Reklama

A jeszcze do niedawna Ariana Grande grała wyłącznie słodkie łobuziary w naiwnych serialach, co ostatecznie zniechęciło ją do aktorstwa i sprawiło, że poświęciła się karierze muzycznej. I to z jakim skutkiem!

Była pierwszą amerykańską artystką w historii muzyki, której główny singiel z każdego z pięciu kolejnych albumów zadebiutował na pierwszym miejscu listy przebojów Billboardu. Gdyby dodać pozostałe z jej singli, które trafiły do pierwszej dziesiątki, byłoby ich w sumie 23.  W ciągu dekady zdobyła 19 nominacji do nagród Grammy, które zamieniła na dwie statuetki. Dwukrotnie - w 2016 i 2019 roku, magazyn "Time" umieścił ją wśród 100 najbardziej wpływowych osób na świecie.

Reklama

Po włosku (a oboje jej rodzice mają włoskie korzenie) nazwisko Grande znaczy "duża", ale także "wspaniała lub imponująca". Właściwe nazwisko dla właściwej osoby.

Życie przed i po "Wicked"

Miała zaledwie 10 lat, gdy babcia zabrała ją na broadwayowski spektakl "Wicked". Natychmiast oszalała na jego punkcie. "Zakochałam się w nim na śmierć. Dzielę swoje życie na dwa rozdziały: przed obejrzeniem ‘Wicked’ i po obejrzeniu" - zwierzała się w wywiadzie dla "The New Jork Times". Czy mogła podejrzewać, że kiedyś zagra w nim jedną z głównych ról? Niezupełnie, choć zawsze było to jej wielkie marzenie.

Filmowy "Wicked" na podstawie musicalu o tym samym tytule, podzielony na dwie części, powstawał przez wiele lat. Zmieniali się reżyserzy i scenariusz, a także plany obsadowe, aż w końcu pałeczkę reżysera przejął Jon M. Chu. Grande wyznała, że aż pięciokrotnie brała udział w przesłuchaniach, nim zdecydowano, że to ona dostanie rolę Galindy. Już po pierwszym zaczęła brać lekcje aktorstwa i śpiewu operowego, ponieważ bardzo chciała zostać obsadzona. To oznaczało kilka miesięcy codziennych szkoleń z trenerem wokalnym.

O dziwo, fani artystki na początku nie byli zachwyceni jej udziałem w projekcie, co ona sama przyjęła ze zrozumieniem. - Podejrzewam, że widzieli we mnie wyłącznie piosenkarkę popową, nie znali innych moich umiejętności- tłumaczyła ich reakcje. A potem wyznała: "Czekałam na to ponad 20 lat. Musicie mi zaufać". Na czas kręcenia "Wicked" odłożyła na bok swoją karierę muzyczną, aby całkowicie poświęcić się pracy nad postacią. Chodziła nawet na lekcje do szkoły Lee Strasberga, a efekty tego widać na ekranie. W sumie praca nad dwoma częściami filmu zajęła jej prawie  5 lat.

Zaskoczyła absolutnie wszystkich. Wraz z Cynthią Erivo w roli Złej Czarownicy stworzyły duet, jakiego w musicalowym filmie nie było od bardzo dawna. Obie otrzymały nominacje do Oscara. O tym, że Erivo jest świetną aktorką, wiadomo było od dawna. Kreacja Grande przebiła jednak zarówno oczekiwania najbardziej zagorzałych wielbicieli gwiazdy, jak i też nie bardzo wierzących w jej talent aktorski krytyków.

Warto dodać, że w drugiej części filmu "Wicked: Na dobre", która właśnie trafiła do naszych kin, jest jeszcze lepsza.

Bardzo dobra i jeszcze lepsza

Pierwsza część "Wicked" miała premierę dokładnie rok temu i odniosła wielki artystyczny i komercyjny sukces, zarabiając 760 milionów dolarów i stając się najbardziej dochodową filmową adaptacją muzyczną wszech czasów. Pomijając wizualne walory filmu, wypada podkreślić, że swój sukces zawdzięcza przede wszystkim znakomitym kreacjom duetu Erivo-Grande. Wielkie gwiazdy na drugim planie - Jeff Goldblum jako Czarodziej i Michelle Yeoh jako bezwzględna Madame wypadają blado na ich tle, może dlatego, że zupełnie nie radzą sobie z trudnym muzycznym wyzwaniem.

Tym, którzy jakimś cudem "Wicked" nie widzieli, wypada wyjaśnić, że to opowieść będąca prequelem "Czarnoksiężnika z Oz". (Opowiada więc o tym, co było przed wydarzeniami, jakie znamy). Skupia się na nieopowiedzianej historii Efaby, która później zostaje Złą Czarownicą i Galindy zwanej Dobrą, zanim obie spotkały Dorotkę w "Czarnoksiężniku...". Poznają się w krainie Oz, gdy obie są studentkami. O ile jednak pierwszy film opowiada przede wszystkim o odrzuceniu innego - zielona skóra Efaby budzi niechęć i kpinę, to drugi więcej miejsca poświęca Galindzie i przemianie jaką przejdzie.

"Wicked: Na dobre" zaczyna się dokładnie tam, gdzie pierwszy "Wicked" się skończył. Dawne przyjaciółki ze studiów żyją z konsekwencjami swoich wyborów. Elfaba demonizowana jako Zła Czarownica z Zachodu, żyje na wygnaniu, próbując ujawnić prawdę o Czarodzieju i cierpieniu, jakie zadaje on zwierzętom. Galinda spragniona przywilejów, udaje przed mieszkańcami Oz, że wszystko jest w porządku. Wielka konformistka nazywana Dobrą, dzięki Elfabie zaczyna jednak rozumieć, że swoim postępowaniem przyczynia się do opresyjności Oz. Przechodzi transformację, którą Grande przedstawia z wielką delikatnością i wrażliwością. Jest wspaniała. I chyba sama nie zdawała sobie sprawy z talentu dramatycznego, jakim dysponuje. Łączy kapitalnie wrodzoną vis comica postaci, z jej moralnymi dylematami.

Drugi film jest znacznie bardziej mroczny niż pierwszy. Pobrzmiewa w nim "Rok 1984" Orwella, a w krainie Oz na dobre rozpycha się zasygnalizowany w "Wicked" faszyzm. Ostatecznie jednak, choć mniej przekonujący scenariuszowo niż pierwszy, opowiada się po stronie przyjaźni, miłości i solidarności, które mają moc zwalczania zła.

- Ekscytuje mnie, że w drugim filmie Glinda już nie jest tylko błyskiem i brokatem. Pojawia się w niej głębia, serce i też dobro - podkreśla Grande.

Ariana nie kryje, jak wielki wpływ na jej życie miał udział w tym musicalu.  - Nigdy tak naprawdę nie spodziewałam się, że będę traktowana poważnie jako artystka. Rola Galindy to było moje największe zawodowe wyzwanie i największe osiągnięcie - podkreśla.

Dodajmy, że warte Oscara.

Urodzona, by być gwiazdą

Ariana Grande od dzieciństwa występowała w lokalnych produkcjach muzycznych i teatralnych. Mając 8 lat, zaśpiewała hymn narodowy na meczu hokejowym Florida Panthers.

- Mój pierwszy występ to rola trzmiela w szkolnym przedstawieniu. Zerwałam żądło z kostiumu i użądliłam jednego z kolegów aktorów - miałam wtedy sześć lat - opowiadała ze śmiechem. I już wtedy postanowiła, że będzie śpiewać i grać. - Nigdy nie miałam wątpliwości, że właśnie to chcę robić w życiu - wyznała w wywiadzie dla magazynu "Billboard".

Jej pierwszą większą rolą była tytułowa postać w musicalu "Annie" w dziecięcym teatrze. Jako piętnastolatka (2008 r.) wystąpiła w musicalu "13" na Broadwayu, w sztuce skupiającej się na życiu młodych ludzi dorastających w Nowym Jorku. Ta wczesna rola przyniosła jej uznanie - zdobyła prestiżową nagrodę National Youth Theatre Association Award.

Już wkrótce pojawiła się w roli Cat Valentine w serialach młodzieżowej stacji Nickelodeon: "Wiktoria znaczy zwycięstwo" oraz w jego spin offie  "Sam i Cat". Choć szybko stała się idolką zafascynowanych nią nastolatek, nie była zadowolona ze swojej roli. "Nienawidzę aktorstwa" - powiedziała właśnie po tej roli w wywiadzie. I postanowiła skupić się na śpiewaniu.

Jej kariera muzyczna rozpoczęła się tak naprawdę już w 2011 roku, gdy nagrała ścieżkę dźwiękową promującą serial "Wiktoria znaczy zwycięstwo". Przez kolejne dwa lata pracowała nad swoim pierwszym albumem studyjnym "Yours Truly", który ukazał się w 2013 roku. Inspirowany stylem retro pop i R&B, szybko znalazł się na szczycie listy US Billboard 200. Główny singiel albumu "The Way" trafił z kolei do pierwszej dziesiątce listy Billboard Hot. 100. Drugi album "My Everything" i trzeci "Dangerous Woman" to były także wielkie międzynarodowe sukcesy. Ten ostatni ukazał się w 2016 roku, gdy miała 23 lata i po raz pierwszy trafiła na listę 100 najbardziej wpływowych osób magazynu "Time".

W międzyczasie z nastolatki zmieniła się w kobietę, tworząc własny, niepowtarzalny wizerunek sceniczny z charakterystycznym długim kucykiem na czubku głowy i makijażem a’la Audrey Hepburn. Przyznała zresztą, że na początku kariery właśnie na niej się wzorowała na scenie.

Krytycy od początku porównywali jej czterooktawowy zakres wokalny do głosu Mariah Carey. Podobnie jak ona, Grande osiąga też tzw. rejestr gwizdkowy - czyli brzmienie najwyższych dźwięków w skali. Posługuje się nim bardzo mała grupa wokalistów na świecie. Ona sama prócz Mariah Carey jako swoją inspirację przywołuje także Whitney Houston.

Analizowanie jej kolejnych płyt zostawmy krytykom muzycznym, choć należy odnotować, że za swój czwarty album "Sweetener" otrzymała pierwszą nagrodę Grammy.

Ale jeszcze wcześniej zdarzyło się coś, co miało wstrząsnąć życiem artystki.

Czarna seria

22 maja 2017 na terenie Manchester Arena w Manchesterze w Wielkiej Brytanii, tuż po zakończeniu radosnego koncertu Ariany Grande, terrorysta wysadził ładunki wybuchowe. Zginęły wtedy 22 osoby, około 800 zostało rannych. Zamachowcem był 22-letni Salman Abedi - Libijczyk, posiadający brytyjskie obywatelstwo. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie.

Grande ciężko przeżyła tragedię. Po latach wyznała, że długo cierpiała na zespół stresu pourazowego i wciąż potrzebuje terapii. Postanowiła jednak, że nie da się zastraszyć terroryście i 12 dni później - 4 czerwca 2017 roku odbył się koncert charytatywny zorganizowany przez Arianę Grande pod hasłem "One Love Manchester". Jego celem była pomoc ofiarom zamachu i ich rodzinom.. Zaprosiła do występu inne gwiazdy, w tym Justina Biebera, Miley Cyrus, Katy Perry, Pharrella Williamsa, Liama Gallaghera. Przed koncertem charytatywnym Grande odwiedziła fanów, którzy zostali ranni w ataku, a także zaoferowała 15 tysięcy darmowych biletów osobom, które były na koncercie 22 maja. Udało się zebrać ponad 12 milionów funtów.

Jeszcze przed rozpoczęciem koncertu Grande napisała na swoim koncie w mediach społecznościowych: "Naszą odpowiedzią na przemoc musi być zbliżenie się do siebie, pomaganie sobie nawzajem, kochanie się bardziej, śpiewanie głośniej. Żyjmy w sposób bardziej życzliwy i hojny niż dotąd". Pokazała wielką klasę, serce i odwagę. Zresztą działalność charytatywna to jej codzienność.

Ofiarom zamachu w Manchesterze poświęciła też dwie piosenki, z nagrodzonej Grammy płyty - utwory "No Tears Left to Cry" i "Get Well Soon", poruszające i przepełnione miłością.

Ale kiedy leczyła się z ciężkiej traumy, przyszedł kolejny cios. Jej były chłopak, a potem przyjaciel, popularny raper Mac Miller zmarł z powodu przedawkowania narkotyków. Była wtedy zaręczona z komikiem Petem Davidsonem, ale zdruzgotana zerwała zaręczyny.

Po raz kolejny zawiesiła koncertowanie z tragicznych powodów.

Ofiara body shamingu

Ariana Grande mierząca zaledwie 154 cm zawsze była drobna i szczupła, ale w ciągu ostatnich dwóch lat dość drastycznie straciła na wadze. Dziś jest tak szczupła, że nieustanne komentarze sugerujące chorobę, wcale nie dziwią. Gorzej, że część z nich nie nosi wcale znamion troski, a wręcz przeciwnie - są pełne złośliwości i szydery. Klasyczny body shaming, używając popularnego angielskiego zwrotu.

Artystka zareagowała na komentarze dotyczącą jej wyglądu najpierw w filmie opublikowanym na TikToku, w 2023 roku, a później w licznych wywiadach. Wyjaśniła, że jej obecna szczupłość to nie efekt choroby, a wręcz odwrotnie. "Wcześniej moje ciało, które publiczność uważała za zdrowe, było w rzeczywistości najmniej zdrową wersją mnie samej" - napisała. To wtedy opowiedziała o walce z traumą i depresją, o tym, że piła alkohol w trakcie przyjmowania leków przeciwdepresyjnych i "jadła byle co". Do tego nie stroniła od zabiegów poprawiających urodę z użyciem wypełniaczy i botoksu. Obecnie ich nie stosuje, a wegańska dieta, której zwolenniczką jest od lat i ćwiczenia pod okiem osobistego trenera, przyczyniły się do utraty uwagi. Jednym słowem - z przekazu wynika, że jej obecna sylwetka to zamierzony efekt.

- Nie ma jednej definicji piękna. Można wyglądać zdrowo i pięknie na wiele sposobów - zapewniła gwiazda, zwracając się do fanów z prośbą o niepoddawanie ocenie cudzego wyglądu. I dodała: "Uważam, że powinniśmy być łagodniejsi i z większą wstrzemięźliwością komentować wygląd innych, niezależnie od intencji".

Trudno nie przyznać jej racji.

"Oszczędź sobie łez, Ariana"

Ariana Grande należy do artystek, które angażują się mocno w politykę. Od zawsze wspierała demokratów - Kamalę Harris podczas wyborów prezydenckich w 2024 roku, wcześniej Baracka Obamę. Wystąpiła też w Białym Domu dla prezydenta i Michelle Obamy w trakcie święta amerykańskich artystek, których twórczość wywarła głęboki wpływ na narodową kulturę muzyczną, "Women of Soul" w 2014 roku.

Od początku też otwarcie krytykowała politykę Donalda Trumpa. Jej ostry wpis w mediach społecznościowych z września br., atakujący administrację obecnego prezydenta, pierwotnie napisany przez aktywistę Matta Bernsteina, skierowany był do wyborców Trumpa. Krytykował agentów Urzędu Imigracyjnego, retorykę transfobiczną i zagrożenie dla wolności słowa. Kończył się pytaniem:

"Teraz, gdy imigranci zostali brutalnie oderwani od rodzin, a ich społeczności zniszczone, teraz, gdy osoby transpłciowe są obwiniane o praktycznie wszystko i żyją w strachu, teraz, gdy wolność słowa stoi na krawędzi upadku dla nas wszystkich - czy wasze życie się poprawiło?".

Wpis odbił się szerokim echem nie tylko w internecie, a na odpowiedź Trumpa, który słynie z publicznego potępiania krytykujących go artystów, nie musiała długo czekać. Zastępca sekretarza prasowego Białego Domu, Kush Desai, wystosował zgrabnie napisane oświadczenie, w którym wykorzystał tytuły piosenek Grande, m.in. "Save Your Tears", "Just Like Magic" .

"Oszczędź sobie łez Ariana. (Parafraza piosenki "Save Your Tears" - dop.red.). Działania prezydenta Trumpa zakończyły kryzys inflacyjny Joe Bidena i przynoszą biliony dolarów nowych inwestycji! (...) [Trump] podpisał nawet zarządzenie wykonawcze, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki utorowało drogę Federalnej Komisji Handlu do rozprawienia się z Ticketmasterem za oszukiwanie fanów Ariany Grande na koncertach. Wracaj do zdrowia, Ariana!"

Ostatnia uwaga dotyczyła oczywiście jej niezwykłej szczupłości, i sugerowała, że piosenkarka jest chora. Na szczęście była zbyt zajęta przygotowaniami do premiery "Wicked: Na dobre", by skomentować owo "oświadczenie". 

Teraz aktorstwo

Na początku ubiegłego roku Grande roku wydała płytę "Eternal Sunshine". Pierwszą od czterech lat, które upłynęły jej na pracy nad "Wicked". Choć planuje trasę koncertową "Eternal Sunshine Tour" w czerwcu 2026 roku, kto liczył na to, że niebawem wyda kolejną płytę, będzie zawiedziony. W jednym z ostatnich wywiadów artystka zdradziła bowiem, że "piosenki i płyty nie będą dla niej priorytetem przez najbliższe 10 lat". Zamierza bowiem skupić się na aktorstwie.

"Naprawdę lubię teraz grać" - powiedziała Grande. "Filmy, występy w teatrze, to właśnie inspiruje mnie ostatnio najbardziej". A kalendarz z kolejnymi propozycjami ról ma już zapełniony.

Po roli w kontynuacji komedii "Poznaj moich rodziców", ma wejść na plan tajemniczego filmu "Focker-in-Law" oraz pojawić się w kolejnym sezonie "American Horror Story".

To dobre wiadomości, bo "Wicked: Na dobre" udowadnia, że jej aktorski talent dorównuje muzycznemu. "Nowa Barbra Streisand" - napisał jeden z amerykańskich krytyków po premierze. Trudno o większy komplement.