archiwum prywatne Hannah Neeleman
Anita Klebanowska 05:00 20.11.21

Mama farmerka z koroną najpiękniejszej

M

M ajowy wieczór. Bujne trawy i drzewa szumią na delikatnym wietrze. Pośród nich stoi rustykalna stodoła z sosnowego drewna pozyskanego z górskich lasów, którymi jest otoczona. W środku na zardzewiałym, ocynkowanym wiadrze siedzi piękna blondynka w czerwonej koszuli, dresie i... błyszczącej koronie, dojąc jedną ze swoich krów. Właśnie tego wieczoru została ukoronowana na Mrs. Utah 2021. Nie świętuje tego przy drinkach i plotkach ze znajomymi, ale właśnie tak. W domu czeka na nią jeszcze szóstka głodnych dzieci. Położy je spać i zatańczy z mężem jeden z jej ulubionych fragmentów sztuki baletowej. To wystarczy.

Reklama

W Las Vegas trwają właśnie wybory Mrs. Ameryki 2022. To 45. edycja konkursu, w którym wyłaniana jest najpiękniejsza zamężna Amerykanka między 20. a 50. rokiem życia. Jedną z kandydatek jest Hannah Neeleman, Mrs. Utah 2021. To baletnica, absolwentka Szkoły Juilliarda, rolniczka i mama szóstki dzieci. O koronę najpiękniejszej powalczy, będąc w piątym miesiącu siódmej ciąży.

Życie w wielkim mieście

Hannah dorastała jako jedno z dziewięciorga dzieci w niezamożnej rodzinie. Kwiaciarnia jej ojca była skromna. Posiadanie dużego ogrodu ułatwiało jednak zaspokajanie niektórych potrzeb żywieniowych. Hannah w dzieciństwie nauczyła się, jak ważna jest naturalna żywność i cały proces towarzyszący temu, jak jedzenie trafia na nasz stół. Poznała pracę, która za tym idzie, ale również radość z owoców swojej pracy.

Reklama

Po ukończeniu szkoły średniej została przyjęta do Szkoły Juilliarda w Nowym Jorku, gdzie uczyła się baletu. Dodatkowa praca w niepełnym wymiarze godzin mogła pokryć koszty utrzymania, ale czesne przewyższało jej zarobki. Aby związać koniec z końcem, zaczęła rywalizować w konkursach piękności. W konkursie stypendialnym Miss New York City odznaczała się niebywałą skromnością. Była jedyną zawodniczką, która miała na sobie jednoczęściowy kostium kąpielowy. Była także jedyną, która zapłaciła mniej niż 300 dolarów za suknię wieczorową. Sędziowie dostrzegli jej oryginalność, a dzięki temu, że została wybrana Miss Nowego Jorku, ukończyła Juilliard.

Życie w wielkim mieście uświadomiło jej, jak trudne jest tam utrzymanie kontaktu z naturą. - Mogłam robić zakupy wyłącznie w sklepach spożywczych, spacerować w otoczeniu budynków ze stali i betonu.

Ale życie w Nowym Jorku zaowocowało czymś jeszcze ważniejszym. To tam poznała swojego męża Daniela, który właśnie ukończył licencjat z historii i magisterium z biznesu. Pobrali się, założyli rodzinę i szybko zauważyli, że starając się pogodzić pracę, studia i opiekę nad dziećmi, przestawali mieć dla siebie czas.

- Dopasowaliśmy się do tętniącego szybkim życiem miasta, ale nagle spełnienie naszych marzeń stało się dla nas źródłem stresu. Byliśmy małżeństwem, ale zaczęliśmy się mijać. Widywaliśmy się i rozmawialiśmy rzadziej niż ze swoimi kolegami z pracy - wspomina Hannah. - Pewnego wieczoru usiadłam przy Danielu, popatrzyłam na niego i po prostu powiedziałam: "Wyszłam za ciebie, bo chcę być z tobą". Wtedy oboje uświadomiliśmy sobie, że coś w naszym stylu życia musi się zmienić.

Zamieniła baletki na kowbojki


Niedługo potem przenieśli się do São Paulo w Brazylii, gdzie Daniel podjął pracę w firmie swojego ojca. Podczas gdy większość jego współpracowników w wolnym czasie plażowała lub zwiedzała, Hannah i Daniel jechali wiele mil na wiejskie pola uprawne.

- Tutaj piękne lokalne farmy rozciągały się w całym krajobrazie, a skromne rodziny zbierały plony i hodowały bydło na własne potrzeby. Dzieci pracowały razem z rodzicami. Widać było jak na dłoni ich silną rodzinną więź. Spędzali razem całe dnie, co stanowiło dla mnie wyraźny kontrast z naszą sytuacją w Nowym Jorku.

Dzięki uprzejmości jednego z zaprzyjaźnionych gospodarzy Hannah, Daniel i dwoje ich synów mogli spędzić w jego posiadłości kilka wolnych dni. Dowiedzieli się wtedy, jak wygląda prawdziwe, etyczne, naturalne ranczo.

- Nie było tam ani masowych ubojów, ani chorych zwierząt zamkniętych w metalowych kojcach. Często praktyki komercyjne odrywają młode zwierzęta od ich matek. Na tym lokalnym brazylijskim ranczu wszystkie zwierzęta musiały zostać ze swoimi rodzinami. Cielęta piły mleko matki, a prosięta dorastały razem ze swoimi miotami. To było naturalne i ludzkie. Nawet mydła czy sery były domowej roboty - opowiada Hannah. 

Od tamtej pory już wiedzieli, że to jest droga, którą chcą iść w życiu. Chcieli, aby ich dzieci doświadczyły tego typu więzi rodzinnej i połączenia z naturą. Chcieli również zainspirować Amerykanów do przyjęcia bardziej naturalnego stylu życia.


- Ja i mój mąż Daniel dorastaliśmy w mieście. Życie na farmie zafascynowało nas dopiero, kiedy mieszkaliśmy w Brazylii, gdzie w rodzinnej firmie pracował Daniel. Podczas gdy większość jego współpracowników wybierała się w weekendy na plażę, my zapuszczaliśmy się w głąb lądu, podziwiając produktywną społeczność rolniczą tego kraju. Pewnego dnia, odwiedzając ranczo bydła w środkowej Brazylii, natknęliśmy się na coś, co nas zszokowało. Kiedy doświadczony ranczer opowiadał o swojej imponującej hodowli, Daniel nie mógł przestać patrzeć na jego świnie. Nie zamknięto ich w boksach. Były na pastwisku, przeżuwając trawę obok krów. Cieszyło nas oglądanie gwiaździstych drzew owocowych, które rozsiały się po całej farmie, ale też opadłych owoców mango, guawy czy nerkowca, którymi świnki mogły się pożywić, kiedy tylko chciały. Od tego momentu nasze myśli krążyły wyłącznie wokół tematu hodowli świń i bydła na pastwisku. Nie mogło być inaczej. Po czterech latach w Brazylii wróciliśmy do Stanów, kupiliśmy ziemię i narodziła się Farma Baleriny (org. "Ballerina Farm").

- Mając jeszcze mokry atrament na umowie kupna naszej farmy, pojechaliśmy do najbliższego sklepu z artykułami rolniczymi, żeby kupić robocze buty, kombinezony, rękawiczki i słomkowe kapelusze. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia. Zerowy poziom wiedzy o rolnictwie. Nie posiadaliśmy łopaty i ani jednego zwierzęcia. Żadnego psa, kota czy nawet złotej rybki. Mieliśmy natomiast czworo dzieci w wieku poniżej pięciu lat. Było to 21 maja 2017. Jeszcze tego samego dnia zadzwonił mój brat z Nebraski, aby pogratulować nam zakupu nieruchomości. "Przy okazji" powiedział: "powinnaś nazwać ją Farmą Baleriny". Zgodziliśmy się - wspomina Hannah.

"Poznaj swojego rolnika, poznaj swoje jedzenie"

W maju 2021 Hannah została ukoronowana na Mrs. Utah 2021. Tytułem cieszyła się ze swoją rodziną, a dzień jego uzyskania uczciła wykonywaniem prac na farmie w koronie i szarfie. Dla Hannah w wyborach Mrs. Ameryki nie chodzi o blichtr i błyszczącą koronę. Najbardziej zależy jej na podnoszeniu świadomości naturalnego stylu życia. - Wygranie konkursu to niesamowity wyczyn, ale nic nie przebije poczucia dobrze wykonywanej ciężkiej pracy i codziennego kontaktu z naturą, ze zwierzętami - mówi Hannah. 

Na co dzień nie nosi makijażu. To, jak żyje, jest tym, co chce promować.

- Ten blichtr z pewnością dał mi większą reputację wśród naszych zwierząt - mówi z uśmiechem. - Świnie wydają się szczególnie pod wrażeniem, kiedy wychodzę do nich w koronie - żartuje. - A tak zupełnie serio, wydaje mi się to czymś naturalnym. Z łatwością przechodzę od dojenia krów do chodzenia w szpilkach, a karmiąc świnki, ćwiczę odpowiedzi na rozmowy kwalifikacyjne. To cała ja. Reprezentuję siebie. Nie gram żadnej roli. A moje motto jako Mrs. Utah 2021 brzmi: 

- Sklepy spożywcze ułatwiają kupowanie dowolnej żywności, kiedy tylko chcemy, ale tak naprawdę nie wiemy, skąd to wszystko pochodzi. Kupowanie od lokalnych farm wydaje się jednak mało atrakcyjne, kiedy możemy kupić te produkty taniej i przez cały rok. Zglobalizowany rynek żywności i życie w miastach sprawiło, że kontakt z ziemią i z naszą żywnością to już przeszłość. A przecież ma to tak wiele korzyści... Naturalne odżywianie to najlepszy sposób na wypełnienie naszego ciała naturalnymi witaminami, minerałami, zdrowymi tłuszczami i białkiem - wymienia Hannah. - W wielu społecznościach brazylijskich, japońskich i innych, na całym świecie, nadal można spotkać rolnictwo na własne potrzeby, gdzie znajdziemy niesymetryczne marchewki, niekształtnego pomidora czy krzywego ogórka. Hodowanie własnego bydła i uprawa własnych ogrodów każdego dnia dostarcza na stół świeże bochenki chleba, delikatne kawałki mięsa, pełnowartościowe jaja oraz warzywa i owoce, które można przetworzyć na wiele sposobów. Oczywiście od czasu do czasu możemy sobie pozwolić na niezdrowe słodycze. Umiar jest tu kluczem. Ale posiadanie w naszej diecie najbardziej naturalnej żywności to najlepszy sposób, aby wyglądać i czuć się jak najlepiej - mówi Hannah i trudno nie przyznać racji filigranowej, prześlicznej blondynce, która w nieprzeciętnej formie przeżywa właśnie swoją siódmą ciążę.

W Polsce borykamy się z tymi samymi problemami. Dbając o siebie wybieramy jogurt "light", jeśli mięso to "fat-free" oraz pięknie wyglądające warzywa i owoce. Niestety, chociaż wydają się zdrowe, pachną apetycznie i kuszą wyglądem, wiele z nich tylko udaje pełnowartościowe produkty, bo proces produkcji pozbawił je wszelkich wartości odżywczych, zapewniając dłuższą żywotność na sklepowej półce. Często są nafaszerowane chemią, by wyglądem, zapachem czy smakiem chociaż przypominały oryginał "prosto z krzaczka", a nawet były jego piękniejszą wersją. Robiąc szybkie zakupy na szybki obiad i próbując zaoszczędzić czas, skracamy sobie życie. Pseudozdrowe produkty "light" zazwyczaj mają zmniejszoną zawartość tłuszczu czy cukru, ale często nie jesteśmy świadomi, że eliminacja jednego składnika wymaga zastąpienia go, np. słodzikami czy innymi wzmacniaczami smaku, stabilizatorami, wypełniaczami...

- Nie jest tajemnicą, że w dzisiejszych czasach coraz trudniej jest odżywiać się naturalnie. Mieszkańcy Ameryki Północnej i Europejczycy w dużej mierze porzucili pomysł uprawy własnej żywności na rzecz bardziej relaksującego stylu życia i szklanych drapaczy chmur. Teraz pozostawiamy rolnictwo i hodowlę masowym producentom, którzy muszą modyfikować swoje uprawy i zwierzęta, by uzyskać wysokie plony. Dzisiejsze szynki też cechuje wysoki poziom tłuszczów nasyconych i ogromne ilości substancji chemicznych. Produkty mięsne zawierają czterokrotnie więcej sodu i ok. 50 razy więcej azotanów niż mięso nieprzetworzone. Wydaje się, że nic już nie jest naturalne, ale lokalni rolnicy i hodowcy w całym kraju próbują to zmienić. Ich ciężka praca sprawia, że naturalne odżywianie jest jeszcze w Stanach możliwe - zapewnia Hannah.

Jednym z takich miejsc jest jej ranczo. Świnie ras Berkshire i Angus mają się dobrze w chłodnym klimacie gór Kamas w stanie Utah. Spędzają dni, pasąc się na otwartej przestrzeni, wdychając świeże powietrze i popijając rześką, źródlaną, górską wodę.

- Prawdopodobnie żyją zdrowiej niż niejeden Amerykanin - mówi Hannah, ale nie jest jej do śmiechu. - Chcemy, by nasi klienci delektowali się stekiem lub soczystą kiełbasą, wiedząc, że zwierzęta żyły dziko i zdrowo. Jesteś tym, co jesz.

- Ciało jest najbliższą częścią przyrody i łączy nas z nią. W końcu nasze ciała składają się z tej samej materii, co gwiazdy, drzewa, rzeki czy zwierzęta i ta materia nieustannie przez nie przepływa. To, co jest chmurą, za chwilę może być naszymi łzami czy krwią. To, co jest wiatrem, będzie oddechem. Natomiast zanieczyszczenia, które wypuszczamy w ziemię, wrócą do nas, stając się naszymi płynami ustrojowymi.

"Wyruszamy o świcie!"

Hannah i Daniel jedności z naturą uczą także swoje dzieci. Niesztampowe są również ich rodzinne rozrywki w wolnym czasie.  

- Wraz z Danielem dorastaliśmy jak większość dzieci, uprawiając sport, chodząc na lekcje tańca, itp. Uważamy, że dla naszych dzieci w ramach zajęć dodatkowych lepsze są imprezy rodeo. Jest to bardziej zgodne z naszym stylem życia. Rodeo daje im nie tylko możliwość konkurowania z rówieśnikami, ale przede wszystkim szlifowania umiejętności, które mogą wykorzystywać na ranczo, aby pomóc w rodzinnym biznesie. Kiedyś przewoziliśmy cały nasz inwentarz samochodami, ale są miejsca, w których lepiej pracuje się z koniem. Niczym 100 lat temu. Pokochaliśmy tę zmianę i nawet maluchy ją przyjęły. Jak mawiają nasi chłopcy: "Wyruszamy o świcie!".

Dziś Ballerina Farm to 328 akrów czystego piękna Gór Uinta z rustykalnie odrestaurowanym domem i rozległą infrastrukturą wpasowaną w krajobraz. Neelemanowie spędzają razem cały dzień. Wspólnie ucząc się, opiekując się zwierzętami, stają się silniejsi - każde z osobna oraz jako rodzina. Ich dzieci codziennie widzą, jak ważna jest ciężka praca, która towarzyszy każdemu zjedzonemu posiłkowi oraz jak wygląda i smakuje dobra, zdrowa żywność.

Oczywiście życie na ranczu nie jest usłane różami.

- To ogromna odpowiedzialność. Zwierzęta wymagają stałej opieki. Budzenia się bladym świtem, aby je nakarmić, wydoić, zagonić czy pozbierać jajka. Nieważne czy pada deszcz, śnieg, deszcz ze śniegiem czy grad. Takie życie wymaga silnej woli i prawdziwej miłości do zwierząt oraz ich hodowli. To praca na całe dni. Bez dni wolnych. Ale jest to niezwykle satysfakcjonujące. Widzisz owoce swojej pracy na własnym stole i na talerzach innych osób - mówi Hannah, przypominając, że Ballerina Farm postawiła sobie za misję pielęgnowanie miłości do naturalnej żywności również u innych ludzi. Stąd Hannah codziennie na swoim Instagramie prezentuje to, co przygotowuje z produktów własnego inwentarza swojej dużej rodzinie.

- Dobra, naturalna żywność to najlepsze możliwe paliwo, jakie możemy sobie dać - przekonuje.

Ballerina Farm to farma, to rodzina, to Instagram, ale też internetowy sklep z ich naturalnie hodowanym mięsem, naturalnymi mydłami i innymi gadżetami ułatwiającymi chociażby wypiek własnego chleba. To też ogromne osiągnięcie Hannah, na które pracuje z mężem każdego dnia. 

Czas pokaże, czy kolejnym osiągnięciem będzie tytuł najpiękniejszej Amerykanki.