Dzień pożaru

Reklama

- Każdy paryżanin ma doskonale zapisany ten dzień w pamięci. Wracałam wtedy z redakcji do domu, byłam w autobusie, kiedy zadzwonił mój redaktor naczelny. Powiedział, że mam natychmiast zawracać i od niego dowiedziałam się, że coś dzieje się przed katedrą. Było chwilę przed 19:00. Kiedy przyjechałam na miejsce, to powoli zaczęły zbierać się tłumy ludzi i przez pierwszą godzinę cały czas słyszeliśmy dźwięk syren straży pożarnej. Było je słychać w całym mieście - wspomina Magdalena Banach, francuska dziennikarka oraz wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy i Korespondentów Zagranicznych we Francji.

- Po prostu nie można było pozbyć się wrażenia, że to jest niedorzeczne, wręcz niemożliwe. Ale widząc te obrazy, widząc unoszący się znad dachu dym, trzeba było pogodzić się z tym, że to jest fakt. Wtedy zaczęło się gwałtowne rozmyślanie, jak to się mogło stać - wspomina Piotr Błoński, były dziennikarz Radia France International.

Reklama

Śledztwo w sprawie katedry zakończyło się w zeszłym roku. Prokuratura nie podała przyczyny pożaru, wykluczono celowe zaprószenie ognia i atak terrorystyczny.

- Niestety, w ostatnich latach pożary zabytków we Francji zdarzały się dość często. Spłonął na przykład Pałac Stanisława Leszczyńskiego w Lunévill w Lotaryngii oraz płonął Hotel Lambert na wyspie św. Ludwika. Oba w trakcie remontu, podobnie jak katedra Notre-Dame - dodaje Piotr Błoński.

- Żal z powodu utraty zabytkowej materii jest ogromny. Powinno się dokładnie zabezpieczyć teren podczas prac renowacyjnych, by nie dopuścić to takich tragedii. Spłonął dach - dębowe, kilkusetletnie belki. Teraz powstanie jego współczesna rekonstrukcja - komentuje Felicja Lamprecht, zajmująca się konserwacją kaplic w katedrze Notre-Dame - Należy dbać o regularny monitoring zabytków, co wchodzi w zakres tzw. konserwacji prewencyjnej. Nie znamy oficjalnej przyczyny pożaru w Notre-Dame. Są przypuszczenia, że kumulacja zabrudzeń więźby dachowej (wysuszone gniazda ptactwa, kurz) lub spięcie kabli elektrycznych mogły doprowadzić przy nawet małej iskierce do wywołania ognia - dodaje.

Sekwana uratowała Notre-Dame

- Kiedy stoi się przed płonącą katedrą i widzi moment, gdy łamie się iglica, gdy łamie się wieża i dochodził do nas ten huk, to są to tak przejmujące momenty, że czuć ból w całym ciele - wspomina francuska dziennikarka.

Pożar świątyni wybuchł przed 19:00. Niecałą godzinę później złamała się iglica katedry, a kilka minut po niej runął cały dach Notre-Dame.

- W centrum Paryża działy się wtedy głównie dwie rzeczy. Przede wszystkim w pierwszych godzinach pożaru starały się tam dotrzeć kolejne ekipy straży pożarnej, co było zresztą dość karykaturalne, ponieważ strażacy z najbliższej remizy, która jest 850 metrów od katedry, potrzebowali 25-30 minut, aby dojechać na miejsce. Stało się tak z powodu korków i nowego urządzenia centrum Paryża. Ponadto, była tam również policja, która starała się obronić okolice przed naporem ciekawskich ludzi, bo przyszło tam mnóstwo osób, aby zobaczyć, co się dzieje. Więc był tam wielki tłok, ponury nastrój i rozpacz ludzi - wspomina Piotr Błoński.

- Paryż bez katedry Notre-Dame to jest takie uczucie, jakbyśmy nie mieli ręki. To jest symbol miasta, więc byliśmy pełni podziwu dla pracy strażaków. Mówimy, że katedrę uratowały dwie rzeczy - strażacy i Sekwana - komentuje Magdalena Banach i dodaje - w momencie, gdy ponad 400 strażaków zaczęło pracę na miejscu, zabrakło wody. Wtedy padł pomysł, aby podłączyć pompy do Sekwany, która płynie tuż obok. I do tej pory mówi się, że Sekwana ratowała katedrę Notre-Dame.

- Przygnębienie, przerażenie i wybuch takiego przywiązania do Notre-Dame, który nie był wtedy może taki oczywisty. Sami komentatorzy we Francji byli tym zaskoczeni, do jakiego stopnia, mieszkańcy Francji niezależnie od przekonań, religii czy rasy przywiązani są do Notre-Dame. Nagle okazało się, że to jest "nasze". To znaczy, że wszyscy się z tym utożsamiają i to było wielkie przeżycie.

Od razu po pożarze katedry ruszyły zbiórki funduszy na jej odbudowę. Do tej pory udało się zebrać prawie miliard euro.

"Zawsze skaczemy" - czyli jak wygląda praca konserwatora zabytków

- Weszłam do katedry 5 miesięcy po pożarze. Na początku pracownicy oczyszczali teren, m.in. ze spalonych belek czy rusztowań, które się stopiły. Nad całą powierzchnią nawy głównej rozwieszono siatki, na wypadek, że gdyby coś się oderwało, aby nie spadło nam na głowy. Prace przerywane były alarmami ewakuacyjnymi. Wtedy opuszczaliśmy budowę, czekaliśmy, aż wszystko zostanie sprawdzone i dopiero mogliśmy wrócić do katedry - opowiada mi o swoich pierwszych tygodniach pracy Felicja Lamprecht, konserwatorka dzieł sztuki.

Podczas pożaru spłonął ołowiany dach, uwalniając tym samym około 460 ton ołowiu do atmosfery. Skażenie w okolicach katedry przekraczało wtedy normę nawet do 1300 razy.

- Dotykając ścian, czyszcząc je, cały czas musimy chronić się przed tym skażeniem. Podobnie jest, kiedy odkurzamy, wznawiamy ruch cząsteczek ołowiu w powietrzu. Musimy mieć maski, kombinezony, bierzemy prysznice, jak wychodzimy z katedry. Pracujemy zazwyczaj 8 godzin, z tym że trzeba doliczyć dodatkowe pół godziny, aby przejść przez całą procedurę. Gdy przechodzimy przez barierki, kierujemy się do specjalnych pawilonów dla pracowników. Tam dostajemy tzw. zestaw ochronny, czyli kombinezony, skarpety, bieliznę - jednym słowem wszystko. Potem przechodzimy do naszych szatni, gdzie każdy ma swoją kabinę zamykaną na klucz. Następnie bierzemy prysznic, ubieramy się i dopiero wchodzimy na teren budowy. I to wszystko zajmuje nam mniej więcej pół godziny, zanim faktycznie znajdziemy się na rusztowaniu gotowe do pracy - opowiada Felicja.

Zawód konserwatora zabytków zdominowany jest przez kobiety, choć nierzadko podczas prac przydałaby się męska ręka.

- Jeśli mam przykładowo do ściągnięcia nawarstwienia z gipsu i są to wielkie połacie, które trzeba skuć, to dobrze, by w ekipie znalazł się mężczyzna. Robiąc zaprawę, np. wapienno-piaskowa, to my nosimy worki z materiałami. Przyjęło się w mediach, że konserwator malarstwa ściennego to osoba z pędzelkiem w ręku wykonująca skrupulatną pracę. Jednak jest to zazwyczaj ostatni etap naszej interwencji, który w zależności od stanu zachowania zabytku stanowić może tylko 5% jej całości - opowiada Felicja.

Konserwator zabytków to wolny zawód. Duża część z tych osób ma swoje firmy, a ich praca zależy głównie od dostępnych na rynku projektów.

- Na zasadzie asekuracji trzeba brać udział w różnych projektach. Czasem jest tak, że wygrywamy 4 przetargi na raz i wtedy musi się człowiek rozdwoić, aby móc być wszędzie. Skaczemy wtedy od rusztowania do rusztowania - opowiada Felicja - Dodatkowo, trzeba brać pod uwagę, że mamy poza przetargiem jeszcze inne prace, więc zazwyczaj nie jesteśmy przypisani do jednego rusztowania i nie będziemy tam obecni codziennie. Większość z nas ma prywatnych klientów. Wykonujemy dokumentacje konserwatorskie, sondaże, czyli analizy stanu zachowania obiektów itp. Ten zawód charakteryzuje się swoją różnorodnością.

W katedrze cały czas trwają prace konserwatorskie. Teraz odbudowywany jest dach świątyni, odnawiane są drewniane rzeźby, płócienne obrazy oraz witraże.

Małe cuda Notre-Dame

- Kiedy stojąc przed katedrą, uświadomiliśmy sobie, co znajduje się w skarbcu świątyni, wpadliśmy w panikę. W sercu katedry znajdowały się działa sztuki i dla katolików dwie bardzo ważne relikwie - korona cierniowa i tunika króla Ludwika IX Świętego. Kiedy te skarby zostały wyniesione, odetchnęli - wspomina Magdalena Banach.

- Gdy zacząłem mieszkać w Paryżu 30 lat temu, pracowałem w Bibliotece Polskiej. Z okien widziałem tego charakterystycznego "pająka". Chodząc do pracy, przechodziłem obok katedry, więc miałem codzienny kontakt z Notre-Dame - wspomina Piotr Błoński i dodaje - Jednym z cudów, które jest dla mnie bardzo miłym wspomnieniem w tym wszystkim, jest ocalenie przepięknej rzeźby Madonny z Dzieciątkiem, która też symbolizuje Notre-Dame. Ona stała tuż pod skrzyżowaniem naw, czyli dokładnie tam, gdzie zawaliła się wieżyczka kościoła. I jak się okazało, że ta figura ocalała, to wzruszyłem się do łez - wspomina Piotr Błoński.

Jednym z największych sukcesów tej akcji gaśniczej było uratowanie dwóch wież, dzięki czemu nie zawaliła się cała budowla. Jak po odbudowie będzie wyglądała "nowa" Notre-Dame?

 - Trwają prace nad oczyszczeniem kamienia. Wieże zostały oczyszczone na długo przed pożarem. Jest to piaskowiec o waniliowym kolorze. Tak będzie wyglądało i wnętrze katedry po zakończeniu prac renowacyjnych. Dodatkowo swój blask odzyskają poszczególne kaplice, które pod warstwą czarnych zabrudzeń, kryją żywe i jasne barwy dekoracji ściennych - dopowiada Felicja Lamprecht.

Katedrę rocznie odwiedzało około 13 milionów turystów. Jej ponowne otwarcie zapowiedziane jest na lipiec 2024 rok.