Reklama

Marta miała 16 lat, kiedy poznała Andrzeja. Był inny niż reszta jej otoczenia - inteligentny, wygadany, nie pił alkoholu. Oczarował ją. Szybko zostali parą i równie szybko wzięli ślub. 19-letnia wtedy Marta czuła, że wreszcie spotkała kogoś, kto ją rozumie. "Mój wybawiciel, rycerz na białym koniu" - myślała o mężu. To Andrzej dał jej czułość, której nie zaznała w domu rodzinnym. Lodowata matka nigdy nie okazywała jej emocji. Ojciec zawsze słuchał się żony, był dobrym człowiekiem, ciepłym, ale nadużywał alkoholu. W domu Marty nie było przemocy, ale nie było też miłości.

Andrzej prawił jej komplementy, podbudowywał poczucie wartości. Dla matki Marta wciąż była niewystarczająca, dopiero przy Andrzeju poczuła się kompletna. Czasami tylko w żartach rzucał, że mogłaby trochę schudnąć, zadbać o siebie. Później dodawał, że ją kocha, że jest świetna. Z czasem ta proporcja zaczynała się zmieniać: więcej było "żartów" a mniej pochwał. Z czasem Marta była też coraz bardziej tylko Andrzeja, a jej rodzina i znajomi stawali się rozmytym tłem. - Może właśnie na tym polega miłość? Na byciu wyłącznie dla tej jednej osoby? - zastanawiała się Marta.

Izolacja

Reklama

- Kiedy osoba doznająca przemocy zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że coś jest nie tak, często okazuje się, że doszło już do izolacji. Nie ma wokół bliskich osób, nie ma z kim porozmawiać, brakuje punktu odniesienia - tłumaczy Agnieszka Wolańczyk, psycholożka, psychoterapeutka i certyfikowana specjalistka do spraw przeciwdziałania przemocy, członkini zarządu Stowarzyszenia Niebieska Linia.

Izolacja to pierwszy z elementów mechanizmu określanego praniem mózgu. Polega na tym, że stosujący przemoc odcina osobę bliską od kontaktu z innymi ludźmi. I kiedy wokół nie ma już jej najbliższych, osoba stosująca przemocy zaczyna stosować drugi z elementów prania mózgu - poniżanie i degradację. Osoba doznająca przemocy zaczyna wątpić w to co widzi i myśli, podważa swoją rzeczywistość, gubi się. Wrażenie potęgowane jest słowami "wymyślasz sobie", "wiecznie coś ci nie pasuje", "jesteś wariatką".

Od przemocy zatraca się granica między tym, co jest miłością, a co kontrolą. - Osoba stosująca przemoc tłumaczy, że robi coś z miłości i troski. Jeśli czujemy, że nam się to nie podoba, to powinien być pierwszy sygnał, by z kimś porozmawiać - podkreśla psycholożka.

Las

Przez pierwszy rok po ślubie Marta i Andrzej mieszkali u jej rodziców. Po tym czasie, mając już dziecko, wyprowadzili się do wynajmowanego mieszkania. Tam wszystko się zmieniło.

Pierwsze uderzenie, wyrzucenie za drzwi i łzy spadły na Martę, jak lawina. Powodem pierwszej poważnej awantury był brak kolacji. Z czasem Marta zrozumiała, że zawsze będzie jakiś powód. Po pierwszym pobiciu wyprowadziła się z córką do rodziców. Mąż przepraszał, obiecywał, że to się nigdy nie powtórzy. Wróciła do niego po tygodniu.

- Kiedyś Andrzej zaproponował, że odbierze mnie wieczorem z pracy. Nigdy tego nie robił, ale wtedy miał coś do załatwienia w pobliżu. Była zima, a on wywiózł mnie do lasu. Ubzdurał sobie, ze go zdradzam. Bił mnie i dusił, mówił, że mnie zabije - wraca do wspomnień Marta. Wtedy wierzyła, że tego dnia mąż naprawdę ją zabije. Błagała, żeby tego nie robił, powtarzała, że przecież mają córkę, że dla niej musi żyć. Dopiero te słowa otrzeźwiły Andrzeja. Wrzucił ją do samochodu i razem wrócili do domu.

Sytuacji, w których Marta bała się o swoje życie było więcej. Innym razem Andrzej w napadzie furii chciał ją wyrzucić przez okno. Miłość i troska ustąpiły miejsce biciu, gwałceniu, znęcaniu się psychicznym i wpędzaniu w poczucie winy. - Uwierzyłam w to - mówi Marta.

Uwierzyła, że kolejne ciosy to kara za jej nieposłuszeństwo, że bez Andrzeja sobie nie poradzi. Znów była niewystarczająca.

- Inne kobiety mówiły, że mam fantastycznego męża. Przy ludziach mnie przytulał, mówił że mnie kocha. A ja milczałam, bałam się cokolwiek powiedzieć. W głębi marzyłam tylko o tym, żeby się od niego uwolnić - przyznaje.

Eskalacja

- Zazwyczaj osoba stosująca przemoc na zewnątrz jest bardzo pomocna, elokwentna, zabawna, lubiana. Zderzają się dwa światy, dwie odmienne narracje o tej samej osobie. Dlatego mówi się, że przemoc karmi się tajemnicą, ponieważ odbywa się w konkretnej relacji i zazwyczaj wtedy, kiedy inni tego nie widzą. To powoduje, że osoby doznające przemocy boją się, że nikt im nie uwierzy - podkreśla psycholożka Agnieszka Wolańczyk.

Zauważa, że nie w każdej relacji dochodzi do przemocy fizycznej. - Łatwo rozpoznać przemoc fizyczną, bo ona zostawia ślady. Trudniej bywa z psychiczną czy ekonomiczną i jest sporo osób, które jej doznają, ale nie szukają pomocy z różnych względów, choćby dlatego, że otoczenie nie postrzega w nich osób krzywdzonych- mówi.

A przemoc może mieć wiele twarzy. Może to być zastraszanie czy grożenie, które paraliżuje i powoduje, że boimy się mieć swoje zdanie, podjąć jakąkolwiek decyzję samodzielnie.

- Jest to bardzo niebezpieczne, nie dochodzi może do pobicia, ale konsekwencje również są bardzo dotkliwe, bo taka osoba może doświadczać stanów lękowych, chorób psychosomatycznych, mieć zaniżone poczucie własnej wartości - wylicza Wolańczyk.

Przyznaje, że osoby doznające przemocy często myślą, że muszą być posłuszne, bo wtedy nie będzie kolejnych awantur. - A to nie od nich zależy, czy będą awantury, tylko od osoby stosującej przemoc, bo to ona nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami - mówi psycholożka. I dodaje: - Niezatrzymana przemoc zawsze będzie eskalować.

Obdukcja

Przemoc Andrzeja z każdym rokiem się nasilała, coraz częściej powtarzał, że zabije Martę, jeśli będzie chciała odejść. Każda niesubordynacja wobec męża była karana. Do bicia szybko dołączyły gwałty, po których Marta długo nie mogła dojść do siebie.

- Miałam 21 lat. Mąż zabronił mi pójść na spotkanie firmowe, ale poszłam. Wtedy jeszcze myślałam, że nie będzie mi mówił co mam robić. Wróciłam do domu i przebrałam się w piżamę, a on wyrzucił mnie na balkon i zamknął drzwi. Stałam tak na mrozie przez godzinę. Wyszarpał mnie do środka i zgwałcił. Czułam się strasznie, nie mogłam zrozumieć, dlaczego to go podnieca, czułam obrzydzenie - wraca do trudnych wspomnień Marta.

W międzyczasie na świat przyszła ich druga córka. Kiedy dziewczynka miała dwa lata, matka po raz pierwszy zdecydowała się pójść na obdukcję. Złamany nos, noga w gipsie, liczne siniaki na twarzy i ciele. Kobieta zbierała kolejne zaświadczenia lekarskie z opisem obrażeń z nadzieją, że kiedyś znajdzie w sobie siłę, by je wykorzystać.

- Pamiętam, jak pierwszy raz wezwałam policję. Przyjechali, porozmawiali z mężem i odjechali. Powiedzieli, że nic nie mogą zrobić - mówi Marta. Powoli przełyka ślinę i dodaje: - Domyśla się pani, jak to się skończyło.

Kobieta była też na konsultacji u prawnika. Wysłuchał jej i rzucił, że nie może pomóc. Rodzice nigdy nie powiedzieli Marcie: uciekaj od niego, pomożemy ci. Zamiast tego słyszała od matki, że musi radzić sobie sama, bo jest dorosła. - Andrzej ją omamił, miała go za fantastycznego faceta. W jej oczach to ze mną było coś nie tak - ocenia po latach Marta. Dodaje: - Nie miałam dokąd odejść.

Apel

Z policyjnych statystyk wynika, że w ubiegłym roku prawie 87 tys. osób doznało przemocy domowej. Założono też około 60 tys. niebieskich kart.

Agnieszka Wolańczyk ze Stowarzyszenia Niebieska Linia przyznaje, że statystyki nie oddają w pełni skali problemu. Wiele osób wciąż nie decyduje się na wzywanie policji. W sytuacjach kryzysowych można skorzystać z innych form pomocy. Jedną z nich jest Pogotowie Niebieska Linia. To bezpłatny telefon prowadzony na zlecenie Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. Miesięcznie telefon dzwoni około 1600 razy. Stowarzyszenie prowadzi też poradnię mailową, na którą przychodzi bardzo dużo wiadomości.

- Jeśli ktokolwiek rozpoznaje w sobie osobę krzywdzoną, albo osobę stosującą przemoc, czy też jest świadkiem przemocy, to ważny, żeby szukał pomocy - apeluje Wolańczyk.

Psycholożka przyznaje, że po ukazaniu się w kinach filmu "Dom Dobry" Wojciecha Smarzowskiego, który opowiada historię kobiety będącej ofiarą brutalnej przemocy, telefon dzwonił o wiele częściej. - Od premiery odbieramy o 40 proc. telefonów więcej. Jest sporo osób, które cierpią w ciszy, ale kiedy o problemie robi się głośniej, to zaczynają szukać pomocy. Mam wrażenie, że ten film pozwolił ludziom zauważyć, że nazywanie przemocą tego, przez co przechodzą, to nie jest przesada - zauważa Agnieszka Wolańczyk ze Stowarzyszenia Niebieska Linia.

Zdaniem psycholożki przed nami jeszcze wiele do zrobienia, a do tego, by w polskim społeczeństwie zaszły widoczne zmiany potrzeba przede wszystkim edukacji na temat przemocy. - Najważniejsza jest zmiana postaw, czyli tego co ludzie myślą na temat przemocy. To jest przed nami największe wyzwanie, żebyśmy potrafili rozpoznawać nieoczywiste sygnały i byli świadomi, jakie są formy przemocy - podkreśla Wolańczyk.

Jest pięć rodzajów przemocy: fizyczna, psychiczna, ekonomiczna, seksualna i zaniedbanie osób od nas zależnych, czyli dzieci, starszych czy niepełnosprawnych.

Upadek

Po 12 latach małżeństwa Marta zdecydowała się odejść od męża. Najpierw założyła mu sprawę o znęcanie się. Do dziś wspomina, przesłuchanie swojej najstarszej córki. Przez lata wierzyła, że sytuacja w domu nie wpłynęła na córkę, że nie widziała dramatu, w jakim żyła jej matka. Słuchając jej zeznań, zdała sobie sprawę, że to nieprawda. Wtedy coś w niej pękło.

Rozwiodła się, zabrała dzieci, znalazła mieszkanie i uciekła od męża-kata. Wreszcie miała być wolna. Wszystkie emocje, które przez lata w sobie nosiła, cały ten lęk, strach i ból zaczęły powoli wychodzić. Marta została z nimi sama i ta samotność była nie do zniesienia. Wpadła w ciężką depresje, ukojenia szukała też w alkoholu. Najpierw straciła pracę, a później lokum.

- Andrzej mnie nachodził, stał pod balkonem i mnie wyzywał. Któregoś razu rzucił kamieniami w okna i wybił szybę. Po tym incydencie właścicielka mieszkania wypowiedziała mi umowę. Powiedziała, że jest jej przykro, ale nie może ryzykować - głos Marty się łamie.

Wtedy myślała, że odzyskuje swoje życie, a okazało się, że mając niewiele ponad 30 lat, boleśnie upadła na dno. Wtedy zjawił się on - jej były już mąż - i zaoferował pomoc. A ona ją przyjęła.

Marta zamieszkała z Andrzejem i jego matką. Mówiła sobie i córkom, że to na chwilę, że musi stanąć na nogi. - To było najgorsze półtora roku mojego życia - mówi. Znów była bita, okradana, gwałcona. Po kilku miesiącach zaszła w ciążę i wtedy pomyślała "moje życie się skończyło". Poddała się. - Nie chciałam tego dziecka, nie dbałam o siebie, próbowałam popełnić samobójstwo - tak wspomina ten najczarniejszy okres swojego życia.

A potem na świat przyszła jej trzecia córka. Dla niej Marta postanowiła, że raz na zawsze ucieknie z tego piekła: - Musiałam nas ratować.

Schemat

Czy osoba stosująca przemoc może się zmienić? Zdaniem Agnieszki Wolańczyk tak. - Bardzo dużo takich osób zgłasza się do nas, podejmujemy z nimi pracę i widzimy zmiany. Najważniejsze jest, żeby miały wewnętrzną motywację, dzięki której są w stanie mierzyć się z trudami. To nie są łatwe chwile, ale trzeba z nimi pracować. Przemocy nie będzie, jak nie będzie osób, które ją stosują - mówi psycholożka. 

Przyznaje, że po ponad dekadzie pracy wciąż zaskakuje ją, co można robić, by złamać drugiego człowieka. - Katalog pomysłów na stosowanie przemocy jest niezamknięty, ale cel zawsze jest taki sam: kontrolować drugiego człowieka. Czy to będzie bicie, prowadzenie na smyczy, zamykanie w schowku - formy mogą być przeróżne, ale schematy są niezmienne - mówi Wolańczyk.

Podkreśla, że osobą krzywdzoną może stać się każdy bez względu na to, jakie miał doświadczenia w dzieciństwie. Inaczej jest z osobami, które krzywdzą: - Nigdy nie poznałam osoby stosującej przemoc, która sama nie byłaby krzywdzona w dzieciństwie. To jedyny wzorzec funkcjonowania, jaki zna: im silniej, tym skuteczniej. Jednak to, że ktoś inaczej nie potrafi, go nie tłumaczy. Odpowiedzialnością osoby dorosłej jest, żeby nauczyć się traktować drugiego człowieka z szacunkiem i to jest możliwe. Trzeba ten trud zmiany podejmować.

Wolność

Marta odeszła od męża 15 lat temu. Już po rozwodzie dowiedziała się, że matka Andrzeja była katem i przez lata się nad nim znęcała. Jako dziecko zamykała go w szafie, poniżała, biła kablem. Andrzej po rozwodzie wpadł w narkotyki, kilkukrotnie trafiał do więzienia. Podejmował próby kontaktu z córkami, ostatecznie go jednak nie mają.

Marta cierpi na zespół stresu pourazowego, bierze leki, przez kilka lat chodziła na terapię, do dziś ma koszmary. - Po tylu latach wciąż śni mi się, że wracam do męża i już nie mogę się go pozbyć. Ten koszmar śni mi się co noc - przyznaje.

Marta przez 13 lat doznawała przemocy domowej. Dziś mówi do wszystkich osób, które tak jak ona przechodzą przez piekło: - Szukajcie pomocy i znajdźcie w sobie siłę. Nie czekajcie 13 lat, tak jak ja.

*Imiona bohaterów tekstu zostały zmienione.

Osoby doznające przemocy mogą skontaktować się z Ogólnopolskim Pogotowiem dla Osób Doznających Przemocy Domowej "Niebieska Linia", dzwoniąc pod całodobowy, bezpłatny numer 800 120 002 lub pisząc na adres niebieskalinia@niebieskalinia.info.