- Gdy wrócicie do swoich krajów, pamiętajcie, by nie opowiadać, że byliście na plantacji kawy w Nairobi. Wtedy pomyślą, że chodzi o plantację Karen Blixen, a tego byśmy nie chcieli - żartuje nasz przewodnik.
Autorka "Pożegnania z Afryką" wspomnianą plantację prowadziła w latach 1917-1931. Uprawa się nie udała, biznes upadł z kilku powodów, między innymi niskich cen na rynku i złego zarządzania.
"Nasza" plantacja znajduje się w Kiambu, kilkanaście kilometrów od centrum Nairobi. Działa od ponad stu lat.
W Kenii funkcjonuje blisko 700 000 drobnych plantatorów oraz około 3000-4000 większych plantacji. Łącznie około 110 000-160 000 hektarów terenów uprawnych przeznaczonych jest pod uprawę kawy. Rozmieszczone są w regionach takich jak Kirinyaga, Nyeri i właśnie Kiambu.
Na plantacji, którą odwiedzamy, rośnie 78 357 drzew kawowych. Zajmuje ona 44 hektary, a około 108 akrów przeznaczonych jest bezpośrednio na wspomniane uprawy.
Dowiadujemy się tego od przewodnika oprowadzającego nas po plantacji, która, jak się okazuje, jest jedną z pionierek turystyki kawowej w Afryce Subsaharyjskiej. Od dziesięciu lat zaprasza się tutaj gości, aby pokazać, jak wygląda droga kawy od drzewa aż po filiżankę.
Plantacja wita nas zielenią ogrodu pełnego egzotycznych drzew i krzewów. Gdy przechodzimy kawałek dalej, widzimy ciągnące się aż po horyzont pola kawy.
Jesteśmy na wysokości około 1750 metrów nad poziomem morza. To dobre warunki dla odmiany kawy arabika. Czerwona gleba sprawia, że ziarna mają wyraźną kwasowość. Arabika stanowi około 70-80 proc. światowej konsumpcji kawy, jest łagodna i aromatyczna. Druga odmiana, robusta, jest bardziej gorzka i zawiera więcej kofeiny, dlatego często trafia do kaw rozpuszczalnych - wyjaśnia nasz przewodnik.
- Małym producentom kawy nie jest łatwo, bo dostają za ziarna jedynie od 50 centów do jednego dolara za kilogram. Prawdziwe zyski przejmują pośrednicy - opowiada.
Plantacja, której jest pracownikiem, 10 lat temu postawiła na własne przetwarzanie i sprzedaż bezpośrednią. Dzięki temu, mówi, cena kilograma kawy mogła wzrosnąć nawet do 50 dolarów. - To pozwoliło utrzymać lokalną społeczność i ochronić ziemię, której nie sprzedano od 116 lat - słyszymy.
Na plantacji widzimy dwa rodzaje drzew. Różnią się od siebie wyraźnie - jedne są mniej gęste, zaś liście pojawiają się od połowy wysokości. Drugie są bardzo gęste, liście zaś rosną od samej ziemi.
To odmiany SL28 i Ruiru 11 - słyszymy. SL28 to najstarsze drzewa. Są cenione za jakość, ale łatwo atakują je choroby, takie jak rdza liści. Ruiru 11 jest bardziej odporna i daje większe zbiory. Odmianę opracowano po epidemii choroby owoców kawy w 1968 r., która doprowadziła do utraty 50 proc. kenijskiej produkcji.
W sezonie plantacja zatrudnia 400 osób do przycinania i nawadniania drzew kawowych, a także do zbioru i sortowania ziaren.
Choć produkuje się tu ziarna kawy znane na całym świecie, Kenijczycy częściej piją herbatę. Przewodnik zapewnia nas, że po tym oprowadzaniu z pijących kawę zmienimy się w jej miłośników. Według niego to miano przysługuje osobom, które znają historię kawy i rozumieją drogę, jaką przechodzi każde ziarno.
Dostajemy zadanie - zebrać pięć dojrzałych owoców. Jak je zidentyfikować? Muszą być w lśniącym czerwonym kolorze. Gdy wyjmujemy z nich ziarno i wkładamy do ust, nie czujemy typowego smaku kawy - raczej nieco trawiasty.
Na plantacji owoce kawy zbiera się ręcznie. Wybierane są wyłącznie błyszczące, czerwone owoce. Jak dowiemy się później, ich jakość można sprawdzić w butelce z wodą. Dobre toną, słabe unoszą się na powierzchni.
Następnie ziarna sortuje się według wielkości, potem zaś lądują na specjalnie przygotowanych podłożach, gdzie suszą się w słońcu przez około miesiąc.
Jak podkreśla nasz przewodnik, wiele czynników ma tu znaczenie: wysokość nad poziomem morza, rodzaj gleby, ilość słońca, ręce zbierające owoce, a nawet cierpliwość ludzi pracujących przy suszeniu ziaren.
Słuchamy o problemach, z jakimi zmagają się plantatorzy kawy. Wśród nich negatywne skutki zmian klimatycznych, takie jak susze i nieprzewidywalne opady, czy rosnące koszty produkcji. Kryzys w branży kawowej odczuwamy jest na całym świecie - dziś za opakowanie ulubionych ziaren musimy zapłacić zdecydowanie więcej niż kilka miesięcy temu.
- Oczywiście wszystkie towary w sklepach drożeją, ale od wiosny tego roku kawa jest chyba liderem niechlubnego indeksu wzrostu cen - mówi Interii dr Marek Szymański, ekspert Uniwersytetu WSB Merito w Gdańsku w obszarze ekonomii i finansów.
Wyjaśnia, że w głównej mierze odpowiedzialne za to są ceny surowca. - Ceny giełdowe kawy rosną od dawna. Trwale - w ciągu dwóch ostatnich lat wzrosły o około 100 proc.
Jak mówi ekspert, odpowiedzialne za wzrosty są obie strony rynku (podaż i popyt), choć nie w równym stopniu.
- Zmiany klimatyczne, a w zasadzie sam klimat, powodują, że produktywność jest niestabilna. Według danych FAO najwyższa była w 2020 roku (931 kg/ha), ale już rok później - o 7 proc. niższa. "Ratowanie" plonów w warunkach zmian klimatycznych staje się problemem i kosztem. Można zwiększać areały upraw, inwestować w systemy nawadniania czy w ochronę upraw i stabilizować poziom plonów, ale nie pozostanie to bez wpływu na koszt uzyskanego ziarna - wyjaśnia.
Co zaś się tyczy popytu, Szymański zwraca uwagę, że na tradycyjnych rynkach (obie Ameryki, Europa) spożycie jest dość stabilne. Wskazuje jednak na daleki wschód. - Według danych Międzynarodowej Organizacji Kawy (ICO) spożycie kawy w Azji wzrosło w ciągu ostatnich 5 lat (do roku 2024) o 14,5 proc., przy czym między rokiem 2023 i 2024 o ponad 7 proc.
Czy możemy spodziewać się spadku cen kawy? Według eksperta jest to raczej mało prawdopodobne, ale niewykluczone.
Jednym z pomocnych rozwiązań może być zmiana struktury produkcji. - Z dwóch głównych rodzajów kawy to spożywana u nas arabika jest wyraźnie droższa. Giełdowe ceny drugiego rodzaju - robusty - są o kilkadziesiąt procent niższe. Z różnicą w cenie idzie także różnica w smaku. Czy polscy konsumenci byliby gotowi na zmianę preferencji? Może warto poeksperymentować? - zastanawia się Szymański.
Spacerując po plantacji, widzimy nie tylko pola kawowe - mijamy rzędy bananowców, drzewa awokado czy makadamia. Każdy członek tego towarzystwa ma wpływ na smak kawy.
Na plantacji nic się nie marnuje. Skórki z owoców kawy trafiają na kompost i nawożą ziemię. Obornik od krów z tamtejszego gospodarstwa ląduje na polach. W przyszłości planowane jest suszenie skórek i produkcja napoju cascara (po hiszpańsku - "łupina"), który ma być naturalną alternatywą dla kawy bezkofeinowej. Przewodnik tłumaczy, że wiele kaw bezkofeinowych powstaje przy użyciu rozpuszczalników chemicznych, dlatego naturalne metody są tu tak bardzo cenione.
Kolejne etapy tworzenia kawy dzieją się w palarniach, do których wysyłane są ziarna. Ale nie tutaj - tu palenie odbywa się na miejscu. Zielone ziarna podgrzewa się w piecu do temperatury 180-240 st. C. Podczas palenia zachodzą reakcje chemiczne, które uwalniają olejki eteryczne i związki odpowiedzialne za kolor, aromat i smak kawy. Na ten ostatni wpływa także stopień palenia.
Czy potrafisz odróżnić średnio paloną, ciemno paloną i jasno paloną kawę? A może potrafisz rozróżnić różne gatunki kawy? - pyta nas przewodnik na koniec naszej wędrówki. Znów jesteśmy w ogrodzie, w którym czekają na nas, a jakże, gotowe napoje. I kolejne zadanie - rozróżnić kawy ze względu na stopień palenia. Na stole stoją przygotowane filiżanki.
- Bierzecie łyk, smakujecie, wypluwacie - instruuje przewodnik.
Ale tu nikt nawet nie myśli o wypluwaniu kawy.