W trakcie swojej sześćdziesięcioletniej kariery, obejmującej film, telewizję i teatr, Richard Chamberlain grał wszystkie rodzaje ról: począwszy od szekspirowskiego Hamleta ma londyńskim Est Wendzie, poprzez Aramisa - jednego z "Trzech muszkieterów" i Jasona Bourne'a w "Tożsamości Bourne'a" - dwie dekady przed tym nim wcielił się w niego Matt Damon, aż po awanturnika poszukiwacza przygód Allana Quatermaina w "Kopalniach króla Salomona", czy wreszcie legendarnego lowelasa w "Casonovie". Jednak żadna z filmowych czy scenicznych ról nie przyniosła mu takiej popularności jak role w telewizyjnych serialach, które za jego sprawą zyskały status kultowych
Mowa o trzech głośnych produkcjach, które ukształtowały jego karierę i wizerunek. Emitowany przez stację NBC od 1961 do 1965 roku pierwszy w historii serial medyczny "Dr Kildare", zrealizowany 15 lat później przygodowy "Szogun" oraz jeden z największych melodramatycznych przebojów lat 80. - "Ptaki ciernistych krzewów". Wszystkie przyniosły mu Złote Globy i zasłużony status króla seriali. Nie było dotąd drugiego aktora, któremu trzy razy z rzędu, w kompletnie odmiennych gatunkowo serialowych produkcjach, udałaby się sztuka totalnego zawładnięcia widzami i całkowitego utożsamienia z graną postacią.
To udało się w całej historii telewizji jedynie Richardowi Chamberlainowi. I nie sposób ukryć, że głównym powodem wyborów obsadowych twórców tych produkcji była jego aparycja. On sam tymczasem całe życie robił wszystko, by pozbyć się stempla "ekranowego amanta".
Urodzony jako George Richard Chamberlain w Los Angeles, 31 marca 1934 roku, otrzymał imię po dziadku, ale zawsze nazywano go Richardem. On i jego starszy brat Bill dorastali w Beverly Hills, w miejscu, które Chamberlain nazywał "złą stroną Wilshire Boulevard".
Jego matka była gospodynią domową, a ojciec sprzedawcą w małej firmie produkującej wyposażenie sklepów spożywczych. Nie miał dobrych wspomnień z dzieciństwa - Charles Chamberlain był alkoholikiem, którego ciągi alkoholowe niszczyły rodzinę. Potrafił gnębić chłopców, którzy starali się spędzać jak najwięcej czasu poza domem. Kiedy był nastolatkiem, ojciec dołączył do Anonimowych Alkoholików i wyszedł z nałogu i nawet stał się znanym działaczem organizacji AA. Nigdy nie zaprzestał jednak odreagowywać problemów na dzieciach. Wiele lat później Chamberlain opowiedział o znęcaniu się psychicznym, jakiego doświadczył w dzieciństwie. Opisał, jak "śmiertelny uśmieszek" jego ojca i jego przemoc psychiczna sprawiały, że czuł się, jakby "krojono go maczetą".
Po ukończeniu college'u, w którym przez cztery lata uprawiał lekkoatletykę, wybrał kierunek artystyczny na prywatnej uczelni Claremont. Zrobił licencjat na kierunku malarskim, ale mimo wielkiej nieśmiałości zaczął "dorabiać" na wydziale dramatycznym. Niezwykła uroda sprawiła, że niemal siłą wepchnęły go tam koleżanki z wydziału. Ku swojemu zdumieniu, jak później pisał, "szybko stracił głowę dla sztuki dramatycznej". Postanowił zostać aktorem.
Niestety, po ukończeniu studiów został powołany do wojska i spędził 16 miesięcy w Korei Południowej, w oddziale piechoty. Dopiero po powrocie do Los Angeles, został przyjęty na warsztaty aktorskie prowadzone przez znajdującego się na "czarnej liście Hollywood" (mowa o filmowcach oskarżanych o rzekome związki z komunistami) wybitnego aktora Jeffa Coreya. Bardzo szybko zdobył agenta. Wraz z kolegami założył działającą głównie w Los Angeles grupę teatralną Company of Angels.
Zadebiutował w telewizji w wieku 25 lat, w jednym z odcinków serialu "Alfred Hitchcock przedstawia". Szybko zaczął też pojawiać się w rolach gościnnych w serialach. Na początku 1961 roku stacja NBC otrzymała niezwykle realistyczny scenariusz E. Jacka Neumana, który spędził kilka miesięcy pracując ze stażystami w dużym szpitalu. Postanowiono przerobić go na serial. Rozpoczęło się szukanie aktora. 27-letniego Chamberliana, wyglądającego jak młody bóg, niemal jednogłośnie wybrano na odtwórcę roli tytułowego doktora Jamesa Kildare'a.
Ponoć ubiegał się o nią także dwa lata młodszy od niego Robert Redford.
Wyprodukowany przez MGM Television "Dr Kildare" został oparty na fikcyjnych postaciach lekarzy stworzonych przez Maxa Branda w latach 30. XX wieku, wcześniej wykorzystanych w popularnej serii filmowej i słuchowisku radiowym. Nie tylko był to pierwszy serial medyczny w historii telewizji, ale wpłynął także na wiele późniejszych programów telewizyjnych zajmujących się medycyną.
"Dr Kildare" początkowo opowiadał historię młodego stażysty dr Jamesa Kildare'a, pracującego w dużym szpitalu "Blair General Hospital" . Piękny James nie tylko odkrywał tajniki swojego zawodu, próbował też radzić sobie z problemami pacjentów i zasłużyć na szacunek mentora, doktora Gillespie'a (w tej roli wówczas wielki gwiazdor Raymond Massey). W trzecim odcinku serialu Gillespie mówi Kildare'owi: "Naszym zadaniem jest utrzymanie ludzi przy życiu. Nie możemy im mówić, jak mają żyć, tak samo jak nie możemy im mówić, jak mają umierać". Kildare jednak ignoruje rady, a jego podejście do pacjentów stanowi sedno opowieści w ciągu kolejnych czterech sezonów. Z czasem, gdy bohater awansował na rezydenta, odcinki zaczęły się mniej koncentrować na nim i jego kolegach, a bardziej na historiach poszczególnych pacjentów i ich rodzin.
Serial stał się hitem pierwszej dziesiątki już w pierwszym sezonie, a Chamberlain otrzymywał kilkanaście tysięcy listów tygodniowo od fanów. Zaowocował około-serialowymi przedsięwzięciami - komiksami, zabawkami, kartami kolekcjonerskimi, lalką i innymi gadżetami z podobizną Kildare'a w białym fartuchu. A wreszcie płytami z piosenkami Chamberlaina śpiewanymi w programie. Nagle odkryte zdolności wokalne aktora doprowadziły do powstania kilku przebojów. Najpopularniejszy, będący tematem przewodnim serialu, skomponowanym przez Jerry'ego Goldsmitha, zmienił się w piosenkę pt. "Three Stars Will Shine Tonight". Szybko osiągnął nawet 10. miejsce na liście Billboard Hot 100 Charts. Chamberlain stał się nie tylko idolem milionów kobiet, ale także nastolatków.
Sam serial okazał się fenomenem. Odcinki często pokazywały choroby rzadko omawiane w telewizji, w tym uzależnienie od narkotyków, niedokrwistość sierpowatą i padaczkę. Napisano także odcinki o chorobach wenerycznych (na osobistą prośbę prezydenta Lyndona B. Johnsona ) i o tabletkach antykoncepcyjnych, ale nigdy nie wyprodukowano, bo MGM się nie zgodziło. Porady zapewniało Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne, którego nazwa pojawiała się na końcu każdego odcinka.
Wpływ programu był tak duży, że widzowie czasami pisali do Chamberlaina, prosząc "Dr. Kildare'a" o... poradę medyczną.
"Kildare był dla mnie niesamowitym wytchnieniem i wspaniałą, choć wyczerpującą, kosmiczną jazdą" - wspominał aktor w swojej autobiografii z 2003 r., "Shattered Love". "Chociaż uważano mnie bardziej za amanta niż poważnego aktora, to dzięki niemu stałem się sławny" - podkreślał.
Choć był sławny i bogaty, Chamberlain wciąż miał świadomość, że jego aktorstwu daleko do poziomu, o jakim marzył. Na przyjęciu z okazji zakończenia serialu w 1966 roku doświadczony angielski aktor Cedric Hardwicke powiedział mu: "Wiesz, Richardzie, stałeś się gwiazdą, zanim zdążyłeś nauczyć się grać".
Wziął sobie mocno do serca te słowa i zaczął grać w teatrze, odrzucając propozycje kolejnych serialowych postaci.
W 1966 roku został obsadzony u boku Mary Tyler Moore na Broadwayu w sztuce "Śniadanie u Tiffany'ego", ale po okresie próbnym uznano, że spektakl się nie udał i po pokazach przedpremierowych zrezygnowano z niego. Kilkadziesiąt lat później miał powrócić na Broadway w wznowieniach "My Fair Lady" i w "Dźwiękach muzyki".
Wkrótce postanowił wyjechać do Anglii "po nauki". Mimo ambitnych planów, by podjąć studia w londyńskiej szkole, nie zdążył nawet do niej się zapisać, gdy dostał propozycję dużej roli, w swoim pierwszym "poważnym" filmie - w dramacie "Petulia", wyreżyserowanym przez Richarda Lestera. Wcielił się w agresywnego męża znakomitej Julie Christie. Film był dramatem obyczajowym, rozgrywającym się w latach 60. XX wieku w Ameryce. Rozwiedziony chirurg (George C. Scott) poznaje piękną młodą kobietę Petulię Danner (Julie Christie), która jest żoną przystojnego, ale agresywnego Davida (Chamberlain). Rozpoczyna się między nimi romans, który burzy życie całej trójki. Rola przyniosła mu świetne recenzje, a jeszcze lepsze zdobył za kreację u boku wielkiej Katharine Hepburn w filmie "Wariatka z Chaillot" (1969).
Ale największym sukces odniósł w 1969 roku, gdy zagrał tytułową rolę w "Hamlecie" w Birmingham Repertory Theatre, stając się pierwszym Amerykaninem, który zagrał tam tę rolę od czasów Johna Barrymore'a, w 1925 roku. Otrzymał doskonałe recenzje i powtórzył tę rolę w telewizji w 1970 roku dla stacji Hallmark Hall of Fame .
Podczas pobytu w Anglii nie marnował czasu. Brał lekcje śpiewu i sporo grał na londyńskim West Endzie. Szybko też opanował "brytyjski angielski", pozbywając się tzw. "gęgania" typowego dla aktorów amerykańskich. Przez kolejne dekady robił wszystko, by grać z brytyjskim akcentem, który nazywał "jedynym, jaki przystoi aktorowi".
W latach 70. Chamberlain wystąpił w wielu uznanych, bardzo różnych gatunkowo filmach i zawsze były to duże role. Poczynając od "Lady Caroline Lamb" (wcielił się w Lorda Byrona), poprzez "Trzech muszkieterów" (1973) i jego kontynuacji "Czterej muszkieterowie" (1974), w których zagrał Aramisa, po głośne kino katastroficzne "Płonący wieżowiec" (1974), gdzie pojawił się w złowrogiej roli nieuczciwego inżyniera. Potem był "Hrabia Monte Christo", w którym zagrał z sukcesem tytułową rolę (1975). W musicalu "Pantofelek i róża", na podstawie Kopciuszka, z udziałem Gemmy Craven, znowu pokazał swój talent wokalny, wzbudzając podziw. Wkrótce powstał "Człowiek w żelaznej masce" Mike’a Newella, w którym zagrał także główną rolę (1977).
Przez ten cały czas próbowano łączyć go z różnymi kobietami, ale mimo wysiłków kolejnych wytwórni, nic z tego nie wychodziło. Richard Chamberlain starał się ukrywać przed opinią publiczną swoją orientację seksualną: fakt, że był gejem. Mimo że jego przyjaciele i ludzie z branży filmowej o tym wiedzieli, unikał mówienia o swoim życiu prywatnym w wywiadach. Kontrolował się na każdym kroku, bojąc się, że wpłynie to na karierę, bo przecież najczęściej grywał mężczyzn rozkochujących w sobie kobiety. Dlatego adorował kolejne aktorki, z jakimi grywał, nieustannie żyjąc w strachu.
Chamberlain długo nienawidził siebie za to, że jest gejem. Wstydził się tego, jak wyznał w 2003 r. w wywiadzie dla "Los Angeles Times". "Byłem tak samo homofobiczny jak wtedy każdy inny facet" - powiedział. "Dorastałem, myśląc, że nie ma nic gorszego, niż bycie gejem".
Ale wszystko się zmieniło, gdy w 2003 r. wydał swoje szczere wspomnienia "Shattered Love". Jak sam powiedział, w tym czasie nie musiał już "bronić żadnego wizerunku". Do tego czasu żył w ponad dwudziestoletnim związku z Martinem Rabbettem, aktorem, producentem i reżyserem, co na jego prośbę obaj ukrywali. Mieszkali razem na Hawajach, aż Chamberlain wrócił do Los Angeles w 2010 roku. Pozostali jednak w przyjaźni.
"Zajęło mi 68 lat, aby zdać sobie sprawę, że myliłem się co do siebie. Wcale nie byłem okropny. A teraz nagle jestem wolny. Poza więzieniem, które zbudowałem dla siebie. To odurzające. Mogę o tym mówić pozytywnie, ponieważ już się nie boję".
Mimo obaw o reakcję opinii publicznej, spotkał się z akceptacją i ciepłem.
"Wszyscy byli tak wspierający, tak pozytywnie nastawieni" - powiedział. "W Nowym Jorku ludzie podchodzili do mnie na ulicy i w teatrach. Nieznajomi podnosili kciuki do góry i mówili: Wszystkiego najlepszego. Jestem po prostu zdumiony zmianą, jaką odczuwam teraz wobec własnego życia. Pokochałem siebie" - mówił szczerze.
Ale dużo wcześniej, bo w pierwszej połowie lat 80., powrócił w dwóch kolejnych wcieleniach serialowych, które znowu przypomniały widzom, kto jest królem tego gatunku.
14 lat po zakończeniu emisji "Dr Kildare’a" na ekrany telewizorów trafił "Szogun". Tym razem charyzmatyczny i porywczy, odmieniony, z brodą i dłuższymi włosami, wcielił się w postać angielskiego żeglarza Johna Blackthorne’a.
"Szogun" to amerykański historyczny miniserial dramatyczny, (który doczekał się także fabuły), oparty na powieści Jamesa Clavella o tym samym tytule. Początkowo rolę zaproponowano Seanowi Connery’emu, który ją odrzucił. Wtedy przejął ją Chamberlain.
Serial jest produkcją amerykańsko-japońską. Został wyreżyserowany przez Jerry'ego Londona, a obok Richarda Chamberlaina wystąpił wybitny japoński aktor Toshiro Mifune. "Szogun" został luźno oparty na przygodach angielskiego nawigatora Williama Adamsa, który w 1600 roku trafił do Japonii i osiągnął tam wysokie stanowisko w służbie szoguna.
Po tym, jak jego holenderski statek handlowy Erasmus i ocalała załoga zostają wyrzucone na brzeg przez gwałtowny sztorm w Anjirom na japońskim wybrzeżu, major John Blackthorne, angielski nawigator statku, trafia do niewoli. Pojmany przez samurajów. Z czasem dostaje propozycję odzyskania wolności za decyzję wyrzeczenia się swojej angielskiej tożsamości. Drugim warunkiem jest dostosowanie się do japońskiej kultury i obyczajów. John nie ma wyjścia, przyjmuje warunki.
Tłem dla losów brytyjskiego majora, który musi przyswoić obcą kulturę, są intrygi polityczne w feudalnej Japonii na początku XVII wieku. Silna pozycja Kościoła katolickiego stawia Blackthorne'a, protestanta, w dodatkowo niekorzystnej sytuacji. Tubylcy mają go za heretyka. Najbardziej wpływowym człowiekiem, któremu John musi się podporządkować i być posłuszny, jest lord Toranaga (Mifune), rywalizujący z innymi samurajami o pozycję szoguna czyli, wojskowego gubernatora Japonii.
Aby pomóc Anglikowi nauczyć się ich języka i zasymilować się z japońską kulturą, Toranaga przydziela mu nauczycielkę i tłumaczkę, piękną Lady Mariko. Blackthorne wkrótce się w niej zakochuje, bo przecież bez wątku miłosnego film z Chamberlainem nie istnieje. Ale Mariko jest już mężatką, a ich rozwijający się romans jest ostatecznie skazany na niepowodzenie.
W finale Clavell zostaje doceniony przez szoguna, zdobywa pozycję i stanowisko nigdy wcześniej nie dostępne człowiekowi spoza kręgu samurajów.
Serial śledziły miliony widzów na całym świecie, a Zote Globy ekipa wynosiła z gali nagród workami. I wtedy pewnie nikomu nie przyszło do głowy, że za trzy lata Chamberlain pojawi się w kolejnym serialu, który zrobi jeszcze większą furorę.
W przerwach między kręceniem "Szoguna" aktor zdążył jeszcze nakręcić "Kopalnie Króla Salomona" J. Lee Thompsona, w których partnerowała mu młodziutka Sharon Stone. Adaptacja popularnej powieści H. Ridera Haggarda opowiadała o poszukiwaczu przygód Allanie Quatermainie, wynajętym przez córkę zaginionego profesora historii sztuki, poszukującego legendarnych Kopalni Króla Salomona.
Ta wersja historii była lekkim, komediowym ujęciem książki, celowo nawiązującym do serii filmów o Indianie Jonesie (w której wystąpił również Rhys-Davies) i po trosze ją parodiującym. Wkrótce powstała jej kontynuacja.
"Jest taka legenda o ptaku, który śpiewa tylko jeden raz w życiu. Opuszcza gniazdo i szuka ciernistego krzewu. Gdy go znajduje, zaczyna śpiewać piękniej niż jakiekolwiek ziemskie stworzenie. A śpiewając, siada na najostrzejszym cierniu, który go zabija. Umiera, ale jego śpiew unosi się ponad cierpienie, nie może się z nim równać nawet śpiew skowronka czy słowika. Ten ptak żyje po to, by ten jeden raz zaśpiewać swoją pieśń, a wtedy świat zastyga w bezruchu. Bo to, co najważniejsze osiągamy za cenę wielkiego cierpienia".
Od tych właśnie słów zaczyna się jeden z najgłośniejszych melodramatów lat 80., który popularnością i ilością widzów przebiły tylko słynne "Korzenie". Świat się zmienił, serial się zestarzał, dziś pewnie taki tekst uznalibyśmy za pretensjonalny i wydumany. A jednak oglądany po ponad 40 latach nadal robi wrażenie, co sprawdziłam na sobie. I chyba nikt nie ma wątpliwości, że prócz dobrze napisanego scenariusza, w którym znajdziemy pogłębione psychologicznie portrety bohaterów, największa w tym zasługa urodzonego do takich ról Richarda Chamberlaina. I oczywiście znakomitej obsady aktorskiej: na czele z legendą Złotej Ery Hollywood, Barbarą Stanwyck, w roli bogatej arystokratki, która skomplikuje życie głównego bohatera.
Do roli księdza początkowo typowano Petera Straussa ("Pogoda dla bogaczy") i Christophera Reevesa ("Superman"). Dopiero potem uznano, że Chamberlain będzie najlepszym wyborem, choć ledwie skończył się "Szogun", gdy ruszały zdjęcia. Do roli Maggie, obiektu uczuć księdza Ralph de Bricassar, przesłuchiwano nawet Kim Bassinger i Michelle Pfeiffer. Ostatecznie uznano, że musi to być aktorka nie tylko piękna, ale również emanująca niewinnością i nieśmiałością. Zjawiskowa Rachel Wards okazała się idealnym wyborem.
Opowieść o zakazanej miłości przystojnego księdza i przepięknej, australijskiej dziewczyny z farmy, oparta na powieści Colleen McCullough, była wówczas drugim najlepiej ocenianym mini-serialem wszech czasów, ustępując jedynie wspomnianym "Korzeniom". Chamberlain uznał ten sukces za nieco zaskakujący, biorąc pod uwagę, że "tam była jedna tragedia po drugiej, po trzeciej i po czwartej. Nikt nie ocalał".
Z pozoru prosta opowieść o uczuciu, które nie może się spełnić, została wzbogacona o skomplikowane relacje bohaterów z rodziną i o wydarzenia z przeszłości, które kładły się cieniem na ich teraźniejszym życiu. Ralph poznaje Maggie jako małą dziewczynkę, a ona na jego oczach wyrasta na piękną, zakochaną w nim bez pamięci kobietę. W dodatku zupełnie nie zna miłości - nie była nigdy kochana przez złamaną własnym dramatem, nieczułą matkę. Każdy tu dźwiga swoje brzemię i nic nie jest oczywiste. Wybierając między karierą kardynalską w Watykanie, a uczuciem do Maggie, Ralph wybiera to pierwsze. Jednocześnie nie potrafi zrezygnować z łączącego ich uczucia, więc łamie śluby czystości. Będą spotykać się przez całe życie, oboje nieszczęśliwi i poranieni.
- Moja kara to wieczna niepewność, czy kocham Boga bardziej niż ciebie - słowa księdza Ralpha de Bricassarta do ukochanej Meggie wzruszały i niektórych gorszyły jednocześnie, wywołując wielkie emocje i burzliwe dyskusje na całym świecie. Pisano, że serial został potępiony przez Watykan, co zupełnie nie było prawdą.
Po raz kolejny gala Złotych Globów należała do produkcji z udziałem Richarda Chamberlaina. Po niej były nagrody Emmy i mnóstwo innych. Pisano o telewizyjnym "Przeminęło z wiatrem", choć to przecież zupełnie inna historia.
Właśnie kręcąc "Ptaki ciernistych krzewów" Richard Chamberlain poznał przyszłego partnera, Martina Rabbetta, z którym wyjechał na Hawaje i tam zamieszkał. Wciąż grał, ale niewiele, sporadycznie. W końcu czuł się szczęśliwy.
Zaczął znowu malować, napisał autobiografię, która była, jak już wiemy, równocześnie coming outem. Potem wydał także kilka tomików poezji. Gdy w 2010 roku wrócił do Los Angeles, zaczął pojawiać się gościnnie w serialach. Między innymi w "Braciach i siostrach", "Will i Grace" czy w "Leverage". Zagrał też w kilku horrorach, bo przyznał, że... go bawią.
W 2017 David Lynch obsadził go w serialu "Twin Peaks: The Return" jako Billa Kennedy’ego. Chciał mieć w obsadzie króla seriali. I trudno o bardziej symboliczne zdarzenie, bo przecież "Twin Peaks" to serial prawdziwie królewski.
Richard Chamberlain odszedł kilka dni przed swoimi 91. urodzinami na skutek komplikacji po ciężkim udarze. Nie zostawił następcy.