Wojciech Albert Łobodziński: Rok temu organizacja B'Tselem opublikowała raport zatytułowany Nasze ludobójstwo, dotyczący sytuacji w Strefie Gazy. Od tamtego czasu uwaga świata i analizy ekspertów przeniosły się głównie na konflikty w Iranie i Libanie. Od października 2025 roku obowiązuje zawieszenie broni, niemniej jednak wciąż docierają do nas informacje o kolejnych atakach i uderzeniach na Gazę. Jak wygląda obecna sytuacja w Strefie?
Shai Parmes, B'Tselem: Mimo ogłoszenia zawieszenia broni rzeczywistość na miejscu wygląda tak, że Izrael każdego dnia bombarduje Strefę Gazy i zabija jej mieszkańców. Cały świat to widzi i nadal na to pozwala, dokładnie tak samo, jak w samym szczycie ludobójstwa. Poza samymi atakami, bombardowaniami Gazy i zabijaniem cywilów, Izrael wciąż ogranicza i blokuje dostawy wielu rodzajów pomocy humanitarnej oraz żywności. Izrael w pełni kontroluje wszystko, co trafia do Strefy Gazy i co ją opuszcza, a także uniemożliwia jakąkolwiek odbudowę. Właśnie dlatego uważamy, że ludobójstwo wciąż trwa. Trwa, ponieważ świat, a zwłaszcza Zachód, daje na to przyzwolenie.
Dopóki Zachód będzie dawał zielone światło dla działań Izraela na miejscu, to się nie skończy, ponieważ to ludobójstwo stanowi oficjalną izraelską politykę. To nie jest żaden przypadek. Wszystko to dzieje się z pełną premedytacją, a izraelscy urzędnicy, politycy, wyżsi dowódcy wojskowi oraz tamtejsze media wręcz się tym szczycą.
Biorąc pod uwagę warunki zawieszenia broni, Strefa jest obecnie w zasadzie podzielona. A co dzieje się z ludnością Gazy?
Zgodnie z planem Trumpa około 60 procent terytorium miało pozostać pod izraelską okupacją, ale Izrael zagarnia coraz więcej. W tej chwili około 1,5 miliona ludzi wciąż wegetuje w obozach dla uchodźców w potwornych warunkach. Jak już wspomniałem, Izrael nie pozwala na żadną odbudowę Strefy. Blokowane są dostawy różnych produktów żywnościowych, sprzętu i pomocy humanitarnej, a organizacjom pomocowym uniemożliwia się działanie. Muszę to wyraźnie podkreślić: o tym wszystkim otwarcie się mówi i pisze, nic nie jest ukrywane.
W ludobójstwie w Strefie Gazy szczególnie przeraża to, że wszystko jest transmitowane na żywo w mediach, a izraelscy urzędnicy nie mają z tego powodu żadnych oporów. Warunki w obozach dla uchodźców są dramatyczne. Ludzie mieszkają w namiotach przy całkowitym braku infrastruktury i zaopatrzenia - nie ma dróg, budynków, opieki medycznej, dosłownie niczego. Wszystko zostało zrównane z ziemią i zniszczone w wyniku izraelskiej operacji ludobójstwa.
Zgodnie z raportami dziennikarskimi w Strefie Gazy istnieje również poważne zagrożenie wybuchem pandemii. Ludzie chorują, cierpią na choroby skóry z powodu drastycznego braku higieny oraz plagi insektów. Jak wynika z danych tamtejszego Ministerstwa Zdrowia z maja, wyczerpały się zapasy 47 procent kluczowych leków, 59 procent materiałów medycznych oraz 87 procent odczynników do badań laboratoryjnych. Ponad 80 procent obozów dla uchodźców zgłasza widoczną obecność szkodników oraz gwałtowny wzrost infekcji skórnych, takich jak świerzb, wszawica i pluskwy. Ponadto organizacja Save the Children zauważyła niedawno, że dwoje na troje dzieci w Gazie mieszka w miejscach ewakuacji bezpośrednio zagrożonych tymi problemami. Jednocześnie odpady stałe, w tym odpady medyczne, ścieki oraz ciała zmarłych pogrzebane pod gruzami, przyczyniają się do plagi gryzoni i rozprzestrzeniania się chorób. Czy są podejmowane jakiekolwiek działania, aby temu przeciwdziałać?
To, co dzieje się w Strefie Gazy, dzieje się dlatego, że Izrael tego chce. To jest celowa polityka. Polityka mająca na celu uniemożliwienie ludziom normalnego życia, a zamiarem Izraela jest rozbicie i zniszczenie palestyńskiego społeczeństwa w Gazie.
Organizacje humanitarne i pozarządowe próbują działać na miejscu, ale Izrael nieustannie blokuje im taką możliwość. Jak widzieliśmy, uniemożliwiono funkcjonowanie kilkudziesięciu organizacjom humanitarnym, a ogromne ilości pomocy, żywności i sprzętu wciąż nie są wpuszczane do Gazy. Ilość pomocy i zasobów trafiających do Strefy Gazy jest znacznie niższa niż absolutne minimum potrzebne do przeżycia. Ludność została w zasadzie pozostawiona sama sobie w walce o przetrwanie.
Jednocześnie, jeśli chodzi o Zachodni Brzeg, widzieliśmy ostatnio plany budowy nowych osiedli przez obecny rząd. Skrajnie prawicowy izraelski minister finansów Bezalel Smotrich powiedział 3 czerwca, że komitet planowania zatwierdził budowę 2162 nowych żydowskich domów, z czego 1006 jednostek powstanie w nowym nielegalnym osiedlu w pobliżu Jerozolimy, 922 w pobliżu Nablusu, a 234 w pobliżu Hebronu. W tym samym czasie, w marcu, rząd przeforsował reformę przywracającą karę śmierci za "działania terrorystyczne", co wydaje się wymierzone przede wszystkim w Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu. Jaka tam panuje sytuacja?
Sytuacja na Zachodnim Brzegu to wynik skoordynowanej polityki Izraela mającej na celu przeprowadzenie czystki etnicznej w tym regionie. Powtórzę: zostało to wprost powiedziane i zadeklarowane przez izraelskich urzędników, oficerów i innych przedstawicieli władz. Od października 2023 roku siły izraelskie oraz osadnicy zabili ponad 1000 Palestyńczyków. Dodatkowo ponad 60 społeczności pasterskich zostało przymusowo przesiedlonych w wyniku skoordynowanych ataków bojówek osadników, które są chronione, a czasem wręcz wspierane przez izraelskie wojsko i rajdy militarne.
W praktyce Izrael przypuszcza zmasowany atak na naród palestyński na wszystkich kontrolowanych przez siebie terytoriach. Ta ofensywa składa się z wielu innych elementów, podobnie jak w Gazie. Należą do nich setki punktów kontrolnych, które praktycznie uniemożliwiają funkcjonowanie palestyńskiego społeczeństwa na Zachodnim Brzegu.
Dla ludzi nieprawdopodobnie trudne staje się zwykłe odwiedzenie krewnych, pójście do szkoły czy dotarcie do pracy. Przez ostatnie trzy lata nie było żadnych zbiorów, ponieważ większość ziemi została skonfiskowana przez izraelskich osadników albo palestyńskim rolnikom uniemożliwiono dotarcie do ich własnych pól.
Po raz kolejny powtórzę, że jest to otwarcie deklarowane i organizowane przez izraelski rząd, mówione na głos, a oficjalne osobistości wręcz się tym chwalą. Cały świat, a zwłaszcza świat zachodni, doskonale wie, co dzieje się na Zachodnim Brzegu, a mimo to nadal daje zielone światło dla każdego działania Izraela. Od czasu do czasu słyszymy ze strony państw zachodnich deklaracje zaniepokojenia, ale to tylko puste słowa. Jednak realnie nie zobaczyliśmy absolutnie żadnych realnych działań.
Jak wygląda obecnie sytuacja gospodarcza na Zachodnim Brzegu? Jeśli się nie mylę, przed 7 października około 130 tysięcy palestyńskich robotników legalnie przekraczało mur do Izraela w ramach pracy kontraktowej lub pracowało w osiedlach, a kolejne dziesiątki tysięcy robiły to nielegalnie. Ostatnio ta liczba drastycznie spadła - z tego, co wiem, do około 40 tysięcy osób, a może nawet mniej, pracujących głównie w osiedlach. Biorąc pod uwagę, że zbiory są sabotowane przez osadników, wyobrażam sobie, że sytuacja ekonomiczna musi być dramatyczna, a pracy praktycznie nie ma.
Sytuacja staje się katastrofalna właśnie z powodu wszystkich elementów, o których wspominałeś. Muszę jednak ponownie podkreślić, że nie chodzi tutaj wyłącznie o obwinianie tych brutalnych, skrajnych osadników. Wszystko, co widzimy, to kwestia oficjalnej polityki Izraela, włączając w to wykorzystywanie osadników jako nieoficjalnego, brutalnego ramienia państwa, podczas gdy administracja odmawia podjęcia jakichkolwiek działań przeciwko nim. W rzeczywistości są oni chronieni i dotowani przez Izrael. Mówiąc wprost, Palestyńczycy nie mają już prawa pracować na terenie Izraela.
Choć nielicznym udaje się znaleźć zatrudnienie w osiedlach, stanowią oni bardzo małą grupę. Ponadto punkty kontrolne i blokady dróg całkowicie sparaliżowały aktywność gospodarczą w Palestynie. Po niemal trzech latach funkcjonowania w takich warunkach sytuacja ekonomiczna na Zachodnim Brzegu stała się rozpaczliwa. To po prostu kolejny element izraelskich działań mających na celu przeprowadzenie czystki etnicznej na Zachodnim Brzegu. Muszę przyznać, że na wielu obszarach na wschód od Ramallah i dalej w dół do rzeki Jordan Izrael odniósł na tym polu ogromny sukces. Całe połacie Zachodniego Brzegu zostały już oczyszczone z Palestyńczyków. Nie dopuszcza się tam żadnego Palestyńczyka i dopiero zobaczymy, co stanie się z tą ziemią w przyszłości.
Przed 7 października, a nawet później, Siły Obronne Izraela kilkukrotnie stwierdzały, że przedłużanie tego gospodarczego odcinania głowy Zachodniemu Brzegowi stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Argumentowano, że zdesperowani ludzie mogą ostatecznie dołączać do palestyńskich organizacji zbrojnych. Jakie jest obecnie oficjalne stanowisko Sił Obronnych Izraela w sprawie sytuacji na Zachodnim Brzegu?
Jeśli chodzi o oficjalne stanowisko izraelskiej armii, musiałbyś pytać ich samych. Mogę ci jedynie powiedzieć, co faktycznie dzieje się na miejscu. Rzeczywistość na miejscu wygląda tak, że izraelska armia podczas codziennych najazdów wykorzystuje naloty, przemoc, lotnictwo i ciężki sprzęt do wyrywania drzew oraz niszczenia infrastruktury.
Dzieje się to przy pełnej współpracy z osadnikami i jednostkami rezerwy, a cel stanowi rozbicie palestyńskiego społeczeństwa. Dochodzi również do masowych zatrzymań tysięcy mieszkańców Zachodniego Brzegu - w tej chwili w izraelskich aresztach i więzieniach przebywa ponad 9300 palestyńskich więźniów. Ponad 3300 z nich to mieszkańcy Zachodniego Brzegu przetrzymywani bez jakiegokolwiek procesu sądowego. Siedzą w więzieniach, nawet nie wiedząc, o co rzekomo oskarża ich izraelski reżim apartheidu. Tak, od czasu do czasu przedstawiciele wojska mogą odnosić się do obaw świata zachodniego i komentować ryzyko, ale te oświadczenia nie mają nic wspólnego z tym, co faktycznie jest realizowane na miejscu.
Tymczasem z tego, co wiemy, wstrzymywanie przez Izrael wpływów podatkowych należnych Autonomii Palestyńskiej jest główną przyczyną jej trwającego kryzysu finansowego. Zgodnie z Protokołem Paryskim z 1994 roku Izrael pobiera cła i inne podatki w imieniu Autonomii Palestyńskiej. Te dochody z odpraw stanowią mniej więcej 60 procent całkowitego dochodu Autonomii Palestyńskiej. Po wybuchu wojny pod koniec 2023 roku izraelski minister finansów Bezalel Smotrich wstrzymał wszelkie transfery podatkowe. W 2025 roku do Autonomii Palestyńskiej nie trafiły żadne wpływy z podatków, co sam Smotrich ogłosił w kwietniu tego roku.
I z tego powodu, pomijając już obecność izraelskiej armii i nielegalną okupację, Autonomia Palestyńska nie ma żadnej realnej władzy nad Zachodnim Brzegiem; region ten jest całkowicie okupowany przez Izrael. I żeby było jasne, to nie jest tylko stanowisko B'Tselem - to oficjalne stanowisko Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w jego opinii doradczej z 2024 roku.
Trybunał orzekł, że cały Zachodni Brzeg jest nielegalnie okupowany przez Izrael. Mimo to świat, a zwłaszcza świat zachodni, nadal współpracuje z Izraelem i odmawia podjęcia jakichkolwiek znaczących kroków w odpowiedzi na tę opinię prawną MTS.
Obecnie w Knesecie trwa debata nad rozpisaniem przedterminowych wyborów.
Wybory odbędą się najprawdopodobniej we wrześniu, ale w gruncie rzeczy to tylko tani teatr - kolejny cykl politycznego nonsensu. Nazywanie nadchodzących izraelskich wyborów demokratycznymi to ignorowanie rzeczywistości; według jakichkolwiek obiektywnych standardów są to wybory w warunkach apartheidu. Podczas gdy każdy dorosły żydowski mieszkaniec żyjący między rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym ma prawo głosu, niemal połowa całej ludności znajdującej się pod bezpośrednią dominacją i kontrolą izraelskiego rządu jest pozbawiona praw wyborczych. Około 5 milionów Palestyńczyków żyjących na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy pod okupacją wojskową i blokadą ma całkowity zakaz podchodzenia do urn. Jedynymi Palestyńczykami, którym pozwala się głosować, jest około 2 milionów osób posiadających izraelskie obywatelstwo.
Więc ta tak zwana debata wewnątrz izraelsko-żydowskiej polityki praktycznie niczego nie zmienia w kwestiach tego, co dzieje się w regionie. Co do tego panuje jednomyślność. Chodzi w niej głównie o to, kto będzie rządził, o władzę, o sprawy sądowe Netanjahu oraz o wewnętrzne kwestie żydowskiej opinii publicznej, takie jak to, czy ultraortodoksi powinni iść do wojska, czy nie.
I właśnie z tego ostatniego powodu obecny rząd ma kłopoty - ultraortodoksyjna partia Shas, mająca 11 członków w Knesecie, wycofała swoje poparcie. Każdego roku mniej więcej 13 tysięcy ultraortodoksyjnych mężczyzn osiąga wiek poborowy 18 lat, ale według komisji parlamentarnej wcielanych do wojska jest mniej niż 10 procent z nich.
Kluczowe jest jednak zrozumienie, że ten wewnętrzny przewrót polityczny nie ma absolutnie nic wspólnego z samą okupacją ani ze strategicznym zarządzaniem trwającymi konfliktami. Zarówno izraelsko-żydowska opozycja, jak i partie koalicji rządzącej idą ramię w ramię, stanowczo opowiadając się za kontynuacją kampanii wojskowych, systematyczną czystką etniczną oraz trwającą okupacją Zachodniego Brzegu.
Liderzy głównego nurtu opozycji, tacy jak Gadi Eisenkot czy Naftali Bennett, w pełni popierają politykę żelaznej ręki obecnego rządu. Zajmują oni tak samo jastrzębie stanowisko w kwestii ludobójstwa w Strefie Gazy, czystki etnicznej na Zachodnim Brzegu oraz wojen w Libanie i Iranie. Odzwierciedla to głęboko zakorzeniony konsensus militarny w izraelskim establishmencie, który skutecznie ucisza jakikolwiek fundamentalny sprzeciw. W rezultacie mamy do czynienia z absolutną próżnią, jeśli chodzi o prawdziwą debatę publiczną czy polityczną na temat tych kluczowych strategii. Mówiąc wprost, zdecydowana większość żydowskiej opinii publicznej w Izraelu zdecydowanie popiera konfrontację militarną z Libanem i Iranem, a nastroje te są powszechnie podzielane i legitymizowane przez wszystkie główne żydowskie ugrupowania polityczne. W tym klimacie całkowitej mobilizacji cała kwestia palestyńska nie tyle została odsunięta na boczny tor, ile całkowicie wymazano ją z głównego nurtu dyskursu politycznego.
To, co czyni ten konkretny cykl historycznie niestabilnym, to bezprecedensowy upadek tradycyjnego duopolu centrolewicy i centroprawicy. Ta ideologiczna próżnia pozwoliła skrajnie prawicowym, ultranacjonalistycznym frakcjom na ugruntowanie swojej władzy, przekształcając wybory w bitwę toczącą się wyłącznie w obrębie prawej strony spektrum politycznego.
Podczas gdy los jakiegokolwiek przyszłego rządu spoczywa bezpośrednio w rękach partii arabsko-izraelskich. Choć często postrzega się je jako drugorzędnych aktorów politycznych, stały się one ostatecznymi języczkami u wagi, dysponującymi kluczowymi mandatami potrzebnymi do zabezpieczenia większości w Knesecie. Mimo tej karty przetargowej liderzy głównego nurtu opozycji coraz głośniej mówią o swojej odmowie współpracy z nimi. To bezkompromisowe stanowisko ma miejsce pomimo niedawnej historii: w 2021 roku Zjednoczona Lista Arabska (Ra'am), kierowana przez Mansoura Abbasa, zapisała się w historii, stając się pierwszą niezależną partią arabską, która formalnie dołączyła do koalicji rządzącej za premierów Naftalego Bennetta i Jaira Lapida.
Co zatem się zmieniło?
Po 7 października dehumanizacja Palestyńczyków pogłębiła się jeszcze bardziej. Ci tak zwani liderzy opozycji nie chcą współpracować ze współobywatelami, którzy są Palestyńczykami. Wynika to z faktu, że apartheid, segregacja i systemowy podział w izraelskim społeczeństwie sięgają niezwykle głęboko - rozwijały się przez ponad siedem dekad. To po prostu kolejny przejaw całkowitej segregacji oraz dehumanizacji Palestyńczyków, która przybrała na sile od 2023 roku.
Jaki jest ich status w izraelskim społeczeństwie?
Trzeba jasno powiedzieć, że nie są oni traktowani w taki sam sposób jak żydowscy obywatele Izraela. Formalnie mają izraelskie obywatelstwo, jednak ich codzienne doświadczenia definiuje systemowe i instytucjonalne wykluczenie. Choć stanowią 17 procent obywateli kraju, nie cieszą się takimi samymi prawami jak obywateli żydowscy - ani w świetle prawa, ani w praktyce. Strukturalnym fundamentem tego wykluczenia jest ziemia. Poprzez dyskryminujące ustawodawstwo, w szczególności ustawę o własności osób nieobecnych, Izrael po 1948 roku wywłaszczył ogromne obszary ziemi należącej do Palestyńczyków, w tym miliony dunamów należących do społeczności, których mieszkańcy zostali wypędzeni i pozbawieni prawa powrotu.
W rezultacie społeczności palestyńskie mają dziś dostęp do mniej niż 3 procent całkowitej powierzchni kraju, podczas gdy ponad 90 procent ziemi na suwerennym terytorium Izraela znajduje się pod kontrolą państwa - i jest ona wykorzystywana niemal wyłącznie z korzyścią dla ludności żydowskiej. Izrael zbudował setki nowych osiedli dla obywateli żydowskich, nie zakładając przy tym ani jednej nowej społeczności dla swoich obywateli palestyńskich, z częściowym wyjątkiem kilku miasteczek zaprojektowanych w celu koncentracji i kontroli ludności beduińskiej, którą zresztą również odarto z większości praw własnościowych. W już istniejących społecznościach palestyńscy mieszkańcy mierzą się z drastycznymi ograniczeniami w zakresie budownictwa i rozwoju, ponieważ plany zagospodarowania przestrzennego celowo nie uwzględniają rzeczywistego wzrostu populacji, co stawia ludzi przed brakiem wyboru i zmusza do budowania bez pozwoleń. W setkach miasteczek i wsi w całym kraju funkcjonują komitety rekrutacyjne prawnie upoważnione do odrzucania palestyńskich kandydatów ze względu na "niekompatybilność kulturową", co w praktyce pozwala zachować przestrzenie wyłącznie dla Żydów.
A co z miastami mieszanymi?
Palestyńscy obywatele są w dużej mierze spychani do oddzielnych dzielnic z powodu dyskryminacyjnych praktyk w handlu mieszkaniami i ziemią, zaporowych kosztów oraz braku odpowiednich usług edukacyjnych, religijnych i kulturalnych w innych miejscach. Poza kwestią ziemi i mieszkalnictwa, palestyńscy obywatele doświadczają również marginalizacji politycznej.
To znaczy?
Ich wybrani przedstawiciele są rutynowo piętnowani przez czołowe osobistości polityczne, a ich prawo do znaczącego udziału w życiu politycznym jest nieustannie podważane. Ustawodawstwo takie jak ustawa o Nakbie ogranicza ich wolność do publicznego upamiętniania własnych doświadczeń historycznych, podczas gdy ustawa o bojkocie zawęża ich możliwość krytykowania polityki państwa. Skumulowany efekt tych działań został konstytucyjnie ugruntowany przez ustawę zasadniczą o państwie narodowym z 2018 roku, która zapisała wyłączne prawo narodu żydowskiego do samostanowienia, wprost legitymizując instytucjonalną dyskryminację w sferze osadnictwa, mieszkalnictwa, alokacji ziemi, obywatelstwa, języka i kultury. Dokument ten jasno pokazuje, że wykluczenie palestyńskich obywateli nie jest przypadkowe ani nie wynika z odosobnionych działań rządu - to celowy i systematyczny rezultat funkcjonowania reżimu zorganizowanego wokół jednej zasady: umacniania i trwałego ugruntowania żydowskiej supremacji nad wszystkimi innymi ludźmi żyjącymi pod izraelskimi rządami.
Jak Widzi Pan przyszłość obecnej sytuacji w świetle procesów politycznych, o których wspomnieliśmy w naszej rozmowie?
Muszę przyznać, że jesteśmy głęboko zaniepokojeni losem praw człowieka i ludzkiego życia, a zwłaszcza losem Palestyńczyków w tym regionie. Izrael działa jak regionalne mocarstwo i w dalszym ciągu otrzymuje zielone światło na prowadzenie trwającego ludobójstwa oraz czystki etnicznej na Zachodnim Brzegu, podczas gdy cały świat stoi bezczynnie, nie robiąc absolutnie nic, aby temu zapobiec, bronić praw człowieka czy chronić ludzkie życie w tym regionie. Izraelski reżim apartheidu i okupacji jest nierozerwalnie związany z łamaniem praw człowieka.
Naszą misją jest dążenie do przyszłości, w której prawa człowieka, demokracja, wolność i równość będą zapewnione wszystkim ludziom, zarówno Palestyńczykom, jak i Izraelczykom, żyjącym między rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym.
Shai Parnes jest dyrektorem ds. relacji z opinią publiczną w organizacji B'Tselem. Wcześniej przez ponad dekadę pracował jako dziennikarz i redaktor w różnych wiodących kanałach medialnych w Izraelu.
Nazwa B'Tselem, która w dosłownym tłumaczeniu z hebrajskiego oznacza "na obraz", została nadana przez zmarłego członka Knesetu Jossiego Sarida jako bezpośrednia aluzja do biblijnego wersetu z Księgi Rodzaju mówiącego, że Bóg stworzył człowieka na swój własny obraz. Ta fundamentalna koncepcja podkreśla główną misję organizacji: oddanie uniwersalnemu i żydowskiemu nakazowi moralnemu, jakim jest szanowanie i ochrona praw człowieka wszystkich ludzi.
Od momentu powstania w 1989 roku ta niezależna, bezpartyjna organizacja skrupulatnie dokumentuje, bada i publikuje dane statystyczne, zeznania, materiały wideo oraz kompleksowe raporty dotyczące łamania praw człowieka w tym regionie. Finansowana wyłącznie z prywatnych darowizn oraz dotacji od fundacji europejskich i północnoamerykańskich, organizacja B'Tselem początkowo koncentrowała swój mandat ściśle wokół reżimów okupacji wojskowej na Zachodnim Brzegu, w Jerozolimie Wschodniej oraz w Strefie Gazy.
Jednak w ciągu ponad trzech dekad badań terenowych organizacja przeszła zasadniczą zmianę paradygmatu. Z jej analiz wynikło, że tradycyjna koncepcja dwóch równoległych systemów - stałej demokracji na zachód od Zielonej Linii i tymczasowej okupacji wojskowej na wschodzie - była całkowicie oderwana od rzeczywistości. Zamiast tego B'Tselem twierdzi obecnie, że cały obszar kontrolowany przez Izrael między Morzem Śródziemnym a rzeką Jordan funkcjonuje w ramach jednego reżimu apartheidu. Zgodnie z ich ustaleniami system ten zarządza wszystkimi mieszkańcami w oparciu o jedną nadrzędną zasadę organizacyjną: ustanowienie i utrwalenie kontroli jednej grupy ludzi nad drugą za pomocą systemowych praw, praktyk oraz przemocy państwowej.
Ta rzetelna i często budząca kontrowersje praca zapewniła B'Tselem prominentne miejsce w globalnej społeczności praw człowieka. Organizacja otrzymała liczne prestiżowe wyróżnienia, w tym Nagrodę Praw Człowieka im. Cartera i Menila, Sztokholmską Nagrodę Praw Człowieka oraz Nagrodę Praw Człowieka Republiki Francuskiej, a także międzynarodowe uznanie za swoje pionierskie projekty z zakresu wideo-rzecznictwa. Dzisiaj dołącza do nas jeden z obecnych przedstawicieli terenowych B'Tselem, aby porozmawiać o tej trwającej pracy, zmieniającym się mandacie organizacji oraz rzeczywistości na miejscu.