Wybieranie żywności ekologicznej, wymiana środków higieny na te wyprodukowane z naturalnych składników, rezygnacja z używek takich jak alkohol czy papierosy. Świadomość dotycząca toksyczności otaczającego nas świata wzrasta z roku na rok, a coraz więcej osób pragnie jak najdłużej cieszyć się dobrą kondycją i zdrowiem. Wiele mówi się również o wpływie środowiska naturalnego na organizm człowieka. Dlatego wprowadzanie ekologicznych rozwiązań stało się tematem powszechnym i szeroko dyskutowanym. Jednocześnie na świecie są miejsca, wobec których wyżej wymienione założenia i innowacje wydają się nie mieć najmniejszego sensu. Poznaj najbardziej toksyczne miejsca na świecie.
Toksyczne miasta
Co roku w okresie jesienno-zimowym narzekamy na złą jakość powietrza w miastach. Specjaliści powtarzają, jak fatalny wpływ na zdrowie mają zanieczyszczenia, które wdychamy. Mowa tu przede wszystkim o oddziaływaniu na układ oddechowy, zaostrzeniu objawów astmy czy przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Osoby zmagające się z chorobami układu krążenia, na przykład niewydolnością serca czy nadciśnieniem, również mogą odczuwać pogorszenie samopoczucia. Co ciekawe, smog może wpływać także na nienarodzone jeszcze dzieci. Badania pokazują, że maluchy, których matki były narażone na wysokie stężenie toksycznych substancji w powietrzu, w przyszłości mogą mieć problemy z pamięcią, koncentracją czy nauką. Dlatego tak wiele mówi się o wdrażaniu środków zapobiegawczych, termomodernizacji budynków, wymianie źródeł ciepła czy ograniczeniu ruchu samochodów w centrach miast. Co więcej, wiele osób po otrzymaniu "smogowego" alertu RCB, decyduje się pozostać w domu. Jednak nie wszędzie na świecie temat ten uważany jest za problem. W wielu miejscach zanieczyszczenie powietrza znacznie przekracza bezpieczne normy dla zdrowia człowieka. Mimo to, dla tamtejszych władz wydaje się to problemem trzeciorzędnym.
Miasto Linfen znajdujące się w prowincji Shanxi jest kluczowym ośrodkiem przemysłu węglowego, chemicznego i metalurgicznego w Chinach. Bez ogródek można powiedzieć, że poziom zanieczyszczenia powietrza jest tam ekstremalnie wysoki. Media niejednokrotnie nazywały je najbardziej toksycznym i najbrudniejszym miastem na świecie. Trzy miliony mieszkańców narażonych jest na wdychanie skażonego powietrza, przez co duszenie czy krztuszenie się stało się codziennością. Nieprzerwana obecność smogu przyczyniła się do znaczącego zwiększenia liczby zachorowań na raka oraz na choroby układu oddechowego.
Innym miastem, które od lat zatruwa mieszkańców jest Kabwe znajdujące się w Zambii w Afryce. Tamtejsze fabryki przetwarzają surowce takie jak ołów i kadm, produkując przy okazji ogromne ilości toksycznych zanieczyszczeń. Tym samym miejsce to jest skrajnie niebezpieczne dla zdrowia i życia. Skażenie powietrza ma przekraczać dopuszczalne normy aż czterokrotnie. Mimo to w mieście mieszka ponad 250 tysięcy mieszkańców.
Norylsk to jedno z najdalej wysuniętych na północ zamieszkanych rosyjskich miast, gdzie powietrze zatruwa toksyczny, gęsty dym oraz duszący zapach siarki. Przez większość roku panuje tu przeraźliwy ziąb, a zima trwa około ośmiu miesięcy. Na terenie miasta znajdują się przede wszystkim socjalistyczne blokowiska oraz zakłady przemysłowe, wiele z nich jest już nieczynnych. Norylsk jest jednym z kluczowych ośrodków metalurgicznych w Rosji, mieści się tam największy na świecie zakład wytopu metali ciężkich. Z fabrycznych kominów do powietrza przedostają się ogromne ilości dwutlenku siarki oraz dwutlenku węgla. Jak podaje National Geographic, odnotowuje się tam najwięcej zachorowań na nowotwory i schorzenia układu oddechowego, a mieszkańcy Norylska żyją przeciętnie o 10 lat krócej w porównaniu do osób zamieszkujących inne części Rosji.
Rzeka czy ściek?
Toksyny mogą unosić się nie tylko w powietrzu, ale i znajdować się w wodzie. Jedną z najbardziej zanieczyszczonych rzek świata jest indyjska Jamuna, która jest najdłuższym dopływem Gangesu. Przepływa przez Delhi, stolicę Indii, oraz Agrę, w której znajduje się Tadż Mahal, jeden z siedmiu cudów świata. Do rzeki codziennie trafiają ogromne ilości ścieków, przez co woda wydziela trujący siarkowodór oraz amoniak. Wpadają tam również odpady przemysłowe i szkodliwe pestycydy, czyli substancje chemiczne wykorzystywane do zwalczania np. owadów, grzybów czy chwastów. Na powierzchni Jamuny unosi się toksyczna żółto-biała piana. Nic więc dziwnego, że mieszkający w pobliskich wioskach ludzie zmagają się z problemami ze zdrowiem. Mieszkańcy cierpią na tyfus, chorobę wywoływaną przez bakterie Salmonella Typhi, objawiającą się wysoką gorączką, bólami brzucha, biegunką czy wymiotami. Co więcej, odnotowywana jest tam wysoka śmiertelność wśród dzieci. Warto dodać, że woda z Jamuny w dużej mierze używana jest do picia przez mieszkańców wielu dzielnic Delhi. Zanim trafi do kranów, musi przejść proces oczyszczania, co ze względu na stopień zanieczyszczenia jest niezwykle trudne. Co ciekawe, mieszkańcy Indii Jamunę oraz Ganges - również znany z wysokiej ilości zanieczyszczeń, uznają za rzeki święte.
Radioaktywne jezioro
Jezioro Karaczaj znajdujące się w południowych górach Uralu w centralnej Rosji nazywane jest najbardziej toksycznym na świecie. Promieniowanie zaledwie 10 metrów od brzegu wynosi aż 600 rentgenów. Według serwisu IFL Science spędzenie godziny w takich warunkach dla człowieka może być śmiertelne. Od 1951 roku składowano tu radioaktywne odpady z jednego z największych zakładów atomowych Mayak. Był pierwszym zakładem z reaktorem jądrowym wykorzystywanym do produkcji plutonu na potrzeby radzieckiego programu budowy bomby atomowej. Kwestie takie jak bezpieczeństwo pracowników oraz toksyczny wpływ na środowisko naturalne i mieszkańców przez długi czas były niemal całkowicie pomijane. Związek Radziecki przez 30 lat utrzymywał w tajemnicy informacje o wysokim skażeniu jeziora. W 1957 roku doszło do katastrofalnej w skutkach eksplozji podziemnych zbiorników. Doprowadziła ona do skażenia obszaru wokół zakładu. W 2016 roku toksyczne jezioro zasypano blokami betonowymi, kamieniami i ziemią. Mimo to nadal przebywanie w jego pobliżu jest niebezpieczne dla zdrowia. Nie obyło się też bez tragicznych konsekwencji dla zdrowia mieszkańców. Znacznie wzrosła tam zachorowalność na choroby nowotworowe, zwiększyła się również liczba urodzeń dzieci z poważnymi wadami wrodzonymi.
Plama śmieci na oceanie
Problem utylizacji śmieci dotyka niejednego miejsca na świecie. Z roku na rok produkowane są coraz większe ilości odpadów, a wiele krajów nie radzi sobie z ich składowaniem. National Geographic podaje, że co roku do oceanów dostaje się aż 14 milionów ton plastiku. Osoby, które miały okazję podróżować na przykład do krajów Ameryki Łacińskiej czy niektórych części Azji, doskonale wiedzą, jak poważnym problemem są tam odpady. Tuż obok pięknych kurortów i turystycznych atrakcji często dostrzec można ogromne hałdy śmieci. Naukowcy od lat z niepokojem obserwują także sytuację na oceanach. Mowa przede wszystkim o Wyspie Śmieci, inaczej Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci, która znajduje się pomiędzy Hawajami a Kalifornią. Rozmiar dryfującego wysypiska przechodzi ludzkie wyobrażenia, ponieważ osiąga obszar przekraczający półtora miliona kilometrów kwadratowych. Dla porównania lądowa powierzchnia Polski wynosi 311 895 kilometrów kwadratowych. Wśród odpadów znajdują się tam przede wszystkim tworzywa sztuczne, butelki, plastikowe siatki, sieci rybackie czy artykuły gospodarstwa domowego. Śmieci są niezwykle niebezpieczne dla morskich zwierząt, a nagrzewający się plastik unoszący się na wodzie, uwalnia do niej wiele toksycznych substancji. Uważa się, że Wyspę Śmieci odkrył amerykański oceanograf Charles Moore w 1997 roku. Jednak pierwsze doniesienia o tym zjawisku miały miejsce już w latach 80. W 2022 roku przeprowadzono akcję The Ocean Cleanup, której celem jest oczyszczanie oceanów z plastiku. Ustalono wówczas, że największa część odpadów z pływającego wysypiska pochodzi z Chin i Japonii, a także w mniejszym stopniu z Korei Południowej, Tajwanu, Ameryki czy Kanady. Warto dodać, że nie jest to zjawisko pojedyncze, na oceanicznych wodach pojawiają się inne, coraz liczniejsze tego typu skupiska odpadów.
Najbardziej trujący ogród na świecie
Czy ogród, miejsce relaksu i spotkania z naturą, może być trujący? Okazuje się, że tak. Na ogół pięknie zadbana zielona przestrzeń to ozdoba i duma, każdego domu. Kompleksy zieleni pielęgnowane przez sztab profesjonalistów to także jedna z bardziej lubianych atrakcji turystycznych w wielu miastach na świecie. Istnieje jednak ogród, do którego wejście wiąże się z ogromnym ryzykiem. Tu każda roślina może okazać się śmiertelną pułapką. Trujący ogród znajduje się na terenie zamku Alnwick w angielskim Northumberland w północno-wschodniej części kraju, tuż przy granicy ze Szkocją. Obiekt ma aż 14 hektarów powierzchni. To właśnie tam wśród malowniczych, zielonych błoni, urokliwych alejek, różanych krzewów, szklarni i fontann znajduje się brama wyjęta wprost z powieści gotyckiej. Na jej froncie umieszczono dwie czaszki oraz napisy "Te rośliny mogą zabić". Zatem każdy, kto wchodzi do środka, zostaje ostrzeżony i robi to na własną odpowiedzialność. Miejsce to powstało z inicjatywy księżnej Northumberland w 2005 roku, zgromadziła w nim ponad sto najbardziej zabójczych roślin na świecie. Można znaleźć tu gatunki zawierające strychninę, jak w przypadku kulczyba wronie oko, a także inne toksyczne okazy takie jak piołun, lulek czarny, tojad mocny, pokrzyk czy rącznik. Powodują one niezwykle niebezpieczne zatrucia, od dolegliwości pokarmowych, przez zaburzenia pracy serca, drgawki, zawroty głowy, silny ból, a nawet śmierć. Co ciekawe, wiele z tych gatunków rośnie dziko w Polsce, a niektóre hodowane są również w przydomowych ogrodach. Rosną tu również także rośliny psychoaktywne, takie jak mak opiumowy, konopie indyjskie czy koka. Ich uprawa wymaga specjalnej zgody Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Pracujący w ogrodzie pracownicy zobowiązani są do noszenia specjalnych kombinezonów ochronnych oraz masek. Zwiedzający muszą przestrzegać surowych zasad bezpieczeństwa, między innymi bezwzględnego zakazu dotykania, wąchania czy jedzenia roślin. Wiele z gatunków znajduje się za stalowymi kratkami, a oprowadzanie odbywa się tylko pod okiem przewodnika. Mimo przestrzegania zaleceń nikt nie może czuć się tu do końca bezpiecznie. W powietrzu unoszą się trujące opary, które niejednokrotnie powodowały u turystów omdlenia, przez co wycieczka kończyła się wyniesieniem z terenu ogrodu na noszach.
