PAP PAP/EPA/Joe Giddens/NMC/Pool
Tomasz Lejman 05:00 24.07.21

Tokio 2020. W cieniu koronawirusa i skandali

G

G dybym wierzył w zabobony, powiedziałbym, że jakaś fatalna klątwa wisi nad igrzyskami w Tokio. Na ostatniej prostej nie było dnia, w którym nie pojawiałyby się nowe problemy. Trybuny ostatecznie będą puste, kolejne osoby odpowiedzialne za organizacje eventu w cieniu skandalu opuszczają swoje stanowiska, rośnie liczba zakażeń koronawirusem, wprowadzane są kolejne obostrzenia. A to dopiero początek.

Reklama

Dosłownie 48 godzin przed ceremonią otwarcia igrzysk Tokio 2020 organizatorzy wpadli w popłoch, bo z teamu musiał odejść dyrektor kreatywny odpowiedzialny za uroczystości. Kantaro Kobayashi stracił pracę, bo ponad dwie dekady temu zagrał w skeczu, w którym wyśmiewano się z Holocaustu. W mediach społecznościowych wybuchła afera. Skecz trafił do sieci, a organizatorzy zaczęli w mówić, że mają mało czasu, by dopiąć wszystko na ostatni guzik.

Najnowsze wydanie Tygodnika co sobotę w Twojej skrzynce. Zapisz się do newslettera >>

Reklama

To niejedyny człowiek z ekipy, który w ostatnich dniach pożegnał się z igrzyskami. Swoją rezygnację złożył też japoński kompozytor, również odpowiedzialny za ceremonię otwarcia. Kiego Oyamada przeprosił za swoje zachowanie jeszcze z czasów szkolnych, kiedy zastraszał swoich niepełnosprawnych kolegów z klasy. Może wszystko miało miejsce dawno temu, ale internet takie rzeczy często wypomina. Japończycy są wyjątkowo honorowi, kompozytor więc po ujawnieniu swojego zachowania z przeszłości uznał, że kontynuowanie jego pracy na igrzyskach nie będzie możliwe. 

Ale lista odejść z ekipy Tokio 2020 jest dłuższa. Już na początku roku ze swojego stanowiska zrezygnował szef komitetu organizacyjnego Yoshiro Mori. Powodem były seksistowskie komentarze. Odszedł również jeden z dyrektorów odpowiedzialnych za ceremonię otwarcia i zamknięcia igrzysk, który wpadł na pomysł, by przebrać japońską aktorkę i modelkę plus size za różową świnię.

"Bańka" dla obcokrajowców

Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy przed rozpoczęciem igrzysk, organizatorzy nie zaskoczą nas wiadomością, że jednak trzeba je odwołać. Takie spekulacje nasiliły się po konferencji prasowej szefa Komitetu Organizacyjnego, który na pytanie jednego z dziennikarzy, czy jest już pewne, że igrzyska ruszą, zasugerował, że wszystko może się jeszcze zdarzyć.

A sytuacja zabawna nie jest. W wiosce olimpijskiej są już pierwsze przypadki koronawirusa. Pozytywne wyniki testów mieli sportowcy, m.in. z Czech czy Brazylii. Organizatorzy wręcz panicznie boją się koronawirusa. Punktem honoru stało się zorganizowanie bezpiecznych igrzysk, tymczasem statystyki w ostatnich dniach nie napawają optymizmem. 



W Tokio liczba dziennych zakażeń przekroczyła już 1800. To wzrost o ponad 155 proc. w porównaniu do ubiegłego tygodnia. Eksperci szacują, że w przyszłym tygodniu wzrost ma być jeszcze większy i przekroczy 2600 przypadków w ciągu doby. Tokio uważnie przygląda się sytuacji i chce jeszcze bardziej rygorystycznie podchodzić do obostrzeń. Padają już pierwsze ostrzeżenia. Do dziennikarzy wysłano maila, w którym poinformowano, że w przypadku naruszania zasad ograniczonego poruszania się lub w przypadku pozytywnego wyniku testu na koronawirusa, dane GPS z jednej z aplikacji, będą przekazywane policji, a ta może zarządzać od nas przedstawienia danych lokalizacyjnych zapisywanych na smartphonie. 

Trochę wygląda to tak, jakby Japończycy bali się na igrzyskach obcokrajowców, którzy mogą im przywieźć zarazę. Zresztą już kilka miesięcy temu było wiadomo, że zagraniczni goście wpadną do tzw. bańki, by ograniczyć ich kontakt z miejscowymi. Podjęto decyzję, o tym, by akredytowani goście, przylatując do Japonii, przez pierwsze dwa tygodnie nie mogli korzystać z komunikacji publicznej i miejscowych restauracji, zorganizowany zostanie dla nich specjalny transport. I tak też się stało. Autobusy dowożą gości z hotelu do ich miejsc pracy lub do punktów, w których odbywają się zawody. Można skorzystać też z taksówek, ale tylko specjalnych, które zabierają pasażerów do wybranych miejsc. 

Ale schody zaczynają się już przed przylotem. Konieczne są dwa testy PCR w odstępach 96 i 72 godziny przed pojawieniem się w Japonii. Po wylądowaniu trzeba nastawić się na kilkugodzinny pobyt na lotnisku, zanim służby imigracyjne wpuszczą nas do kraju. To czas na dokonanie licznych rejestracji w systemie OCHA (aplikacja z informacjami sanitarnymi, celnymi i imigracyjnymi), konieczne jest również wykonanie kolejnego testu na koronawirusa. Na szczęście nie ma nerwowej atmosfery, bo cała drużyna wolontariuszy kieruje zagranicznych gości do kolejnych punków kontroli. W wielu przypadkach przyjeżdżający na igrzyska goście, mimo negatywnych wyników testów, trafiają na trzydniową kwarantannę.

W hotelach panuje duży reżim. Organizatorzy, chcąc mieć wszystko pod kontrolą, sami wybrali dla nas miejsca noclegowe. Ochrona sprawdza, w jakim celu opuszczamy hotel. Kiedy chciałem wyjść na zakupy, poinformowano mnie, że w celach prywatnych mogę opuścić budynek na 15 minut. W hotelu jest oddzielne wejście dla uczestników igrzysk i winda. 

Nie wolno nam przebywać w hotelowej restauracji, posiłki możemy jeść w pokojach. 

Pierwsze trzy dni to także obowiązkowe testy na koronawirusa, po nich badania trzeba wykonywać co cztery dni, chyba że ze względu na zbyt częste kontakty z innymi, zostaniemy grzecznie poproszeni o wykonanie kolejnych testów.

Te wszystkie reguły budzą wiele kontrowersji, a czasem można odnieść wrażenie, że na zagranicznych gości w niektórych japońskich mediach trwa nagonka. W ostatnich dniach można było obejrzeć kilka materiałów, których kamera podążała za obcokrajowcami, pokazując jak wychodzą z hotelu, gdzie się przemieszczają i jak się zachowują. To nie jest żart. 

Organizatorzy Tokio 2020 wysłali maila, w którym apelowali o stosowanie się do playbooka (książka z zasadami zachowań na igrzyskach), bo w przeciwnym razie będą wyciągane konsekwencje. By podkreślić powagę sprawy, napisano: "Japońskie media już zwróciły uwagę na fakt, że zagraniczni goście konsumują alkohol na zewnątrz, w związku z tym władze prefektury zdecydowały, że sprzedaż alkoholu w restauracjach po godz. 20 będzie zabroniona, by nie dopuścić do sytuacji, w których sytuacja pandemiczna wymknęłaby się spod kontroli".

Bez publiczności

Niezadowoleni są goście, ale i mieszkańcy Tokio nie są szczęśliwi z powodu tego, co dzieje się wokół igrzysk. Ostatnie sondaże pokazują już, że nawet ¾ Japończyków, uważa, że nie powinny się one odbyć, bo nie ma na to warunków. Nie ma co się dziwić, ich życie też zostało ograniczone. W Tokio i okolicach stolicy lockdown jest widoczny. Na zwykle zatłoczonych ulicach handlowych, m.in. w Ginzie, tłumów nie ma. Restauracje są puste, ludzie gonią tylko z pracy do domu i na odwrót. Zresztą poproszono ich o to, by unikali kontaktu z obcymi. Również oni w ostatniej chwili byli zaskakiwani kolejnymi informacjami o tym, że covidowe przepisy będą zaostrzane.

Najnowsze wydanie Tygodnika co sobotę w Twojej skrzynce. Zapisz się do newslettera >>

Dosłownie kilkanaście dni temu nieliczna grupa fanów olimpiady została poinformowana, że nie zostaną wpuszczeni na stadiony, bo ostatecznie te igrzyska rozegrane zostaną bez publiczności. Od wielu miesięcy było wiadomo, że zagraniczni widzowie do Japonii nie wjadą, dlatego to właśnie miejscowi mieli ratować sytuację. Choć i od nich żądano wiele, chociażby okazywania radości bez krzyków i gwizdów. Dozwolone miałyby być jedynie oklaski.

To oni są najważniejsi

Sportowcy wyjeżdżają na treningi, zatem opuszczają wioskę olimpijską, ale to w niej spędzają większość czasu, a ochrona ma za zadanie nie dopuścić do sytuacji, w której mogliby mieć oni kontakt z niepożądanymi osobami. Testowani są codziennie, zresztą to w ich interesie, bo gdyby koronawirus niekontrolowanie rozprzestrzenił się po wiosce, mogłoby się skończyć nawet przerwaniem igrzysk. Przynajmniej takie sugestie padły na jednej z konferencji prasowych. Japońska dyscyplina w wiosce ma być podstawą, organizatorzy nie chcą blamażu, a żeby bezpiecznie pozostało do samego końca, ci którzy już zakończą zawody i zdobędą medale, powinni opuścić Japonię w ciągu 48 godzin.  

Do tej pory niewiele słychać było pozytywów co do organizacji igrzysk Tokio 2020. Nawet sportowe wiadomości o przygotowaniach zawodników zeszły trochę na dalszy plan. Ale mam nadzieję, że gdy zawody ruszą już na dobre, to sportowcy będą w centrum zainteresowania. To oni walczą o medale i są najważniejsi. 

Ważna jest też publiczność, której będzie brakowało na trybunach. Bo igrzyska to właśnie sportowcy i publiczność - nieodłącznie. Taka jest właśnie olimpijska idea.