Reklama

Antoni Cierplikowski przyszedł na świat zimą 1884 roku w Sieradzu, niewielkim miasteczku położonym w połowie drogi między Łodzią a Kaliszem. Nic nie zapowiadało, że ten cichy, drobny chłopiec, syn szewca i krawcowej, stanie się w przyszłości jedną z najbardziej barwnych i wpływowych postaci XX wieku. Twórcą nowoczesnego fryzjerstwa, przyjacielem gwiazd, doradcą królowych i rywalem Coco Chanel.

Z Sieradza do stolicy mody

Pierwsze kroki w zawodzie stawiał w Łodzi, gdzie terminował u wuja fryzjera. Podstaw fryzjerstwa nauczył się jeszcze w rodzinnym Sieradzu, a jego pierwszą modelką była siostra. Mama Antoniego od początku wiedziała, że jej syn ma talent artystyczny. To ona namówiła go na wyjazd do Łodzi. "Antek nie będzie chłopem. To artysta"- mawiała. W salonie fryzjerskim wuja Antoni wyróżniał się fantazją. Potrafił eksperymentować z fryzurami, które przyprawiały klientki o zawrót głowy. Był komplementowany za odważne cięcia i uczesania. Już wtedy zaczął poważnie myśleć o zagranicznej karierze.

Reklama

W 1901 roku, mając zaledwie 17 lat, wyruszył do Paryża. W jego wyobraźni to miasto jawiło się jako scena wielkiego teatru mody i elegancji. Do Francji przyjechał z jednym kufrem i kilkoma frankami w kieszeni. Ale też z ogromnymi ambicjami, które miały mu otworzyć drzwi do najwyższych salonów stolicy mody.

Początki były trudne. Antoni zatrudnił się w salonie fryzjerskim pana Decoux w samym centrum Paryża. Choć znał się doskonale na układaniu włosów i potrafił robić z nimi cuda, to zaczynał od prac pomocniczych w tym tkał peruki. Na jego umiejętnościach poznano się dopiero wówczas, gdy brakowało rąk do pracy i młody Antoine, bo tak go teraz nazywano,  został wezwany przez samego pana Decoux do pomocy. Nie tylko sposób, w jaki czesał klientki, wprawił jego szefa w zachwyt, ale też to, jak potrafił się obchodzić z kobietami, które trafiały na jego fotel. Co ciekawe, potrafił je przekonać nawet do umycia włosów przed uczesaniem, co w tamtym czasie było niespotykaną usługą, a raczej czynnością dość intymną wykonywaną w domowym zaciszu.

Antoine odmładza kobiety fryzurą a la garçonne

Sława Antoine’a rozchodziła się po Paryżu lotem błyskawicy. Młody fryzjer zaczął pracować na własną rękę. Przyjmował klientki w wynajętym mieszkaniu lub jeździł po całym mieście do rozkochanych w jego uczesaniach paryżankach. Prawdziwym przełomem w karierze Cierplikowskiego okazała się śmiała decyzja ścięcia włosów aktorce Ève Lavallière. Ponad czterdziestoletnia gwiazda paryskiego teatru Variétés miała wrócić po kilkumiesięcznej przerwie na scenę. Chciała pokazać, że jej kariera wcale nie zmierza do końca, że nadal jest młoda i pełna wigoru. Swój wizerunek powierzyła młodemu fryzjerowi z Polski, u którego już kilka razy się czesała. Cierplikowski zaproponował jej ścięcie włosów na chłopaka ("garçonne"), takie, jakie widział u nastolatek roznoszących pocztę. Zdjęcia odmłodzonej Lavallière z krótkimi włosami ukazały się we wszystkich gazetach. Paryżanki oszalały na punkcie fryzury a la garçonne, a sama Ève Lavallière wkrótce dostała rolę gimnazjalisty w jednej ze sztuk.

Antoine trafił na prawdziwy moment przełomu w modzie. Początek XX wieku był czasem, gdy kobiety zaczynały domagać się swobody, a ciasne gorsety i długie suknie ustępowały prostszym, wygodniejszym fasonom. Fryzjer z Polski doskonale wyczuł te zmiany. Zaproponowane przez niego chłopięce cięcie w latach dwudziestych stało się symbolem emancypacji. Zaczął eksperymentować z krótkimi fryzurami i jako pierwszy spopularyzował tzw. boba - fryzurę prostą, geometryczną, która nadawała kobietom pewności siebie. Po sukcesie Eve Lavallière klientkami Antoine’a zostały takie gwiazdy jak Sarah Bernhardt, Isadora Duncan, Eleonora Duse czy Mata Hari. Czesała się u niego Daisy Fellowes uważana w tamtym czasie za prawdziwą guru stylu i dobrego smaku. Była m.in. redaktorką naczelną francuskiego wydania "Harper’s Bazaar". Jej fryzury autorstwa Cierplikowskiego często prezentowano m.in. na okładkach magazynu "Vogue".

Paryska prasa szybko podchwyciła nazwisko młodego fryzjera. Antoine wiedział, że nie wystarczy być zdolnym - trzeba także umieć budować własny mit. Otworzył salon fryzjerski przy rue Cambon, gdzie każda klientka miał czuć się wyjątkowo, jak prawdziwa gwiazda. Już od progu witana była teatralnym ukłonem, i zamiast propozycji ścięcia włosów słyszała zapewnienia, że Antoine "stworzy nową kobietę".

"Zanim pani do mnie przyszła, była pani brzydka, nikt nawet nie chciał na panią spojrzeć, ja panią odmieniłem, proszę spojrzeć w lustro. Jeśli to się pani nie podoba, proszę wyjść i nie wracać!", mawiał (Marta Orzeszyna "Król fryzjerów, fryzjer królów. Antoine Cierplikowski").

Sam Antoine lubił powtarzać, że jego zadaniem jest nie tylko ozdabiać kobiety, ale zmieniać ich życie. W jednej z anegdot wspominano, jak pewna kobieta po wizycie u niego wyszła z salonu tak odmieniona, że jej mąż nie poznał jej na ulicy i... próbował się z nią umówić. Tego rodzaju opowieści rozchodziły się szeroko, wzmacniając przekonanie, że Antoine jest cudotwórcą, kimś więcej niż fryzjerem - artystą, magikiem kobiecego wizerunku.

Jego salon poza strzyżeniem i czesaniem oferował również inne zabiegi i usługi jak manicure i pedicure czy upiększanie twarzy. Cierplikowski dbał o jakość usług, maniery i wyszkolenie załogi oraz o nowinki techniczne. Jako pierwszy w Paryżu zastosował elektryczną suszarkę do włosów, co samo w sobie stało się atrakcją i przyciągało klientki. W salonie przy rue Cambon można było kupić kosmetyki. Był też bar z modnymi wówczas koktajlami i przekąskami. Panowała tam miła i dyskretna atmosfera, a klientki umawiały się tam z przyjaciółkami, by nie tylko skorzystać z usług Antoine’a i jego świty, ale też przy okazji poplotkować.

Zazdrosna sąsiadka Coco Chanel

Sąsiadką Cierplikowskiego z rue Cambon była Coco Chanel. Ona również zabiegała o miejsce w paryskim świecie mody. Podpatrywała sławnego już wtedy sąsiada. Jedni biografowie Chanel piszą, że jej czarne włosy ściął sam Cierplikowski, inni, że zrobiła to sama, niechętnie przyznając, iż inspiracją były zadowolone klientki Antoine’a. Coco dostrzegła w Antonim konkurenta, gdyż w jego salonie zatrudniona była nawet modystka, która dopasowywała nakrycia głowy do nowych fryzur. Coco uważała, że Cierplikowski odbiera jej tym samym klientki.  Ich relacja była pełna napięcia. Plotkowano, że między nimi istniała cicha rywalizacja, kto ma większy wpływ na paryskie elegantki. Mawiano, że projektantka jest zazdrosna o sukcesy Cierplikowskiego oraz o to, że klientki go uwielbiały, a za nią nie przepadały. Fryzjer z Sieradza też potrafił dopiec sąsiadce. Mówił z przekorą, że kobieta bez dobrej fryzury nigdy nie będzie dobrze ubrana, choćby nosiła najpiękniejszą sukienkę Chanel. Coco do końca życia twierdziła, że nie cierpi fryzjerów.

Antoine miał dar przyciągania artystów i gwiazd. W jego salonie bywała Greta Garbo, która ceniła dyskrecję i wyczucie fryzjera. Edith Piaf przychodziła do niego, gdy potrzebowała metamorfozy przed trasą koncertową. W późniejszych latach Brigitte Bardot zawdzięczała mu fryzury, które dopełniały jej wizerunku symbolu seksu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

Królowe, księżne, pierwsze damy - wszystkie wiedziały, że wizyta u Antoine’a to coś więcej niż fryzura. Czesał żonę króla Szwecji Wiktorię, Marii Józefę Belgijską, księżniczkę Małgorzatę - siostrę późniejszej królowej Elżbiety II. Co, więcej Cierplikowskiemu powierzono nadzór nad pracą 400 fryzjerów w czasie koronacji króla Anglii Jerzego VI. Sytuacja powtórzyła się wiele lat później, gdy na tronie miała zasiąść królowa Elżbieta II.

Antoine był pierwszym fryzjerem-celebrytą, człowiekiem, o którym pisały gazety nie tylko w rubrykach mody, lecz także w kronikach towarzyskich. Jego fotografia zdobiła magazyny, a każdy gest, każde słowo stawało się tematem komentarzy. Miał świadomość, że nie tylko kreuje fryzury, ale i własny mit - mit chłopca z prowincji, który zdobył Paryż i świat.

Kosmetyczne imperium Antoine’a

W latach 20. XX wieku Antoni Cierplikowski był już prawdziwą gwiazdą, a jego interes rozkwitał w pełni. Słynny salon przy rue Cambon w Paryżu przeżywał oblężenie - na wizytę trzeba było czekać tygodniami. Ceny należały do najwyższych, bo Antoine ustalał je indywidualnie w zależności od klientki, lecz mimo to chętnych nie brakowało. Nie tylko paryżanki, lecz także zamożne Amerykanki specjalnie przyjeżdżały do Francji, by dać się ostrzyc mistrzowi. Cierplikowski potrafił za taką wizytę zażądać nawet kilkuset dolarów. Sukces i rosnące wpływy finansowe sprawiły, że wraz z żoną zaczął otwierać nowe salony w innych miastach Francji i Europy - w Cannes, Marsylii, Londynie oraz Warszawie przy ul. Mazowieckiej 12. Kolejne zakłady Antoine’a powstawały w Japonii, Kanadzie, USA, Portugalii, Szwecji. W jego paryskim salonie pracowało 150 osób, a na świecie łącznie 3 tysiące. Stworzył prawdziwe imperium.

Kiedy interesy zaczęły przynosić ogromne zyski, jego żona Marie-Berthe postanowiła zainwestować je w kolejne przedsięwzięcia. W Paryżu małżeństwo otworzyło nowoczesną szkołę kosmetyczną przy rue Saint-Didier, doskonale wyposażoną i prowadzoną przez Antoine’a, który w tej roli wykazał niezwykły talent pedagogiczny. Absolwenci szkoły cieszyli się znakomitą reputacją i byli poszukiwani przez najlepsze salony. Drugim pomysłem była marka kosmetyczna Produits de beauté Antoine, z siedzibą w Paryżu i fabryką w Gravigny. Firma produkowała luksusowe pudry, kremy i lakiery do paznokci. Eleganckie opakowania, zaprojektowane przez Sarę Lipską lub samego Cierplikowskiego, trafiały do sprzedaży w najbardziej ekskluzywnych miejscach.

Antoine, człowiek nieprzeciętnie twórczy, sam opracowywał receptury kosmetyków. Już w latach 20. wynalazł lakier do włosów, który pozwalał mu tworzyć fantazyjne fryzury dla swoich klientek. Przygotowywał też oryginalne szampony z dodatkiem olejków, jajek, rumu i rumianku - inspirowane doświadczeniami, które zapamiętał z rodzinnego domu w Sieradzu. To on stworzył również pierwszy na świecie samoopalacz, Orange Geleé, który odniósł ogromny międzynarodowy sukces. Do niego dołączył serię kremów do opalania Bain de Soleil oraz kosmetyki ochronne na zimę. Jego produkty przeciwsłoneczne stały się hitem w Stanach Zjednoczonych, a firma Antoine’a już wtedy konkurowała firmą L’Oréal.

Szklany dom i szklana trumna

Antoni Cierplikowski żył jak milioner. Gdyby nie żona pewnie szybko roztrwoniłby fortunę, która rosła pod jej opieką. Organizował bale, które przechodziły do historii. Zapraszał na nie gwiazdy, projektantów, artystów, arystokrację i milionerów. Sale dekorował z rozmachem - kryształowe żyrandole, egzotyczne kwiaty, fantazyjne stroje gości. Były to nie tylko przyjęcia, ale prawdziwe spektakle, podczas których Antoine pokazywał nowe fryzury niczym dzieła sztuki. Sam swoje włosy farbował na błękitno, jeździł samochodem ze specjalnie wytłaczaną karoserią. Nosił kolorowe fraki, albo dla odmiany pelerynę i biały habit. Robił makijaż, ręce i nogi ozdabiał srebrnymi bransoletami. Uwielbiał też nosić buty na obcasach i to najlepiej szklanych.

Jego paryski dom również był nietuzinkowy. Jego apartament przypominał teatr - pełny luster, rzeźb, egzotycznych dekoracji, z których każde miało swoją historię. Był kolekcjonerem sztuki, przyjacielem artystów i mecenasem, który wspierał wielu twórców, m.in. Modiglianiego, Fujitę, Kislinga, Picassa. Jego przyjacielem był Xawery Dunikowski i Sara Lipska. Lubił otaczać się pięknem i traktował życie jak nieustanną inscenizację. Goście opowiadali, że wizyta u Antoine’a była jak podróż do innego świata, gdzie granica między rzeczywistością a sztuką zacierała się niemal całkowicie. Cały Paryż mówił o jego szklanym domu ze szklanymi schodami i balustradami. Sensację wzbudzał umieszczony pośrodku ogrodu, ustawiony na szklanych kolumnach, szeroki kielich z kryształu w kolorze rubinu.

Cierplikowski z kolei tłumaczył, że "szkło izoluje przed szkodliwym promieniowaniem i pozwala mu się zrelaksować po ciężkiej pracy", dlatego też sypiał w szklanym łóżku przypominającym trumnę. To już uważano za szczyt ekstrawagancji.

Amerykański sen i powrót do Paryża

II wojna światowa zastała Antoine’a w USA. Nawiązał wówczas kontakty z wytwórnią filmową MGM i czesał amerykańskie gwiazdy kina. Jego ulubienicą była Betty Davies, ale czesał też Gretę Garbo, Glorię Swanson, Marlenę Dietrich, Joan Crawford i Ritę Hayworth.

Po wojnie wrócił do Paryża, ale nie potrafił się tu odnaleźć. jego sława we francuskiej stolicy przygasła. Nadal miał sławne klientki jak choćby aktorki Simone Signoret, Annie Girardot, Juliette Gréco i Brigitte Bardot.

Antoine, który przez lata tworzył fryzury symbolizujące wolność i radość, musiał zmierzyć się z nową rzeczywistością. Fryzjerstwo zmieniły się nieodwracalnie. Na scenie pojawiły się nowe nazwiska, nowe pokolenie projektantów i stylistów. Miał już ponad sześćdziesiąt lat, ale wciąż próbował utrzymać dawną pozycję. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych jego klientki wciąż należały do elit, lecz młodsza publiczność coraz częściej wybierała nowych fryzjerów. Sam Antoine, przywiązany do swojej legendy, reagował na to z mieszaniną melancholii.

Mimo to nadal był postacią obecną w życiu towarzyskim. Jednak wystawne bale odeszły w zapomnienie. Do tego znacznie pogorszyły się relacje Cierplikowskiego z jego żoną. Marie-Berthe zniecierpliwiona trwonieniem przez Antoniego pieniędzy na utrzymanków zażądała rozwodu. Po spędzonych wspólnie sześciu dekadach małżonkowie podzielili majątek na pół i się rozstali.

Grób w Sieradzu, dłoń w Paryżu

To wówczas Antoine zdecydował się na zaskakujący krok - powrót do Sieradza. Cierplikowski miał wówczas już 87 lat. Ekstrawagancki dom z tarasem, z którego rozciągał się widok na Paryż i wieżę Eiffla, zamienił na drewniany dom bez wygód. Co prawda szybko zrobił z niego swoiste muzeum własnej kariery. Ściany zdobiły fotografie z największymi gwiazdami, meble pochodziły z paryskich rezydencji, a wśród pamiątek znalazło się nawet wspomniane szklane łóżko, które wciąż wzbudzało sensację.

Dla mieszkańców Sieradza jego obecność była wydarzeniem. Antoine stał się lokalną legendą - ludzie mówili o nim z dumą, że ich miasto dało światu "króla fryzjerów". Dzieci biegały pod jego okna, by choć na chwilę zobaczyć starszego pana w czerwonym garniturze, bo tak lubił się ubierać, który jeszcze niedawno strzygł królowe i aktorki. W ostatnich latach życia mówił, że czuje się jak aktor, który zszedł ze sceny, ale nadal żyje w świecie reflektorów i dekoracji. Wspominał swoje bale, podróże, rywalizację z Chanel, spotkania z Garbo, Bardot i Bernhardt. "Przeżyłem życie jak spektakl - mawiał - i chciałbym, żeby tak mnie zapamiętano".

Antoni Cierplikowski zmarł 5 lipca 1976 roku w Sieradzu, w wieku 92 lat. Chciał być pochowany w Paryżu i wymarzył sobie, że jego szklaną trumnę będą niosły kobiety, bo przecież dla nich tworzył fryzury. Niestety tak się nie stało. Król fryzjerów został pochowany na cmentarzu w Sieradzu. Na jego grobie umieszczono pomniejszoną kopię rzeźby Dunikowskiego "Fatum". Aby choć trochę wypełnić wolę mistrza w 1992 roku na cmentarzu Passy w Paryżu... pochowano jego prawą dłoń.

A co stało się z fortuną Antoine’a? Wiadomo jedynie, że jeszcze w latach 60. przekazał Muzeum Narodowemu w Warszawie dzieła przyjaciela, Xawerego Dunikowskiego, a także prace Olgi Boznańskiej, biżuterię, stroje i projekty. Co do reszty majątku to prawdopodobnie jego spadkobiercą został tajemniczy pan Gabriel z Cannes.

Legenda Antoine’a Cierplikowskiego przetrwała do dziś, choć trochę przykurzona. Współcześni historycy mody i sztuki podkreślają, że był nie tylko fryzjerem, ale także kreatorem epoki. To on sprawił, że fryzura stała się czymś więcej niż dodatkiem - stała się manifestem, wyrazem osobowości, symbolem wolności. Jego bob i garçonne to nie tylko fryzury, ale kamienie milowe w historii emancypacji kobiet. Jego bale były nie tylko zabawami, ale manifestacjami sztuki życia. Jego ekstrawagancje - od trumny po kolorowe psy - wpisywały się w szerszą opowieść o artyście, który traktował życie jak scenę.

Można powiedzieć, że życie Cierplikowskiego to gotowy scenariusz, tymczasem nawet mistrz z Sieradza zaskakuje. Słynny fryzjer stał się już bowiem bohaterem sztuki teatralnej "Coiffeur pour dames" Marcela Gerbidona i Paula Armonta, na podstawie której nakręcono dwa filmy - w 1933 i w 1952 roku. W Polsce sztuka o jego życiu znana pod tytułem "Napoleon ondulacji" była wystawiana w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Antoine zagrał też samego siebie w krótkiej scenie z filmu Sachy Guitry "Bonne chance". Kilkukrotnie wystąpił na deskach paryskich teatrów wcielając się w rolę Léonarda, fryzjera Marii Antoniny oraz w siebie samego w operze buffo "Cléopâtre chez Antoine" (Kleopatra u Antoine’a), napisanej przez Léona Guillot de Saix.