123RF/PICSEL
Karolina Olejak 05:00 27.11.21

To one walczą z feminizmem

S

S zyte na miarę sukienki, nie krótsze niż do kolana, pełny makijaż i obcasy. Do tego świeżo wypieczony chleb i nienaganny porządek w kuchni. To atrybuty #tradwives, które coraz chętniej pokazują, jak wygląda życie rodziny z tradycyjnym podziałem obowiązków.

Reklama

#Tradwives - tak w mediach społecznościowych swoją aktywność zaznaczają tradycyjne żony. W ten sposób dokumentują i celebrują swój życiowy wybór, którym jest praca w domu.

Wpisując to hasło w wyszukiwarki portali społecznościowych, możemy przenieść się na chwilę do połowy XX wieku i Stanów Zjednoczonych. Królują tu fryzury i stroje w stylu "pin-up", czyli kolorowe rozkloszowane sukienki, z mocno zarysowaną talią, makijaż i obcasy. Do tego piękne wnętrza domów, często również stylizowane na modę tamtych lat. Gromadka roześmianych dzieci, które bawią się w przygotowane przez mamę gry. 

Reklama

Wśród tego wszystkiego one - żony tradycyjne, które mówią wprost: rolą kobiety jest opieka nad domem i dziećmi. Podległość mężowi w jego decyzjach jest zjawiskiem naturalnym, a wybór takiej ścieżki życiowej daje spokój i szczęście.

- Współcześnie kobiety odkładają decyzje o małżeństwie i posiadaniu dzieci bardzo długo, a jesteśmy biologicznie przystosowane do tej roli. Jesteśmy emocjonalne, opiekuńcze. Prędzej, czy później będzie nam tego brakować. Widać to już bardzo dobrze po postępowych kobietach, które przez lata skupione są wyłącznie na karierach. W pewnym momencie odczuwają potrzebę przelania na kogoś instynktu macierzyńskiego, który mają, więc robią to wobec zwierząt, czy roślin - wyjaśnia Wiktoria Wilkosz (wcześniej Kukfisz) definiująca się jako tradwife. W mediach społecznościowych pisze o konserwatyzmie, wierze, rodzinie i polityce. Jej hasłem jest zdanie "potrzebujemy kobiecości, nie feminizmu".

Atrakcyjna alternatywa, czy grupa rekonstruująca nieistniejącą przeszłość?

Na blogach i w postach żon tradycyjnych czytamy, że ich działalność jest sprzeciwem wobec pędzącego kapitalizmu, w którym kobieta sprowadzona jest do maszynki zarabiającej pieniądze. Ich sprzeciw budzi fakt, że bardzo szybko muszą rozstać się z dziećmi, by wrócić do aktywności zawodowej.

- Media społecznościowe są bardzo dobrym miejscem, żeby zamanifestować swoje konserwatywne wartości. Kobiety, które zostają w domu, mają czas, żeby dokumentować i pokazywać innym, w jaki sposób żyją. Ludziom się to podoba. Widzą, że takie życie jest łatwiejsze. To nie jest wyścig szczurów, gdzie ciągle za czymś biegniesz. Do pracy, później odebrać dzieci ze szkoły, załatwić sprawy. Alternatywą jest spokój, gdy kobieta zajmuje się wszystkim w domu. Mężczyzna też jest spokojniejszy, bo wszystkie obszary życia są zaopiekowane - opowiada Wiktoria.

- Nawet jeśli kobiety decydują się na potomstwo, to później bardzo szybko wracają do pracy. Oddają dzieci pod opiekę instytucjom publicznym. To one wychowują ich potomstwo. W kobietach jest później tęsknota za tym straconym czasem. Myślę, że to jedna z przyczyn, dlaczego wizja kobiet tradwife jest tak atrakcyjna - dodaje.

Główny zarzut wobec tradwives polega na tym, że na prowadzenie takiego domu mogą pozwolić sobie nieliczni. Zdaniem feministek, prowadząc bogatą aktywność w mediach społecznościowych, same korzystają z wolności, które walka o prawa kobiet przyniosła. Gdyby nie feministki, decyzja o prowadzeniu życia jedynie w domu byłaby nie alternatywą a przymusem, pod którym byłaby połowa naszego społeczeństwa.

- Hipokryzja najbardziej aktywnych w mediach tradwives polega na tym, że wiele z nich ma już za sobą jakieś kariery. Teraz po prostu chcą spróbować czegoś innego. Ich sytuacja ekonomiczna pozwala na to, żeby zostać w pięknym domu z ogrodem, nosić retrostroje i dokumentować to w mediach społecznościowych. Często piszą blogi, książki, nagrywają filmy, na których przecież zarabiają. Bez emancypacyjnych zdobyczy feministek nie mogłyby tego robić - tłumaczy Paulina Januszewska z "Krytyki Politycznej", która od dłuższego czasu przygląda się aktywności tradycyjnych żon.

Wobec czego buntują się konserwatywne kobiety?

Ruch #tradwives największą popularność zyskał w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, czyli w państwach, w których przejście z tradycyjnego podziału obowiązków do promocji aktywności zawodowej kobiet było najsilniejsze.

Trzecia fala feminizmu, która była najbardziej rozwinięta w krajach Zachodu, miała charakter neoliberalny i niekiedy skrajnie indywidualistyczny. Mocno stawiała na pogoń za karierą kobiet i ich niezależność od mężczyzn przy ciągłym istnieniu luki płacowej pomiędzy płciami i brakiem wielu antydyskryminacyjnych rozwiązań systemowych. Tradwives sprzeciwiają się temu, by kobiety musiały uczestniczyć w tym wyścigu. Nie biorą jednak pod uwagę swojego przywileju i jednej bardzo ważnej rzeczy. Feminizm, jaki by nie był, dąży do równości ekonomicznej kobiet i mężczyzn. Bez tego wybór między karierą a pracą domową jest fałszywy i odbywa się pod presją tego, kto więcej pieniędzy przyniesie do domu - wyjaśnia Januszewska.

- Antyfeministyczna postawa konserwatywnych kobiet bierze się z faktu, że postrzegają nas jako osoby, które chcą zmuszać kobiety do pracy. Tymczasem większość feministek w Polsce i na świecie walczy, o to by praca opiekuńcza była wynagradzana. Wybór: pozostać w domu czy iść do pracy, nie powinien być podyktowany zarobkami partnera ani systemowym brakiem wsparcia matek - rozwija.

Tymczasem same żony tradycyjne wyjaśniają, że ich wybór to czysty pragmatyzm. Pozostanie kobiety w domu to oszczędność dla domowego budżetu i naturalna kolej rzeczy.

- Życie w stylu tradwife, czyli tradycyjnego podziału obowiązków, to też spora oszczędność. Nie wydajemy pieniędzy na nianie, obiady na wynos. Ludzie gdzieś podświadomie widzą, że pędzą i pracują tylko po to, żeby zapłacić za rzeczy, które, gdyby mieli czas, mogliby zrobić sami. Jest teoria, która mówi o tym, że to wielkie korporacje wspierają feminizm po to, żeby zagonić drugą część społeczeństwa do pracy - coś w tym jest.

Kontrowersje w spódnicy, czyli obawy przed ruchem #tradewife

Wśród zarzutów wobec tej społeczności pojawiają się przede wszystkim obawy o hamowanie dążenia do równouprawnienia, które zdaniem ruchów feministycznych nie zdążyło się jeszcze w pełni zrealizować. Jako dowód przytaczają tu luki płacowe, nierówności w liczbie kobiet i mężczyzn zasiadających na kierowniczych stanowiskach. Zdaniem feministek ruch tradwife jest skrajnie indywidualistyczny. Ponieważ kobiety wykorzystują swoją dobrą sytuację ekonomiczną do robienia kariery w mediach społecznościowych. Podkreślają, że na taki wybór mogą pozwolić sobie najbardziej zamożni. Tymczasem w większości domów o tym, kto robi karierę, decyduje wysokość pensji partnerów. To jednak niejedyny zarzut wobec tradycyjnych żon.

Szczególnie w Stanach Zjednoczonych koncepcje powrotu do tradycyjnych ról wiąże się z alt-rightem i ruchami nacjonalistycznymi. Felietonistka Annie Kelly na łamach "The New York Times" postawiła tezę, że istnieją powiązania między ideą tradwives a białą supremacją. Jej zdaniem ruch powstał w odpowiedzi na migracje i spadającą liczbę białych kobiet, które rodzą dzieci. Annie dowodzi, że ruch wzywa białe kobiety do zrównoważenia tych dysproporcji, a tradycyjne żony zmanipulowane propagandą wpisują się w wizje świata radykalnej prawicy.

Podobnego zdania jest Paulina Januszewska z "Krytyki Politycznej":

Czy w Polsce przyjmą się tradycyjne żony?

O popularności ruchu w konkretnych państwach decydują różne czynniki. Przede wszystkim historia równouprawnienia. W Polsce aktywność zawodowa kobiet wyglądała zupełnie inaczej niż w niektórych państwach Zachodu. Ze względu na skomplikowaną historię, konflikty zbrojne, aktywność zawodowa kobiet bywała koniecznością. To również w naszym kraju kobiety jako jedne z pierwszych uzyskały prawa wyborcze. To wszystko sprawia, że rewolucja, którą przeszło część państw Zachodu, u nas przebiegała znacznie łagodniej, a emocje, z którymi się wiąże, są zupełnie inne.

Paulina Januszewska zwraca jednak uwagę na inny trend, który może sprzyjać rozwojowi ruchu w Polsce:

- Tradwives to ruch zyskujący największą popularność w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, bo odwołuje się do tamtejszych modeli idealnych żon z lat 50. W Polsce widać jedynie jego zalążki, które mogły, ale nie musiały paść na podatny grunt. Patrząc jednak na to, że inny, przybyły z Wysp i zza oceanu dość specyficzny nurt - radykalny feminizm, który raczej powściągliwie krytykuje układ z mężem jako jedynym żywicielem rodziny i który z tradwives łączy niezgoda na inkluzywność w tym, kogo uznajemy za kobiety, znajduje szerokie grono odbiorców, to można spodziewać się, że i nad Wisłą pojawi się więcej konserwatywnych żon - uważa Januszewska.

Każdy ze scenariuszy zakłada, że pewna część społeczeństwa wybierze taki podział obowiązków, a zjawisko powrotu do tradycyjnych ról na świecie będzie postępowało. Dlatego warto mu się przyglądać.