INTERIA.PL Pixabay
Anita Klebanowska 05:00 02.10.21

"Przecież pani właśnie rodzi". O wypartych i urojonych ciążach

K

K larę Dollan o 4 nad ranem w dniu, w którym miała rozpocząć nową pracę, obudziły bolesne skurcze brzucha. Myślała, że sygnalizują one stres. Za radą matki wzięła paracetamol i złapała autobus do pracy. Ale tam, z powodu bólów, odesłano ją do domu. Urodziła sama, w swoim mieszkaniu w łazience. Sąsiad, słysząc jej porodowe krzyki, wezwał karetkę. Kiedy Klara, tuląc swoją nowo narodzoną córeczkę, zadzwoniła do mamy z prośbą, by przyszła do niej na oddział położniczy, ta w odpowiedzi wykrzyknęła: "Ale przecież jeszcze rano nie byłaś w ciąży!". Wielu, podobnie jak ona, nie może uwierzyć, jak można nie wiedzieć, że nosi się pod sercem dziecko.

Reklama

22-letnia Klara była przyzwyczajona do tego, że nie miesiączkuje. Trochę przybrała na wadze, ale też nie na tyle, by podejrzewać ciążę. - Nic nie było widać. Nie czułam tego. Nie miałem żadnych objawów, żadnych pragnień, żadnych nudności. Nic - opowiada. Właściwie pierwszy raz myśl, że może być w ciąży, przyszła jej do głowy dopiero, gdy rodziła.

"Łatwo jest zdiagnozować ciążę, kiedy się jej spodziewasz"

Zjawisko tzw. bezobjawowej ciąży, nazywaną też nierozpoznaną i ukrytą, występuje wtedy, kiedy kobieta nosząca dziecko, aż do rozwiązania nie wie, że jest w ciąży. Jest ono bardziej powszechne niż mogłoby się wydawać. Badania opublikowane w "British Medical Journal" z 2002 roku wskazują, że taki przypadek występuje raz na 2500 ciąż. Potwierdzają to badania naukowców z "Journal of the Royal Society of Medicine". Podają oni, że jedna na 475 kobiet nie odczuwa ciąży przez wiele tygodni. Kiedy się jej nie spodziewa, najczęściej dowiaduje się o niej dopiero po piątym miesiącu. 

Reklama

- To naprawdę nie jest szczególnie niezwykłe zjawisko - mówi Helen Cheyne, profesor położnictwa na Uniwersytecie w Glasgow. Jak dodaje, w kręgach położniczych i ginekologicznych, jeśli ktoś sam nie natknął się na przypadek ciąży ukrytej, to zna kogoś, kto miał z takim przypadkiem do czynienia.

Na początku kariery położniczej, w 1982 roku na oddziale poporodowym szpitala położniczego Princess Royal w Glasgow, Helen Cheyne opiekowała się kobietą, która, że jest w ciąży dowiedziała się w trakcie porodu, mimo że nie była to jej pierwsza ciąża. - Pacjentka rodziła już wcześniej, jej dzieci były wtedy nastolatkami. Z racji wieku skarżyła się na nieregularne miesiączki i przyrost masy ciała.

Cheyne pamięta szok wymalowany na twarzach kobiety i jej męża:

Mówi jednak, że zdaje sobie sprawę, że jest to możliwie nie tylko w przypadku kobiet ze znaczną nadwagą. - To prawda, kobiety, które mają dużą nadwagę lub są otyłe, niekoniecznie dostrzegą rosnącą macicę, a dodatkowy tłuszcz może izolować je od odczuwania ruchów i kopnięć dziecka - potwierdza Mary Jane Minkin, ginekolog w Yale School of Medicine. - Natomiast brak okresu nie zszokuje tych kobiet, które od lat borykają się z nieregularnym miesiączkowaniem. Ponadto, kiedy kobieta często zmaga się z problemami żołądkowymi czy wzdęciami, może skojarzyć poranne mdłości i powiększony bolesny brzuch z podrażnieniami przewodu pokarmowego. Mdłości mijają, wraca apetyt, a kobieta nie orientuje się, że właśnie przeszła pierwszy trymestr - dodaje. 

- Taka "przegapiona" ciąża przydarza się również wtedy, kiedy kobiety są przekonane, że przechodzą menopauzę - mówi Minkin. - Moja pacjentka miała 46 lat, kiedy przyszła do mnie, skarżąc się na okołomenopauzalny przyrost masy ciała. Spojrzałam na jej wyniki i po badaniach okazało się, że jest już w drugim trymestrze.  

- Bardzo łatwo jest zdiagnozować ciążę, kiedy się jej spodziewasz - puentuje prof. Cheyne.


Plotki i mity

"Słyszałam jak na wsi kobieta obgadywała drugą kobietę: To patologia! Brzuch ją bolał, pojechała do szpitala. Urodziła dziecko! Chętnie dowiem się więcej" - tak brzmi jedna z wielu odpowiedzi na postawione przeze mnie pytanie na facebookowej grupie liczącej raptem 31 tys. osób. Dotyczyło ono wiedzy o przypadkach ciąż rzekomych i bezobjawowych. Ogromny odzew z jakim się ono spotkało, obnażył fakt, że takie sytuacje mają miejsce dużo częściej, niż myślimy. A na pewno dużo częściej, niż wmawiają nam to media, robiące z pojedynczych przypadków sensacje.

Spotykają się one najczęściej z jednoznaczną, uproszczoną oceną: "To patologia!". Brak świadomości, że jest się w ciąży to jednak realny i poważny problem. Często przekazy medialne, a i opowieści kobiet w sensacyjnym tonie, które miały takie doświadczenia, sprzyjają obrastaniu nietypowych ciąż w stereotypy. Brak szczerych rozmów z kobietami, jak też przystępnych publikacji specjalistów, skutkują brakiem zrozumienia tego typu problemów w społeczeństwie. 

Kobiety, z którymi rozmawiałam, chciały więc pozostać anonimowe. 

"Jak mogłam się nie zorientować"

- Początek roku 2020., początek pandemii. Fizyczna praca w markecie wiązała się ze zmianą organizacji pracy z 8 na 12 godzin. Dodatkowo przenieśli mnie z działu tekstylnego na spożywczy. Wykładałam makaron, ryż, kaszę, sól i inne ciężkie rzeczy. To był dzień, w którym ogłoszono pierwszy lockdown, więc ludzie "rzucili się" na mąkę, makaron i ryż. Ubraniami w tym czasie nikt się nie interesował - opowiada Blanka, wówczas młoda mężatka z diagnozą niepłodności. - Byłam wtedy osobą o większej masie ciała. Miałam około 95 kg przy 172 cm wzrostu. Do tego zespół policystycznych jajników (zaburzenie hormonalne, przyczyna niepłodności - przyp. red.) i insulinoodporność. Po pracy wracałam wykończona. Zasypiałam na kanapie zaraz po kolacji. Byłam przekonana, że to przez zmęczenie albo skoki cukru, a był to już początek... ciąży.

Blanka od kilkunastu lat nie miała regularnego okresu, a w czasie diety, której podjęła się dla zdrowia, zauważyła jego zanik.

- Nie chciałam iść od razu do ginekologa, bo ostatnia wizyta zakończyła się nie tylko diagnozą o niepłodności, ale też nakazem zrzucenia wagi. Chciałam pójść zaraz, jak osiągnę widoczne efekty. Sytuacja pandemiczna też nie przyspieszała mojej decyzji o wizycie. Czułam się dobrze, waga spadała, okres przemęczenia minął, gdy wróciłam na normalny system pracy po 8 godzin dziennie, więc nic nie wzbudzało podejrzeń - opowiada Blanka. Nie wzbudziły ich nawet "motylki" w brzuchu. - To było jakby bulgotanie, przelewanie wody. Wtedy myślałam, że zmiany te wywołane są dietą.

Jednak ruchy dziecka stawały się coraz wyraźniejsze.

- Dostałam zlecone badania Beta HCG z krwi (poziom stężenia hormonu ciążowego - przyp. red.), które od razu wykonałam. Zaraz po wizycie zrobiłam też test ciążowy, ale ostudził on moje emocje, ponieważ nic nie wykazał. Późno w nocy sprawdziłam wynik Bety, który wskazywał na maksymalnie 8. tydzień. Nie dowierzałam, że jednak mogę być w ciąży, a widząc wyniki, pomyślałam, że lekarka pomyliła się, wspominając o trzecim trymestrze. Jednak badanie USG dwa dni później rozwiało wszelkie wątpliwości, ukazując 25. tydzień zdrowej prawidłowej ciąży - wzdycha Blanka. - Towarzyszyła mi mieszanka uczuć: radości, szczęścia, niedowierzania, wreszcie strachu i niepewności. Trochę miałam wyrzutów do siebie, jak mogłam się nie zorientować, nie zauważyć wcześniej... Bałam się, czy wszystko będzie dobrze z dzieckiem. U ginekologa trwałam naprzemiennie w przeraźliwym śmiechu i płaczu ze szczęścia. Niesamowite zobaczyć takie 1,5-kilogramowe maleństwo. Usłyszeć bicie jego serca. Pierwszą osobą, która dowiedziała się o ciąży był mój mąż. Był wtedy ze mną, ale niestety nie mógł wejść do gabinetu z powodu covidu. Jak wyszłam i pokazałam mu USG, to się rozpłakał. Nie dowierzał, cieszył się i przestraszył. Pragnęliśmy podzielić się tą nowiną z całym światem. Od razu poinformowaliśmy naszych rodziców. Cieszyli się, ale zaskoczyło ich to, że tak nagle, że jeszcze w tym samym roku, zostaną dziadkami. Powiedzieliśmy w sierpniu, więc początkowo byli przekonani, że to będzie poród w przyszłym roku.


Sporo skrócony czas oczekiwania na dziecko, to też skrócony czas na przygotowania do porodu i nowej roli.

- Przygotowania zaczęliśmy od spóźnionych badań, wyboru lekarza, zaplanowania wydatków związanych z wyprawką. Otrzymaliśmy duże wsparcie od najbliższych. Udało się wszystko zorganizować. Dostaliśmy trochę rzeczy, ubranek od rodziny. Dziadkowie kupili łóżeczko. Udało się skomponować najpotrzebniejsze rzeczy. Reszta wychodziła "w praniu", mimo że staraliśmy się przygotować jak najlepiej. Wszystko było dla nas nowe i teoria teorią, ale praktyka zrobiła swoje. Patrząc na to z perspektywy czasu, widzę, że ominęło mnie dużo stresu towarzyszącego pierwszemu etapowi ciąży. Minusem może być tylko to, że nie zdążyłam spełnić marzenia o sesji brzuszkowej, ale to nieistotne. Córeczka jest cudowna, świetnie się rozwija, jest zdrowa i radosna, właśnie kończy 10 miesięcy. Spełniło się moje i męża największe marzenie, które według wcześniejszych diagnoz nie miało być nam dane, a na pewno nie tak szybko.

"Przecież pani właśnie rodzi"

W terminologii ginekologicznej dotyczącej ciąż bezobjawowych funkcjonują pojęcia ciąży nierozpoznanej ukrytej oraz ciąży wypartej. Pierwsza ma miejsce wtedy, kiedy organizm kobiety nie daje żadnych sygnałów o zagnieżdżeniu się jajeczka w macicy oraz o jego rozwoju. Ciąża wyparta występuje, gdy kobieta nie chce przyjąć do wiadomości, że zostanie matką, czy też, że pod wpływem ciąży zmieni się jej ciało. Potrafi wyprzeć to ze świadomości na tyle skutecznie, że rzeczywiście zmiany hormonalne zachodzą niemal niezauważalnie. Jest to jakoby przeciwieństwo ciąży urojonej.

Syndrom wyparcia ciąży u Magdy zdiagnozowano w szpitalu, kilka godzin po porodzie.

- Nie pamiętam z kim rozmawiałam, czy to był psycholog czy psychiatra, w każdym razie pani doktor powiedziała mi, że może to wiązać się z trudną sytuacją życiową, traumą i z prawdopodobnymi zaburzeniami osobowości, które nigdy nie były leczone, bo nikt nigdy tego nie dopilnował.

Magda nie została wtedy poinstruowana, co powinna robić dalej. Nie dostała żadnego skierowania na terapię, a co za tym idzie, do tej pory nic z tym nie zrobiła. Nowa sytuacja życiowa i rola matki całkowicie ją pochłonęły. By pomyśleć o terapii, nie sprzyjała również sytuacja, kiedy nagle, po porodzie, musiała wyprowadzić się od mamy, która się jej po prostu wyparła. Z dnia na dzień, znalazła się w zupełnie nowej sytuacji życiowej. Z noworodkiem zamieszkała u swojego chłopaka. A właściwie u jego rodziców.

- Wtedy to byli dla mnie całkiem obcy ludzie. Nie miałam okazji poznać ich wcześniej, ale okazali się wspaniali. Bardzo nam pomogli i pomagają nadal.

 

Ten życiowy zakręt miał miejsce dwa lata temu, ale zapis "zdiagnozowano syndrom wyparcia ciąży" w wypisie ze szpitala, to nie wszystko, co Magdzie pozostało. Pomimo że synek urodził się zdrowy, rozmowie o jej ciąży towarzyszy nieprzyjemne uczucie. Jakby rozdrapywało się jej rany.

- Wpadliśmy. Byłam w klasie maturalnej. Miałam ledwo 20 lat. Nie dość, że dopiero kończyłam szkołę, dopiero co zdobyłam zawód (uczyła się w technikum), to po szkole od razu musiałam znaleźć sobie stałą pracę. Zresztą już w czasie nauki łapałam się czegokolwiek, żeby pomóc mamie w opłatach i by mieć też coś dla siebie, bo w dniu 18. urodzin moja mama oznajmiła dość dosadnie, że nie będzie mnie utrzymywać.

W okresie między maturami a egzaminami zawodowymi szybko znalazła pracę w osiedlowym monopolowym.

- Niczego nieświadoma dźwigałam skrzynki z alkoholem, zajmowałam się też dostawami. To była typowa praca w sklepie. Wówczas byłam jakoś w połowie trzeciego miesiąca ciąży. Może w czwartym. Pracowałam dzień w dzień, po 8-10 godzin, zależy jak wypadła zmiana. Poza pracą spotykałam się ze znajomymi, z chłopakiem, chodziłam z koleżankami do klubów. Nie stroniłam od palenia, alkoholu. Ale żeby tylko... - ścisza głos Magda. - Brałam też narkotyki, paliłam trawę - dodaje. - Żyłam w biegu. Cały czas coś. A to praca, a to sprzątanie, a to jakieś wypady. Ale wreszcie miałam na to wszystko czas, nie musiałam już siedzieć w domu i uczyć się na następny dzień, odrabiać lekcji czy powtarzać materiałów przed egzaminami. W domu praktycznie tylko spałam i jadłam, chociaż na to drugie też nie miałam czasu. Moje żywienie polegało na szybkim obiedzie przed pracą, jakiejś kanapce w jej trakcie i tyle.

Pytana o brak objawów ciąży, mówi, że z perspektywy czasu widzi te objawy, ale były na tyle delikatne, że kompletnie ich wtedy nie łączyła z ciążą.

- Nic mnie nie bolało, nie miałam mdłości, a brak okresu tłumaczyłam sobie tym, że od lat mam anemię i taka przerwa, to nie pierwszy raz. Całe życie miałam też nadwagę, być może dlatego nie zauważyłam ciążowego brzucha. Ot, znowu przytyłam i już, temat zamknięty. Czując ruchy dziecka - z perspektywy czasu aż dziwnie mi tak to nazywać - myślałam, że coś mi się z jelitami dzieje.

Aż do 4 listopada.

Tak jak wtedy nie myślała jeszcze o dziecku, tak po wzięciu synka w ramiona, nie myślała już o niczym innym. Do dziś jednak ma ogromne wyrzuty sumienia, bo wie, że zdrowia swojego malucha nie zawdzięcza swojemu stylowi życia. Widzi w tym cud.

- Nie będę ściemniać, to doświadczenie spowodowało, że nie mam zamiaru mieć drugiego dziecka. Może kiedyś mi się odmieni, jednak wcześniej będę musiała to naprawdę porządnie przepracować. Do tej pory ciężko mi patrzeć w lustro, bo to wszystko, co "odwalałam", będąc w ciąży, mogło sprawić, że jeśli urodzę dziecko żywe, to z masą chorób, niepełnosprawności. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale mały urodził się zdrowy, 9/10 w skali Apgar. Prawidłowo się rozwija, a nawet, z tego co wiem od lekarza, niektóre umiejętności rozwinął szybciej niż rówieśnicy. Do tej pory uważam, że mój tata gdzieś tam z zaświatów czuwał nad tym wszystkim.

Niezwykły był też zbieg okoliczności związany z wyprawką maluszka. Inni rodzice przygotowują się na nadejście dziecka miesiącami, Magda pojechała na porodówkę z niczym.

- To był bardzo duży stres, ale tutaj w zdecydowanej większości pomogła moja szefowa. Zadzwoniłam do niej jeszcze ze szpitala. Powiedziałam, że niestety nie dam rady przyjść do pracy. Wyjaśniłam sytuację, a w odpowiedzi usłyszałam, że ona z szefem wszystko mi oddadzą po swoim synu, bo drugiego dziecka nie mogą mieć, a jak mogą mi pomóc, to to zrobią - opowiada ze wzruszeniem. - W życiu bym się takiego obrotu spraw nie spodziewała. Nieco później szefowa powiedziała, że pomagając mi, pomogła samej sobie dojść do siebie, bo nie raz chodziła na strych przeglądać te wyprawkowe rzeczy i było jej przykro, że choroba odbiera jej nadzieję na drugie dziecko.

O tzw. ciążach wypartych słyszymy coraz częściej. Według specjalistów takie ciąże zdarzają się nawet trzykrotnie częściej niż narodziny trojaczków. Coraz rzadziej natomiast słyszy się o ciążach rzekomych, urojonych.

Poród bez... dziecka

Lekarze wykonują cesarskie cięcie, ale nie znajdują dziecka. Brzmi jak scena thrillera, tymczasem takie rzeczy zdarzają się nawet współcześnie. Dziesięć lat temu w USA Komisja Medyczna Karoliny Północnej opisała przypadek, kiedy lekarze i stażyści w Cape Fear Valley Medical Center próbowali wywołać poród u ciężarnej pacjentki. Po nieudanej próbie przeprowadzili cięcie cesarskie. W czasie operacji odkryto, że pacjentka... nie była w ciąży.

Dr Gerianne Geszler, lekarka odpowiedzialna tamtego dnia za nocną zmianę, opowiedziała, że po przyjęciu pacjentki stażystka próbowała wykonać badanie KTG, jednak nie mogła uslyszeć bicia serca. Wtedy pacjentka przekonała lekarzy, aby wywołali poród. Próby wywołania porodu siłami natury nie powiodły się, więc postanowiono wykonać cesarskie cięcie.


- Przed operacją kobietę zbadało kilku lekarzy. Znieczulili ją, a kiedy wykonali nacięcie, zobaczyli nieciężarną macicę - zrelacjonowała Geszler.

Komisja Medyczna stwierdziła, że stażysta nie zawsze ma wystarczające doświadczenie, aby postawić odpowiednią diagnozę. U pacjentki natomiast stwierdzono ciążę rzekomą. Miała ona wszystkie objawy kobiety ciężarnej, ale w powiększonej macicy nie było płodu. Zdarza się to niezwykle rzadko. Niekiedy "ciążowe" zmiany w ciele kobiety związane są z innymi chorobami niż urojenie ciąży.

Dużo częstszym przypadkiem jest ciąża urojona, kiedy kobieta jest przekonana, że jest w ciąży, jednak w odróżnieniu od ciąży rzekomej nie zawsze w jej ciele występują zmiany somatyczne.

Ciąża urojona - nieurojony problem

W ubiegłym stuleciu przypadków ciąż urojonych było znacznie więcej. Wynikało to z tego, że niegdyś kobiety często nie miały sposobności, by budować swoją samoocenę w oparciu o coś innego niż macierzyństwo. Dziś coraz częściej stawiają na inne obszary swojej aktywności, przede wszystkim budowanie kariery zawodowej. Spadkowi liczby ciąż urojonych ma również sprzyjać dostępność testów ciążowych i badań USG - diagnostyka pomaga skonfrontować doznania czy wyobrażenia ze stanem faktycznym i to już w początkowej fazie. Co zatem sprawia, że nadal pojawiają się tego typu przypadki?

- Ogromne pragnienie dziecka przy jednoczesnej niemożliwości zajścia w ciążę, bezskuteczne, wieloletnie starania, utraty ciąży, połączone z rodzinną presją albo presją wewnętrzną - wymienia psycholog Magdalena Golicz. - Z drugiej strony paniczny lęk przed ciążą i niechęć do niej, także może w skrajnych przypadkach powodować urojenie ciąży, nawet z jej fizjologicznymi objawami.

Oczywiście nie w każdym przypadku niemożności zajścia w ciążę lub z obawy przed nią pojawiają się takie syndromy.

Proces przechodzenia przez niepowodzenia związane z zajściem w ciążę czy zaakceptowania braku możliwości posiadania biologicznego potomstwa jest trudny i wymaga wsparcia bliskich, a bardzo często również pomocy specjalistycznej.

- W niektórych przypadkach samodzielne przepracowanie sytuacji i zaadaptowanie się do rzeczywistości, w której niemożliwe jest zajście w ciążę, może być dla kobiety zbyt trudne. Taka sytuacja natomiast może prowadzić do pojawienia się głębokiego kryzysu, zaburzeń lękowych, depresyjnych, czy właśnie ciąży urojonej. Dlatego też często niezbędna jest psychoterapia, w której specjalista pomaga kobiecie przeżyć pewną żałobę związaną ze stratą, odnaleźć się w nowej rzeczywistości, dostrzec swoje zasoby, postawić sobie nowe życiowe cele, przebudować system wartości. Jeśli pojawiła się ciąża urojona, pomaga zrozumieć, jakie procesy doprowadziły do tej sytuacji oraz zapobiega stygmatyzacji. Taki proces może zająć nawet kilka miesięcy. Wsparcie bliskich w sposób znaczący wpływa na poprawę stanu, funkcjonowania i odzyskanie równowagi takiej kobiety.

Brak pomocy w razie ciąży urojonej może się skończyć tragicznie.

- Może pogłębiać kryzys tożsamościowy, prowadzić do zaburzeń percepcji siebie, drażliwości, zaburzeń adaptacyjnych, psychosomatycznych, obniżenia nastroju, a nawet depresji wraz ze wszystkimi jej konsekwencjami - mówi Magdalena Golicz. - Ma to także negatywny wpływ na relacje z najbliższymi, w efekcie doprowadzając do napięć, konfliktów, a w późniejszym czasie niechęci, wycofania, izolacji społecznej, które jeszcze bardziej obniżają poczucie wartości, odbierają radość życia i pogłębiają pierwotne trudności.

Ciąża bezobjawowa jest natomiast niemałym obciążeniem psychicznym. - Może wiązać się szczególnie z doznaniem poczucia winy, wstydu, ale także ogromnego stresu związanego z drastyczną zmianą w życiu, na którą nie było zupełnie czasu się przygotować. Dodatkowo może pojawić się społeczna dezaprobata, szczególnie, że znakomita większość populacji nie ma świadomości problemu. Od osobowości, wcześniejszych doświadczeń, zasobów wewnętrznych, stabilności związku i wsparcia bliskich zależeć będzie, jak szybko i w ogóle jak poradzą sobie z tym młodzi rodzice. Warto jednak pamiętać, że z każdego kryzysu można wyjść. A szczególnie w takiej sytuacji warto zwracać się o pomoc do specjalistów - mówi Magdalena Golicz.

Podjęcie zatem działania i wielospecjalistyczna współpraca - lekarzy ginekologów, psychiatrów i psychoterapeutów stanowi klucz do najszybszej i najskuteczniejszej pomocy kobietom zmagającym się czy to z ciążą urojoną, czy też wypartą. Wcześniej wspominane ciąże rzekome i bezobjawowe, które wiążą się z ogromnym zaskoczeniem o braku ciąży bądź jej istnieniu, również wymagają ogromnego wsparcia najbliższych. Nieobojętna jest tu też nasza reakcja - mediów, znajomych... ludzi, którym plotki nie przysłonią prawdziwych problemów.