Reporter Fot. Muzeum Rolnictwa im. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu
Paulina E. Godlewska 05:00 04.12.21

Na Podlasiu słychać ligawki

G

G rudniowa, cicha noc. Tylko śnieg skrzypi pod stopami legaczy. To oni od dziesiątek lat na Podlasiu ogłaszają adwent. Wieczorami wychodzą przed dom, opierają drewniane trąby o płot i grą na ligawkach przypominają o nadchodzącym Bożym Narodzeniu. Instrumenty zrobili sami, a grać nauczyli ich ojcowie.

Reklama

Ligawka to jeden z najstarszych znanych w Polsce instrumentów muzycznych. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z XI wieku. To ręcznie robiona drewniana trąba o długości ponad metra, która zaliczana jest do instrumentów pasterskich.

Dziś jej dźwięki słychać najczęściej tylko przez cztery tygodnie w roku - w okresie adwentu. Ligawek można wtedy nasłuchiwać w niektórych miejscowościach na Podlasiu i Mazowszu m.in. w okolicach Ciechanowca, Sokołowa Podlaskiego czy Siedlec.

Ligawkami adwent się zaczyna

Reklama

Pierwsze powiązania ligawek z adwentem znajdziemy w źródłach z początku XIX wieku.

- Nawiązywała ona do trąby archanioła, zwiastującego nadejście Pana. W adwencie trwamy w oczekiwaniu na Boże Narodzenie, a dźwięk ligawki ma nam o tym przypominać - mówi Agnieszka Kiersnowska, p.o. kierownika Działu Etnograficznego w Muzeum Rolnictwa im. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu.

W czasie drugiej wojny światowej ligawki ucichły. - Na Podlasiu używano tego instrumentu także do komunikacji. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że podczas wojny posiadanie ligawki oraz gra na niej były zabronione i bardzo surowo karane. Niemcy nie chcieli, by za jej pomocą mieszkańcy wsi czy partyzanci, przekazywali sobie zaszyfrowane wiadomości - wyjaśnia Kiersnowska.

Wojna się skończyła, ale na próżno zimowymi wieczorami próbowano nasłuchiwać dźwięku ligawek. Zwyczaj gry na nich praktycznie zaginął.

Powrót do korzeni

W 1975 roku do dawnej tradycji postanowił wrócić ówczesny dyrektor muzeum w Ciechanowcu - Kazimierz Uszyński. W kilku domach na Podlasiu znaleźli się jeszcze legacze. Zorganizowano konkurs. W pierwszym wzięło udział kilku uczestników, ale co roku liczba osób chętnych rosła. Początkowo byli to mieszkańcy Ciechanowca i okolicznych wiosek m.in. Łempic, Wojtkowic, Tymianek i Trojanówka.


Później na Podlasie zjeżdżali Kurpie, Kaszubi i górale, a w ostatnich latach również mieszkańcy Lubelszczyzny, Wielkopolski, Warmii i Mazur. Ale nie tylko.

 - Od 1980 roku konkurs ma charakter międzynarodowy. Uczestniczyli w nim instrumentaliści z Finlandii, Litwy, Białorusi, Ukrainy, Słowacji, Niemiec, Bułgarii, Szkocji, Irlandii, Hiszpanii. Mieliśmy także uczestników z Meksyku czy Australii - opowiada Kiersnowska. - W tym roku spodziewamy się grupy ze Szwajcarii oraz uczestnika z Estonii.

Na Konkursie Gry na Instrumentach Pasterskich im. Kazimierza Uszyńskiego w Ciechanowcu usłyszymy nie tylko ligawki. Górale grają na trombitach, Kaszubi na bazunach.

Wśród około 150 muzyków, którzy co roku spotykają się w Ciechanowcu, jest całkiem pokaźna grupa dzieci i młodzieży. - Jesteśmy z tego bardzo dumni. Jeśli chce się tradycję przywrócić do życia, nie ma innej możliwości, jak zainteresować czymś najmłodszych. Kiedy konkurs rozbudowano o nowe kategorie i dopuszczono do niego dzieci, nabrał rozpędu. Mamy uczestników, którzy po raz pierwszy wzięli w nim udział pod koniec lat 70. czy na początku 80., będąc jeszcze małymi dziećmi, i od tego momentu co roku się na nim pojawiają - mówi ekspertka. 

Ogromną rolę w przekazywaniu tej tradycji odgrywają rodzice, bo grania na ligawce w szkołach nie uczą. Umiejętność ta przekazywana była zwykle z ojca na syna. Na konkursie w Ciechanowcu widać jednak coraz więcej kobiet i dziewczynek, które grają na tym instrumencie.

Rodzinna tradycja

60-letni Andrzej Klejzerowicz z Ciechanowca w konkursie bierze udział od kiedy pamięta. Wcześniej jako uczestnik i wielokrotny laureat, dziś jako członek jury. 

- Kiedyś ligawek nie było wcale bardzo dużo. Dwie, trzy na wioskę, czasami więcej. W niektórych nie było ich w ogóle z prostego powodu - nie było komu zrobić instrumentu, nauczyć się grać i nauczyć grać kolejne pokolenie. Do tego trzeba mieć predyspozycje, jak do każdego rodzaju muzyki. Przede wszystkim słuch, bo jak się zrobi ligawkę, a nie ma się słuchu, to nie wie się nawet, czy ten instrument jest dobry. Zrobić ligawkę, to nie to samo, co zrobić stół czy krzesło - wyjaśnia.

Mężczyzna pochodzi z muzykalnej rodziny. Gra na ligawce to u nich tradycja. Grał jego ojciec, grać potrafi też córka. Wszyscy należeli do orkiestry.

Czynnych legaczy w Ciechanowcu nie ma dziś wielu. Na co dzień w adwencie usłyszymy na pewno Andrzeja Klejzerowicza i Teodora Niemyjskiego. - Najczęściej umawiamy się na wieczór. Ja zagram, on mi odpowiada. 


Ale melodii granych przez panów mogą słuchać nie tylko mieszkańcy miasta. - Robiłem kiedyś własne badania. Wszystko zależy od warunków atmosferycznych - kiedy jest bezchmurne, gwieździste niebo i lekki wiatr w jedną stronę, to dźwięk ligawki niesie się nawet na 10 kilometrów - mówi Klejzerowicz. 

Nie tylko gra

Ligawki można kupić od rzemieślników na Podlasiu, a ich ceny, w zależności od wielkości i zdobień, wahają się od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Dla legaczy ważna jest jednak nie tylko sama gra, ale również własnoręczne wykonanie instrumentu. Zrobienie ligawki to kilkadziesiąt godzin ręcznej, precyzyjnej pracy.

- Wytwarzam instrumenty i wytwarzam narzędzia do nich. Za czasów komuny, w latach 70. i 80. w sklepach nie można było kupić dłut półokrągłych, więc zacząłem je robić sam - mówi Klejzerowicz.

Jak powstają ligawki? Najpierw legacz idzie do lasu i szuka gałęzi o odpowiednim kształcie dla instrumentu. Musi mieć ona co najmniej metr długości, a najlepiej około dwóch metrów. - Przede wszystkim to musi być ładna gałąź, taka lekko zgięta. Jak podają zapisy etnograficzne - "pospolicie łukowato zgięta" - opowiada Klejzerowicz. - Potem przecina się ją na pół, wydłubuje środek, skleja i robi ustnik.

- Kiedyś ligawki związywano korzeniem albo łykiem lipy i polewano wodą. Na tym łączeniu były szpary, ale woda, zamarzając, uszczelniała je - dodaje. Dziś zwykle używa się do tego kleju stolarskiego, a potem zakłada "obrączki" - drewniane lub metalowe.

Na koniec legacze zdobią swoje dzieła. Najczęściej to podpis wykonawcy, data i rodzinny herb.

W pierwszy weekend grudnia legacze spotykają się w Ciechanowcu, a w kolejny w Siedlcach, aby na konkursach sprawdzić swoje umiejętności. Ostatni raz zagrają o północy w Wigilię Bożego Narodzenia, podczas Pasterki. Potem ligawki ucichną aż do następnego adwentu.