INTERIA.PL Zdjęcie poglądowe/pixabay
Wojciech Brzeziński 05:00 03.04.21

Ślady szczęścia sprzed 100 tys. lat

D

D ziewczynka sprawiała wrażenie szczęśliwej, na tyle, na ile czyjeś szczęście można odczytać z odcisków stóp pozostawionych na plaży. Skakała, biegała, może nawet tańczyła. Mimo że świat, w którym przyszło jej żyć, był wyjątkowo brutalny, ona zachowywała się jak każde kochające zabawę dziecko. A jej szczęście pozostawiło ślady, które przetrwały 100 tysięcy lat.

Reklama

Ślady pozostawione przez dziecko odkryto właśnie na hiszpańskiej plaży, położonej między Huelvą a Kadyksem. Odsłonił je przypływ, który rozmył przykrywającą je wydmę. Naukowcy badający znalezisko, odkryli co najmniej 87 odcisków stóp. Najmniejsze należały do sześcioletniego dziecka. 

Ani dziecko, ani towarzyszący mu starsi nastolatkowie i dorośli nie byli jednak "ludźmi", przynajmniej według najwęższej definicji, według której "człowiek" to członek gatunku Homo sapiens sapiens. W tym czasie współczesnych ludzi w ogóle w Europie nie było. Byli neandertalczykami. 

Jak słowo "neandertalczyk" stało się obelgą?

Reklama

Homo neanderthalensis byli naszymi starszymi kuzynami i pierwszymi Europejczykami. Blisko spokrewniony z nami gatunek oddzielił się od ewolucyjnej linii, która doprowadziła do powstania nas samych około 800 tys. lat temu w Afryce. Już 300 tysięcy lat temu neandertalczycy przenieśli się do Europy, gdzie radzili sobie doskonale, mimo brutalnego klimatu epoki lodowcowej. Przez ponad 250 tysięcy lat byli w Europie sami - nasi przodkowie dotarli tam dopiero około 48 tysięcy lat temu. 

Ich nazwa pochodzi od doliny Neandertal pod niemieckim Dusseldorfem, gdzie, w połowie XIX wieku, odkryto ich pierwsze szczątki. Ich krępe ciała, mocne szczęki i wydatne łuki brwiowe sprawiły, że od razu zyskali złą prasę. Angielski geolog William King, który jako pierwszy dostrzegł w pozostałościach nowy, nieznany wcześniej nauce gatunek i nadał mu w 1864 roku obowiązującą do dziś nazwę, pisał o nich tak:

King był typowym przedstawicielem swoich czasów, a w jego opinii na temat neandertalczyków pobrzmiewały echa typowego dla XIX w. rasizmu i tlącej się wciąż wiary we frenologię - pseudonaukę utrzymującą, że charakter i intelekt można odczytać z samego ukształtowania ludzkiej czaszki. Ale jego opinia przeszła do publicznej świadomości, a słowo "neandertalczyk" stało się obelgą. 

Funkcjonuje w tej roli do dziś - zaledwie kilka dni temu amerykański prezydent Joe Biden nazwał ściąganie pandemicznych maseczek "neandertalskim myśleniem". Spadły za to na niego gromy. Nowe odkrycia pokazują jednak, że nasi krewniacy z myśleniem nie mieli żadnego problemu. Nie tylko byli równie inteligentni, co my. Wiemy już, że szanowali swoich zmarłych, że dbali o swoje zęby, posługiwali się podobną do naszej mową, a także to, że to oni jako pierwsi, setki tysięcy lat przed homo sapiens, zaczęli tworzyć... dzieła sztuki. 

Okno na wierzenia

Najstarsze znane malowidła naskalne powstały niedaleko plaży, na której bawiła się dziewczynka. Możliwe, że właśnie za jej życia. W trzech hiszpańskich jaskiniach odkryto złożone malunki, zawierające abstrakcyjne, przypominające drabiny kształty, kropki czy odciski dłoni. Naukowcy zdołali określić wiek wapiennych osadów, które nagromadziły się na rysunkach. Dzięki temu wiemy, że artyści stworzyli je co najmniej 65 tysięcy lat temu, a być może o wiele wcześniej. Najstarsze malowidła wykonane przez nasz gatunek są 25 tysięcy lat młodsze. 

Złożone kształty sugerują, że malowidła są jakimś oknem na wierzenia neandertalczyków, a nie tylko na ich artystyczne ciągoty. "Nie chodziło tutaj tylko o to, żeby udekorować swoją przestrzeń mieszkalną" - tłumaczył w magazynie "Nature" współautor odkrycia Alistair Pike, archeolog z Uniwersytetu Southampton. "Żeby stworzyć te malowidła, ludzie odbywali długie podróże w ciemność" - dodał.

To niejedyna przesłanka, która może sugerować, że neandertalczycy mieli życie duchowe. W 2016 roku hiszpańscy archeolodzy odkryli w jaskini 93 km na północ od Madrytu coś, co może być pozostałościami ceremonii pogrzebowej. 

W głębi groty odkryto pozostałości kilku niewielkich ognisk, otaczających miejsce, w którym, zakopane w ziemi, leżały kości niemowlaka. W każdym z ognisk znaleziono, najwyraźniej celowo tam umieszczone, rogi roślinożernych zwierząt - 30 fragmentów poroża turów, żubrów, jeleni, a nawet czaszkę nosorożca. 

Archeolodzy wierzą, że ogniska i kości miały ceremonialne znaczenie. Dziecko z Lozoya, jak nazwano niemowlaka, mogło zostać pochowane w ramach złożonego rytuału. Układ ognisk nie przypominał tego, znanego z miejsc, w których neandertalczycy mieszkali. To miejsce mogło mieć dla nich specjalne znaczenie. "Mogło mieć znaczenie rytualne czy symboliczne" - spekuluje Enrique Baquedano, dyrektor madryckiego Regionalnego Muzeum Archeologicznego. Czy to oznacza, że neandertalczycy mieli swoją religię? 

Prawdopodobnie mieli język. Albo przynajmniej nie było żadnych przeszkód, by go mieli. Nie chodzi nawet o rozmiary ich mózgów, nieco większych niż nasze - objętość mózgu neandertalczyka wynosiła około 1410 cm3, w porównaniu z 1350 cm3 objętości mózgu przeciętnego człowieka. Badacze z Uniwersytetu w Alcala de Hernandes stworzyli komputerowy model ich uszu wewnętrznych. Ustalili w ten sposób zakres dźwięków, które nasi kuzyni byli w stanie rejestrować. Ustalili, że słuch neandertalczyków był zoptymalizowany pod kątem... spółgłosek, tak samo jak nasz. 

"Nie możemy mieć pewności, czy posługiwali się mową, ale mieli wszystkie anatomiczne przystosowania niezbędne do tego, by posługiwać się mową taką, jak nasza" - pisze autorka badania, Mercedes Conde-Valverde. 

I wiele wskazuje na to, że nasi przodkowie nie widzieli w Neandertalczykach niczego innego, niż swoich krewniaków. 

Spotkania i wymiana kulturowa

Do pierwszego spotkania naszych dwóch gatunków doszło zapewne około 50 tysięcy lat temu. Przez kolejne tysiące lat żyliśmy obok siebie - zresztą nie tylko my, bo jeszcze niedawno świat był pełen naszych byłych krewnych, takich jak azjatyccy denisowianie, czy drobni "hobbici" z wyspy Flores. 

"Zapożyczając słowa Tolkiena, powinniśmy myśleć o Ziemi 50 tysięcy lat temu jako o prawdziwym 'Śródziemiu', pełnym urozmaiconych gałęzi ludzkiej rodziny. Było pięć, sześć, może nawet więcej różnych typów człowieka w różnych częściach świata" - pisze prof. Tom Higham, archeolog z Uniwersytetu Oksfordzkiego w swojej nowej książce "The World Before Us". "Teraz zostaliśmy tylko my, na planecie nie ma żadnych innych rodzajów ludzi" - dodaje.

Higham sugeruje jednak, że to właśnie te kontakty odpowiadały za to, kim się staliśmy. I dały podstawy pod całą kulturę i cywilizację Homo sapiens. 

"Zawsze uważaliśmy, że sztuka czy złożona myśl są naszym wyłącznym znakiem rozpoznawczym. Nazywano to 'ludzką rewolucją' "- pisze Higham.

Skutkiem spotkań międzygatunkowych miała być wymiana kulturowa, wymiana umiejętności, a może nawet idei. Higham wskazuje na to, że wiele archeologicznych znalezisk, takich jak naszyjniki z muszli i zębów, pigmenty, rzeźbione figurki czy dekorowane kości - a także malowidła jaskiniowe - pojawiają się nagle, właśnie w okresie między 50 a 40 tys. lat temu - wtedy, kiedy nasi przodkowie spotkali swoich krewnych. 

"Dowody wskazują na to, że jeśli dochodziło do wymiany kulturowej, to zapewne następowała w obu kierunkach. Dowody początków złożonych zachowań w Europie poprzedzają przybycie na kontynent Homo sapiens" - pisze oksfordzki archeolog. 

Kontakty między blisko spokrewnionymi gatunkami miały zresztą wiele wymiarów, a ich ślady znajdują się w każdej komórce naszego ciała. Różne gatunki Homo po prostu krzyżowały się ze sobą. Do dziś DNA Europejczyków zawiera 1,7 proc. genów pochodzących od neandertalczyków - w Azji to 1,8 proc., a w Afryce ok. 0,5 proc. Te geny mają zresztą bardzo realny wpływ na nasze życie i zdrowie. Badania wykazały, że mogą pomagać w chronieniu naszych organizmów przed gruźlicą, a najnowsze, przeprowadzone przez naukowców z Politechniki Okinawa wykazują, że co najmniej dwa odziedziczone po neandertalczykach geny wpływają na to, jak przechodzimy pandemię COVID-19. Jeden z tych genów, spotykany w Europie i Azji Południowej, zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia ostrych symptomów choroby. Drugi, znajdowany u 30 proc. Japończyków  i 50 proc. Europejczyków przeciwnie - pomaga organizmowi ją zwalczać. 

"Ludzie obdarzeni tym genem wydają się skuteczniej walczyć z wirusami atakującymi ich komórki, w tym z SARS-CoV-2" - pisze Svante Paabo, genetyk ewolucyjny z Uniwersytetu Okinawy. 

Wielka zagadka

Dlaczego dziś jesteśmy na Ziemi sami? Dlaczego poza odciskami stóp, malowidłami i śladami DNA, po naszych krewnych nie zostało nic, a my podbiliśmy całą planetę? To jedna z wielkich zagadek antropologii. 

Neandertalczycy zniknęli zapewne między 40 a 50 tys. lat temu. Nie znajdujemy w zasadzie ich narzędzi młodszych niż sprzed 39 tys. lat, a wcześniejsze doniesienia o odnalezieniu w Belgii ich szczątków sprzed 24 tys. mogły wynikać z błędów w datowaniu znalezisk. 

Głównymi podejrzanymi jesteśmy więc my sami. Zbieżność czasowa pojawienia się w Europie Homo sapiens i końca ery neandertalczyków zwróciłaby uwagę każdego policyjnego śledczego. Ale obraz wcale nie jest klarowny. 

Archeolodzy spekulują, że świat neandertalczyków kończył się jeszcze przed przybyciem naszych przodków do Europy i Azji. Z dwóch powodów. Po pierwsze, zmiany klimatu wywołane końcem epoki lodowcowej drastycznie zmieniło środowisko, w którym żyli. Wielkie, lodowcowe bestie, na które polowali, zaczęły znikać, a wielu populacjom Neandertalczyków, którzy z racji swojej masywniejszej budowy potrzebowali do przeżycia więcej pożywienia niż my, mógł grozić głód.

Po drugie - nasi krewni mieszkali w o wiele mniejszych grupkach, niż Homo sapiens, a ich wędrowny tryb życia sprawiał, że trudniej było im spotykać się nawzajem. Wymiana genów między poszczególnymi plemionami mogła być ograniczona, co z kolei narażało ich na niekorzystne mutacje. Z czasem efektem takiego chowu wsobnego mogły być istoty bardziej schorowane i słabiej przystosowujące się do zmieniających się gatunków. 

Nowa hipoteza sugeruje jednak inną możliwą przyczynę ich zniknięcia - katastrofę na skalę całej planety. 42 tys. lat temu doszło do zmiany magnetycznych biegunów Ziemi. Przez kilkaset lat Biegun Północny stał się Południowym i vice versa. Zdaniem autorów opublikowanego w magazynie "Science" badania, to wydarzenie mogło wywołać gwałtowne zmiany w środowisku: osłabione pole magnetyczne miało przepuszczać o wiele więcej promieniowania kosmicznego, co mogło prowadzić do niespodziewanych wzrostów temperatur i towarzyszących im katastrof klimatycznych. Neandertalczycy mogli nie być w stanie się do nich przystosować. 

Bez względu na to, czy za ich wyginięciem stoimy my, choroby czy klimatyczny kryzys, pewne jest jedno. Dziś wiemy o neandertalczykach dostatecznie dużo, by do lamusa odłożyć wyobrażenie ich jako bestii pozbawionych wyższych odruchów. Byli ludźmi takimi, jak my. I tak, jak nam, zdarzało im się nawet tańczyć ze szczęścia na plażach.