Wieczorem 3 grudnia 1926 roku Agatha Christie zniknęła ze swojego własnego życia. Pocałowała córkę Rosalind na dobranoc, wsiadła do swojego samochodu i wyjechała z domu w Sunningdale, zostawiając po sobie nie lada zagadkę.


Następnego dnia, w Newlands Corner, niedaleko Guildford w hrabstwie Surrey, odnaleziono porzucony samochód pisarki. Auto znajdowało się na stromym zboczu przy wyrobisku kredowym. Według relacji prasowych jego przednie koła wystawały poza krawędź, a przed runięciem w dół powstrzymały je gęste zarośla.
Widok musiał budzić niepokój. Reflektory wciąż były włączone, drzwi pozostawiono otwarte. Po Agacie Christie nie było jednak śladu. Na tylnym siedzeniu policjanci znaleźli futrzany płaszcz, walizkę z kobiecymi ubraniami i prawo jazdy. Odkrycie sprawiło, że policja rozpoczęła poszukiwania.


Zaginięcie natychmiast zelektryzowało brytyjską prasę. Słynąca z konstruowania misternych zagadek kryminalnych pisarka sama zniknęła w okolicznościach, które równie dobrze mogłyby otwierać jedną z jej powieści. Sprawa trafiła na pierwsze strony gazet, a każdy kolejny dzień bez odpowiedzi tylko podsycał zainteresowanie.
Samoloty, jasnowidz i terier. Christie szukała cała Wielka Brytania
Poszukiwania szybko przybrały niespotykaną skalę. Policjantów wspierali ochotnicy, a według niektórych relacji w kulminacyjnym momencie Agathy Christie mogło szukać nawet 10 tys. osób. Dodatkową zachętą była nagroda wyznaczona przez jedną z gazet - 100 funtów za informacje, które doprowadzą do odnalezienia pisarki żywej. W przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza była to kwota odpowiadająca kilku tysiącom funtów.
Wykorzystano nawet samoloty - według części opracowań po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii użyto lotnictwa do poszukiwania osoby zaginionej. Maszyny wynajęli ochotnicy, którzy z powietrza przeczesywali okolicę. Mieli nadzieję, że uda się wypatrzyć ranną pisarkę, zanim będzie za późno.
W prawdziwym świecie zabrakło jednak Herkulesa Poirota, który jednym błyskotliwym rozumowaniem rozwiązałby zagadkę. Do sprawy włączył się za to Sir Arthur Conan Doyle, twórca Sherlocka Holmesa. Sam nie zamierzał jednak korzystać z metod swojego bohatera - postawił na znacznie bardziej zaskakujące rozwiązanie.


Policja przekazała mu jedną z rękawiczek Christie, a pisarz zaniósł ją znanemu medium Horace'owi Leafowi. Mężczyzna zajmował się psychometrią - praktyką opartą na przekonaniu, że dotykając przedmiotu należącego do danej osoby, można uzyskać informacje na jej temat. Leaf stwierdził, że Christie wciąż żyje i znajduje się w stanie częściowego oszołomienia. Przewidywał również, że wiadomość o niej nadejdzie w ciągu kilku dni.
Próbowano wykorzystać nawet ulubionego teriera Christie. Psu dano do powąchania rękawiczkę, licząc, że podejmie trop właścicielki. Zwierzę miało jednak jedynie skomleć i przez dłuższy czas krążyć z nosem przy ziemi, podczas gdy mąż pisarki i komendant policji uparcie podążali za nim przez trzy godziny, zanim ostatecznie się poddali.
Poirot przyniósł jej sukces. Życie prywatne zmierzało ku katastrofie
Wielu spodziewało się najgorszego, a dziennikarze snuli coraz bardziej dramatyczne scenariusze. Jedni podejrzewali, że Christie padła ofiarą przestępstwa, inni brali pod uwagę samobójstwo. Dziennikarze zaczęli też uważniej przyglądać się prywatnemu życiu królowej kryminału. Szczególne zainteresowanie wzbudziło jej małżeństwo z Archibaldem "Archie" Christie.
Agatha poznała Archiego w 1912 roku. Dwa lata później, podczas jego urlopu z frontu, pobrali się w Wigilię. Gdy on walczył we Francji, Agatha pracowała jako pielęgniarka, a później w aptece, gdzie zdobyła wiedzę o lekach i truciznach, którą później wykorzystywała w swoich kryminałach.
W czasie wojny narodził się także Herkules Poirot. Do stworzenia belgijskiego detektywa zainspirowali Christie uchodźcy z Belgii przebywający w Torquay. Jej pierwsza powieść, "The Mysterious Affair at Styles", ukazała się w 1920 roku i rozpoczęła literacką karierę pisarki.
Po wojnie Agatha i Archie doczekali się córki i zamieszkali w Sunningdale. W 1926 roku ukazało się "The Murder of Roger Ackroyd", jeden z największych sukcesów w dotychczasowej karierze Christie. Zawodowo znajdowała się na fali wznoszącej. Prywatnie jej życie właśnie zaczynało się rozpadać.
Najpierw śmierć matki, potem zdrada. Rok 1926 złamał Christie
Mimo sukcesu Christie ostrożnie podchodziła do pieniędzy. Być może wynikało to z doświadczeń dzieciństwa. Millerowie początkowo należeli do zamożnej klasy średniej, jednak z czasem rodzinny majątek znacznie się skurczył. Gdy zmarł ojciec Agathy, 11-letnia przyszła pisarka została w Ashfield tylko z matką. Według części biografów właśnie potrzeba ścisłej kontroli nad domowymi finansami stała się jednym ze źródeł napięć między Agathą a Archiem.
Ćwierć wieku później właśnie śmierć matki stała się jednym z najboleśniejszych doświadczeń w jej życiu. Clara Miller zmarła w kwietniu 1926 roku. Christie pogrążyła się w żałobie i przez wiele tygodni zajmowała się porządkowaniem rodzinnego domu. Archie był w tym czasie często nieobecny i nie pojawił się nawet na pogrzebie teściowej.


Wkrótce pojawił się kolejny cios. Archie wyznał żonie, że zakochał się w młodszej od niej Nancy Neele, znajomej rodziny, i chce rozwodu. Małżonkowie przez kilka miesięcy próbowali jeszcze ratować związek. Bezskutecznie.
3 grudnia napięcie osiągnęło punkt krytyczny. Małżonkowie ponownie się pokłócili, a Archie oznajmił, że zamierza spędzić weekend u przyjaciół. W tym samym miejscu miała przebywać Nancy. Według części biografów weekendowe spotkanie miało mieć szczególny charakter - miało być nieformalnym przyjęciem zaręczynowym Archiego i Nancy. To właśnie po tej kłótni, kilka godzin później, Christie zniknęła. Pięć dni później pojawiła się jednak wiadomość, która sugerowała, że policja być może od początku szukała w niewłaściwym miejscu.
List miał rozwiązać zagadkę. Zamiast tego tylko ją pogłębił
Punktem zwrotnym okazał się jeden z listów pozostawionych przez Christie. Pisarka napisała do swojego szwagra Campbella Christie, że zamierza wyjechać do uzdrowiska w Yorkshire na "odpoczynek i leczenie". Gdy treść wiadomości dotarła do policji, 8 grudnia na krótko wstrzymano terenowe poszukiwania. Wydawało się, że zagadka może mieć proste rozwiązanie.
Śledczy szybko jednak nabrali wątpliwości. Do wersji o spokojnym wyjeździe nie pasował porzucony przy Newlands Corner samochód pisarki. Ponadto list nie zachował się - szwagier wyrzucił go wkrótce po przeczytaniu, ponieważ nie wiedział, że może on mieć znaczenie w przyszłości.
Okazało się też, że nie był to jedyny list wysłany przez pisarkę w feralnym dniu. Mąż przyznał, że list dotarł i do niego, ale przeczytał go i zniszczył, zanim policja mogła poznać treść. Twierdził później, że nie było w nim niczego, co pomogłoby odnaleźć żonę. Trzecią wiadomość Christie pozostawiła swojej przyjaciółce i sekretarce "Carlo" Fisher. Zawierał polecenie, by odwołała wszystkie nadchodzące spotkania pisarki.
Policja ponownie skoncentrowała się więc na okolicy, wciąż biorąc pod uwagę, że Agatha mogła odebrać sobie życie. Przeszukiwano między innymi położony nieopodal Silent Pool, ale nurkowie niczego nie znaleźli. Funkcjonariusze sprawdzali również uzdrowiska, ale nie znaleźli w rejestrach osoby o nazwisku Christie.


Po ponad tygodniu zagadka zaczęła się wreszcie wyjaśniać. W niedzielę 12 grudnia dwóch pracowników Swan Hydropathic Hotel w Harrogate zgłosiło miejscowej policji, że jedna z gości może być poszukiwaną pisarką. Policja sprawdziła zgłoszenie, a 14 grudnia do Harrogate wezwano Archiego Christie, który potwierdził tożsamość żony.
Odnalezienie pisarki nie zakończyło jednak spekulacji. Przeciwnie - dopiero wtedy pojawiło się najważniejsze pytanie: dlaczego przez jedenaście dni mieszkała w luksusowym hotelu pod nazwiskiem kochanki męża, podczas gdy tysiące ludzi jej szukało?
Christie opowiedziała, co wydarzyło się tamtej nocy. Jej wersja była mroczna
Przez lata powtarzano, że Christie nigdy nie wyjaśniła swojego zachowania. Nie jest to jednak prawdą. Osiemnaście miesięcy później udzieliła "Daily Mail" obszernego wywiadu, w którym przedstawiła własną wersję wydarzeń. Jej relacja była znacznie mroczniejsza niż spekulacje prasy.
Chciałam po prostu, żeby moje życie się skończyło. Przez całą noc jeździłam bez celu. Jechałam automatycznie znanymi mi drogami, aż dotarłam do Maidenhead, gdzie spojrzałam na rzekę. Pomyślałam, żeby do niej skoczyć, ale zdałam sobie sprawę, że pływam zbyt dobrze, żeby się utopić - opowiadała Christie.


Później dotarła do Newlands Corner. Jak relacjonowała, skierowała samochód w dół zbocza w stronę widzianego wcześniej kamieniołomu. Puściłam kierownicę i pozwoliłam mu jechać. Po chwili auto w coś uderzyło i gwałtownie się zatrzymało. Siła uderzenia rzuciła mnie na kierownicę. Uderzyłam się w głowę - wspominała.
Oszołomiona, ale żywa, wysiadła z samochodu. Bolały ją głowa i klatka piersiowa. Przez zimową okolicę szła jak we śnie, coraz bardziej oddalając się od porzuconego auta - i od życia, które prowadziła jeszcze kilka godzin wcześniej.
W końcu dotarła na londyńską stację Waterloo. Później dziwiła się, że jej wygląd nie zwrócił niczyjej uwagi. Była ubrudzona błotem, a na twarzy miała ślady krwi. Jeszcze bardziej niezwykła scena rozegrała się w pociągu. Christie siedziała w przedziale, gdy usłyszała własne nazwisko. Dwie podróżujące z nią kobiety rozmawiały właśnie o zaginionej pisarce. Jedna z nich miała opierać kolana na egzemplarzach jej książek. - Słyszałam, że pije jak ryba - powiedziała jedna z pasażerek. Nie miały pojęcia, że osoba, której losy komentują, siedzi tuż obok nich. Christie słuchała rozmowy w milczeniu.
Później dotarła na King's Cross, gdzie kupiła bilet do Harrogate - znanego uzdrowiska w Yorkshire. Do hotelu przybyła bez walizki. Wyjaśniła, że niedawno przyjechała z Afryki Południowej, a bagaż zostawiła u przyjaciół. W recepcji przedstawiła się jako pani Teresa Neele i wpisała to nazwisko do księgi gości.
W Surrey szukano jej ciała. W Harrogate grała w bilard
Następnego dnia, podczas gdy setki kilometrów dalej policjanci przeczesywali okolice Surrey w poszukiwaniu Christie lub jej ciała, "pani Neele" zaczęła urządzać sobie życie w Harrogate.
Poszła na zakupy i odwiedziła także wypożyczalnię książek. Ekspedientka, obserwując wybierane przez nią tytuły, doszła do wniosku, że jej klientka szczególnie lubi powieści sensacyjne i kryminały. Nie wiedziała, że przed nią stoi jedna z najsłynniejszych autorek tego gatunku.
Wieczorami Christie nie zamykała się w pokoju. Schodziła na kolację w stroju wieczorowym, grała w bilard, śpiewała i nawiązywała znajomości z innymi gośćmi. Jeden z mężczyzn wspominał później, że tańczył z nią już pierwszego wieczoru. - Tańczy charlestona, ale niezbyt dobrze - oceniał.


Pewnego wieczoru uwagę jednego z gości zwrócił jej nowy szal. Wciąż wisiała na nim metka z ceną - 75 szylingów. - Tylko tyle jesteś warta? - zażartował jeden z gości. - Myślę, że jestem warta więcej - odpowiedziała Christie.
Z każdym kolejnym dniem utrzymanie anonimowości stawało się jednak coraz trudniejsze. We wtorek 7 grudnia "Daily Express" umieścił na pierwszej stronie portret zaginionej pisarki. Podobieństwo do mieszkającej w hotelu "pani Neele" było trudne do zignorowania.


Christie twierdziła, że w sobotę rano, 4 grudnia, gdy policja badała jej porzucony samochód, straciła pamięć. Dopiero po czasie, przy pomocy psychoterapeuty, miała zacząć odtwarzać wydarzenia z godzin, które wcześniej pozostawały dla niej pustką. To właśnie wtedy pojawiła się nowa tożsamość. - W mojej głowie stałam się panią Teresą Neele z Afryki Południowej - wspominała.
Dobór tych danych do dziś budzi zainteresowanie biografów. Neele było nazwiskiem kochanki Archiego. Afryka Południowa mogła natomiast przywoływać zupełnie inne wspomnienia - cztery lata wcześniej Agatha i jej mąż odwiedzili ją podczas trwającej dziesięć miesięcy podróży dookoła świata. Był to jeszcze czas, gdy ich małżeństwo wydawało się szczęśliwe.
Patrzyła na swoje zdjęcie w gazecie. Twierdziła, że nie wie, kim jest
W autobiografii Christie niemal całkowicie pominęła słynne jedenaście dni swojego zaginięcia. Znacznie więcej napisała jednak o miesiącach, które je poprzedzały. Z jej wspomnień wyłania się obraz kobiety coraz gorzej radzącej sobie z żałobą, samotnością i rozpadem małżeństwa. - Po raz pierwszy w życiu naprawdę byłam chora - przyznawała.
Christie cierpiała na bezsenność, często płakała i zaczęła mieć problemy z pamięcią. Pewnego dnia, gdy chciała podpisać czek, nagle nie była w stanie przypomnieć sobie własnego nazwiska. Innym razem rozpłakała się tylko dlatego, że nie mogła uruchomić samochodu.
Jeśli wierzyć jej późniejszej relacji, w Harrogate amnezja była już znacznie głębsza. Christie twierdziła, że codziennie czytała w gazetach o poszukiwaniach zaginionej pisarki, ale nie utożsamiała "pani Christie" z samą sobą. - Uważałam, że zachowała się głupio - wspominała później.
Co jeszcze ciekawsze, Christie mówiła, że zauważyła nawet fizyczne podobieństwo między sobą a kobietą ze zdjęć prasowych, ale nadal nie przyszło jej do głowy, że mogą być tą samą osobą. Według własnej relacji była przekonana, że wie, kim jest - Teresą Neele.
Zapomniała, kim jest? Lekarz po latach wskazał możliwe wyjaśnienie
Jedną z prób wyjaśnienia tego zachowania podjął wiele lat później Andrew Norman, były lekarz i autor książki "Agatha Christie: The Finished Portrait". Jego zdaniem Christie po okresie ogromnego stresu i depresji mogła znaleźć się w stanie fugi dysocjacyjnej.
To rzadkie zaburzenie pamięci, w którym osoba może utracić wspomnienia dotyczące własnego życia, opuścić dotychczasowe otoczenie, podróżować, a niekiedy nawet przyjąć nową tożsamość. Jednocześnie na zewnątrz może funkcjonować pozornie zupełnie normalnie.
W 1926 roku zaburzenia pamięci i inne psychiczne następstwa traumy wciąż budziły jednak ogromne kontrowersje. Tysiące żołnierzy wracały z frontu z objawami określanymi zbiorczo mianem "shell shock" - od drżeń i bezsenności po dezorientację, zaburzenia mowy i utratę pamięci. Część cierpiących oskarżano przy tym o tchórzostwo, słabość charakteru lub symulowanie choroby.
Po odnalezieniu Christie jej rodzina zwróciła się o pomoc do specjalistów. Pisarkę badał neurolog Donald Elms Core, a później w Londynie poddano ją leczeniu z powodu utraty pamięci.
Amnezja czy starannie ułożony plan? Ta wersja zmienia wszystko
Nie wszyscy uwierzyli jednak w wersję o utracie pamięci. Wątpliwości pojawiły się jeszcze zanim Christie została odnaleziona - i częściowo przyczynił się do nich sam Archie.
W trakcie poszukiwań udzielił "Daily Mail" wywiadu, w którym po raz pierwszy zasugerował, że zniknięcie jego żony mogło być celowe. Twierdził, że Agatha wcześniej rozmawiała o możliwości zniknięcia bez śladu i zastanawiała się, jak można byłoby coś takiego zaaranżować - prawdopodobnie na potrzeby swojej twórczości. Archie przyznał, że sam skłania się ku takiemu wyjaśnieniu.
Jednocześnie zdecydowanie zaprzeczał, by tuż przed zniknięciem doszło między małżonkami do poważnego konfliktu. Potępiał również pojawiające się w prasie plotki dotyczące ich życia prywatnego. Problem w tym, że czytelnicy nie wiedzieli jeszcze, jak wiele Archie przed nimi ukrywał - przede wszystkim romans z Nancy Neele i fakt, że od miesięcy domagał się od żony rozwodu.
Kilkadziesiąt lat później pojawiły się informacje, które ponownie skierowały uwagę na teorię o celowym zniknięciu. Jared Cade, autor książki "Agatha Christie and the Eleven Missing Days", dotarł do Judith Gardner - córki Nan Watts, wieloletniej przyjaciółki i krewnej Christie. Gardner twierdziła, że jeszcze jako dziecko poznała prawdziwą wersję wydarzeń z rozmów swojej matki z Agathą.
Według jej relacji Christie wcale nie udała się bezpośrednio do Harrogate. Po zniknięciu miała najpierw dotrzeć do domu Nan Watts w Chelsea. Przyjaciółka pomogła jej zdobyć potrzebne rzeczy, dała pieniądze, a następnego dnia wsadziła ją do pociągu jadącego na północ. Gardner przekonywała, że cała akcja została przynajmniej częściowo zaplanowana. Christie miała chcieć wstrząsnąć Archiem i skłonić go do powrotu. Plan wymknął się jednak spod kontroli, gdy zaginięcie przerodziło się w ogólnokrajową sensację.
Ta relacja stawia w zupełnie innym świetle wybór nazwiska "Neele". Jeśli Christie rzeczywiście działała świadomie, trudno uznać za przypadek, że w hotelu przedstawiła się nazwiskiem kochanki swojego męża. Gardner właśnie ten szczegół wskazywała jako jeden z argumentów przeciwko całkowitej amnezji.
Królowa kryminału nie zdradziła rozwiązania. Jej własna zagadka trwa do dziś
Nie wszyscy uznali jej opowieść za przekonującą. Janet Morgan, oficjalna biografka Christie, podkreślała, że pisarka była chora i zdezorientowana zarówno przed zniknięciem, jak i po odnalezieniu.
Jest jeszcze trzecia teoria, która pojawiła się już podczas samych poszukiwań: zniknięcie miało być gigantycznym chwytem reklamowym. Podejrzenia podsyciła sama prasa. W sobotę 11 grudnia, kiedy Christie wciąż była poszukiwana, ukazała się reklama zapowiadająca prasową publikację "The Murder on the Links". Powieść promowano nazwiskiem "Agathy Christie, zaginionej powieściopisarki".
Christie nie miała jednak nic wspólnego z doborem tego hasła. Wydawcy i redakcje po prostu wykorzystali historię, którą żyła wówczas cała Wielka Brytania. Z perspektywy czytelników mogło to jednak wyglądać podejrzanie.
Nie ma mocnych dowodów na to, że Christie zniknęła po to, by promować swoją twórczość. Przeciwnie - Judith Gardner stanowczo twierdziła, że sława była ostatnią rzeczą, na której pisarce zależało, a ogrom zainteresowania miał ją przerazić. Faktem pozostaje jednak, że zaginięcie uczyniło z Christie postać znaną daleko poza kręgiem czytelników kryminałów.
Po niemal stu latach wciąż powracają te same pytania. Czy Christie rzeczywiście straciła pamięć? Czy próbowała odebrać sobie życie? A może chciała ukarać niewiernego męża i dopiero później sytuacja wymknęła się spod kontroli? Pojawiała się nawet teoria o chwycie reklamowym, choć przemawia za nią najmniej dowodów. Możliwe też, że żadna z tych odpowiedzi nie wyjaśnia wszystkiego, a prawda jest mieszaniną kilku z nich. I być może właśnie dlatego zaginięcie Agathy Christie pozostaje jej najsłynniejszą zagadką.