​"Jak ktoś ma umrzeć, to umrze". Dwanaście godzin w karetce

Fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTEREast News

Pracują po 400 godzin w miesiącu. Nikt nawet nie sprawdza, czy są w stanie ciągnąć cztery dyżury z rzędu. W torbach do pracy wożą jedzenie, koc, odzież i majtki na zmianę. Kiedy wybuchła pandemia covidu, niektórzy złożyli wypowiedzenie, mieli dość. Inni po prostu pakowali więcej koszulek i majtek do torby. Czasem jeżdżą dwanaście godzin bez przerwy – do zawałów, wypadków, zmiany opatrunków, a czasem do awantur w domu. Jak wygląda dyżur w karetce i dlaczego czasem ktoś po prostu musi umrzeć?

Kiedyś pomyślą o dziecku. Na razie mają psa

Numer, który kończy wszystko - I46.9

Dla swojego bezpieczeństwa ratownicy medyczni bywają zmuszeni do wezwania do pomocy inne służby
Dla swojego bezpieczeństwa ratownicy medyczni bywają zmuszeni do wezwania do pomocy inne służbyŁukasz SolskiEast News
decoration

"Najpierw chlejesz pół życia, a potem dzwonisz po karetkę"

Bułka, woda i majtki na zmianę

W czasie pandemii ratownicy pracowali w specjalnych kombinezonach
W czasie pandemii ratownicy pracowali w specjalnych kombinezonachFot. Karolina MisztalEast News
decoration

Wiedzą, jak nakręcić film w telefonie. Nie wiedzą, jak ratować życie