Reklama

2 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, autorstwa posłanki Małgorzaty Tracz (klub Koalicji Obywatelskiej), wprowadzającą zakaz chowu i hodowli zwierząt futerkowych w celach komercyjnych - z wyjątkiem królików (Oryctolagus cuniculus). Projekt trafił do prac Sejmu w czerwcu 2024 roku przy wsparciu posłów Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050 i Lewicy. Sejm przyjął ustawę 17 października 2025 roku, a 7 listopada uwzględnił poprawki Senatu.

Sukces organizacji prozwierzęcych

Reklama

Polska przez długi czas zajmowała czołową pozycję w Europie pod względem skali produkcji futrzarskiej - w szczycie, czyli w latach 2014-2015, ubijano nawet 10 milionów zwierząt. Z czasem produkcja zmalała - obecnie do ok. 3 milionów sztuk. Sektor futrzarski wnosił jednak znikomy udział do gospodarki narodowej - zaledwie 0,01% produktu krajowego brutto w 2023 roku oraz 0,014% wartości eksportu w 2024 roku. Według najnowszych danych Stowarzyszenia Otwarte Klatki, w latach 2015-2024 liczba ferm futrzarskich w Polsce zmniejszyła się z 810 do 209, natomiast eksport skór norek w 2024 roku wyniósł 2 415 500 sztuk i był zbliżony do poziomu sprzed 20 lat (w 2004 roku było to 2 361 219 sztuk). Dane te znacząco osłabiły argumentację ekonomiczną na rzecz utrzymania branży.

Tzw. "ustawa futerkowa" weszła w życie po 14 dniach od publikacji w Dzienniku Ustaw (19 grudnia 2025 roku) i przewiduje okres przejściowy do końca 2033 roku, dając hodowcom czas na dostosowanie działalności. Zagwarantowane są także odszkodowania dla przedsiębiorców, którzy zamkną działalność do końca 2030 roku.

Mimo mechanizmów wsparcia, hodowcy zwierząt futerkowych pozostają podzieleni. Polski Związek Hodowców Zwierząt Futerkowych (PZHZF) podziękował Prezydentowi listem po podpisaniu ustawy - wcześniej apelował nawet o jej niewetowanie. Ostro krytykują ją jednak osoby związana z hodowlą, określając ją jako "zamach na polski biznes". Z szacunków branży wynikało, że likwidacja ferm futrzarskich może dotknąć 5-6 tys. gospodarstw, generujących rocznie ok. 1,5 mld złotych obrotu i zatrudniających pośrednio ok. 50 tys. osób. Jednak analizy wykonane przez Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych na zlecenie Stowarzyszenia Otwarte Klatki wskazują, że liczba pracowników była znacząco niższa: w 2021 roku ok. 2-3 tys., a w 2024 roku, po spadku liczby ferm, ok. 900. Ustawa reguluje sytuację osób zatrudnionych bezpośrednio przy hodowli - przewiduje dla nich odprawę pieniężną w wysokości dwunastomiesięcznego wynagrodzenia (obliczanego jak ekwiwalent za urlop), którą Zakład Ubezpieczeń Społecznych zwraca pracodawcy lub rolnikowi po jej wypłacie. Prezydent, podpisując ustawę, zakończył wieloletnią batalię organizacji prozwierzęcych. Jak podkreślają przedstawiciele Stowarzyszenia Otwarte Klatki: "przepisy, które weszły w życie, biorą pod uwagę wszystkie zainteresowane strony, a nowelizacja ustawy stanowi sprawiedliwą umowę społeczną". Uważają oni również, że degresywny system odszkodowań zachęci właścicieli mniejszych i mniej rentownych ferm do szybszego ich zamknięcia oraz przebranżowienia się przy wsparciu tych funduszy.

Stowarzyszenie Prawnicy na Rzecz Zwierząt ocenia ustawę "bezwzględnie pozytywnie". Uznaje za sprawiedliwe rozwiązanie przewidzianą w ustawie możliwość uzyskania odszkodowania w związku z koniecznością likwidacji hodowli, a także przyznanie prawa do odpraw dla pracowników likwidowanych ferm. Przedstawiciele organizacji zauważają, że zyski z hodowli zwierząt na futra w Polsce przypadają naprawdę bardzo wąskiemu gronu osób, w tym częściowo kapitałowi zagranicznemu. W ich ocenie okres przejściowy jest wystarczający, aby zapewnić hodowcom realną możliwość zmiany profilu prowadzonej działalności gospodarczej. gospodarczej. Jednocześnie umożliwia on jak najszybsze zatrzymanie cierpienia zwierząt - przynajmniej tych hodowanych na futra.

Króliki poza zakazem

Przyjęta ustawa o zakazie hodowli zwierząt futerkowych nie obejmuje królików. Dotyczy ona 4 gatunków: lisów, jenotów, szynszyli i norek amerykańskich, z których te ostatnie stanowią podstawę polskiego przemysłu futrzarskiego. Wyjątek dla królików wynika z dominującej roli ich hodowli na mięso (ok. 90% pogłowia). Posłanka Małgorzata Tracz twierdzi, że był to warunek konieczny. Włączenie królików mogłoby uderzyć w cały sektor mięsny, powodując problemy z zaopatrzeniem rynku oraz spadkiem eksportu, a to mogłoby przełożyć się na zawetowanie ustawy. Zgodnie z Głównym Urzędem Statystycznym (GUS), w Polsce w 2023 roku wyprodukowano ponad 20 tys. ton mięsa z królików, co stanowiło kluczowy element eksportu (głównie do UE i Azji). Futra tych zwierząt traktowane są wyłącznie jako "efekt uboczny" uboju, nie kwalifikując królika do katalogu gatunków futerkowych objętych restrykcjami.

Stowarzyszenie Otwarte Klatki tłumaczy ten wyjątek strategicznym celem zwiększenia szans na wprowadzenie ustawy w Polsce - "gdybyśmy włączyli króliki do listy gatunków objętych restrykcjami, wywołałoby to liczne kontrowersje i protesty branży mięsnej, bo dotyczy to produkcji żywności". Jak podkreślają, hodowla królików na futro w Polsce jest marginalna; choć wiąże się z cierpieniem zwierząt, jej skala stanowi niewielki procent w porównaniu z hodowlą norek.

Stowarzyszenie Pomocy Królikom rozumie te argumenty i nie podważa zasadności ustawy. Jednocześnie podkreśla jednak: "króliki cierpią podobnie jak norki, ale brak medialnego rozgłosu pozwala na kontynuację tych praktyk". Hodowla królików w Unii Europejskiej obejmuje rocznie około 70 milionów osobników, z czego Polska ma znaczący udział - szacunki wskazują na miliony. Wyjątek ten budzi kontrowersje wśród miłośników zwierząt, ponieważ ustawa miała chronić przed "nieuzasadnionym cierpieniem", a króliki pozostają w szarej strefie. Jak komentuje Stowarzyszenie Pomocy Królikom: "na poziomie logicznym rozumiemy, dlaczego na tym etapie króliki zostały wykluczone z ustawy, ale na poziomie emocjonalnym jest to dla nas bardzo trudny temat". Przedstawiciele Stowarzyszenia podkreślają, że króliki to równie mądre, czujące istoty jak inne zwierzęta futerkowe, dlatego zasługują na szacunek i na życie na wolności. Organizacja podkreśla skalę problemu, wskazując, że brak regulacji pozwala na kontynuację hodowli w ciasnych klatkach, gdzie króliki doświadczają chronicznego stresu i urazów, podobnie jak norki przed wprowadzeniem tego zakazu. Jak dodają - "marzy nam się, że kiedyś dożyjemy czasów, w których króliki będą klasyfikowane jedynie jako zwierzęta towarzyszące".

Organizacje ratujące króliki

W Polsce działa kilka organizacji dedykowanych wyłącznie pomocy królikom. Działalność na rzecz bezdomnych uszaków sięga 2004 roku, kiedy grupa wolontariuszy rozpoczęła pracę w ramach Stowarzyszenia Pomocy Królikom - formalnie wpisanego do KRS 13 lipca 2005 roku. Obecnie współtworzy ono cztery centra adopcyjne: Uszate Serca w Warszawie, Uszata Przystań w Krakowie, Sopockie Uszakowo oraz Śląski Króliczok w Bytomiu. Z kolei we Wrocławiu działa na zasadzie domów tymczasowych. Stowarzyszenie przyjmuje króliki z całego kraju - rocznie pomaga około 450 bezdomnym osobnikom w Polsce.

Stowarzyszenie powstało w odpowiedzi na falę bezdomności królików. Początkowo działalność skupiała się na umieszczaniu w internecie ogłoszeń adopcyjnych dla zwierząt oddawanych przez opiekunów. Wkrótce wolontariusze dostrzegli ogromną skalę problemu bezdomności oraz niehumanitarnego traktowania królików, co skłoniło ich do podjęcia dodatkowych kroków. Stowarzyszenie Pomocy Królikom Oddział w Toruniu było jednym z miejsc, w których zaczęto szukać nowych rozwiązań systemowego wsparcia dla królików. W 2012 roku przy toruńskim schronisku uruchomiono pierwszy w Polsce azyl dla królików - powstał z inicjatywy lokalnych wolontariuszy.

Doświadczenia zdobyte przy jego prowadzeniu pokazały potrzebę stworzenia odrębnej struktury organizacyjnej, skoncentrowanej wyłącznie na rozwoju azylu, interwencjach oraz wyspecjalizowanej opiece nad królikami. W styczniu 2013 roku, w oparciu o ten azyl i z inicjatywy dotychczasowych toruńskich wolontariuszy, powstała niezależna Fundacja Azyl dla Królików, która prowadzi liczne, samodzielne interwencje w przypadkach zaniedbań czy niehumanitarnego traktowania - w sklepach zoologicznych, pseudohodowlach i mini-zoo, a także działania edukacyjne, które stały się podstawą ich misji. Współpracuje z lekarzami weterynarii, wolontariuszami i domami tymczasowymi.

Oddzielnie funkcjonuje też Fundacja Królewska z siedzibą w Warszawie. Jest to organizacja non-profit, której działalność obejmuje adopcje, interwencje ratunkowe, leczenie, wolontariat - w tym głaskanie i sprzątanie - oraz zbiórkę darowizn. Fundacja powstała wokół historii królika Ogonka, który stał się jej patronem po dramatycznej walce o życie. Królik przeszedł ciężką walkę o przetrwanie, co zainspirowało zespół do rozszerzenia działań na większą skalę. Opiekuje się on królikami wszystkich ras i w różnym wieku, zapewniając im kompleksową opiekę do momentu znalezienia nowego domu. Proces adopcji obejmuje weryfikację opiekunów pod kątem wiedzy, warunków mieszkaniowych i doświadczenia, z monitoringiem po adopcji. Fundacja edukuje o prawidłowej opiece, kastracji i kojarzeniu par, publikując historie podopiecznych na Facebooku i stronie internetowej.

Mało rąk do pomocy, morze potrzeb

Przedstawiciele Stowarzyszenia Pomocy Królikom podkreślają narastającą skalę kryzysu: "z roku na rok jest coraz gorzej i coraz więcej królików potrzebuje naszego wsparcia". Ilustrują to ekstremalne przypadki, takie jak królik znaleziony w torebce prezentowej na przystanku autobusowym, wystawiony w transporterze pod biurem czy wrzucony do kontenera na śmieci z larwami w sierści. "Zawsze, kiedy myślimy, że już nic nas nie zaskoczy to pojawia się taki przypadek, przy którym opadają nam ręce i łamią nam się serca" - relacjonują wolontariusze, podkreślając emocjonalny ciężar swojej misji.

Główne działania koncentrują się na adopcjach bezdomnych zwierząt, edukacji (obalaniu mitów o karmieniu kapustą czy trzymaniu w małych klatkach), szczepieniach i kastracji w celu zahamowania niekontrolowanego przyrostu populacji. "Zainteresowanie adopcjami jest dość spore - zdecydowana większość królików, która trafia do nas w ciągu roku udaje się wyadoptować w przeciągu kilku miesięcy" - informuje Stowarzyszenie. Proces adopcyjny jest kilkuetapowy; zaczyna się od wypełnienia szczegółowej ankiety online, weryfikacji warunków mieszkaniowych (wizyta domowa lub przedstawienie zdjęć), rozmowy adopcyjnej i kończy na podpisaniu umowy adopcyjnej. Rygorystyczna weryfikacja kandydatów pozwala uchronić uszaki przed sprzedażą na pokarm - w tym dla gadów takich jak węże - lub powtórnym porzuceniem. "My naprawdę sprawdzamy i weryfikujemy adoptujących. Nie zależy nam na tym, żeby nasze króliki znalazły jakiekolwiek domy - to mają być dobre i bezpieczne domy" - dodają wolontariusze.

Fundacje i stowarzyszenia ratujące króliki z roku na rok rozszerzają swoje zasięgi, jednak wciąż borykają się z poważnymi wyzwaniami. Podstawowe problemy to chroniczny brak funduszy na utrzymanie, rosnąca liczba porzuconych zwierząt - zwłaszcza po świętach - oraz niedobór pracowników do codziennej opieki. Organizacje cierpią też na brak miejsca w swoich ośrodkach i niską świadomość społeczną: bezdomność królików jest często bagatelizowana, choć problem jest powszechny. Największe koszty pochłania opieka weterynaryjna, wynajem lokali, rachunki, pokarm dla podopiecznych oraz środki czystości. Stowarzyszenie Pomocy Królikom podkreśla, że jedna uratowana historia może zmienić los setek zwierząt. Ich misja wykracza poza ratowanie - chodzi o zmianę podejścia ludzi do tych zwierząt. "Króliki w Polsce wyzyskiwane są w zasadzie na każdym polu - hodowla mięsna, na futra, badania laboratoryjne. A przy tym wszystkim trzymane są również jako zwierzęta towarzyszące" - zauważają przedstawiciele Stowarzyszenia. Organizacja nieustannie szuka domów tymczasowych i nowych wolontariuszy, angażując do pomocy zarówno młodzież, jak i dorosłych.

Co dalej?

Stowarzyszenie Otwarte Klatki wysłało apel do prezydenta i zachęcało miłośników zwierząt do tworzenia własnej korespondencji. "Wiemy o ponad 37 000 maili wysłanych do posłów i posłanek, a także o ponad 1200 tradycyjnych listach, które otrzymał prezydent. To świadczy o ogromnym poparciu społecznym dla tej ustawy i oddolnym zaangażowaniu na nieporównywalną wcześniej skalę" - podkreśla Stowarzyszenie. Od kilku lat zleca ono także badania opinii publicznej, z których za każdym razem wynika, że ok. 70% społeczeństwa zgadza się z tym, że w Polsce nie powinno się hodować zwierząt na futra.

Na przestrzeni ostatnich 13 lat w Polsce odnotowano aż siedem prób legislacyjnych wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych. Kluczową rolę odegrała w tym kampania "Cena Futra", prowadzona od początku istnienia Otwartych Klatek. Aktywiści publikowali materiały ze śledztw na kilkudziesięciu polskich fermach futrzarskich - w tym na największej, w Góreczkach - edukowali o realiach tej branży, przygotowywali raporty i analizy, a także wspierali polityków w walce o prawa zwierząt. "Tym razem mocno zintensyfikowaliśmy działania - staraliśmy się dotrzeć do różnych grup społecznych, zapraszaliśmy do współpracy znane osoby, występowaliśmy w mediach, organizowaliśmy liczne protesty pod Sejmem, wspieraliśmy głos mieszkańców polskich wsi, zorganizowaliśmy wystawy, w tym w Sejmie i Senacie" - wylicza Stowarzyszenie. Jak podaje, zakaz hodowli na futro jest szeroko akceptowany. "Przed nami aż 22 kraje europejskie wprowadziły podobny zapis. Był to więc najwyższy czas, aby Polska również dołączyła do tego grona".

Ustawa przeszła dzięki poparciu 339 posłów i 69 senatorów. Wcześniejsze regulacje ograniczały się do ustawy z 1997 roku bez zakazu futrzarskiego, dlatego Otwarte Klatki uznają to za "historyczną i największą zmianę legislacyjną" od tamtego czasu. Nie spodziewają się prób obejścia zakazu - "do końca 2033 roku fermy muszą zostać zamknięte i od tego nie ma wyjątku". W czasie procedowania ustawy, od 17 października, w Polsce zamknęło się siedem ferm futrzarskich, a po jej podpisaniu - dwie kolejne. Od 19 grudnia nie wolno zakładać nowych działalności tego typu, co Otwarte Klatki zamierzają uważnie monitorować. Przedstawiciele Stowarzyszenia będą też w stałym kontakcie z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która odpowiada za wypłacanie odszkodowań dla hodowców, a także z ZUS-em, który będzie weryfikował wnioski związane z odprawami dla pracowników. Stowarzyszenie zbierze dane o tym, ilu hodowców otrzymało odszkodowania i w jakiej łącznej wysokości. "Choć pełne wprowadzenie w Polsce zakazu hodowli zwierząt na futro zajmie jeszcze kilka lat, to po tylu latach walki o tę sprawę i tylu nieudanych próbach obserwowanie tego procesu teraz jest niezwykle satysfakcjonujące" - dodają Otwarte Klatki.

Mniej entuzjastycznie, choć z dużym uznaniem, podchodzą do tego sukcesu organizacje pomagające królikom. Stoją one przy swoim, postulując podwyższenie przyszłych standardów dla hodowli mięsnych oraz wpisanie tych zwierząt do zakazu - przynajmniej w zakresie futer. Argumentują to cierpieniem królików hodowanych w klatkach i hipokryzją obecnych regulacji. Europejska Inicjatywa Obywatelska "Koniec Epoki Klatkowej", zainicjowana przez Compassion in World Farming, lobbuje za unijnym zakazem hodowli klatkowej - w tym królików. Włączyły się w nią liczne organizacje, m.in. Otwarte Klatki i Stowarzyszenie Pomocy Królikom. Fundacja Azyl dla Królików podkreśla, że w naszym społeczeństwie króliki wciąż są traktowane jak zwierzęta drugiej kategorii. "Dopóki nie zmieni się mentalność ludzi i dopóki będą one postrzegane niemal wyłącznie w kategorii hodowanych na mięso i futra, to nie doczekamy się żadnej ustawy, która będzie chroniła ich prawo do godnego życia" - zauważają przedstawiciele Fundacji.