Reklama

Polska dysponuje dwiema pięknymi mierzejami - Helską i Wiślaną. Zdecydowanie popularniejsza jest ta pierwsza, ze swoimi flagowymi atrakcjami w postaci Jastarni, Juraty czy Helu. Mierzeja Wiślana ma inny klimat. Tutaj życie zdaje się toczyć nieco wolniej, a jedynym skupiskiem turystów jest w zasadzie Krynica Morska.

To w niej kumulują się wszystkie typowe dla polskiego wybrzeża błyskotki i kicze. Są piłki z wizerunkami postaci z bajek, parawany w każdym możliwym kolorze świata, magnesy z imionami czy kubki ze zdjęciami plaży. Jest też parę lepszych lub gorszych smażalni ryb i sporo pensjonatów. Wystarczy jednak pojechać kilka kilometrów dalej, aby znów poczuć dziewiczy charakter regionu.

Reklama

Mierzeję przecina jedna droga - DW501. To wąska trasa biegnąca przez gęsty las. Kiedy z naprzeciwka nadjeżdża kamper lub samochód z przyczepą, trzeba mocno odbić kierownicą w prawo, aby dwa pojazdy przecisnęły się obok siebie. Tym, co dodatkowo spowalnia ruch, jest fakt, że wokół Krynicy Morskiej kursują turystyczne busiki, których prędkość jest ograniczona do 25 km/h. Zdarza się więc nierzadko, że za takim wehikułem formuje się sznur osobówek szukających sposobności, aby wyprzedzić marudera.

Ostatecznie każdy - szybciej bądź wolniej - i tak dotrze jednak w to samo miejsce. DW501 urywa się bowiem w Nowej Karczmie, swoistej eksklawie Krynicy Morskiej. To ciekawy twór - sprawia wrażenie odrębnej wsi, tymczasem z administracyjnego punktu widzenia stanowi część rzeczonego miasta (choć oddaloną od niego o kilkanaście kilometrów). Co więcej, Nowa Karczma w powszechnej świadomości funkcjonuje jako Piaski.

Granica Polski z Rosją. Trzy kilometry wędrówki

Dojechałem swoim samochodem najdalej, jak tylko się dało - do parkingu położonego przy ulicy Bursztynowej. Tam zostawiłem auto, a minutę później byłem już na plaży. Pogoda tego dnia nie zachęcała jednak do wędrówki po piasku (było deszczowo, a termometr wskazywał 11 stopni Celsjusza), więc zawróciłem i wybrałem ścieżkę przez las. To był dobry wybór - po szutrze idzie się szybciej, a na dodatek zapach drzew wyzwalał we mnie endorfiny. Do celu swojej podróży miałem trzy kilometry, o czym informował mnie znak.

Ścieżka jest prosta i płaska. Bez problemu pokona ją dziecko, niczym trudnym nie będzie też poprowadzenie tamtędy wózka. Nie ma możliwości zgubić się - wystarczy iść przed siebie, a raz na jakiś czas zerknąć na przydrożne znaki, aby dowiedzieć się, ile zostało do przejścia. 

Po mniej więcej 30 minutach dotarłem do szlabanu. Kilka metrów za nim znajduje się tablica informująca o tym, że znajdujemy się na granicy Krynicy Morskiej, która jest jednocześnie zewnętrzną granicą Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską. Dalej pójść już nie można.

Tych, którzy zakaz ignorują, nie brakuje. Na różnego rodzaju forach internetowych można natknąć się na relacje i zdjęcia osób, które przeszły przez szlaban i ruszyły dalej. Każda taka wycieczka kończy się interwencją Straży Granicznej. Zazwyczaj funkcjonariusze pouczają krnąbrnych obywateli i odsyłają z powrotem do bezpiecznej strefy. Podobnie dzieje się na wodzie - czasem jednostki pływające wypuszczają się zbyt daleko. O szczegółowe dane zapytałem podporucznik Katarzynę Przybysz z Morskiego Oddziału Straży Granicznej.

- Funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Krynicy Morskiej w 2025 roku odnotowali dwa naruszenia stref zamkniętych dla żeglugi i rybołówstwa przez jednostki rekreacyjne na Zatoce Gdańskiej. Sternicy zostali ukarani mandatami karnymi w wysokości 500 złotych każdy - wytłumaczyła Przybysz. - Odnotowali jedno wkroczenie na pas drogi granicznej, co zakończyło się również wystawieniem mandatu karnego w kwocie 500 złotych. Funkcjonariusze skontrolowali cztery osoby zmierzające w kierunku granicy z Federacją Rosyjską, informując o konsekwencjach prawnych przekroczenia granicy państwowej wbrew przepisom, nie dopuszczając tym samym do popełnienia wykroczenia.

Śmiałkowie są na przegranej pozycji. Przeciwko nim przemawiają konkretne przepisy - za podstawową regulację penalizującą nielegalne przekroczenie granicy na gruncie polskiego prawa należy uznać art. 49a Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym kto wbrew przepisom przekracza granicę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze grzywny.

Granica Polski z Rosją na Mierzei Wiślanej. Mit powielany od lat

Granica Polski z Rosją na Mierzei Wiślanej jest szczególnie mocno narażona na dezinformację. Regularnie pada ofiarą manipulacji, półprawd i niedopowiedzeń. W dużej mierze odpowiada za to... siatka. Lekkie ogrodzenie ciągnie się przez kilkaset metrów, zahaczając o wspomniany powyżej szlaban. W marcu zeszłego roku pewien użytkownik serwisu TikTok nagrał tam krótkie wideo, sugerując, że to, co na nim widać, to umocnienie naszej granicy z Federacją Rosyjską.

33-sekundowe nagranie stało się viralem. W krótkim czasie zebrało trzy miliony wyświetleń i było szeroko udostępniane. Wielu internautów uwierzyło w to, co widzi, choć treść filmu była kłamliwa, a wręcz szkodliwa z punktu widzenia polskiej racji stanu. "Tak wygląda granica Polski z Rosją nad morzem" - głosił krzykliwy tytuł nagrania.

Prawda jest natomiast taka, że za chybotliwą siatką wciąż rozciąga się terytorium RP. Ogrodzenie w żadnym stopniu nie stanowi naszej granicy z Federacją Rosyjską.

- Siatka (zapora w postaci lekkiego płotu) na plaży w Piaskach przy wejściu numer 1 znajduje się tam już od kilkudziesięciu lat. Jest pozostałością po ostoi zwierzyny. Nie stanowi ona ani oznakowania granicy państwowej z Federacją Rosyjską, ani tym bardziej jej zabezpieczenia. Granica państwowa z Federacją Rosyjską w rzeczywistości oddalona jest od tej siatki przeszło 300 metrów - wyjaśniła mi podporucznik Przybysz.

Jak dodała moja rozmówczyni - siatka należy do Nadleśnictwa w Elblągu. Pod jurysdykcją Straży Granicznej znajduje się natomiast teren od szlabanu aż po faktyczną granicę z Federacją Rosyjską.

- Granica lądowa na odcinku z Obwodem Królewieckim na Mierzei Wiślanej liczy około 850 metrów i stanowi jednocześnie zewnętrzną granicę Unii Europejskiej i strefy Schengen. Obszar o szerokości 15 metrów, licząc w głąb kraju, od linii granicy państwowej stanowi pas drogi granicznej, na który wejście jest zabronione. Sama granica, jak i pas drogi granicznej, oznakowane są w dobrze widocznych miejscach specjalnymi tablicami o treści "Granica państwa przekraczanie zabronione" oraz "Pas drogi granicznej - wejście zabronione" - dodała funkcjonariuszka.

Mając świadomość tajemnicy operacyjnej, postanowiłem pomimo tego zapytać o szczegóły dotyczące pracy strażników granicznych. Chciałem dowiedzieć się, ilu mundurowych każdego dnia pełni służbę i z jakich urządzeń mogą korzystać.

- Lądowa część granicy państwa ochraniana jest przez funkcjonariuszy z Placówki Straży Granicznej w Krynicy Morskiej. Natomiast odcinek granicy państwowej na Zalewie Wiślanym, liczący około 10 kilometrów, ochraniany jest przez funkcjonariuszy operujących jednostkami pływającymi i poduszkowcami z Kaszubskiego Dywizjonu Straży Granicznej z bazą w Starej Pasłęce. Służba na granicy pełniona jest całodobowo przez cały rok. Strażnicy graniczni mają do dyspozycji nowoczesny sprzęt do wykonywania swoich codziennych zadań, w tym różnego rodzaju urządzenia techniczne i monitorujące zabezpieczające granicę państwową. Dzięki temu cały ten teren jest właściwie nadzorowany i chroniony - odpowiedziała mi Przybysz, wyraźnie dając do zrozumienia, że nie powie niczego ponad to, co może trafić do publicznej informacji.

Granica jest, przejścia granicznego nie ma

W latach 60. ubiegłego stulecia na Mierzei Wiślanej funkcjonowało rzeczne przejście graniczne pomiędzy Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Dopuszczony był tam ruch towarowy. Później przejście zamknięto i do dziś nie ma możliwości dostać się z polskiej strony mierzei do Obwodu Królewieckiego.

Już w XXI wieku pojawiły się pomysły, aby reaktywować punkt. Toczyły się w tej sprawie rozmowy, a przejście miało nazywać się Piaski-Bałtyjsk. W 2016 roku zlikwidowano jednak mały ruch graniczny pomiędzy Polską a Obwodem Królewieckim, oficjalnie jako powód podając organizację szczytu NATO w Warszawie i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Tym samym upadł też pomysł utworzenia przejścia.

- Na Mierzei Wiślanej nie ma przejść granicznych. Najbliższe znajdują się w województwie warmińsko-mazurskim - podsumowała podporucznik Katarzyna Przybysz.