East News PARAMOUNT PICTURES / Album
Klara Bogucka-Łabęcka 05:00 03.04.21

Aktor wszech czasów nie znosił... aktorstwa

W

W rankingach typujących "aktora wszech czasów", od dekad zajmuje pierwsze miejsce. Niezapomniany Don Vito Corleone, szalony pułkownik Kurtz, budzący pożądanie tytułowy "Dziki". Marlon Brando - wieczny buntownik i wielki aktor, który nigdy nie kochał aktorstwa, a u kresu życia, wręcz je nienawidził. Gigant kina, który nareszcie doczeka się filmu biograficznego o sobie. Trzeciego kwietnia przypada 97. rocznica jego urodzin.

Reklama

U szczytu sławy, na pytanie Lawrence’a Grobla - autora jego biografii: "Jak zostaje się największym aktorem wszech czasów?", Marlon Brando odpowie: "Za sprawą cierpienia i smutnego dzieciństwa. Ten bagaż dźwigasz przez resztę życia ".

Odwrócony porządek świata

Omaha, stan Nebrasca, 1932 rok. Ośmioletni chłopczyk po powrocie ze szkoły zamiast zasiąść do odrabiania lekcji i obiadu, wędruje po okolicznych barach. Wie, że w którymś z nich znajdzie mamę. Weźmie ją za rękę i przyprowadzi do domu. Mały Marlon kocha ją najbardziej na świecie. Nim Dorothy Brando zaśnie, gra dla niej swoje pierwsze w życiu "role": naśladuje okoliczne zwierzęta - konia, kozę, krowę... Odwrócony porządek świata - mały chłopiec czuwa nad snem rodzicielki, zamiast odwrotnie.

Reklama

Marlon pamięta z dzieciństwa taką scenę: półprzytomną, nagą matkę, przyprowadza do domu policja. Następnego dnia ona tego nie pamięta. Za parę dni sytuacja się powtarza. "Nie kojarzę wielu ciepłych chwil, nie znałem czułości" - wspomina Brando. Sam również jako dorosły mężczyzna nie umie jej okazywać kolejnym żonom i dzieciom.

Być może właśnie tą sceną z dzieciństwa Marlona, Bill Fishman powinien rozpocząć film o aktorze. Plany realizacji "Waltzing with Brando", pokrzyżowała przed rokiem pandemia. Jak donosi "Vanity Fair", reżyser zamierza jednak jeszcze tego lata rozpocząć zdjęcia. W Marlona Brando wcieli się, łudząco do niego podobny, Billy Zane, znany z roli wrednego narzeczonego Rose (Kate Winslet) w "Titanicu" Jamesa Camerona.

Scenariusz filmu oparty został na książce Bernarda Judge’a, od której wziął się jego tytuł. Judge - architekt, specjalista w planowaniu środowiskowym zatrudniony przez Brando, spędził z nim sześć lat. Po jego śmierci opisał swoje doświadczenia, w które wplótł wspomnienia aktora.

Znając reakcję Marlona na próby ujawniania szczegółów z jego życia, można podejrzewać, że dziś Judge byłby jego wrogiem.

Buntownik z wyboru

O tym, że historia Marlona Brando jest równie fascynująca jak filmy, które przyniosły mu sławę, fani aktora wiedzą doskonale. Choć przez całe życie za niczym nie tęsknił tak bardzo, jak za świętym spokojem.

Talent aktorski odziedziczył po matce, która póki nie poślubiła ojca Marlona, grała w lokalnych teatrach. Miała urodę, niekonwencjonalny sposób bycia i była damą. Rozkwitającą karierę poświęciła dla męża, który potem zdradzał ją w okolicznych burdelach. Wrażliwa Dorothy zaczęła szukać pocieszenia w kieliszku. Wolała knajpy Nebraski niż smutny dom.

Przyszły gwiazdor miał dwie siostry, najstarsza Jocelyn z czasem zaczęła zastępować chłopcu matkę. - Mama miała w sobie wiele poezji, ale uzależnienie ją zniszczyło - wspominał Marlon po latach. Ojciec w domu był gościem, a gdy wracał, także pił. Czasem posuwał się do rękoczynów. Mały Marlon zawsze stawał w obronie matki. Pewnego dnia 12-latek rzucił w twarz ojcu: "Jeśli uderzysz ją jeszcze - zabiję cię". Ojciec więcej nie tknął matki, ale Marlon nie wybaczył mu tego, jak ją traktował. Gdy już na łożu śmierci ojciec prosił o wybaczenie, usłyszał : "nigdy".

Twierdził, że bunt jest wpisany w jego krwiobieg, pełen gniewu, przypominał bohaterów swoich przyszłych filmów. Ujściem dla nich stała się gra na perkusji. Nauka w szkole szła mu kiepsko - dyslektyk, niestroniący od bójek, wylatywał z kolejnych szkół za "niesubordynację". Był też typem samotnika, choć dziewczyny piszczały na jego widok. Nie wiedząc, co z sobą począć, zdał do szkoły wojskowej, z której po dwóch latach został usunięty.

W wieku 19 lat decyduje się na wyjazd do Nowego Jorku.

Przypadek i przeznaczenie

O takich przypadkach, otwierających drzwi do wielkiej kariery, mówi się: "zrządzenia losu" albo "przeznaczenie". W kulturalnej stolicy Ameryki Brando najpierw pracował jako... windziarz w hotelu. A ten przylegał do siedziby słynnego Actor's Studio Lee Strasberga. Pewnego dnia pobiegł śladem pięknej dziewczyny i trafił na zajęcia. Zaczął tam chodzić dla niej, nie myślał o byciu aktorem. Aż do dnia, w którym trafił na lekcje Stelli Adler - uczennicy Stanisławskiego, która jego metodę zaszczepiła Ameryce.

Przypominała mu matkę, choć najbardziej urzekała wiedzą. Szybko poznała się na jego talencie. Była pierwszą osobą w jego życiu, która okazała mu szacunek i podziw. Nigdy wcześniej nie był chwalony. Zachęciła do odkrywania własnych uczuć, pokazała, jak budować wiarygodność postaci. Po latach Brando wymieni ją jako najważniejszą osobę, którą spotkał w życiu.

Zarzuciła go dziełami Kafki, Dostojewskiego, Kanta, pokazała, jak czerpać garściami z życia. Okazał się świetnym tancerzem i niezłym bokserem. Adler mówiła, że jest najbardziej wyjątkowym z jej uczniów, najzdolniejszym. O pełnym charyzmy aktorze z Actor’s Studio zaczęto mówić poza szkołą. Jak wszyscy jej uczniowie, brał też udział w przesłuchaniach. Od razu otrzymał rolę w teatrze.

Samo odkrycie, że aktorstwo może być sposobem na życie, było dla niego zaskoczeniem. Jego kariera ruszyła na dobre, gdy trafił na Broadway. Tennessee Williams natychmiast dostrzegł w nim Stanleya Kowalskiego - jednego z bohaterów głośnej sztuki "Tramwaj zwany pożądaniem". Spektakl okazał się jednym z największych wydarzeń w historii Broadwayu. Choć grało w nim dziewięcioro aktorów, wszyscy patrzyli na Brando, który w sposób nieznany amerykańskiej publiczności, przeżywał swoje kwestie, zamiast je wygłaszać.

Na scenie mamrotał niewyraźnie słowa, porażał zmysłowością. Krytycy prześcigali się w komplementach. Spektakl grany był pięć razy w tygodniu przy kompletach widowni. Młody Brando był na ustach wszystkich. Z dnia na dzień stał się też bogaty.

Już niebawem porwie go kino - sztukę Williamsa na ekran przeniesie ukochany reżyser Marlona - Ellia Kazan, z którym połączą go trudne, dramatyczne relacje. Po Stelli Adler to on właśnie stanie się jego kolejnym mentorem.

"Tramwaj zwany pożądaniem"

Życie młodego aktora skupia się wokół sceny. Gra bez przerwy - 800 spektakli rocznie, co najmniej dwa dziennie. Gdy pod drzwiami jego garderoby kłębią się tłumy najpiękniejszych kobiet, pierwszą wielką miłością Brando staje się mężczyzna - francuski aktor i reżyser Christian Marquand. Pozna go podczas wycieczki do Paryża. Ten związek przetrwa wiele długich lat, choć obaj, biseksualni, zasłyną z romansów z kobietami. Po latach swojemu pierworodnemu synowi Marlon da na imię Christian.

Hollywood zarzuca go ofertami ról, choć jemu gra w "Tramwaju..." i scena, w zupełności wystarczają. Od początku mówi też: "Aktorstwo nie jest moim całym życiem". Jego pierwszym filmem będzie wyreżyserowane przez Freda Zinnemanna "Pokłosie wojny" - historia sparaliżowanego, walczącego o godność weterana wojennego. Młody aktor robi to, co powtarzać będą za nim Robert De Niro czy Jack Nicholson - spędza wiele miesięcy wśród ludzi na wózkach, by "wczuć się w rolę". I nawet na wózku emanuje seksem, odsuwa w cień wszystkich. "Jest jak magnes. Każdy, kto znajdzie się w strefie jego oddziaływania, będzie zgubiony" - piszą krytycy. Choć film nie jest hitem, o aktorze mówi się bez przerwy. Oferty ról spływają same. Gdy po trzyletnim maratonie "Tramwaju..." na Broadwayu Elia Kazan decyduje się nakręcić film, jedno jest pewne - to Brando znowu zagra Stanley'a. Jako Blanche DuBois pojawia się dobiegająca czterdziestki Vivien Leigh - niezapomniana Scarlett O'Hara.

Film Kazana postrzegany jako dzieło godzące w ówczesną obyczajowość, zdobywa uznanie krytyków i publiczności. To kino pełne zmysłowości, przekraczające usankcjonowane granice obyczajowości. Opowieść o psychicznie niezrównoważonej Blanche, która po bankructwie trafia do mieszkania siostry i jej męża Stanley'a Kowalskiego - szowinisty i prostaka, otwiera nowy rozdział w światowej kinematografii. Brando buduje swoją postać w opozycji do subtelnej Blanche, przeraża wulgarnością, a mimo to trudno oprzeć się jego zmysłowości. Hollywood, preferujące dotąd na ekranie "stylową grę" (teatralność), odkrywa przeciwieństwo takiego aktorstwa.

"Tramwaj..." dostaje aż 12 nominacji do Oscara, z czego cztery zamieniają się w statuetki - m.in. za rolę dla Vivien Leigh, chociaż Brando usuwa ją w cień na ekranie. Ale Akademia nie honoruje tak młodych aktorów. Wyróżniony "tylko" swoją pierwszą nominacją Marlon i tak jest jednak największym wygranym. Postać Stanley'a okaże się preludium do tej, która zbuduje jego wizerunek - do Johnny'ego z filmu Laslo Benedeka "Dziki".

Charyzmatyczny Johnny, przewodzący motocyklowej bandzie pod nazwą Black Rebels stanie się symbolem sprzeciwu młodych wobec konserwatywnych "starych". Sam film powstaje pod prąd amerykańskiej modzie postrzegania własnego kraju jako oazy szczęśliwości. Johnny uosabia bunt młodych Amerykanów, którzy zaczynają się ubierać jak bohaterowie filmu (w kurtki motocyklowe) i słuchać rock'n'rolla. Te przemiany kulturowe stają się gruntem dla hippisów. Debiutujący niebawem James Dean i jego "Buntownik bez powodu" będzie naśladowaniem tego, co pokazał Brando.

Narodziny gwiazdy i Oscar

To, co dzieje się po premierze filmu Kazana, dziś nazwalibyśmy "brandomanią". Rodzi się nowy typ amerykańskiego idola - w obcisłym T-shircie i dżinsach. W wieku 26 lat Brando jest ikoną. Od początku męczy go popularność. Jest też wybredny, gdy mowa o rolach. Dopiero pod koniec życia, zadłużony, próbujący wyciągnąć z kłopotów własne dzieci, zacznie przyjmować wszystkie.

Po "Tramwaju..." kolejnym filmem duetu Brando - Kazan jest "Viva Zapata" - opowieść o życiu meksykańskiego rewolucjonisty. Brando zdobywa kolejną nominację do Oscara. Gdy dostaje rolę w "Juliuszu Cesarze" Josepha Mankiewicza, chce odmówić. On, prostak z Nebraski, mamroczący kwestie, miał wystąpić z Johnem Gielgudem? Ale matka podkreśla: "Dopóki nie zagrasz Szekspira, nie staniesz się w pełni aktorem". Jako jedyny aktor tego filmu otrzymuje trzecią nominację do Oscara za rolę Marka Antoniusza.

W Ameryce trwa wówczas "polowanie na czarownice", a Kazan podczas przesłuchania przed komisją ds. "działalności antyamerykańskiej" przyznaje, że należał do partii komunistycznej. Wymienia też nazwiska kolegów z branży. Jeden z największych reżyserów amerykańskich zapewnia sobie tym ruchem ostracyzm środowiska. Marlon płacze jak dziecko, gdy słyszy, że mistrz okazał się zdrajcą. Dwukrotnie odmawia mu współpracy, by zgodzić się w końcu na rolę w "Na nabrzeżach", która przyniesie mu Oscara. Kazan tłumaczy się przed młodszym 20 lat Marlonem, że nie chciał nikogo skrzywdzić.

W "Na nabrzeżach", jednym z najlepszych filmów lat 50., Marlon gra dokera związanego z mafią, który pod wpływem uczucia zmienia swoje życie. W stworzonej jakby dla niego kreacji jest liryczny i zarazem okrutny. W tej opowieści o moralnej odnowie, przemianę bohatera odczytywano jako próbę tłumaczenia się Eli Kazana. Końcowa scena, gdy bohater przemierza własną drogę krzyżową, nim dostąpi odkupienia, trafiła na listę dziesięciu najlepszych finałów w historii. Brando stworzył tu jedną z najważniejszych ról.

W 1955 r. odebrał za nią pierwszego Oscara, a obrazowi przypadło ich aż osiem - w tym dla najlepszego filmu i reżysera. Mimo gigantycznego sukcesu, nie wystąpił już w żadnym filmie Kazana.

Najbardziej dyskretny facet w Ameryce

W 1954 roku Brando ma 30 lat, na koncie trzy nominacje do Oscara i jedną statuetkę, wielkie pieniądze i serdecznie dość Hollywood. Wcześniej zrobił niestety to, przed czym bronił się przez lata - podpisał kontrakt z wytwórnią Fox. Podczas zdjęć do kuriozalnego filmu "Desiree", w którym gra Napoleona, ucieka z planu. Szef wytwórni pozywa go o 2 mln dolarów, co jest wtedy kwotą kolosalną, i zmusza do powrotu.

Nic nie doskwiera mu tak bardzo jak sława. Gdy jego samochód stoi w korku w Nowym Jorku, fani tłuką szyby. Gdy ucieka do Paryża, wielbiciele korkują drogę z lotniska. Jest najbardziej pożądanym aktorem na planecie, a myśli o tym, by zawód porzucić. W biografii wyzna Groblowi, że czuł się jak ptak w złotej klatce. Przez cale życie niczego nie pragnął równie mocno jak wolności.

Otacza go uwielbienie kobiet, jak i mężczyzn. Już w początkach kariery na Broadwayu po spektaklach czekał na niego tłum wielbicielek. Brando wskazywał palcem szczęściarę, której zamierzał poświęcić wieczór. Gdy teatr zamieni na kino, fanki przeniosą się pod jego dom. Marylin Monroe, Ava Gardner, Ursulla Andrews. Ponoć miał je wszystkie.

- Niczego, nawet wielkiego talentu, nie zazdrościłem mu tak, jak wzięcia u bab. Ten facet mógł mieć każdą kobietę na świecie! - po latach wspomina Jack Nicholson, jedyny przyjaciel, jakiego Brando miał w Hollywood. On sam raz tylko przyznał: "Możliwość wzięcia sobie do łóżka każdej kobiety była zaiste upajająca". Mimo to, jego dawne kochanki tytułowały go "najbardziej dyskretnym facetem w Ameryce". W jego autobiografii nie pada żadne kobiece nazwisko.

Któregoś dnia na okładce magazynu Brando widzi piękną brunetkę. Dziewczyna nazywa się Rita Moreno - to pochodząca z Portoryko piosenkarka i aktorka, nagrodzona Oscarem za rolę w "West Side Story". Każe ją odnaleźć, a potem spędzi z nią 10 lat. Gdy ją porzuci, Rita spróbuje popełnić samobójstwo. 

Kolejna piękność, z Indii, Anna Kashfi zostanie jego żoną. Okaże się naciągaczką, ale urodzi mu syna Christiana. Po kolejnych ośmiu miesiącach spotkają się w sądzie - ona zabierze dziecko, o które będą walczyć. Życie Christiana okaże się pasmem nieszczęść. Podobnie zresztą jak większości licznego potomstwa aktora (oficjalnie wiadomo o 12 dzieciach).

Pożegnanie Hollywood

Im bardziej Hollywood na niego naciska, tym bardziej Brando robi wszystko, by utrudnić życie producentom. W 1962 r. powstaje wysokobudżetowa produkcja "Bunt na Bounty". W trakcie zdjęć wciąż zmienia się reżyser - żaden nie może wytrzymać z Brando. Ten zastrzegł sobie prawo do zmian w scenariuszu i robi to...27 razy!

Opowieść o głośnym buncie załogi w XVIII w. na okręcie Bounty omal nie doprowadza MGM-u do bankructwa. Koledzy wspominają: "Brando znienawidził aktorstwo, gdy odkrył, jak działa hollywoodzka machina". Niebawem ucieka na wyspę Tetiaroa. Ale przedtem poślubi kolejną egzotyczną piękność, Meksykankę Movitę Castaneda, która urodzi mu dwoje dzieci: syna Miko i córkę Rebeccę. Z nią także się rozwiedzie, gdy zacznie romans z piękną, 19-letnią Tahitanką na planie "Buntu na Bounty".

W końcu Hollywood ma dość Brando. On wyjeżdża z uczuciem ulgi i pragnieniem robienia czegoś pożytecznego. Zostaje wysłannikiem z ramienia UNICEF-u do spraw dzieci. Jedzie do Bengalu i wysyła dramatyczny apel o pomoc dla głodujących. Ofiarowuje na ten cel ogromne sumy. "Nareszcie czuję, że żyję!" - notuje.

Walczy z segregacją rasową i zabiega o prawa Indian. Naraża życie, biorąc udział walce u boku szczepu Menominee o zwrot ziemi, pod ostrzałem karabinów. Po jego śmierci "Newsweek" napisze: "Przeciętny Amerykanin jednym tchem wymienia kochanki Brando, pojęcia nie ma za to, ile zrobił dobrego dla bezbronnych i krzywdzonych".

Zmartwychwstanie i upadek

Film Fishmana z Billym Zanem ma się skupić właśnie na okresie po wyjeździe Brando z Hollywood. Na jego najszczęśliwszych latach, gdy wraz z Taritą, trzecią i ostatnią żoną, mieszkał na wyspie Tetiaroa. Kupił ją jeszcze podczas realizacji "Buntu na Bounty". Piękna Tahitanka urodzi mu kolejną dwójkę dzieci: syna Simona i córkę Cheyenne.

Życie jakie prowadzi Brando na wyspie, w ekologicznej chacie z drzewa palmowego, w niczym nie przypomina luksusu Hollywood. Buduje na wyspie szkoły, ściąga na nią rdzennych Tahitańczyków, pisze apele w obronie tych, którzy szukają jego pomocy. Ale mimo obietnic zerwania z Hollywood, zobowiązania wobec dzieci sprawią, że potrzebuje pracy. A że Hollywood jest na niego obrażone, gra za niewielkie pieniądze, w filmach, które kończą się klapami. Wytwórnie wytykają mu "alienowanie się od środowiska" i piszą o końcu wielkiego aktora.

I nagle w 1972 r. przychodzi propozycja od Francisa Forda Coppoli. Brando nie wie, że wytwórni, która nie chce o nim słyszeć, reżyser oznajmia: "Bez Brando nie ma 'Ojca chrzestnego'". A Paramount ma chrapkę na adaptację Mario Puzo.

Nie oszczędzą mu próbnych zdjęć. Brando sam robi sobie makijaż - 48-letni ma grać seniora rodu. Wpycha do ust piłeczki pingpongowe, coś mamrocze pod nosem, porusza się jak starzec. Producent Bob Evans ogląda próbne zdjęcia: "Ten skurczybyk jest genialny"! Po latach jego następcy, Robert De Niro i Al Pacino, z nabożeństwem będą wspominać, jak zahipnotyzowani obserwowali go na planie. Powstaje arcydzieło nieporównywalne z żadnym filmem o mafii, a jego największą ozdobą jest Brando w roli Don Vita Corleone. Historia mafijnego rodu, dla którego zbrodnia jest codziennością, ale który nie przekracza honorowych zasad, okazuje się jednym z najważniejszych dzieł kinematografii. Obraz otrzymuje trzy Oscary: za najlepszy film, scenariusz i dla najlepszego aktora - Marlona Brando.

Hollywood znów kłania się geniuszowi. "Król powrócił" - krzyczą tytuły. On pokaże, że nie liczy się z ich zdaniem. Nie pojawi się na ceremonii Oscarów. Zamiast niego na podium wchodzi przedstawicielka plemienia Apaczów Sacheen Małe Pióro. Informuje, iż aktor odmówił przyjęcia Oscara na znak protestu przeciw dyskryminacji rdzennej ludności - Indian amerykańskich i akcji sił zbrojnych USA w rezerwacie Wounded Knee.

Wybucha kolejny skandal. "Wstydzę się, że jestem Amerykaninem"- oświadcza Brando. Do afery by nie doszło, gdyby stacje transmitujące Oscary, pokazały jego dokument o życiu Indian w rezerwatach i dyskryminacji.

W tym samym roku Bernardo Bertolucci kręci kontrowersyjny dramat o sadomasochistycznym związku młodej dziewczyny i złamanego życiem wdowca - "Ostatnie tango w Paryżu". Brando znów tworzy genialną kreację. Pokazuje się światu przejmująco nagi - odgrywa własne życie. Bertolucci, wspominając pracę z nim, mówi: "Nie zdarzyło się, bym dostał od aktora tak wiele". Akademia siódmy raz nominuje go do Oscara.

Ostatnią wielką kreację zagra w 1979 roku, ponownie u Coppoli, w "Czasie Apokalipsy". Przeciwnik wojny w Wietnamie, znów błyśnie wielkim talentem. Szalony pułkownik Kurtz, dezerter wśród dzikusów, zepchnie na dalszy plan Martina Sheena i Roberta Duvala. Ogolona głowa w ciemności, dziki wzrok człowieka, którego wojna doprowadziła do szaleństwa, zostają pod naszymi powiekami jeszcze długo po skończonym seansie.

Jest rok 1979. Film zdobywa Złotą Palmę w Cannes, w czym ogromna zasługa Brando.

Aktor wszech czasów

Marlon Brando przeżyje jeszcze dokładnie ćwierć wieku. Nie zagra już roli na miarę swojego talentu. Ostatnie dwie dekady życia będzie brał wszystko, co mu zaproponują - byle za duże pieniądze. Wyda je na dzieci, na które nieszczęścia posypią się lawiną. Za małą rolę Jor-Ela w "Supermanie" dostanie 10 milionów dolarów, wówczas astronomiczną sumę. Jednak nie uratuje dzięki niej rodziny.

W 1990 roku jego pierworodny syn Christian zastrzeli kochanka przyrodniej siostry Cheyenne, będącej w ciąży ze znęcającym się nad nią mężczyzną. Choć zabójstwo jest nieumyślne, na wiele lat trafi do więzienia. Cheyene parę lat później popełni samobójstwo, wieszając się w domu na Tahiti. W wypadku samochodowym ginie żona kolejnego syna, Mika Brando. Sam Miko, jako jeden z ochroniarzy Michaela Jacksona, zostanie posądzony o stręczycielstwo w aferze piosenkarza oskarżonego o pedofilię. 

Choć całe życie uciekał przed medialnym zgiełkiem, nie było mu dane zaznać spokoju. Każdy z rodzinnych dramatów trafiał na pierwsze strony gazet. Pod koniec życia załamany, ważący 160 kg aktor, przestał wstawać z łóżka. Zajadał nieszczęścia. Reszty dopełniły cukrzyca i choroba serca.

1 lipca 2004 roku w Ameryce na dalszy plan zeszła nawet wojna w Iraku. Stacje telewizyjne przerwały program, by poinformować o śmierci aktora wszech czasów. Do końca opiekował się nim Jack Nicholson, który na jego prośbę poprowadził też kondukt żałobny. Ponoć ostatnie słowa Brando brzmiały: "Chyba byłem zły ojcem". Żegnając go Jack Nicholson powiedział: "Był największym aktorem, jaki kiedykolwiek chodził po Ziemi".