Miasto tętniło życiem. Wieczorami eleganckie powozy zatrzymywały się przed teatrami, restauracjami i kawiarniami, gdzie spotykała się elita Warszawy. Właśnie w tym świecie rodziła się kariera Marii Wisnowskiej - aktorki, która zachwycała publiczność talentem i urodą. Jej życie zakończyło się jednak nagle, w niejasnych okolicznościach.
Początki kariery
Niejasna była także data urodzenia aktorki. Na jej grobie na Warszawskich Powązkach napisano, że przyszła na świat 23 grudnia 1861. Aktorka podawała, że rodziła się w roku 1860. W rzeczywistości przyszła na świat w roku 1859. W księgach metrykalnych w parafii Św. Krzyża w Warszawie zapisano, że urodziła się 23 grudnia tegoż roku, w mieszkaniu jej rodziców przy ulicy Mazowieckiej. Ochrzczona została jednak kilka miesięcy później - 10 marca 1860. Jako przyczynę opóźnienia jej ojciec podał księdzu - brak czasu. Pewnie dlatego Maria podawała rok 1860 jako rok przyjścia na świat. Ojcem przyszłej aktorki był Oswald Wisnowski - kupiec prowadzący w Warszawie sklep kolonialny. Matka miała na imię Emilia i pochodziła z rodu Hoffmanów. Była 11 lat młodsza od Oswalda. To ona wychowywała Marię po przedwczesnej śmierci męża. Jak czytamy na stronie encyklopediateatru.pl, Wisnowska ukończyła pensję w Warszawie i tu zaczęła występować jako amatorka w teatrze Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Debiutowała13 listopada 1878 we Lwowie w roli Jadwigi (Zbudziło się w niej serce). Miała wtedy 19 lat. Zagrała tam kilka sezonów. Latem 1880 występowała gościnnie w Warszawskich Teatrach Rządowych: 25 lipca w roli Jadwigi (Zbudziło się w niej serce), potem jako Antonina (Starzy kawalerowie), Iza (Kosa i kamień) czy Małgorzata (Safanduły). We wrześniu 1880 wróciła do Lwowa, ale już w kwietniu 1881 została zaangażowana do zespołu dramatu Warszawskich Teatrów Rządowych i pracowała tu do końca życia, z dłuższą przerwą w 1887-88. Wyjechała wtedy do Krakowa, a stamtąd do Paryża, gdzie próbowała - bez powodzenia - zrobić karierę. Często występowała jako deklamatorka na koncertach, zwłaszcza w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym. Po raz ostatni widzowie oklaskiwali ją na scenie 27 czerwca 1890 jako Zofię Łaszowską (Oj, mężczyźni, mężczyźni). Zginęła kilka dni później w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 1890 roku.


Obiekt pożądania
W poświęconych jej publikacjach możemy przeczytać, że była zgrabną blondynką średniego wzrostu. Miała regularne rysy twarzy, pełne usta, mocno zarysowaną szczękę i duże i wyraziste oczy. Jej głos był miły, donośny, a dykcja pierwszorzędna. Swoje sukcesy na scenie zawdzięczała jednak nie tylko urodzie. Mówiono, że wybiła się dzięki nieprzeciętnej inteligencji i wdziękowi. Na przełomie lat osiemdziesiątych XIX stulecia Maria Wisnowska należała do najbardziej rozpoznawalnych młodych aktorek warszawskich scen. Gazety regularnie zamieszczały recenzje jej występów, podkreślając naturalność gry, sceniczną charyzmę oraz wyjątkową urodę. Publiczność darzyła ją ogromną sympatią. Była przedstawicielką nowego pokolenia artystek - ambitnych, samodzielnych i coraz śmielej walczących o swoje miejsce w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Kariera aktorska dawała rozpoznawalność, ale miała również swoją cenę. Aktorzy i aktorki pozostawali nieustannie pod obserwacją prasy oraz publiczności. Plotki dotyczące ich życia prywatnego rozchodziły się błyskawicznie. Każdy romans czy konflikt stawał się tematem rozmów w salonach i kawiarniach. Nie inaczej było z Marią Wisnowską. Jednym z mężczyzn, którzy pojawili się w jej życiu, był Aleksander Bartenjew - oficer armii rosyjskiej wywodzący się z zamożnej rodziny.
Burzliwy romans
Bartenjew wyróżniał się dobrymi manierami i wojskową prezencją. Początkowo nic nie wskazywało na to, że znajomość z aktorką zakończy się tragedią. Wręcz przeciwnie. Bartenjew adorował Wisnowską. Przesyłał je do teatru bukiety kwiatów. Bywał u niej. Znajomi wspominali, że był całkowicie zauroczony piękną aktorką. Z czasem jednak uczucie zaczęło przybierać niepokojącą formę. Oficer stawał się coraz bardziej zazdrosny. Nie potrafił zaakceptować faktu, że Maria z racji wykonywanego zawodu spotykała wielu ludzi. Każde spojrzenie, rozmowa czy obecność mężczyzny w pobliżu aktorki budziły jego podejrzenia. Coraz częściej dochodziło do gwałtownych scen, podczas których próbował wymuszać na ukochanej deklaracje wierności i zapewnienia o miłości. Świadkowie wspominali później, że Wisnowska zaczęła odczuwać zmęczenie nieustannymi awanturami. Chciała skoncentrować się na pracy i rozwijaniu kariery teatralnej. W listach oraz rozmowach z przyjaciółmi miała sygnalizować, że relacja z Bartenjewem staje się dla niej ciężarem. Mężczyzna nie potrafił jednak pogodzić się z możliwością rozstania. Dziś psychologowie określiliby jego zachowanie mianem obsesyjnej zazdrości. Wówczas podobne reakcje często przedstawiano jako dowód wielkiej miłości. Prasa chętnie romantyzowała gwałtowne uczucia, opisując je językiem dramatów i powieści. W rzeczywistości były to sygnały narastającej przemocy psychicznej.
Tragiczny finał
Na kilka dni przed tragedią atmosfera między kochankami była wyjątkowo napięta. Według późniejszych relacji Maria zamierzała definitywnie zakończyć znajomość. Planowała wyjazd do Galicji, a potem do Anglii i Ameryki. Nie chciała już dłużej znosić wybuchów zazdrości ani emocjonalnych szantaży. Bartenjew z kolei miał przekonywać, że bez niej nie potrafi żyć. W jego wypowiedziach coraz częściej pojawiały się dramatyczne deklaracje, które dziś uznano by za poważny sygnał ostrzegawczy. Groził, że się zabije. Wieczorem 30 czerwca 1890 roku oboje spotkali się po raz kolejny. W pokoju przy ulicy Nowogrodzkiej 14. Według Wisnowskiej miało to być ich ostatnie spotkanie przed jej wyjazdem zagranicę. Wszystko, co wiadomo o jego przebiegu pochodzi z późniejszych zeznań Aleksandra Bartenjewa oraz relacji świadków. Sprawca twierdził, że rozmawiali o przyszłości, o możliwości wspólnego życia. Młody oficer chciał poślubić aktorkę, ale nie zgadzał się na to jego ojciec. To dodatkowo komplikowało sprawę. Pewne jest jedynie to, że atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Maria konsekwentnie odrzucała wizję dalszego związku. Bartenjew nie potrafił zaakceptować jej decyzji. Do tragedii doszło w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 1890 roku we wspomnianymi mieszkaniu przy Nowogrodzkiej, wynajmowanym przez Bartenjewa. Aktorkę znaleziono martwą na sofie, w otoczeniu pozostałości po kolacji oraz butelek po alkoholu. Sekcja zwłok wykazała, że zginęła od jednego strzału z rewolweru dużego kalibru. Marian Łodyga w "Dokładnym sprawozdaniu sądowym z zabójstwa Maryi Wisnowskiej" - wydanym w roku 1891 - napisał, że "kula, uderzając na 2 centymetry poniżej lewej piersi przebiła serce, przeszła przez płuca i uwięzła w kręgosłupie". W jednej chwili zakończyło się życie młodej kobiety, przed którą otwierała się obiecująca przyszłość na warszawskich scenach.
"Jeżeli mnie kochasz - zabij mnie"
Bartenjew przyznał się do winy. Jeszcze rankiem 1 lipca opowiedział o zdarzeniu koledze z grodzieńskiego pułku huzarów stacjonującego w warszawskich łazienkach. Powiedział "Zabiłem Manię". A dopytywany dodał, że chodzi o artystkę - Marię Wisnowską. W sądzie tłumaczył, że działał na prośbę Wisnowskiej i w porozumieniu z nią. Mieli planować wspólne samobójstwo. Ona zażyła środki odurzające i poprosiła, żeby zabił ją we śnie, a potem skończył ze sobą. Ją zastrzelił. Na zabicie siebie się nie zdecydował. Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego. Warszawa żyła tą sprawą przez kolejne tygodnie. Gazety publikowały szczegółowe relacje z miejsca zdarzenia, opisywały pokój, w którym doszło do tragedii, oraz rekonstruowały ostatnie godziny życia aktorki. O sprawie pisał także krakowski "Czas" w wydaniu z 22 lutego 1891. Relacjonował przebieg procesu. Przytaczano treść zeznań zabójcy. Ich odczytanie trwało półtorej godziny. Oskarżony twierdził stanowczo, iż "przyszedł do mieszkania na ulicę Nowogrodzką bez zamiaru samobójstwa lub zabójstwa; że rewolwer, opium i chloroform (znalezione w pokoju) przyniosła Wisnowska i że ona kilkakrotnie wyrażała stanowcze żądanie śmierci. "Muszę umrzeć" - powtarzała. "Jeżeli mnie kochasz, zabij mnie." "Wystrzał nastąpił z mojej woli" - zeznawał oskarżony - "lecz jak się to stało, nie wiem" - mówił. Twierdził, że był nieprzytomny. Przekonywał, że Wisnowska proponowała mu kiedyś otrucie się - ale odmówił. Utrzymywał także, że nigdy nie był zazdrosny o nikogo ze zbliżających się do Wisnowskiej. Przesłuchano także wielu świadków. Kolegów zabójcy oraz mieszkańców kamienicy przy Nowogrodzkiej. Lekarzy denatki. Tapicer Mielników zeznał, iż z polecenia Bartenjewa urządzał pokój przy Nowogrodzkiej, a robotę skończył 29 go czerwca wieczorem. Lokaj Bartenjewa, Piotr Badysuk, zeznawał między innymi, że rewolwer, z którego Wisnowska została zabitą, przez pewien czas nie znajdował się w mieszkaniu Bartenjewa. Jadąc na schadzkę 30 czerwca, Bartenjew miał zabrać ze sobą tylko butelkę szampana, szklaneczkę i flaszkę z wodą kolońską. Kucharka Wisnowskiej potwierdziła, iż otrzymała przy wyjściu swej pani dnia 30 czerwca polecenie "przyszykowania kolacyi". Z kolei doktor Kawowski zeznawał, jako lekarz Wisnowskiej, że była ona silnie zdenerwowaną. Stan ten wciąż się wzmagał. Wisnowska cierpiała na bezsenność, miewała halucynacje, traciła pamięć. Miała być "wysoce zarozumiałą co do swego talentu". "Marzyła o tem, że będzie znakomitością w Europie". Jednocześnie wyrażała często obawy, iż nie skończy śmiercią naturalną. Miała pytać zeznającego lekarza, o to "ile opium do otrucia potrzeba", ale nie otrzymała odpowiedzi. Inny ze świadków zeznawał, że Wisnowska opowiadała mu, że Bartenjew kochał ją do tego stopnia, iż "gotów był zabić ojca swego, jeśli ten będzie się sprzeciwiał jego ślubowi z Wisnowską" Berttenjew sam miał też grozić Wisnowskiej, że zabije się, jeśli ta go odrzuci.
Epilog
Wyjaśnieniom Bartenjewa ostatecznie nie dano wiary. 3 razy zmieniał on zeznania. Został uznany winnym. Wyrok przewidywał utratę praw szlacheckich, osiem lat ciężkich robót oraz dożywotnie zesłanie na Syberię po ich odbyciu. Kurier Warszawski z dnia 2 marca 1892 zamieścił jednak krótką notatkę, z której wynika, że karę Bartenjewa "skazanego za zabójstwo artystki Wisnowskiej w Warszawie na osiem lat ciężkich robót, zamieniono na służbę w stopniu szeregowca na Kaukazie przez lat pięć, bez pozbawienia prawa do awansu". Wisnowską pochowano 3 lipca 1890 roku. Jej śmierć stała się jednym z najgłośniejszych wydarzeń kryminalnych w historii polskiego teatru, która trwale zapisała się w kulturze i prasie epoki. Tragiczne zakończenie jej życia wywołało duży oddźwięk literacki: stało się tematem rosyjskiej noweli Iwana Bunina ("Sprawa korneta Jełagina") oraz polskiej powieści Stanisława Wotowskiego ("Maria Wiśniowska w więzach tragicznej miłości"). Jej nagrobek możecie obejrzeć na Warszawskich Powązkach przy katakumbach.
