materiały prasowe
Klara Bogucka-Łabęcka 05:00 01.01.22

Jej Wysokość Marlena Dietrich

M

M iałam trzy lata, gdy dotarło do mnie, że nie mam matki - należę do Jej Wysokości - tak w biografii Marleny Dietrich "Prawdziwe życie legendy kina" napisała jej córka, Maria Riva. Opowiedziała o kobiecie, która sto lat temu żyła tak, jak dopiero dziś zaczynamy żyć, odkrywając także jej nieznaną, ciemną stronę. O wielkiej gwieździe, która rozkochała w sobie Ernesta Hemingwaya, Gary'ego Coopera i kochankę Grety Garbo, i przez całe życie kreowała własną legendę. 27 grudnia 2021 roku minęła 120. rocznica jej urodzin.

Reklama

Nie była klasyczną pięknością, choć przeszła do historii kina jako jedna z największych seksbomb w jego dziejach. Jej wygląd - sceniczny i ekranowy, od początku do końca uformował odkrywca, mentor i kochanek Marleny, reżyser Josef von Sternberg. Swoim filmem "Błękitny anioł" wyznaczył również początek jej kariery.

Na początku von Sternberg wymusił na niej zrzucenie kilkunastu kilogramów, a potem wysłał ją do dietetyczki. Ta, oprócz diety, nauczyła ją dbać o figurę i pokazała ćwiczenia, które rzeźbiły jej ciało. Reżyser nauczył ją poruszać się przed kamerą i operować głosem tak, że jej niski, niemal męski alt, zaczął fascynować zmysłowością. Pisano potem o głosie "tak smutnym, tak pełnym tęsknoty, że kto go usłyszał, nie był już w stanie zapomnieć". 

Reklama

To także von Sternberg wyszkolił operatorów, by oświetlali ją wyłącznie z góry - dzięki temu jej szeroka twarz zyskiwała idealny owal, a spojrzenie spod półprzymkniętych powiek, kiedyś nazwane "ospałym", nabierało erotycznej drapieżności. Jak gdyby jego właścicielka znajdowała się na granicy jawy i snu. 

Marlena pilnowała tego oświetlania do końca kariery. Miała je wpisane w każdym kontrakcie. Niczego w życiu nie pragnęła tak bardzo, jak wielkiej sławy i podporządkowała jej absolutnie wszystko w swoim życiu.

- Chcesz być sławna czy szczęśliwa? - zapytał ją u progu kariery Josef von Sternberg, gdy narzekała, że każe jej się głodzić i katuje kolejnymi żądaniami. Już wtedy wiedziała, że posiadanie obu tych rzeczy jednocześnie jest mrzonką.

Będąc sławną, nienawidziła każdego, kto próbował majstrować przy jej legendzie, pilnując, by pozostała nietknięta. Byłaby zapewne święcie oburzona faktem, że jej córka, Maria Riva, w swojej książce próbuje ją "podkopać". 

Biografia gwiazdy "Marlena Dietrich. Prawdziwe życie legendy kina" ukazała się w Ameryce niemal natychmiast po jej śmierci, w 1992 roku. Do Polski trafiła dopiero teraz, w 120. rocznicę jej urodzin.

Urodzona do sławy

Marie Magdalena Dietrich przyszła na świat 27 grudnia 1901 roku w Berlinie, jako drugie dziecko pruskiego oficera z wyższych sfer i córki jubilera. "Olśniewające stworzenie z idealnie kształtną główką z aureolą włosów w kolorze zachodzącego słońca. Jej skóra mieniła się niczym orientalne perły, a błękit skrzył się spod opadających powiek" - wspomina słowa babki, matki Marlene, w swojej biografii Maria Riva. Młodsza o rok siostra przyszłej gwiazdy zawsze miała już być w jej cieniu.

Od najmłodszych lat Lena - bo tak mówili do niej rodzice - żyła w przekonaniu o własnej niezwykłości. W wieku lat 11 połączyła oba imiona, mianując się Marleną. Ojciec dziewczynek już wtedy nie żył, a matka poślubiła jego przyjaciela, który zginął wraz początkiem wojny w 1914 roku. Dzielna Josephine Dietrich robiła wszystko, by zapewnić dziewczynkom odpowiednią edukację.

Marlene z pasją grała na skrzypcach, marząc o wielkiej karierze. Gdy jej planom przeszkodziła trwała kontuzja nadgarstka, zainteresowała się teatrem. W wieku 20 lat została zatrudniona jako chórzystka w wodewilowym Girl-Kabarett Guido Thielschera, występując w kolejnych rewiach. 

Maria Riva pisze, że "do 1922 roku Marlene biegała po całym Berlinie i grała każdą rolę, kiedy akurat potrzebowano aktorki". Miała energię i wpojono jej pruską dyscyplinę, a w Berlinie studia filmowe wyrastały niczym grzyby po deszczu. Najważniejszym okazała się tzw. UFA, do której trafiła za sprawą przesłuchania do filmu von Sternberga.

W 1923 roku 22-letnia aktorka poznała na planie "Tragedii miłości" asystenta reżysera Rudolfa Siebera i wkrótce go poślubiła. Rok później na świat przyszła jedyna córka pary, Maria, która w żaden sposób nie zmieniła życiowych planów Marleny.

Rudi zajął natychmiast w jej życiu "tylne miejsce", godząc się na niezliczone romanse żony, sypiającej zarówno z mężczyznami, jak i kobietami, oraz na rolę kustosza jej listów miłosnych. "Rogacz i menadżer" - napisał ktoś złośliwie, i trudno nie przyznać mu racji.

Ale to stało się dopiero po sukcesie "Błękitnego anioła".

"Błękitny anioł" wchodzi do gry

Austriacki reżyser Josef von Sternberg miał już pozycję w Hollywood, gdy postanowił nakręcić "Błękitnego anioła" w niemieckim UFA. Mimo protestów producenta i gwiazdora filmu Emila Janningsa, rolę tę otrzymała nikomu wówczas nieznana chórzystka i tancerka Marlena Dietrich. Reżyser był zafascynowany mieszanką jej niewymuszonego seksapilu i prowokacyjnej wulgarności. Za tą maską dostrzegał też prawą, odważną kobietę, jaką miała się później okazać, gdy zapanuje faszyzm. 

"Błękitny anioł" to opowieść o nauczycielu gimnazjum, który zakochuje się w aktorce kabaretowej, a to uczucie wyniszcza go od środka. Marlena oprócz talentu i spojrzenia wampa, demonstruje tu nogi, na widok których, będą tracić głowę kolejni mężczyźni. Nogi, które z czasem ubezpieczy na kilka milionów dolarów. Film odnosi gigantyczny sukces, a Marlena staje się gwiazdą. Spycha w cień Janningsa, który mówi z podziwem: "Powinienem cię udusić, gdy w filmie pojawiła się taka scena!". 

Amerykańskim dystrybutorem "Anioła..." zostaje Paramount Pictures, który proponuje Marlenie kontrakt. Jedzie tam sama z von Sternbergiem, który jest już jej kochankiem. Wkrótce kręcą "Maroko" - historię piosenkarki, która trafia do Afryki Północnej i zakochuje się w żołnierzu Legii Cudzoziemskiej (Gary Cooper). Ubrana we frak śpiewa piosenkę, potem schodzi ze sceny i całuje w usta siedzącą przy stoliku kobietę. To pierwsza lesbijska scena w historii kina. Na Marlenie nie robi wrażenia, na widzach owszem. Za rolę dostaje swoją pierwszą i jedyną nominację do Oscara.

Gary Cooper wygląda wtedy niczym młody bóg, a Marlena natychmiast wdaje się z nim w romans, choć on jest w związku z meksykańską aktorką Lupe Vélez . Ta powie po latach: "Gdybym miała okazję to zrobić, wydłubałabym oczy Marlenie". Dziko zazdrosny o nią jest także reżyser. Urządza jej awanturę w miejscu publicznym. Wybucha skandal. 

- Miewam wielu kochanków - mężczyzn i kobiety. Musisz się pogodzić z tym, że cię nie kocham - mówi Marlena do Sternberga w obecności ekipy. W trakcie jednego z wywiadów wyznaje wprost, że w Berlinie zostawiła męża i córkę, i chce wracać. W kolejnym filmie ze Sternbergiem "Szanghaj Ekspres" gra prostytutkę. I jest fascynująca.

- Wzywamy do bojkotu "Maroka" i innych filmów pani Dietrich, albowiem grywa ladacznice i jest wyrodną matką, która zostawiła dziecko u Hunów - grzmi organizacja kobieca "Córy Amerykańskiej Rewolucji". Sternberg rozwodzi się, a jego była żona pozywa Marlenę za... "kradzież" miłości reżysera. Publicznie broni Marleny jej własny mąż. 

Sternberg mówi "dość"

W połowie lat 30. Marlena jest najlepiej zarabiającą aktorką na świecie. Budzi sensację, chodząc w spodniach i fraku. Zakłada do niego cylinder i biały krawat. "Marlena Dietrich osiągnęła wygląd hybrydowej seksualności na długo zanim stał się akceptowalny" - napisze po latach wybitna krytyczka Pauline Kael.

W 1933 roku do władzy w Niemczech dochodzi Hitler. Naziści wzywają Dietrich do powrotu do kraju. Pojawia się lawina tekstów sugerujących, że "zdradza Niemcy z żydowskimi filmowcami z Hollywood", że wyrzekła się niemieckiej tożsamości. W 1937 roku Goebbels przysyła swoich ludzi z poleceniem, że ma wrócić, bo "Rzesza pani potrzebuje".

Marlena kategorycznie odmawia faszystom. W 1939 przyjmuje obywatelstwo amerykańskie, rezygnując z niemieckiego. Ściąga do Ameryki męża i córkę wraz z jej ukochaną nianią, a jego kochanką od lat, Tamarą Matul. Nawet gdy pojawi się w Berlinie 20 lat po wojnie, w latach 60., przez część rodaków nadal oskarżana będzie o wyparcie się własnej ojczyzny. Nigdy jej tego nie wybaczą.

Ze Sternbergiem Marlena kręci w sumie aż sześć filmów, z których dwa ostatnie uważane są za słabsze, ale nadal dobrze się je ogląda. Zwłaszcza ostatni "Diabeł ma twarz kobiety", w którym Marlena wygląda zjawiskowo. Ma u stóp Hollywood, ale już nie znajdzie reżysera, który poświęcałby jej tyle uwagi, co Sternberg. On rezygnuje, bo jest zdania, że ich związek go wyniszcza. "Niszczysz moją karierę. Bez ciebie jestem nikim" - mówi Dietrich.

Wie dobrze, ile mu zawdzięcza. Kolejne jej filmy, jak przewiduje, okazują się dużo słabsze. Gdy Europa się wykrwawia, amerykański przemysł rozkwita. Powstają takie dzieła jak "Przeminęło z wiatrem" czy "Casablanca", a wraz z nimi pojawiają się nowe gwiazdy. 

Na role w tych filmach Marlena jest już zbyt dojrzała, a Hollywood bez von Sternberga wyraźnie nie ma na nią pomysłu. Zwłaszcza, że seksownych wampów przybywa jak grzybów po deszczu. Minie kolejna dekada, nim fabryka snów odkryje, że słynna femme fatale jest także dobrą aktorką.

Romans z Douglasem Fairbanksem Jr., który jest mężem Joan Crawford, ściąga na nią falę krytyki. Żony uznanych reżyserów niechętnie widzą ich na planie z Marleną, z obawy o swoje związki. Dopiero w 1946 roku francuski reżyser George Lacombe kręci dramat kryminalny "Martin Roumagnac", w którym obok Jean Gabina obsadza Marlenę Dietrich. Film odnosi sukces, a para zakochuje się w sobie.

Spośród coraz rzadziej kręconych filmów z udziałem Dietrich, warto wymienić przynajmniej dwa świetne tytuły: zrealizowanego w 1957 roku z Billym Wilderem "Świadka oskarżenia", za udział w którym nominowano ją do Złotego Globu, oraz głośny "Wyrok w Norymberdze" Stanleya Kramera.

Mężczyźni i kobiety jej życia

Dziwne to było małżeństwo: Marlena Dietrich i Rudolf Sieber, bo niemal od samego początku ona wikłała się w relacje z innymi partnerami. Jeszcze nim ściągnęła męża i córkę do Hollywood, Matul zaszła w ciążę z Rudim. Marlena wymusiła wtedy na obojgu jej przerwanie, obawiając się skandalu.

To także ona utrzymywała tych dwoje cały czas - najpierw w Europie, a później na ranczu w dolinie San Fernando, niedaleko Hollywood, gdzie od 1953 roku Rudi prowadził dobrze prosperującą fermę drobiu i... sprzedawał jajka. Do końca życia bronił ją przed niewybrednymi atakami, zarzucającymi jej rozwiązłość. Kiedy miał zawał w 1956 roku, nagrywająca wtedy piosenki w Paryżu Marlena rzuciła wszystko i przyleciała, by się nim opiekować.

W całej swojej karierze Dietrich miała tak wiele romansów (niektóre trwały dziesięciolecia, często nakładające się na siebie), że nie sposób wymienić wszystkie. Były znane mężowi, któremu miała zwyczaj przekazywać listy od swoich kochanków, czasem żaląc się na nich.

W 1951 roku zagrała w filmie "Nie ma autostrad w chmurach" z wielkim Jamesem Stewartem. Ten związek trwał do dnia, w którym Dietrich powiedziała mu w samolocie, że w zaszła w ciążę, ale dokonała już aborcji, nie pytając go o zdanie. Wtedy się rozstali.

Fascynowali ją mężczyźni inteligentni i utalentowani. Uwielbiała Orsona Wellesa, bo uważała, że jest skończonym geniuszem. "Kiedy z nim rozmawiam, czuję się jak podlewane drzewo" - wyznała w jednym z wywiadów.

Miała słabość do pisarzy. W 1938 Dietrich nawiązała bliższe relacje z autorem "Na zachodzie bez zmian". Erich Maria Remarque słynął zresztą z fascynacji pięknymi aktorkami. Później poznała także Ernesta Hemingwaya i ten związek pozostaje tajemnicą. Niewykluczone, że był wyłącznie platoniczny, bo tak wynika z listów, które do siebie pisali. On nazywał ją w nich "córką" lub "moją małą Kraut". Listy często kończył podpisem: "Papa". Podobno pisarz miał w zwyczaju w taki sposób odnosić się do kobiet sporo młodszych od niego.

No ale były też kochanki-kobiety. W Paryżu Dietrich miała romans z Suzanne Baulé, znaną jako Frede, menadżerką kabaretową, którą poznała w 1936 roku. Na początku lat 30. w Hollywood spotykała się także z kubańsko-amerykańską pisarką Mercedes de Acosta, kochanką Grety Garbo. Wśród skrywanych lesbijskich związków Marleny wymieniane są takie nazwiska jak: Ann Warner, żony Jacka L. Warnera, Claudette Colbert i Dolores del Río, ponoć najpiękniejszej kobiety w Hollywood. Francuska piosenkarka Edith Piaf była również jedną z najbliższych przyjaciółek Dietrich podczas jej pobytu w Paryżu w latach 50. Wielu twierdziło, że łączyło je "coś więcej niż przyjaźń". 

Była już  po pięćdziesiątce, gdy nawiązała emocjonalne relacje z młodszym o 20 lat egzotycznym gwiazdorem musicalu "Król i ja" Yulem Brynnerem. Ten związek trwał ponad dekadę. Życie miłosno-erotyczne Dietrich skoczyło się dopiero w latach 70., gdy artystka zachorowała. Do długiej listy kochanków należałoby jeszcze dopisać Errola Flynna, George’a Bernard Shawa, Michaela Todda, Johna Wayne’a, Kirka Douglasa i Franka Sinatrę. No i oczywiście prezydenta Johna F. Kennedy’ego.

Maria Riva pisze, nie bawiąc się w subtelności, że "majtki, które zerwał z niej JFK, matka trzymała przez całe życie na pamiątkę". Twierdzi także, że najbardziej strzeżonym i najcenniejszym z jej przedmiotów był tak zwany "zestaw do aborcji: zrób to sam" o nazwie Douche, z lodowatą wodą i octem. 

Zemsta córki?

Książkę Marii Rivy czyta się świetnie, mimo że trudno pozbyć się wrażenia, że fundując nam fascynujące detale o ikonie kina, córka gwiazdy dokonuje wyraźnego "demontażu mitu". I to na wielu płaszczyznach. Jakby brała odwet na matce, która szczędziła jej czułości, uwagi i potrafiła być okrutna.

W biografii pisze wprost, że Marlena nie lubiła, gdy Maria miała przyjaciół, a nawet... gdy zbliżała się do ich psa. "Moja uwaga musiała być skupiona na Marlenie i tylko na niej" - przyznaje ze smutkiem i zdradza, że we wczesnej dorosłości, nie radząc sobie z tym, przeszła bolesne fazy alkoholizmu, niskiej samooceny i depresji. Matka w tym czasie zajmowała się sobą.

"Rzadko rozmawiała ze zwykłymi ludźmi, jeśli nie miała w tym interesu. To wymagałoby zainteresowania cudzą opinią, a jej nie interesowało niczyje zdanie" - wyznaje Riva. I wyjaśnia: "Moja matka była jak członkowie rodziny królewskiej. Kiedy mówiła, ludzie słuchali. Kiedy się przeprowadziła, ludzie patrzyli. Nigdy nie stała w kolejce, choćby nawet paszportowej i zawsze była zdumiona, widząc normalnych ludzi w zatłoczonych miejscach, takich jak lotniska czy lobby hotelowe, ich brzydotą".

Choć córka gwiazdy docenia jej wielki talent i legendę Marleny - "wspaniały wygląd, niesamowite ciało, hipnotyczne spojrzenie spod tych słynnych, zakapturzonych powiek" - z jej wspomnień bije wielki żal. Czasami uderza też małostkowość.

Wszyscy wiemy o działaniach Dietrich podczas II wojny światowej. Gwiazda nie tylko jeździła na front, śpiewając dla alianckich żołnierzy, ale przyjmowała też emigrantów z Niemiec i Francji, zapewniając im wsparcie finansowe. Za swoje  bohaterstwo wojenne rząd Stanów Zjednoczonych przyznał Dietrich Medal Wolności. Tymczasem Riva sprowadza opisy wyjazdów matki na front do zabawiania żołnierzy - chyba nazbyt dosłownie. Jej zdaniem Marlena po prostu spała z żołnierzami, piła i..... łapała kraby.

Kpina z jej odwagi wydaje się być nie na miejscu.

Starość gwiazdy też cuchnie

W 1953 roku Dietrich uznała, że Hollywood nie ma jej już wiele do zaoferowania i rozpoczęła karierę jako piosenkarka prestiżowych scen i klubów na całym świecie. Po sześćdziesiątce jej zdrowie mocno się popsuło. Palenie spowodowało zaawansowaną miażdżycę, a w wyniku serii upadków na scenie, nasilającego się alkoholizmu i uzależnienia od leków, coraz trudniej jej było chodzić o własnych siłach. Przeszła również walkę z rakiem macicy.

Wycofała się całkowicie z życia publicznego i "ukryła" w swoim paryskim mieszkaniu po wypadku na scenie w Australii w 1975 roku, gdy upadła niefortunnie, łamiąc kość udową. Opinia publiczna nigdy nie dowiedziała się o leczeniu, które musiała przejść. Dietrich obsesyjnie pragnęła do końca zachować wizerunek niepokonanej. Także przez starość.

Riva dość plastycznie buduje obraz przykutej do łóżka samotniczki i trudno nie dostrzec, że wstrząsające opisy starości matki, gdy jej fizyczne piękno w końcu wymknęło się spod kontroli, zdają się sprawiać jej przyjemność. Jednocześnie jak gdyby usprawiedliwiała się przed czytelnikami, dlaczego tak się dzieje.

Przytacza więc szczególnie bolesne dla niej zdarzenie, gdy szczęśliwa powiedziała matce o swojej pierwszej ciąży, by w odpowiedzi usłyszeć: "Dziecko nie przynosi ci nic poza kłopotami". Ale czytając po chwili złośliwie obrazową relację Marii o kobiecie-legendzie, zakładającej "tajny gorset", którego istnienie ukrywała ("Podniosła swoje obwisłe piersi i umieściła każdą z nich w strukturze silikonowego biustonosza"), i tak czujemy smutek. "Jej piękne nogi zwiędły, jej włosy krótko obcięte w pijackim szaleństwie, zęby poczerniałe i popękane, to była dzisiejsza Marlena". 

Maria nie szczędzi nawet tak wstydliwych detali jak ten, że leżąc w łóżku Marlena używała dzbanka Limoges jako nocnika. "Stała się istotą cuchnącą wódką i zapachem rozkładu".

Pewnego dnia Marlena Dietrich stwierdziła, że ma już dość i po prostu przestała jeść. Odeszła 6 maja 1992 roku.

Zasłużyła na to, byśmy zapamiętali ją z czasów, gdy była zjawiskową gwiazdą "Błękitnego anioła".