Reporter Fundacja Avalon
Aleksandra Cieślik 05:00 30.10.21

"Po ślubie poszliśmy do McDonald’s. Filipińczycy tak nie robią"

G

G dy zobaczyłam go pierwszy raz na lotnisku, pomyślałam: "O mój Boże...". Łzy popłynęły same. Nie miałam pojęcia, jak się nim zajmować, czy temu sprostam, choć od początku wiedziałam o jego niepełnosprawności. Miałam wtedy 19 lat - opowiada Marebel. - Wczuj się w to. 32 lata i życie towarzyskie zaledwie dwa, trzy tygodnie w roku. Nagle rzucasz wszystko i lecisz na drugi koniec świata do dziewczyny z internetu - mówi Adam.

Reklama

On choruje na czterokończynowe porażenie mózgowe - tetraplegię spastyczną (to niepełnosprawność ruchowa, nie umysłowa). Oznacza niedowład oraz wzmożone napięcie w kończynach górnych i dolnych. Mogą temu towarzyszyć wiotkość szyi i tułowia. Od kiedy urodził mu się syn, bardziej kontroluje swoje ciało. Większość obciążonych tym schorzeniem - w tym on - nie jest w stanie chodzić.

Ona rzuciła dotychczasowe życie, by zamieszkać w Łosicach, niedaleko Białej Podlaskiej. Z filipińskiej wyspy przeniosła się do kilkutysięcznego miasteczka. Na co dzień opiekuje się ośmiomiesięcznym synem i mężem z niepełnosprawnością.

Dziewczyna z internetu

Reklama

Ich historia zaczęła się w styczniu 2018 roku na jednym z filipińskich portali randkowych. Adam chciał poznać dziewczynę stamtąd. Nie myślał o związku, bardziej o przyjaźni. Fascynowała go Azja, oglądał filmy z tego kraju.

- To Marebel zagadała pierwsza. Napisała po prostu "Hi". Szybko przeszliśmy na Facebooka i tam rozwijaliśmy znajomość.

- Przed poznaniem Adama chodziłam do szkoły, ale rzuciłam ją z różnych prywatnych powodów. Zaczęłam pracować w sklepie. Koleżanka zawsze powtarzała, żebym założyła konto na portalu randkowym i spróbowała szczęścia. Obcokrajowcy na Filipinach postrzegani są jak celebryci. Gdy jesteś z kimś takim, dużo o tobie mówią.

Jego życie przed "epoką Marebel" było - jak zaznacza - zwykłą rutyną. Krąg znajomych miał ograniczony. Raz w roku wyjeżdżał na turnus dla osób z niepełnosprawnością, czasem na rehabilitację i koncerty.

Podróż do Azji wydawała się wręcz nieosiągalna.

- Pytałem na różnych grupach, jak dostać się tam z moim schorzeniem. Każdy twierdził, że to nierealne, że zwariowałem. Napisałem do chłopaka prowadzącego kanał "Ucieczka do raju". To on mnie ośmielił, wspominając o koledze na wózku mieszkającym na Filipinach. Wraz ze znajomymi z turnusu rehabilitacyjnego szukaliśmy innych chętnych na wyjazd. W pięć osób, w listopadzie 2018 roku, polecieliśmy do Manili, stolicy kraju. Na lotnisku osobom takim jak ja pomagają właściwie cały czas - od wejścia do wyjścia. To duży plus. Po kilku dniach zostałem tylko z Marebel - spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy. Miesięczny wyjazd kosztował około pięciu tysięcy złotych.

"Bałam się, czy temu sprostam"

Ona wiedziała o jego niepełnosprawności od początku - na zdjęciach siedział na wózku.

- Kwestia priorytetowa. Zależało mi na transparentności. Często też pisaliśmy, ale z włączoną kamerką, widząc się. Zachwycałem się jej urodą, komplementowałem, że wygląda jak Rihanna.

- Gdy zobaczyłam go pierwszy raz na lotnisku, pomyślałam: "O mój Boże...". Łzy popłynęły same. Nie miałam pojęcia, jak się nim zajmować, czy temu sprostam, czy go "nie uszkodzę". Miałam wtedy 19 lat.

- Czekałem, aż ją zobaczę. Wyjechała po nas na lotnisko, dużo pomogła, załatwiła busa, mieszkanie.


Według Adama Filipiny nie są w żaden sposób dostosowane do osób z niepełnosprawnościami (OzN). Nawet jeśli jest podjazd, to zbyt wąski. Jeśli są chodniki, to z wysokimi krawężnikami.

- Drzwi do toalety szerokie zwykle na pół metra, taki zwyczaj. Nie zmieściłbym się tam na wózku. Za to Filipińczycy jako ludzie nadrabiają pozytywnym nastawieniem. Nie spotkała mnie z ich strony żadna przykrość, są niezwykle pomocni. Z tego też na całym świecie słyną ich pielęgniarki.

- W moim rodzinnym mieście nie ma zbyt wielkiego dostępu do technologii i nowoczesnych rozwiązań. Improwizowaliśmy. Adam brał prysznic, siedząc na bambusowym krześle na podwórku. Nie zmieściłby się w standardowej łazience.

Pomimo niedogodności, para spędziła razem miesiąc. Oprócz dysfunkcji aparatu mowy Adama, problemem - szczególnie na początku - okazał się też język angielski.

- Nie jest w nim zbyt dobry. Raz zapytał, czy mogę mu podać cytrynę, choć miał na myśli arbuza. Jego przyjaciel, z którym przyjechał na Filipiny zapytał, jak się dogadamy. Do tej pory bywa trudno, choć nauczyłam się go rozumieć. Zaskoczyłam samą siebie.

Wesele w... McDonald’s

Uczucie między Marebel a Adamem rozwijało się stopniowo. Będąc u niej miesiąc, nie sądził, że zostaną małżeństwem. O zaręczynach zaczął myśleć po powrocie do Polski.

- Wyjazd dał mi wiele energii i motywacji. Poczułem, że mogę więcej. Szukałem terminu na drugi lot, czytałem, jakie dokumenty potrzebne są do ślubu. Załatwiłem je i wziąłem do walizki. Tym razem - w kwietniu 2019 roku - poleciałem do Cebu. Marebel ponownie stanęła na wysokości zadania - wynajęła auto, mieszkanie. Jeśli chodzi o oświadczyny, po prostu zapytałem, czy wyjdzie za mnie. Powiedziała "tak". Pobraliśmy się w maju. Zwykły ślub cywilny, trwający 10 minut.

- Po ceremonii poszliśmy... do McDonald’s. Nie było to typowe dla Filipińczyków, w głowie miałam inne plany.

Czekając na dokument potwierdzający małżeństwo, Adam mieszkał u siostry Marebel. Z początkiem sierpnia wrócił do Polski.

- Wczuj się w to. 32 lata i życie towarzyskie zaledwie dwa, trzy tygodnie w roku. Nagle rzucasz wszystko i lecisz na drugi koniec świata do dziewczyny z internetu. Trochę to szalone, ale nie żałuję. W kraju rejestrowałem kolejne dokumenty potrzebne do wizy dla żony. Poszło w miarę sprawnie. 9 października dotarła do Polski.

Filipinka jest adoptowana. Ma tylko mamę. Przybranego ojca straciła w wieku ośmiu lat.

- Nie miałam lęku przed przeprowadzką do obcego państwa. Uwielbiam odkrywać, uwielbiam przygodę. Tęsknię za rodziną i przyjaciółmi, to oczywiste, ale przez Messengera pozostaję z nimi w ciągłym kontakcie. Jeszcze przed ślubem mama pytała, czy jestem pewna. "Małżeństwo to nie tylko uczucia i miłe chwile, ale też bycie w najciemniejszych i najgorszych momentach życia drugiego człowieka" - tak mówiła.

- Jej bliscy doznali lekkiego szoku, ale szybko mnie poznali. Dałem im dużo uwagi. Zobaczyli, że skupiam się na Marebel.

"Nie czuję się tu komfortowo"

Jak wyglądały pierwsze chwile po przylocie do Polski?

- Wszystko nowe - kultura, sposób mówienia. Nie wiem jeszcze, jak działa wasz kraj. Na Filipinach znane są Ameryka, Francja. Gdy powiedziałam znajomej, że wychodzę za mąż za Adama, odparła, że on jest chyba z bardzo katolickiego kraju, bo pochodził z niego Jan Paweł II. Na pewno ogromnym plusem jest dobry poziom rozwoju technologicznego w porównaniu do Filipin. Nie przepadam za to za pokerowymi twarzami, które widzę wszędzie. Polakom trudno o uśmiech, a w moim kraju wręcz przeciwnie. Zszokowało mnie to - ta powaga.

Para - wraz z ośmiomiesięcznym synem Maksymilianem - mieszka w Łosicach. Marebel podkreśla, że małe miasteczko było dla niej na początku dobre, ale teraz staje się problemem.

- Nie czuję się tu komfortowo. Chcę chodzić do pracy, podróżować, mieć dostęp do wszystkiego. Tu tego nie znajdę, nie mam takiej możliwości. Ludzie plotkują, pokazują nas palcami. Dla mnie wygląd nie jest najważniejszy w związku. On przeminie, nie trwa wiecznie. Przetrwają twoje serce, podejście do miłości. To liczy się bardziej niż ładne twarz czy ciało. Ważne są też dobroć, życzliwość. Uwielbiam to w Adamie. Jest bardzo romantyczny. Kupuje kwiaty, zaskakuje mnie. To mój pierwszy i ostatni chłopak, a teraz mąż. Nigdy mnie nie zawiódł.

Mężczyzna podkreśla, że ceni w żonie odwagę, siłę ducha i pozytywność.

- Pomaga mi we wszystkim. Ja jedynie jeżdżę wózkiem elektrycznym. Potrzebuję asystentki od ubierania, przez toaletę, po karmienie. Cieszę się, że to z nią założyłem rodzinę i, że zdecydowała się być moim wsparciem. Chcemy żyć w Polsce i wychować Maksymiliana najlepiej, jak umiemy. Na pewno pokażemy mu też Filipiny.

"Niedługo syn będzie mógł więcej niż ja"

W czasie rozmowy z Marebel kilkukrotnie powraca temat jej "egzotyczności". Kobieta przyznaje, że wytykanie palcami i ukradkowe spojrzenia zdarzają się głównie ze względu na męża z niepełnosprawnością.

- Nie miałam nieprzyjemnych sytuacji tylko dlatego, że jestem Filipinką. Czasem pytają, skąd pochodzę, komplementują urodę czy zachwycają się synem, który - nie ma co ukrywać - daje mi ogromną motywację do zmiany.

- To wielki dar patrzeć, jak Maksymilian rośnie, rozwija się. Każdego dnia nas zaskakuje. Niedługo będzie mógł więcej ode mnie, rozumiesz? Chodzić, jeść, założyć ubrania. Pomagam w opiece nad nim, jak tylko mogę. Słuchamy muzyki, mówię do niego, powoli zaczynamy korzystać z zabawek i oglądać bajki.

- Macierzyństwo jest ciężkie, nie masz czasu dla ciebie, poświęcasz dziecku sto procent uwagi. To duża, ale dobra zmiana w moim życiu. Za każdym razem, gdy widzę jego uśmiech, wielkie oczy, moje serce topnieje. Również wtedy, gdy po raz pierwszy powiedział: "mama". To te jaśniejsze strony, bo - nie przeczę - bardzo ciężko opiekować się Maksymilianem i Adamem jednocześnie. Jak dziecko zaśnie, muszę iść do męża, by zrobić herbatę czy podać posiłek. Jednak bezsenną noc czy zmęczenie wynagradza myśl, że pod koniec dnia mam ich blisko siebie.

- Jak to wszystko się stało? Nie mam pojęcia. Ludzie tracą dużo przez strach, obawy. My zaryzykowaliśmy. Spróbuj i poleć na koniec świata do tej swojej wymarzonej dziewczyny, jeśli tylko chcesz - śmieje się Adam.

- Czy jestem szczęśliwa? Pół na pół. Potrzebuję zmiany i pracy, której w Łosicach nie mam. Adam bardzo chce, bym zarabiała, zachęca mnie do tego, wspiera. Jednak w życiu liczą się nie tylko pieniądze. Gdy masz wszystko - luksusowe meble, dom, samochód, ale twoje serce nie jest szczęśliwe, nie masz nic. Muszę się skupić właśnie na tym, co sprawia mi radość - puentuje Marebel.

"Uwierać może ostracyzm społeczny"

Katarzyna Kucewicz - psycholog, psychoterapeutka, terapeutka zaburzeń seksualnych - zaznacza, że miłość nie zna żadnych granic i barier.

Według terapeutki Marebel "jest w swojej społeczności zapewne potrójnie dyskryminowana".

- Po pierwsze, dlatego, że jest kobietą - zazwyczaj podchodzi się do nich mniej poważnie. Po drugie, wątek rasowy, bo jest z Filipin, a po trzecie, ma partnera z niepełnosprawnością. To sprawia, że niektórzy ranią ją słowami. Taka postawa jest godna potępienia i absolutnie nie powinno się na nią pozwalać. Obcokrajowcy przyjeżdżający do Polski mogą mieć poczucie, że nasz kraj jest znany z gościnności, ale ten stereotyp już przebrzmiał. Jesteśmy narodem bardzo krytycznym i zamkniętym na wszelkie przejawy inności poza naszym wyobrażeniem, szczególnie teraz to się nasila.

Kucewicz zwraca uwagę na lekcję, którą Polacy mają do odrobienia.

- Potrzebujemy otwartości na różnorodność szeroko pojętą. Bywamy zamknięci na neuroróżnorodność, różnorodność kulturową, seksualną. Choć mam poczucie, że młode pokolenie - dzisiejsi nastolatkowie - jest bardziej otwarte i ma równościowe podejście.

"Taka relacja to wkraczanie w nieznane role"

Z kolei Żaneta Krysiak z projektu Sekson prowadzonego przez Fundację Avalon podkreśla, że partner czy partnerka osoby z niepełnosprawnością wymagają dużego wsparcia.

- To, z jednej strony, relacja romantyczna, oparta na bliskości i intymności, a z drugiej pojawia się obszar łączący poczucie obowiązku, bycia odpowiedzialnym za wiele kwestii. Sporo między takimi parami wydarza się na początku relacji. Wkraczanie w nowe, nieznane role, odbywa się właśnie wtedy. Wiąże się z rozmową ze samym sobą - na ile jestem gotowa, żeby zaangażować się w taką relację i, czy jestem świadoma, że jest ona oparta na nietypowym rodzaju zaangażowania i wsparcia, ale ta część związana z emocjami i uczuciami jest w stanie to rekompensować.

A co w przypadku niewygodnych pytań zadawanych przez otoczenie?

- Kobiety będące z OzN to w Polsce wciąż temat wzbudzający wiele emocji. Marebel musi mieć chęć, potrzebę edukowania oraz otwartość i świadomość tego, że ludzie będą przekraczać granice i dopytywać z ciekawości o kwestie związane z rodzicielstwem, seksualnością. W jej przypadku otwartość zdecydowanie jest. W mediach wciąż mamy zbyt mało przekazów neutralnych i obiektywnych. OzN często pokazywane są jako nieszczęśliwe, u których ta niepełnosprawność jest na pierwszym planie lub jako bohaterowie, którzy - mimo przeszkód  - robią coś ponad normę. Odczarujmy wreszcie jeden i drugi wizerunek.