Fenomen Krainy Lodu nie przemija, a pierwsze fanki, zaczynają już studenckie życie Archiwum autora
Sonia Nałęcz 05:00 08.01.22

Nie demonizujcie księżniczek, czyli ich gorsety naprawdę są ciasne?

J

J est taki mem, który mówi o tym, że kobiety mają prawo mieć pretensje do Disneya za dwa nierealistyczne wyobrażenia: włosów i miłości. I to najlepsze podsumowanie, bo pan Disney mocno zacisnął na swoich bohaterkach patriarchalny gorset - mówi Karolina Głogowska, pisarka i feministka. Czy na pewno pan Disney, wszak doczekał tylko trzech filmów z królewnami, czy może czasy i oczekiwania ten gorset zaciskały? Gdy zajrzymy głęboko w piękne oczy cukierkowych księżniczek, zauważymy, że jest w nich dużo więcej siły i charakteru, niż na pozór się wydaje. Dlatego, gdy kilkuletnie córki powtarzają, że Elsa ma moc, mówmy im: też ją masz, dziewczyno! Wszystkie ją mamy!

Reklama

To nie będzie tekst o tym, jak oburzające jest posypywanie brokatem dziewczęcego świata. Choć to nie jest popularny trend, bowiem o wiele łatwiej jest wsadzić idealnie narysowane kobiety znanej wytwórni do jednego worka z lalkami Barbie, kucykami Pony i laleczkami LOL, staniemy w ich obronie, udowadniając, że najmłodsze pokolenie może z filmów Disneya wyciągnąć o wiele więcej, niż tylko falbaniasty wzór kreacji na karnawał.

Walt Disney za życia wyprodukował prawie 700 filmów animowanych. Eksperymentował, nadając bieg nowej gałęzi przemysłu rozrywkowego, jakim były kreskówki. W 1937 Ameryka poznała Królewnę Śnieżkę, pierwszą księżniczkę, słodką, grzeczną i uczynną. Po niej w latach 50. pojawiły się Kopciuszek i Śpiąca Królewna. To te trzy piękności umiejscowiły wszystkie królewny w krainie uzależnienia od mężczyzn i czekania na szczęśliwe zakończenie w postaci ślubu. A były tylko narysowane na miarę czasów, w których je stworzono.

Reklama

Studio Walta Disneya początkowo skupiało się na doskonaleniu nowych technik, sięgało więc po historie gotowe. Nie komplikowano ich, nie dodawano nic od siebie, twórcy po prostu opowiadali znane baśnie.

Z czasem większą wagę zaczęto przykładać do tego, co w treści. - Disney mocno zacisnął na swoich bohaterkach patriarchalny gorset. Kopciuszek, Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna, Mała Syrenka to słodkie, infantylne istotki poddające się losowi i ratowane z opresji przez mężczyznę. Ich głównymi atutami jest oczywiście bujna czupryna i uroda. Dobrze, że chociaż Bella z "Pięknej i Bestii" dużo czyta i jest bardziej rezolutna - ocenia Karolina Głogowska, autorka książek, w których nie brakuje wyrazistych, silnych kobiet, biorących los w swoje ręce.

Ten gorset nie tylko rozluźnił się, a został całkowicie zrzucony (odsłaniając pępek) w Alladynie z 1992 roku. Jasmina gardzi aranżowanym małżeństwem, buntuje się przeciw własnej kulturze, zwyczajom, tradycji. Zakochuje się w nieksięciu, a na koniec to ona przyczynia się do pokonania wroga, nie siłą, a sprytem. Arabska księżniczka zapoczątkowała rewolucję, którą w najnowszych produkcjach wyraźnie widać u Disneya - kobiety myślą.

- Wielka amerykańska wytwórnia nie mogła pozostać obojętna na kulturową rewolucję i całe szczęście. Pocahontas, Mulan czy Roszpunka to dziewczyny, które mają w głowie więcej oleju. Kiedyś napisałam nawet trochę złośliwy post o tym, że pierwszą, pełną gębą feministyczną bajką Disneya jest Merida Waleczna. Niestety jest też trochę seksistowska. Mężczyźni są w niej nierozgarnięci, nie potrafią sklecić całego zdania, myślą tylko o tym, jakby sobie podjeść, napić się i komuś przywalić. To jednak całkiem niewinny prztyczek w nos za lata wciskania się w zbyt ciasny gorset i czekania na księcia z bajki - podkreśla Karolina.

Dlaczego wszystkie chcą być Elsami?

Fenomen Krainy Lodu nie przemija, a pierwsze fanki, zaczynają już studenckie życie. Każdy, kto choć raz miał okazję uczestniczyć w dziecięcym balu przebierańców, na pewno zauważył tiulowo-turkusowe morze, przelewające się na sali zabaw. Każda (oczywiście upraszczając) dziewczynka chce być Elsą.

W takiej sytuacji trudno uniknąć stereotypowego myślenia: piękna blondynka w błyszczącej kreacji z nieziemską koroną. Dorośli chęć bycia Elsą sprowadzają często do jej wyglądu. Jeśli jednak udałoby nam się w tej karnawałowej fali wyłowić kilka księżniczek i zadalibyśmy im pytanie: dlaczego chcesz być Elsą, mało prawdopodobne, byśmy usłyszeli, że powodem są jej blond loki, szczupła talia, czy uwodzicielskie kręcenie biodrami. Większość dziewczynek powie nam: dlatego, że Elsa ma moc.

Elsa jest już po trzydziestce, zadebiutowała na kinowych ekranach prawie 10 lat temu. I jak na księżniczkę nie przystało, nie ma u boku księcia, nie szuka miłości (do mężczyzny), czuje się wolna i jednocześnie kochana (przez inną kobietę, ale o tym dalej). Ma jeszcze wspomnianą moc. Moc panowania nad lodem, moc zamrażania, moc, która pozwala jej się bronić, walczyć zwyciężać. Czy Elsa jest jak Królowa Lodu? Nie. Czy Elsa jest jak Iceman, jeden z komiksowych bohaterów Marvela. Tak. Dziewczynki potrzebowały superbohaterki, ale (ponownie upraszczając) podanej na innej niż typowo komiksowa tacy (komiksy są przecież dla chłopców).

Marta Pałyska, nauczycielka wychowania przedszkolnego zauważa, że silne charaktery żeńskich postaci mają duży wpływ na rozwój psychiczny dziewczynek -  wyzbywają się swoich lęków i słabości starając się je naśladować, wiedząc, że skoro ich ulubiona bohaterka dała sobie z czymś radę, buduje to ich poczucie wartości już od najmłodszych lat, wiedzą, że nawet jeśli coś nie wyjdzie, to nie wolno się poddawać, tylko walczyć o swoje i próbować dalej. Część postaci żeńskich pięknie pokazuje taką nietoksyczną chęć pracy nad sobą, dlatego z większością młoda widownia się utożsamia. Sensem życia nie jest oczekiwanie na królewicza i wielka miłość. Dziewczyny stają się indywidualistkami i zauważają, że są tak samo silne, nawet jeśli nie zawsze fizycznie to psychicznie.

Kobiety mogą się (siebie) kochać

Każdy rodzic pragnie nauczyć swoje dzieci, że miłość jest ważna. Karolina Głogowska słusznie zauważyła, przywołując mem o odpowiedzialności za nierealistyczne wyobrażenia, że takie właśnie uczucie pokazywał nam Disney. I czas przeszły jest użyty celowo, bo wątek miłości, w której kobieta jest właściwie skazana na swego wybawcę (całującego bez pytania o zgodę lub niezauważającego, że spotyka się z inną, jak w Małej Syrence), dawno zniknął z historii opowiadanych przez wytwórnię.

Jeśli miłość do mężczyzny jest, to jest siłą, energią, ale nie celem życia długo i szczęśliwie. Oczywiście, że księżniczki się zakochują, ale w żadnym z ostatnich filmów, zakochanie nie zaczyna się, ani nie kończy na maślanych oczach. Miłość nie blokuje drogi do celu (Anna nie porzuciła swoich spraw dla chłopaka). Disney pokazuje, że miłość daje siłę i mądrość, a zakochane kobiety wiedzą, o co chcą walczyć. I walczą. Jak Pocahontas.

Najbliżej klasyki gatunku, czyli romansu wydawał się "upaść" film Zaplątani. Wydawał, bo chyba nikt, kto bajkę obejrzy, tak nie pomyśli. Historia wydaje się prosta, on ratuje biedną blondynkę uwięzioną w wieży, ona się w nim zakochuje i... żyją długo i szczęśliwie.

Roszpunka ma jednak o wiele więcej do przekazania dziewczynkom. Po pierwsze, że owszem, mężczyzna może być obok, może im towarzyszyć, ale nie jest zupełnie potrzebny, by zawalczyć o swoje. W filmie z każdej opresji bohaterów wyciąga dziewczyna. Siłą, pomysłem, poświęceniem.

W filmie Vaiana w ogóle pominięto sprawy damsko - męskie. Tytułowa bohaterka nawet nie myśli o romansach. Goni za marzeniami ratując swoją ziemię i rodzinę. Nikt na księżniczkę nie naciska w temacie zamążpójścia, znalezienia partnera, planowaniu potomstwa. Film jest zupełnie nie o tym, tak jak nie tylko o tym powinny być wartości przekazywane dzieciom.

Pytanie, kto w ostatnich filmach Disneya kogo kocha i dlaczego mowa o kobietach. Cała Kraina Lodu, zarówno pierwsza jak i druga część, krąży wokół miłości kobiety do kobiety. Największym zaskoczeniem (SPOILER) jest moment, w którym tak wyczekiwany pocałunek ukochanego nie daje żadnego efektu. Efekt daje dopiero poświęcenie życia za życie siostry.

Merida, uznawana za najbardziej waleczną z księżniczek kocha natomiast siebie i o siebie chce walczyć. Skomplikowane sprawy ratuje moment, w którym mama i córka zaczynają rozumieć, czym jest ta forma miłości i dlaczego tak ważnie jest niemylenie jej z egoizmem.

Chłopcy są teraz słabi?

Prawda jest taka, że marketingowcy doskonale odczytują potrzeby rynku, a utarło się, że "Disney jest dla bab". Na chłopięcych zainteresowaniach skupia się Pixar (ten od Toy Story i Zigzaka McQueena). Z doświadczenia wiem, że jeśli na plakacie jest księżniczka, kilkulatek uzna to za nudy. Z doświadczenia też wiem, że jak zacznie oglądać, to nie może się oderwać.

Ludzie (a dzieci to ludzie) lubią utożsamiać się z bohaterami, dlatego sprytne wytwórnie umieszczają postacie typu Olaf w "bajkach dla dziewczynek". Każdy znajduje wtedy coś dla siebie (wiadomo, że po wszystkim chodzi o kupno zabawek).

Disney ograniczył rolę chłopaków i robi to bardzo umiejętnie. Nie wyrzuca ich zupełnie, ale spycha na dalszy plan (albo zamienia w zwierzaki, jak w Mój Brat Niedźwiedź). Zdarza się jednak, że robi film niezwykle męski, o chłopcu, który nabroił. Czy chłopiec ratuje świat jak Vaiana? Czy strzela soplami jak Elsa? Nie. Chłopiec naprawia bałagan i wbrew wszystkim zaczyna robić to, co kocha i w czym jest dobry. I płacze, bo chłopakom też wolno płakać. Coco, bo tym dziele mowa, jest warty polecenia wszystkim, zwłaszcza dorosłym.

Co z tymi gorsetami?

Moda się zmienia, kobiety noszą spodnie, ale bohaterki Disneya żyją w przeszłości. Poza tym trudno być księżniczką bez sukni. Luzowanie gorsetów nastąpiło jednak w sposób dosłowny, a podkreślanie wygody stroju doczekało się kilku znaczących scen. W Meridzie Walecznej wystrojona w niewygodną suknię bohaterka demonstracyjnie uwalnia się z "więzów", rozrywając materiał. Elsa zostawia suknię na plaży, przystępując do działania w wygodnych leginsach. Gdy zwiększa się jej moc, strój także przechodzi rewolucję. O gorsecie nie ma mowy. Anna także chodzi w tunice i legginsach. Wprawdzie biega i wspina się w sznurowanych kozakach na obcasie, nie są to jednak szklane pantofelki.

To, co księżniczki mają na stopach albo czego nie mają, jest warte uwagi. Odchodzi się od ratowania świata w szpilkach. Płaskie podeszwy u Mirabel z nasze Magiczne Encanto (choć to jeszcze nie księżniczka), Elsa, która z każdą przemianą traci co najmniej centymetr obcasa, czy dziewczyny biegające boso - Pocahontas, Vaiana, Roszpunka. Ta ostatnia ma także krótszą i wygodniejszą suknię, bez miliona halek i falban.

Przyszedł czas na łomot

Czy wypada napisać, że księżniczki "kopią tyłki’? Ostatnie filmy Disneya opowiadają o wojowniczkach. I nie chodzi tylko o Mulan, która walczyła jak prawdziwy żołnierz (udając oczywiście mężczyznę). Chodzi o dziewczyny, które naprawdę potrafią wymachiwać kijem.

Czy dzieciom należy pokazywać przemoc? Jeśli chodzi o bajki "dla chłopców", nikt nie ma z tym problemu. Chłopcom to nie szkodzi, przecież płeć męska lubi mordobicie, jak więc nie pokazywać im starć Transformersów. Ale przemoc w kinie dla dziewczynek?

Patelnią walczyła Roszpunka, potrafiła uderzyć i pokonać przeciwników. Ze statku złe stwory jednym ciosem zmiatała Vaiana. Ale czarny pas należy się tytułowej bohaterce filmu Raya i ostatni smok (który przeszedł przez kina bez echa). Raya jest silna, sprytna i naprawdę potrafi się bić. Wytrwale trenowała, by osiągnąć mistrzowski poziom. Są czterolatki, które wstawały z kinowych foteli, by odtwarzać płynne ruchy strażniczki magicznego kamienia (te same czterolatki były niewzruszone na miłosne uniesienia Kopciuszka). Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach dziewczyny chcą walczyć i dobrze, że nawet w cukierkowym wydaniu, ktoś im pokazuje, że mogą.

Dystans na własnej drodze

Jest taka scena, w filmie Ralph Demolka w internecie, gdzie bohaterka (zbuntowana, niezależna i silna małolata) wpada do pokoju pełnego disneyowskich księżniczek. Dziewczyny w zabawny sposób wyśmiewają słabości, przez które zostały wciśnięte w ramy "infantylnych istotek".

W tekście jest dużo wątków sprzecznych z trendem nienarzucania dzieciom płci, roli. Komiksy dla chłopaków, brokat dla dziewczynek. Może nie jest to zasadą, ale córki w pewnym momencie i tak domagają się różu, a synowie sięgają po koparki. Cała zabawa (dosłownie) w tym, by pozwolić im wybierać własne ścieżki, nie rezerwować jakiegoś koloru dla jednej frakcji, nie stawiać murów. I tego uczą nas Disneyowskie księżniczki współcześnie - nie ma rzeczy zarezerwowanych dla jednej płci, nie ma wmawiania, że ktoś jest słabszy i tylko łaska go ocali. Elsy i Meridy mogą ramię w ramię z Batmanami ratować świat. Owszem, mają ładniejsze włosy, ale mają też wystarczająco dużo mocy, by sobie ze wszystkim poradzić. Bo u Disneya nie ma już mimoz.