu, że niełatwo było w czasie II wojny światowej przekazywać informacje do Warszawy, która była w Generalnym Gubernatorstwie, dzięki temu mamy szereg dokumentów wytworzonych przez PCK w innych miastach. W archiwum mamy np. dokumenty z oddziału Krakowie, prawie 400 tysięcy kart dotyczących poszukiwań, spisów jeńców wojennych, osób w obozach koncentracyjnych. Mamy też dokumenty przekazane po II wojnie światowej z innych oddziałów PCK, delegatur PCK czy innych instytucji np. oryginalne kartoteki polskich jeńców wojennych, osadzonych w obozach jenieckich, oryginalne kartoteki więźniów obozów koncentracyjnych i więzień hitlerowskich.
Wiele dokumentów przekazał nam rząd, Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, a także Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. Mamy też dokumenty dotyczące obozów koncentracyjnych, między innymi ocalone przez człowieka, który pracował w administracji obozu. Udało mu się uratować część dotyczącą Polaków i przekazał je do PCK. Pracownicy i wolontariusze PCK zbierali wszelkie dostępne informacje z każdego źródła o osobach, które były represjonowane w czasie II wojny światowej. Niestety mamy bardzo mało mamy dokumentów dot. represji ze strony Związku Radzieckiego.
W archiwum Krajowego Biura Informacji i Poszukiwań PCK przechowywanych jest prawie 2000 metrów archiwalnych dokumentów.