Ostatni król Polski opuścił swoja ukochaną Warszawę po klęsce Powstania Kościuszkowskiego 5 stycznia 1795 r. Takie było polecenie jego niegdysiejszej kochanki-carycy Katarzyny II. Monarcha wyjechał do Grodna. Tam też podpisał akt abdykacji 25 listopada 1795 roku. Data nie była przypadkowa: przypadała w 31 rocznicę jego koronacji. W dokumencie znalazły się słowa o dobrowolnym wyrzeczeniu się praw do Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale za uroczystą formułą krył się dramat człowieka, który nie miał innego wyboru. Jego akt abdykacji i złożenie korony często traktowane są jako zatwierdzenie przez monarchę trzeciego rozbioru. Rzeczpospolita przestała istnieć, a sam Poniatowski był zależny od Rosji. Stanisław August doznał politycznej klęski własnego programu, utracił tron i został zmuszony do opuszczenia Warszawy. Cieniem na jego życiorysie położył się fakt, iż przystąpił wcześniej do magnackiego spisku zawiązanego w roku 1792 w Targowicy na życzenie i pod patronatem carycy Katarzyny II, a skierowanego przeciwko reformom Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 maja. Akt ten - uznany za symbol zdrady narodowej - nie pozostał bez wpływu nie tylko na ocenę postaci króla przez historyków, ale także na pośmiertne losy Stanisława Augusta.
Polski król ojcem cara?
Po opuszczeniu Warszawy ostatni król Polski przebywał w Grodnie. Mieszkał tu dwa lata. Po śmierci carycy Katarzyny II jej następca, car Paweł I zaprosił Stanisława Augusta do Petersburga. Poniatowski zamieszkał w tamtejszym Pałacu Marmurowym. Pałac był wspaniałą rezydencją, położoną w samym centrum miasta. Stanisław August mieszkał w cieniu rosyjskiego dworu, z którym jego losy od dawna były splecione. To właśnie Rosja wyniosła go na tron w 1764 roku, Rosja narzucała mu ograniczenia, Rosja uczestniczyła w rozbiorach, a teraz rosyjski monarcha dawał mu schronienie w ostatnim okresie życia. Oficjalnie traktowano go z szacunkiem należnym monarsze, lecz znajdował się pod stałą kontrolą rosyjskich służb i dworu. Paweł I zapraszał go do swoich rezydencji oraz na dworskie przyjęcia. Car nienawidził swojej matki, a w Stanisławie Auguście upatrywał swojego biologicznego ojca. Istniały bowiem plotki, że był synem carycy Katarzyny i właśnie ostatniego polskiego króla. Potencjalnych biologicznych ojców było jednak więcej. Przekonanie cara o ojcostwie Poniatowskiego sprawiło, że ten traktowany był w sposób wyjątkowy. Jak czytamy na stronie łązienki-krolewskie.pl: "Ostatni dzień życia spędził (Poniatowski) w Pałacu Marmurowym w Petersburgu. Rano przyniesiono mu do łóżka, jak zwykle, filiżankę bulionu. Po wypiciu płynu zasłabł i stracił przytomność. Gdy ją odzyskał, poprosił do siebie księdza. Potem znów stracił przytomność. Zmarł późnym wieczorem". Było to 12 lutego 1798 roku. Po śmierci Stanisława Augusta ogłoszono miesięczną żałobę, w kościele odprawiano codzienne nabożeństwa za duszę zmarłego, a przy trumnie wystawiono wartę honorową. Zwłoki ubrano w mundur polskiej gwardii narodowej. Na głowę włożono koronę, którą ufundował nowy rosyjski władca. Ciało ostatniego króla Rzeczpospolitej pochowano w katolickim kościele św. Katarzyny. Było to pierwsze, ale nie ostatnie miejsce spoczynku polskiego króla.
Drugi pogrzeb
W kościele w Petersburgu królewskie szczątki spoczywały przez około 140 lat. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku sytuacja się zmieniła, ale nie oznaczało to automatycznie sprowadzenia szczątków Stanisława Augusta do kraju. II Rzeczpospolita miała własny kanon bohaterów. Józef Piłsudski, powstania narodowe, legioniści i tradycja walki o niepodległość zajmowały w nim szczególne miejsce. Stanisław August, który kojarzył się wielu ludziom z Rosją i z klęską państwa, nie pasował do tego obrazu. W oczach części opinii publicznej był przede wszystkim królem, za którego panowania dokonano rozbiorów, a jego udział w Targowicy stawał się dowodem politycznej winy. To dlatego w 1921 roku, podczas układania relacji z sowiecką Rosją, sprawa jego szczątków nie została rozwiązana. Nie było woli politycznej. Pod koniec lat 40 XX wieku Sowieci zdecydowali za Polaków. Postanowili rozebrać świątynię, w której spoczywały szczątki polskiego władcy, a sarkofag monarchy - przekazać polskim władzom. Fakt ten wywołał w ówczesnej II Rzeczypospolitej niemały problem dyplomatyczny i wizerunkowy. Ówczesne władze sanacyjne (w tym prezydent, otwiera się w nowym oknie Ignacy Mościcki) ze względów propagandowych nie zgodziły się na uroczysty pogrzeb króla na Wawelu ani w Warszawie. Poniatowski był powszechnie kojarzony z upadkiem państwa i uległością wobec Rosji. Aby uniknąć skandalu i publicznych protestów, trumnę przewieziono do Polski w tajemnicy, w wagonie towarowym. W lipcu 1938 roku szczątki przewieziono pociągiem w kierunku Polski. 11 lipca skład dotarł do stacji granicznej Stołpce. W lipcu 1938 roku szczątki złożono bez państwowych honorów, w tajemnicy, w kościele św. Trójcy w Wołczynie (miejscu narodzin króla, obecnie na terytorium Białorusi). Informacja o pogrzebie króla przedostała się jednak do prasy. Pojawiły się pytania, dlaczego Stanisław August - człowiek, który przez trzydzieści lat nosił koronę - został pochowany nocą, bez ceremonii, w małym kościele. Dyskusja wyszła jednak poza samą kwestię ceremonii. Zaczęto pytać: gdzie właściwie powinien spoczywać Stanisław August? Czy należy mu się Wawel? Czy powinien znaleźć się w Warszawie, w katedrze, gdzie był koronowany? A może w Łazienkach, które były jego ukochaną rezydencją i jednym z najważniejszych świadectw jego mecenatu? "Wiadomości Literackie" przeprowadziły wówczas ankietę wśród ludzi kultury, nauki i sztuki. Wynik był bardzo wymowny. 32 osoby opowiedziały się za Wawelem, 26 wskazało Warszawę - katedrę lub Łazienki - natomiast tylko 8 uznało, że najlepszym miejscem będzie Wołczyn. Ankieta pokazuje, że tajny pochówek nie rozwiązał problemu. Przeciwnie - uczynił go jeszcze bardziej kontrowersyjnym. W prasie ścierały się więc dwie wizje króla. Pierwsza widziała w nim przede wszystkim człowieka odpowiedzialnego za katastrofę państwa, zbyt zależnego od Rosji i obciążonego decyzją o przystąpieniu do Targowicy. Druga przypominała o jego mecenacie, reformach, Konstytucji 3 maja, rozwoju kultury i edukacji. Obie wizje były silne i żadna nie mogła całkowicie wymazać drugiej. Potem wybuchła II Wojna Światowa.
Pogrzeb trzeci
Wołczyn nie pozostał ostatecznym miejscem spoczynku Stanisława Augusta. Po 17 września 1939 roku miejscowość znalazła się pod okupacją sowiecką. Kościół został splądrowany, a królewski grobowiec zdewastowany. W kolejnych dekadach świątynia niszczała, zmieniając swoje funkcje i tracąc pierwotny charakter. Po II wojnie światowej Wołczyn znalazł się poza granicami Polski, na terytorium Białoruskiej SRR. To miało ogromne znaczenie dla dalszych losów królewskich szczątków. Król, który w 1938 roku wrócił do Polski, po zmianie granic znów znalazł się poza jej granicami. Po wojnie postać Poniatowskiego również budziła kontrowersje. Jego zależność od Rosji i rozbiory czyniły go postacią kłopotliwą, a w publicystyce pojawiały się ostre oceny jego działalności. Sprawa sprowadzenia jego szczątków do Polski powracała jednak co jakiś czas. Dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych nastąpił zwrot. W 1987 roku konserwatorzy i badacze z Grodna zajęli się ruinami wołczyńskiego kościoła. To, co odnaleziono, było przejmujące. Po królewskim grobie pozostały tylko fragmenty. Szczątki nie zachowały się w całości. Wśród pozostałości znajdowały się kawałki trumny, elementy stroju i fragmenty kości. W 1988 roku te pozostałości przekazano stronie polskiej. 15 grudnia do Warszawy przywiozła je delegacja pod kierunkiem profesora Aleksandra Gieysztora. Ale i pod koniec XX wieku sprawa pochówku króla dzieliła Polaków. W dyskusjach wskazywano m.in. na przynależność Stanisława Augusta do masonerii i na inne kontrowersje związane z jego życiem. Wybór ostatecznego pochówku króla nie był prosty. Wawel miał oczywiste znaczenie jako nekropolia monarchów. Łazienki były mocno związane z historią Stanisława Augusta. Katedra św. Jana była jednak miejscem szczególnym: tutaj król został koronowany i z Warszawą był najsilniej związany. 14 lutego 1995 roku, niemal dokładnie 197 lat po śmierci Stanisława Augusta, w archikatedrze św. Jana Chrzciciela, odbyły się uroczystości pogrzebowe. Był to trzeci pogrzeb ostatniego króla Polski.
Symboliczny nagrobek w Łazienkach.
Stanisław August ma także symboliczny grób-pomnik (namiastkę swojego mauzoleum, które planował tu niegdyś wznieść) w warszawskich Łazienkach. Ziemia z Wołczyna - z krypty, gdzie pochowano króla - trafiła do miejsca, które za życia ukochał szczególnie i na terenie którego chciał być pochowany. W 1989 roku ziemię tę złożono na niewielkim wzniesieniu w pobliżu Pałacu na Wyspie. O fakcie tym informuje stosowna tablica. Inicjatorem tego upamiętnienia był ówczesny dyrektor Łazienek Królewskich - profesor Marek Kwiatkowski. To miejsce - wraz z Petersburgiem, Wołczynem, i warszawską katedrą - tworzy mapę pośmiertnej drogi Stanisława Augusta. Jako król wciąż oceniany jest różnie. Krytycy pamiętają fakt przystąpienia władcy do Konfederacji Targowickiej w 1792 roku i jego zależność od Rosjan. Ale czy można jego życie i postawę skwitować jednym słowem - zdrajca? Sam Poniatowski pragnął być zapamiętany przede wszystkim jako król-reformator, oświecony modernizator państwa oraz wielki mecenas nauki i kultury. Tych zasług nie sposób mu przecież odmówić.
