archiwum prywatne Facebook/REkonwersja SOF
Dariusz Jaroń 05:00 03.07.21

Specjalsi wracają z emerytury. Dla dobra nas wszystkich

O

O koło miliona złotych - tyle, szacunkowo, wynosi koszt wyszkolenia żołnierza lub funkcjonariusza jednostek specjalnych. To inwestycja w bezpieczeństwo, z której Polska nie korzysta w pełni. Każdego roku kilkuset specjalsów kończy służbę, przechodząc na zasłużoną emeryturę. Znikają z kadr państwowych zaraz po czterdziestce. Czy stać nas na takie marnotrawstwo? Z inicjatywy samych "emerytów", popartej głosami parlamentarzystów z różnych stron politycznej barykady, pojawiła się okazja ku temu, by to zmienić i lepiej zagospodarować potencjał fachowców - dla dobra nas wszystkich.

Reklama

Inicjatorem REkonwersji SOF (special operations forces), społeczności zrzeszającej byłych żołnierzy i funkcjonariuszy jednostek i służb specjalnych, jest Mariusz Urbaniak. "Maniek", jak mówią do niego koledzy, trzynaście lat służył w elitarnej Jednostce Wojskowej GROM. Był operatorem i medykiem, wielokrotnym uczestnikiem misji zagranicznych.

Od niedawna jest na emeryturze.

Reklama

- Jesteśmy za młodzi, by żyć z odcinania kuponów. Jak na polskie warunki, dostajemy bardzo dobre świadczenia, pieniądze nie są problemem i nie z potrzeby zarobku wzięła się nasza inicjatywa. Chyba wszyscy koledzy z mojego gromowskiego otoczenia robią coś po odejściu ze służby: zakładają firmy szkoleniowe lub ochroniarskie, pracują w sektorze cywilnym lub wyjeżdżają za dobrymi ofertami za granicę. Wielu z nas wyładowuje się też sportowo: jeździ w góry, biega. Brakuje dawnej aktywności - przyznaje w rozmowie z Interią.

Najnowsze wydanie Tygodnika co sobotę w Twojej skrzynce. Zapisz się do newslettera >>

O tym, by po zakończeniu służby zaangażować się w budowanie pomostów, łączących władze państwowe z żołnierzami i funkcjonariuszami jednostek i służb specjalnych przechodzących na emeryturę, myślał znacznie wcześniej. W trakcie jednej misji poznał Amerykanina, cywila z przeszłością w Navy SEALs. Dużo rozmawiali o tym, jak rekonwersja funkcjonuje w USA.

- Najlepsi, szczególnie z wysokimi odznaczeniami bojowymi, mogą liczyć na federalne i stanowe etaty związane z zarządzaniem kryzysowym i bezpieczeństwem publicznym. Są też oferty z firm prywatnych, współpracujących z władzami - chociażby ze zbrojeniówki czy branży IT, realizujących zlecenia dla państwa. Byli specjalsi są tam rozchwytywani, również przez agencje rządowe - przekonuje "Maniek".

Niewykorzystany potencjał specjalsów

Sebastian Batko, były operator Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu, służył w zespole bojowym jednostki specjalnej przez dwadzieścia lat. Był na pięciu misjach w Iraku i Afganistanie.

- W trakcie służby ukończyłem wyższe studia: resocjalizację, terapię pedagogiczną i oligofrenopedagogikę. Od marca jestem na wojskowej emeryturze. Pracuję jako wychowawca-nauczyciel w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym - opowiada Interii.

- Umiejętności i doświadczenia byłych żołnierzy jednostek specjalnych można wykorzystać w zarządzaniu antykryzysowym w jednostkach samorządu terytorialnego zarówno na poziomie gminnym, jak i w roli ciała doradczego przy wojewodzie; w MON na stanowiskach doradczych w obszarze planowania i opracowywania strategii, czy też w promowaniu dobrego wizerunku polskiego żołnierza w szkołach i uczelniach wyższych, poprzez wykłady i prelekcje prowadzone przez weteranów.

Adam Zieliński, major rezerwy. Służył w kontrwywiadzie i wywiadzie wojskowym. Służbę zakończył w 2009 roku w Biurze Spraw Wewnętrznych Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Weteran wielu misji w Afganistanie oraz Bośni i Hercegowinie.

- Mamy wiedzę popartą wieloletnim doświadczeniem. Moglibyśmy doradzać w sprawach związanych z szeroko rozumianym bezpieczeństwem. Byłoby czymś naturalnym, gdyby nasze umiejętności mogły zostać wykorzystane w strukturach państwa. Niestety, tak się nie dzieje, dlatego często odnajdujemy się w pracy za granicą, gdzie jesteśmy doceniani - zaznacza.

Odpowiedź na zagrożenia ze Wschodu

Leszek Sucholewski, naczelnik wydziału CBŚ Komendy Głównej Policji w latach 2000-2005, zwraca uwagę na ogromną stratę dla bezpieczeństwa publicznego, jaka wiąże się z emeryturą wciąż młodych, a już bardzo doświadczonych funkcjonariuszy z dużą wiedzą operacyjną.

- To niezrozumiałe, biorąc pod uwagę doświadczenia naszych zachodnich sojuszników. Potrzeby i możliwości wykorzystania aktywności emerytów mundurowych dla bezpieczeństwa państwa są duże, nie trzeba nikogo do tego przekonywać. Codziennie dowiadujemy się z mediów o zagrożeniach wewnętrznych i zewnętrznych, związanych chociażby z bezpieczeństwem energetycznym czy atakami hakerskimi. Albo nikt tego nie monitoruje, albo nie potrafi tego robić - ocenia Leszek Sucholewski.

Możliwości wykorzystania potencjału byłych specjalsów dostrzega w następujących obszarach: jako doradcy komisji sejmowych i senackich w zakresie bezpieczeństwa państwa, jako pracownicy cywilni ministerstw, urzędów, firm audytorskich, jako biegli sądowi, jako pracownicy strategicznych spółek skarbu państwa i członkowie ich rad nadzorczych, jako pełnomocnicy ochrony informacji niejawnej, ochrony infrastruktury krytycznej czy ochrony danych osobowych, jako administratorzy bezpieczeństwa informatycznego lub eksperci ds. bezpieczeństwa w firmach i instytucjach.

Grzegorz T., były funkcjonariusz CBŚ, uważa, że wobec zagrożeń atakami cybernetycznymi, terrorystycznymi i militarnymi, na jakie jesteśmy potencjalnie narażeni ze Wschodu, polskie władze powinny czerpać pełnymi garściami z doświadczeń byłych żołnierzy sił specjalnych.

- Byli żołnierze i funkcjonariusze sił specjalnych powinni zajmować stanowiska, które realnie pozwolą zagospodarować ich umiejętności, a tym samym w sposób odpowiedzialny wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa naszego społeczeństwa. To mogą być role doradcze dla ministrów odpowiedzialnych za obronność kraju (MON) i porządek cywilno-prawny (MSWiA), mogą to być również stanowiska kierownicze w zespołach odpowiedzialnych za przygotowanie aktów prawnych, regulujących pracę tych resortów. Ich doświadczenie należy wykorzystać do opracowania długofalowego procesu szkolenia kadr, racjonalnego zakupu uzbrojenia, wszelkiej aktywności obronnej, adekwatnej do współczesnych zagrożeń otaczającego nas świata - wylicza Grzegorz T.

 Tomasz Świerad, w latach 2009-2013 służył w Zespole Wsparcia Informacyjnego (IMINT) jako dowódca misji i operator statków bezpilotowych, ostatnie zajmowane stanowisko - starszy podoficer Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych.

- W wyszkolenie żołnierzy wojsk specjalnych państwo zainwestowało niemałe środki, powinny one jak najdłużej procentować. Ze względu na unikatowe doświadczenie i cechy psychofizyczne, specjalsi powinni być wykorzystywani nie tylko przez siły zbrojne, ale też inne służby i gospodarkę państwa. Takie rozwiązania funkcjonują w czołowych państwach NATO, nie tylko z czysto pragmatycznych powodów. Zagospodarowanie ich potencjału przyczynia się ponadto do racjonalizowania nakładów na siły zbrojne, budowania związków wewnątrz organizacji i podnoszenia morale - czynnika nie do przeceniania w każdej formacji.

Gen. bryg. rez. dr Jerzy Gut był dowódcą JW GROM i Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych. Od 2017 roku na emeryturze, obecnie jest wykładowcą akademickim.

Pierwszą możliwością wykorzystania potencjału byłych specjalsów, na którą zwraca uwagę, są cywilne etaty szkoleniowe w jednostkach sił specjalnych i innych ośrodkach szkolenia w Siłach Zbrojnych RP. - Dobrym przykładem jest stworzenie z byłych żołnierzy wojsk specjalnych Mobilnych Zespołów Szkoleniowych w ramach WOT. Pomysłodawcą takiego rozwiązania był dowódca WOT, który sam wywodzi się z wojsk specjalnych. Następnym sektorem, który powinien być zainteresowany pozyskaniem byłych żołnierzy wojsk specjalnych, jest krajowy przemysł zbrojeniowy. Dostrzegam w tym zakresie znaczny progres, zapoczątkowany przez korporacje prywatne. Na targach uzbrojenia w Kielcach zauważam coraz więcej byłych żołnierzy wojsk specjalnych, pracujących dla państwowych i prywatnych podmiotów w sektorze obronnym - podkreśla gen. Gut.

W jego ocenie, po wiedzę i doświadczenie specjalsów mogą również sięgnąć instytucje zajmujące się analizą i prognozą zagrożeń, a także szeroko rozumiany sektor edukacji.

Nieznane oblicze żołnierzy sił specjalnych

Zdaniem Mariusza Urbaniaka, osoby spoza środowiska nie wiedzą, na czym tak naprawdę polega wieloletnie wyszkolenie żołnierza lub funkcjonariusza jednostek i służb specjalnych. Ich zadania często pozostają tajne, przez co informacje na temat potencjału i doświadczeń, tkwiących w CV specjalsów nie przedostają się do świata cywilnego.

- Potencjalni pracodawcy nie wiedzą, że ci żołnierze są bardzo dobrymi pracownikami, sprawdzonymi liderami. Przez lata ich codzienność wypełniały obowiązkowość, punktualność, praca pod presją, zarządzanie zasobami ludzkimi, również w kryzysie i wielkim stresie. Niebawem oficjalnie ruszymy z fundacją REkonwersja SOF, w ramach której (między innymi) będziemy chcieli zwrócić uwagę na te cenne aspekty naszego doświadczenia, wyniesionego ze służby - mówi "Maniek".

Według nieoficjalnych szacunków, wyszkolenie jednego żołnierza, takiego jak on, to koszt około miliona złotych. Specjalsi szkolą się na całym świecie, czerpiąc z najnowszych wzorców.

- Informatycy, technicy, psychologowie czy operatorzy jednostek specjalnych jako pierwsi poznają i wprowadzają w życie nowe rozwiązania, dopiero później przechwytuje je świat cywilny. Dla przykładu, koledzy z GROM - łącznościowcy i informatycy - latali po sprzęt po całym świecie, od USA po Singapur, używając go, na długo przed tym nim trafił na rynek cywilny. W mojej medycznej działce kilka lat temu mało kto mówił jeszcze o transfuzji krwi na polu walki. W wojskach specjalnych to w zasadzie była norma. Amerykanie robili to powszechnie pięć-siedem lat temu, dla polskiego lekarza przetoczenie krwi poza szpitalem to nadal jest kosmos. To samo dotyczy broni i amunicji. Dostawaliśmy zawsze sprzęt najwyższej jakości. Podobnie sprawa wygląda ze szkoleniami - wylicza Mariusz Urbaniak.

 Sylwia Kuligowska, ekspert i doradca ds. PR sektora bezpieczeństwa i obronności, wspiera pro bono działania komunikacyjne społeczności byłych specjalsów. Oprócz niewątpliwych doświadczeń bojowych, dostrzega również drugą, mniej znaną twarz żołnierzy wojsk specjalnych.

 - Doświadczyli lub byli świadkami wielu życiowych dramatów: rozstań z rodzinami, PTSD, trwałej utraty sprawności fizycznej na skutek ran odniesionych w akcji. Mierzyli się z tymi problemami bezpośrednio, a zatem wiedzą, jak najefektywniej wspierać i pomagać w tym zakresie. To niewątpliwie ludzie o mocnej psychice i sile fizycznej, ale też o wielkim sercu. Pomagają bezinteresownie, bez potrzeby poklasku i zaistnienia, co w dzisiejszym świecie jest rzadko spotykaną cechą. Ta skromność też jest nieprzypadkowa, w końcu przez lata służby działali w pełni anonimowo. Jestem przekonana, że w ramach prowadzonych działań społecznych są ich najlepszymi ambasadorami, bo są autentyczni.

"Niezwykle cenna inicjatywa"

Aby zainteresować administrację państwową potencjałem byłych specjalsów, Mariusz Urbaniak i jego koledzy zwrócili się listownie z prośbą o poparcie do parlamentarzystów. Pozytywna odpowiedź nadeszła z obydwu stron politycznej barykady.

14 maja tego roku w Senacie odbyło się pierwsze posiedzenie Zespołu Parlamentarnego ds. Rekonwersji Żołnierzy Wojsk Specjalnych oraz Funkcjonariuszy Służb Specjalnych. Jego przewodniczącym został niezależny senator Wadim Tyszkiewicz, a inicjatywę poparli m.in. poseł Arkadiusz Czartoryski (Koło Poselskie Wybór Polska), marszałek Senatu Tomasz Grodzki (KO), senator Krzysztof Kwiatkowski (niezależny), czy poseł Lech Kołakowski (wówczas poseł niezrzeszony, obecnie klub PiS).

- To niezwykle cenna inicjatywa - komentuje Arkadiusz Czartoryski. - Przygotowanie do zawodu, ogromne doświadczenie i masa szkoleń, którymi mogą poszczycić się funkcjonariusze polskich służb specjalnych powinny być spożytkowane w ojczyźnie. Nie jest żadną tajemnicą, że polscy specjalsi należą do najlepszych na świecie. Powstały zespół parlamentarny będzie wspierał procesy prawne i praktyczne związane z zagospodarowaniem byłych funkcjonariuszy wojsk i służb specjalnych - dodaje były sekretarz stanu w MSWiA.

Senator Wadim Tyszkiewicz: - My jako parlamentarzyści udostępniamy platformę i narzędzia do dalszych prac. Reszta należy do ludzi, którzy z tych służb wyszli i chcą dalej pracować dla Polski. Będziemy się wzorować na rozwiązaniach z innych krajów, ale też szukać własnych. Jednym z nich jest projekt, by specjalsi mogli dalej pracować, nie tracąc przywilejów emerytalnych. Zapracowali na te świadczenia, ryzykując zdrowie i życie.

Niczego w zamian nie oczekują

Pytam przewodniczącego zespołu, czy prace nad wykorzystaniem potencjału specjalsów mogą się odbywać bez typowej polsko-polskiej wojenki politycznej.

- Bardzo bym chciał, żeby tak było, chodzi przecież o bezpieczeństwo kraju. Nie stać nas na to, żeby marnować potencjał tych ludzi, dlatego zapraszamy do współpracy polityków wszystkich ugrupowań politycznych, drzwi są otwarte dla każdego. Wydarzenia z ostatnich tygodni związane z aferą mailową pokazują, jak bardzo potrzebujemy dziś wiedzy i doświadczenia specjalistów od obronności - zapewnia senator.

Po pierwszym spotkaniu w Senacie, piłka jest po stronie specjalsów. Byli żołnierze i funkcjonariusze JW GROM, JWK Lubliniec, CBŚ, wywiadu i kontrwywiadu pracują obecnie nad wspólnymi postulatami, które przedstawią oficjalnie zespołowi parlamentarnemu.

- Chciałbym jedną rzecz wyraźnie podkreślić - mówi Mariusz Urbaniak.

- My nikogo i niczego nie krytykujemy. Nie zamierzamy niczego burzyć ani naprawiać. Naszą intencją jest wspólne zbudowanie w Polsce sprawnie działającego programu rekonwersyjnego dla specjalsów. Są dobre programy tego typu we Francji czy Wielkiej Brytanii, ale w wielu innych krajach europejskich potencjał byłych specjalsów również nie jest wykorzystywany. Zmieńmy to, wyjdźmy przed szereg. W ramach społeczności REkonwersja SOF chcemy szczerze coś od siebie dać, niczego w zamian nie oczekując.