archiwum prywatne zinelibrary.p
Oliwia Kopcik 05:00 27.03.21

Poza oficjalnym obiegiem. "Pierwszy numer był robiony za pomocą kleju i nożyczek"

C

C zasy PRL-u były dla polskich obywateli niełatwym okresem. Niektórzy poddali się ograniczeniom, inni jednak starali się walczyć. Szybko rozwinęła się prasa podziemna, w którą zaangażowane były między innymi polskie gwiazdy. Klej i nożyczki - tyle wystarczyło, by mieć własną "gazetę". Ziny tworzono w myśl zasady "zrób to sam". Autorów nie ograniczała żadna linia programowa, ani sztywne zasady gatunków dziennikarskich.

Reklama

Mówiąc najprościej, zin to niezależne czasopismo tworzone i dystrybuowane poza oficjalnym obiegiem. Z czasem ziny stały się też (nawet!) obiektem zainteresowań badaczy. Jedna z najpopularniejszych naukowych definicji stworzona przez Wojciecha Kajtocha mówi, że zin to "czasopismo wydawane przez i dla ludzi, którzy ze względu na szczególne zainteresowania lub poglądy [...] nie mogą zaspokoić potrzeb komunikacyjnych, korzystając z mediów oficjalnych". Jednak tak naprawdę ziny to przestrzeń, w której młodzi twórcy mogą pokazać swój talent, a aktywiści swobodnie wypowiadać swoje poglądy.

Prasa alternatywna była wydawana nielegalnie, bez rejestracji. Z reguły też stała, i nadal stoi, w opozycji do porządku państwa. To sprawiło, że w ogólnej opinii prasa alternatywna była stawiana obok prasy tworzonej przez zwolenników Solidarności. Twórcy zinów jednak stanowczo odcięli się od drugiego obiegu zwalczającego władzę. "Trzeci obieg władzy nie kochał (z wzajemnością), ale nie przepadał też za drugim obiegiem, widząc w nim śmieszność" - pisali Paweł Dunin-Wąsowicz i Krzysztof Varga.

Wystarczą nożyczki i klej

Reklama

Ziny można podzielić na trzy główne typy. Pierwszy to pisma opiniotwórcze, na łamach których autorzy w publicystyczno-informacyjnych tekstach poruszają istotne kwestie społeczne i polityczne. Drugi rodzaj to fanziny, dotyczące określonego tematu, na przykład konkretnego gatunku muzyki, skierowane do ścisłego grona odbiorców. Ostatni typ to artziny, bazujące na szeroko pojętej sztuce.

Choć najbardziej znane są obecnie ziny punkowe i anarchistyczne, na rynku prasy alternatywnej można znaleźć pisma na każdy temat. Są gazety związane z muzyką i subkulturami, jak wspomniane wcześniej ziny punkowe, czy pisma, tworzone przez skinheadów lub społeczności kibicowskie. Są także ziny ekologiczne, kładące nacisk na ochronę środowiska. Są i publikacje o tematyce feministycznej, kontrkulturowe pisma literackie, ziny komiksowe...

Dzięki temu, że ziny tworzone są w myśl zasady "zrób to sam", autorzy nie są ograniczeni ani linią programową, ani sztywnymi cechami gatunków dziennikarskich. "Pomyśleliśmy sobie, że chcemy czytać o takich, a nie innych rzeczach w zinach, a że w tych ówcześnie wychodzących tego za bardzo nie było - sami postanowiliśmy zacząć wydawać własne pismo" - wspominał Paweł "Pablo" Prystupa, współzałożyciel wciąż działającego zina "Chaos w mojej głowie".

Co w przypadku zinów oznacza "Do It Yourself"? Między innymi to, że nie trzeba być profesjonalistą, by wydawać własną gazetę, nie trzeba też posiadać zaplecza finansowego ani specjalistycznych maszyn. Początkowo autorzy wycinali co lepsze fragmenty z innych dostępnych gazet, spisywali teksty na papierze, a następnie składali to na makiecie, za którą służyła zazwyczaj zwykła kartka. Później taki gotowy wzór był powielany na ksero i... voilà.

Początki "Chaosu w mojej głowie" Prystupa zapamiętał tak:

"W tamtych czasach nie można było po prostu wejść do punktu ksero i zrobić kserówki, bo wiadomo było, że pracownik zgłaszał wszystkie druki do Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk. Pomogli mi znajomi. Najpierw zina powielałem w zaufanym punkcie ksero, a następnie w zakładzie pracy kolegi" - mówił z kolei Zdzisław "Dzidek" Jodko, nawiązując do zina "Obłęd"[1].

Piotr "Pietia" Wierzbicki, twórca "QQRYQ" wskazał na jeszcze jedno utrudnienie: "Problem był również z papierem, więc ściągaliśmy go, skąd było można [...]. Przy 10. numerze dorwaliśmy ryzę papieru kancelaryjnego, takiego kratkowanego jak w zeszycie i część tego nakładu wyszła na nim, a kilka egzemplarzy było robionych nawet na jakimś pomarańczowym papierze"[2]. Mimo tych przeciwności ostatnie dekady XX wieku były złotym okresem "zinoróbstwa". Autorzy musieli tylko wykazać się kreatywnością, zarówno podczas tworzenia, jak i wydawania swoich czasopism.

Benjamin Franklin i zbuntowani artyści

Teorii na temat tego, jak powstawały ziny, jest wiele. Twórcy prasy alternatywnej zazwyczaj działali, i wciąż działają, w tak zwanym podziemiu, dlatego też ustalenie dokładnych początków powstawania zinów jest niewykonalne. Według niektórych pierwsze ziny powstawały już w XVIII wieku, kiedy to wykorzystywanie prasy drukarskiej stało się powszechne, a ludzie zyskali możliwość przelewania swoich poglądów na papier i rozpowszechniania ich w wielu kopiach.

Inną teorię wysnuł Seth Friedman, wydawca zina "Factsheet Five" i badacz pism niezależnych. Jak twierdził w tekście na łamach amerykańskiego "Time’a", tworzony przez Benjamina Franklina magazyn literacki, rozpowszechniany przez niego w pensylwańskim szpitalu psychiatrycznym, również był zinem. "Publikował swoje myśli, używając własnej prasy drukarskiej. To nie był biznes. Wszystko robił samodzielnie" - argumentował Friedman.

Z kolei Fred Wright do drzewa genealogicznego zinów zalicza także między innymi rosyjskie niezależne ulotki - samizdaty. Obok znalazły się też publikacje beatników - "pokolenia poronionej młodości, [...] ludzi sponiewieranych, wypalonych, a zarazem jedynych, którzy [...] zachowali blask w oku", którzy sprzeciwiali się mieszczańskiemu stylowi życia, głosząc potrzebę nieskrępowanej niczym wolności. Młodzi buntownicy wydawali tomiki poezji, które nie cieszyły się początkowo zbyt dużym zainteresowaniem. Dlatego, by przyciągnąć czytelników, postanowili uatrakcyjnić je graficznie. Tak powstały cheapbooks, na których wzorowane były późniejsze ziny artystyczne, gdzie najważniejsza jest jakość i oryginalny wygląd.

Do rozwoju zinów niewątpliwie przyczyniły się również awangardowe ruchy dadaistów i futurystów. To właśnie oni rozpowszechnili technikę tworzenia grafik za pomocą kolażu. Także oni pokazali, dlaczego tak naprawdę warto wydawać niezależne pisma - by móc swobodnie dzielić się postulatami, takimi jak "Domagamy się prawa do sikania w różnych kolorach"...

Pierwsze "prawdziwe" ziny pojawiły się w latach 20. XX wieku za sprawą fanów nurtu science fiction, którzy zapragnęli dzielić się z innymi zainteresowanymi swoimi przemyśleniami i pomysłami. Za pierwszy oficjalny tytuł uważane jest "The Comet" wydawane od 1930 roku. Nikt wtedy nie słyszał jeszcze o punkrockowcach i anarchistach, z którymi teraz zazwyczaj kojarzone są ziny.

Pierwsze pismo alternatywne powstało ponad 20 lat po tym, jak własne "gazetki" zaczęli tworzyć miłośnicy Sci-Fi. "The Village Voice" z małego, niezależnego czasopisma z czasem stało się szanowanym magazynem, nagrodzonym między innymi prestiżową Nagrodą Pulitzera.

Kolejne dwie dekady później moda na ziny wybuchła w kształtującej się subkulturze punkowej. Do Polski niezależne gazety dotarły pod koniec lat 70. Za prekursorów uważa się Jana Waluszkę, Pawła Konnaka i Krzysztofa Skibę. Ten ostatni zaangażowany był w tworzenie między innymi kultowego zina "Homek". Po latach w książce "Skiba. Ciągle na wolności. Autobiografia łobuza", wspominał:

Jednak władze obawiały się niezależnych publikacji. "Prowadzący sprawę oficer SB rzekomo rozszyfrował skrót ‘Homek’ i uznał, że czytany wspak oznacza - uwaga - ‘Konspiracyjną Elitarną Młodzieżową Organizację Harcerską’ (...). Taka była paranoja władzy z PRL-u. Forsa dla agentów (plus koniak) i spora akcja z udziałem MO i SB - wszystko po to, by wytropić kilku świrów" - wspominał Skiba.

Redakcja bez biurek

"Mieliśmy coś do przekazania poprzez zina, chyba coś w rodzaju misji. Poruszaliśmy w zinie różne treści [...] zachęcaliśmy ludzi do tworzenia na naszych łamach, do zaprezentowania siebie, pokazania, że można robić coś ciekawego, innego i można to robić bez udziału jakichś elementów nadzoru" - opowiadał "Pablo".

Najbardziej cenioną cechą zinów jest nieograniczona swoboda w tworzeniu.Mateusz Flont z Ośrodka Badań Prasoznawczych UJ, zajmujący się badaniem i gromadzeniem prasy alternatywnej w archiwum zinelibrary.pl, tak wspomina pierwsze zetknięcie się z zinami: "Szczęka mi opadła. Bo się okazało, że można wszystko powiedzieć. Można wrzucić zdjęcie płonących kaset, a redaktor z piwem w ręku ma dymek przy buzi i mówi: ‘Kiedy pytacie mnie, co robię z kasetami demo, których nie recenzuje’. Ziny pokazały mi, że oni mogą wszystko pisać, że mają za nic gatunki dziennikarskie. Język w zinach też był inny - potoczny, czasem wulgarny".

Każdy, choćby w filmach, widział, jak wygląda typowa redakcja. To kilka biurek i kilka osób, z których każda ma przydzielone inne zadanie. Są dziennikarze, edytorzy, fotografowie i graficy, a efektem ich pracy jest spójna gazeta. Ziny to alternatywa dla osób, które zawsze marzyły o własnym czasopiśmie i chciałyby przekazać "coś od siebie", a akurat nie dysponują ani redakcją, ani profesjonalnym sprzętem.

Jeden z autorów, Marc Fischer powiedział: "Nie miałem żadnych zdolności muzycznych i byłem za młody, żeby zostać DJ-em w szkolnym radiu. Byłem za to zainteresowany pisaniem i sztuką. Potrzebowałem czegoś bardziej interesującego niż praca w szkolnej kronice. Chciałem współpracować ze środowiskiem muzyki undergroundowej i wydawcami, poznawać nowych ludzi i przeprowadzać wywiady z ulubionymi zespołami". 

***

[1] Flont M., Czynny odpoczynek w garażu. Wywiad ze Zdzisławem "Dzidkiem" Jodko, zinelibrary.pl.

[2] Flont M., DJ Bigos na czad giełdzie. Wywiad z Piotrem "Pietią" Wierzbickim, zinelibrary.pl.