Tradycja malowania łódzkich ścian sięga lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Wówczas murale nie były jednak wyrazem artystycznego buntu, lecz gigantycznymi reklamami przedsiębiorstw państwowych. Wiele z tamtych dzieł bezpowrotnie zniknęło z przestrzeni miasta. Bartosz Stępień, publicysta i popularyzator łódzkiej sztuki użytkowej, wskazuje, że jest to efekt rewitalizacji oraz naturalnej ewolucji infrastruktury miejskiej. "Jeśli chodzi o realizacje z czasów PRL-u, to jest to już właściwie zamknięty rozdział w historii" - zauważa Stępień i wylicza, że z tamtych czasów zostało zaledwie około szesnastu. Reszta została zabudowana, zamalowana lub zniknęła wraz z wyburzonymi budynkami. "To tylko potwierdza tezę, że miasto jest żywym organizmem. Mural, będący w gruncie rzeczy formą sztuki ulotnej i przejściowej, musi czasem ustąpić pola nowym inwestycjom" - podkreśla Stępień.
Choć z roku na rok jest ich coraz mniej, wciąż można odnaleźć je w różnych punktach miasta, a kilka z nich poddano starannej renowacji, dzięki czemu odzyskały swój dawny blask. Najsłynniejszym dziełem z tamtych lat jest kultowy "Motyl", znak rozpoznawczy sieci sklepów "Pewex", który powstał w 1987 roku u zbiegu ulic Sienkiewicza i Traugutta. W gronie ocalałych perełek warto wyróżnić elegancki projekt zakładów "Lido" przy al. Kościuszki, który reklamował firmową odzież za pomocą smukłej kobiecej sylwetki. Fasada kamienicy przy al. Politechniki 20 do dziś eksponuje barwne malowidło ZPJ "Pierwsza", z kolei na ul. Kilińskiego 120 wzrok przyciąga "pikselowa" grafika Zjednoczenia Przemysłu Dziewiarskiego i Pończoszniczego. Podczas miejskich wędrówek można natrafić także na promieniste słońce Łódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku przy ul. Narutowicza, choć obecnie znajduje się ono w nadszarpniętym stanie. Zachowały się także "Tęcza spółdzielców" - kultowy symbol domu handlowego "Central", zdobiący ścianę przy ul. Zgierskiej oraz rytmiczna kompozycja przy ul. Wólczańskiej, która pionowymi pasami zachęcała dawniej do odwiedzenia lokalnej gastronomii.
W 2018 r. odnowiono mural "ZOO Zaprasza" przy ul. Krzemienieckiej oraz reklamę "Wielkopolanki" przy ul. Limanowskiego, zrealizowaną na dwóch ścianach. Zrządzeniem losu projekty tych reklam opierają się jedynie na liternictwie. Co istotne, pierwszy wielkoformatowy obraz, który nie był już komunikatem handlowym, lecz autonomicznym dziełem sztuki, powstał w listopadzie 2001 roku. Mural ten znajduje się na ścianie kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej 152. Został stworzony przez dwóch grafficiarzy z grupy Design Futura - Meisala i Bary. Dzieło przedstawia charakterystyczne łódzkie zabytki - ratusz, postać Tadeusza Kościuszki oraz herb miasta. Do jego stworzenia wykorzystano tysiące puszek farby w sprayu, kierując się estetyką graffiti, ale w formie akceptowalnej dla szerokiej publiczności. Przez wiele lat nosił tytuł największego muralu na świecie. Został nawet wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Mimo upływu ćwierćwiecza przetrwał do dziś - w 2012 roku przeszedł gruntowną renowację i wciąż jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta.
Pionierska fala murali z początku lat 2000. nie wytrzymała próby czasu i zniknęła z mapy miasta. Na niską trwałość ówczesnych prac wpłynęły zarówno ograniczenia technologiczne, w tym stosowanie mniej odpornych farb, jak i masowa termomodernizacja budynków. Szacuje się, że do dziś przetrwał zaledwie ułamek dzieł wykonanych przed 2009 rokiem. Większość z nich zniknęła pod warstwami izolacji lub została zamalowana podczas renowacji kamienic. Prawdziwy przełom w historii łódzkiego malarstwa ściennego nastąpił w 2008 roku. Wówczas Teresa Latuszewska-Syrda powołała do życia Fundację Urban Forms, która nadała łódzkiemu street artowi ramy instytucjonalne, przekształcając spontaniczne działania w kuratorowany projekt artystyczny. "Moją bezpośrednią inspiracją była wystawa na elewacji Tate Modern w Londynie. W przestrzeni tej zaprezentowano prace sześciu czołowych twórców sceny ulicznej: Blu, kolektywu Faile, JR-a, Nunki, braci Os Gemeos oraz Sixearta" - wspomina Teresa Latuszewska-Syrda, prezeska Fundacji. Jak dodaje, umieszczenie ich dzieł bezpośrednio na elewacji muzeum stało się symbolicznym wprowadzeniem tej formy sztuki na "salony". Postanowiła przenieść pomysł do Łodzi, dostrzegając w jej surowej, postindustrialnej architekturze idealne płótno dla sztuki. W jej ocenie historia miasta przypomina rozwój street artu - wyrosła na kanwie przewrotów politycznych, społecznych i gospodarczych, które zostawiły po sobie martwe i przytłaczające ślepe ściany kamienic.
Teresa Latuszewska-Syrda wspomina, że nie wróżono jej powodzenia. Dziś Fundacja Urban Forms konsekwentnie buduje pozycję lidera w promowaniu łódzkiej sztuki ulicznej, skupiając swoje działania na wprowadzaniu wysokiej jakości estetyki do codziennego życia mieszkańców. Zaprasza do współpracy wybitnych artystów z całego świata, którzy pod jej okiem tworzą monumentalne murale oraz skomplikowane instalacje trwale wpisane w miejską architekturę. Działalność fundacji obejmuje także szeroko zakrojone projekty edukacyjne, społeczne oraz warsztaty artystyczne. W 2021 roku w ramach współpracy Fundacji z Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi zespół artystów dokonał profesjonalnych rekonstrukcji siedmiu ikonicznych łódzkich murali reklamowych z okresu PRL-u. Stały się one integralną częścią ekspozycji w ramach wystawy muzealnej "Miasto-Moda-Maszyna", poświęconej kulturze konsumpcji i estetyce miejskiej. Widzowie mogą podziwiać odtworzone dzieła promujące Pewex, Modę, Uniwersal, Eskimo, Olimpię, Lido oraz Otex, wykonane przez twórców takich jak Paulina i Konrad Kwietniewscy, TOPE, Adam Szczęsny, Adrian Ciszek, Basia Olejarczyk i Kasia Zielińska.
Podstawowym założeniem prezeski Fundacji Urban Forms było utworzenie szlaku wielkoformatowych murali wzdłuż ulic Zachodniej i Kościuszki. Tak duża koncentracja dzieł pozwala poczuć atmosferę plenerowej galerii, którą można zwiedzić podczas godzinnego spaceru. Projekt zyskał aprobatę mieszkańców oraz uznanie mediów i ekspertów. Kluczowym momentem było zainaugurowanie w 2011 roku Festiwalu Galeria Urban Forms, który przez lata przyciągał twórców prezentujących najróżniejsze style i techniki. W 2015 roku festiwal odbył się pod nazwą Energia Miasta, a swoją historię zakończył w 2018 roku jako Urban Forms Festival. Efektem tych wieloletnich działań jest powstanie ponad 140 wielkoformatowych dzieł na elewacjach łódzkich budynków. Inicjatywa fundacji sprawiła, że do Łodzi zaczęli zjeżdżać artyści z całego świata. Swoje ślady na murach miasta zostawili m.in. Os Gemeos, Aryz, ROA czy Inti, co przyczyniło się do tego, że Łódź zyskała miano światowej stolicy street artu.
Obecnie istotnym elementem działalności Fundacji jest prowadzenie stałej ekspozycji, funkcjonującej w przestrzeni publicznej jako otwarty i bezpłatny szlak turystyczny z ponad setką dzieł. Choć początkowo szlak koncentrował się w ścisłym centrum, z czasem instalacje zaczęły pojawiać się również w innych dzielnicach. Wśród najbardziej rozpoznawalnych punktów na trasie znajdują się barwny portret Artura Rubinsteina oraz innowacyjne instalacje wykonane z materiałów z recyklingu. Fundacja angażuje się również w projekty konserwatorskie i rewitalizacyjne poza granicami miasta. Dowodem tego jest jej udział w inicjatywie Gdańskie Fasady OdNowa, polegającej na artystycznym odświeżaniu zabytkowych kamienic.
Teresa Latuszewska-Syrda podkreśla, że produkcja wielkoformatowego dzieła to skomplikowane przedsięwzięcie logistyczne. Punktem wyjścia jest określenie okazji, z jakiej powstaje mural. Może to być zlecenie od prywatnego inwestora, jubileusz, wydarzenie kulturalne, festiwal czy też projekt o charakterze czysto artystycznym. Znając motywację oraz temat przewodni, można przejść do kwestii techniczno-formalnych. Obejmują one analizę powierzchni ściany oraz dopełnienie spraw urzędowych, takich jak uzyskanie wszelkich wymaganych w tego typu pracach pozwoleń. Następnie przechodzi się do koncepcji. Po konsultacjach i pełnej akceptacji projektu przez zleceniodawcę następuje etap realizacji, wymagający logistyki w postaci organizacji rusztowań, podnośników oraz przygotowania narzędzi. Sam szkic może być naniesiony za pomocą rzutnika, rozrysowany ręcznie lub wykonany metodą przepróchy. Przed malowaniem konieczne jest przygotowanie podłoża poprzez czyszczenie lub gruntowanie oraz odpowiedni dobór farb. Czas realizacji jest zmienny i uzależniony od warunków atmosferycznych, liczby osób w zespole, metrażu oraz stopnia skomplikowania projektu i może trwać nawet do kilku tygodni.
Dzięki działalności Fundacji Urban Forms na ścianach łódzkich kamienic swoje dzieła pozostawili artyści pochodzący z najróżniejszych zakątków globu, w tym z Chile, Brazylii, Hiszpanii, Belgii, Chin oraz oczywiście z Polski. Twórcy ci reprezentują różnorodne style, od hiperrealizmu, przez surrealizm, aż po techniki rzeźbiarskie w tynku. Jednymi z najbardziej rozpoznawalnych artystów związanych z Łodzią są Sainer i Bezt, którzy tworzyli rodzimy duet Etam Cru. Obaj są absolwentami łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, a ich prace zyskały międzynarodową sławę dzięki unikalnemu połączeniu baśniowego surrealizmu z mistrzowskim warsztatem malarskim. Ich ikonicznym dziełem w Łodzi jest mural "Madame Chicken" (zwany potocznie "babcią z kurką") znajdujący się al. Politechniki 16. Przedstawia starszą kobietę w barwnym stroju ludowym, trzymającą w dłoniach kurę. Inspiracją do interpretacji motywów ludowych był wiersz Juliana Tuwima pt. "W aeroplanie".
W Łodzi można zobaczyć też dwie prace chilijskiego artysty Inti Castro. Swój pseudonim zaczerpnął od inkaskiego boga słońca. Zaczynał od malowania tagów i graffiti w swoim mieście, a dziś tworzy monumentalne murale na wieżowcach świata. Styl Inti charakteryzują ciepłe barwy oraz motywy rdzennych kultur Ameryki Południowej. W jego pracach często pojawia się wędrowiec przypominający szmacianą lalkę lub bóstwo w bogato zdobionych, kolorowych szatach, któremu towarzyszą kozy i elementy roślinne jak róże.
Z kolei przy ulicy Roosevelta 5 odnajdziemy jedną z najbardziej charakterystycznych łódzkich realizacji - owoc współpracy hiszpańskiego artysty Aryza z brazylijskim duetem Os Gemeos. Centralną część pracy zajmują dwie figury: żółtoskóry mężczyzna oraz postać o surowym, anatomicznym sznycie. Ich sylwetki, postrzegane przez niektórych odbiorców jako para w uścisku, składają się na oniryczną całość. Kompozycja przyciąga wzrok nieoczywistym zestawieniem łagodnych, pastelowych barw z deformacją kształtów.
Warto również wspomnieć o artyście posługującym się pseudonimem ROA, który przyjechał do Łodzi z Belgii. Specjalizuje się on w czarno-białych wizerunkach zwierząt, często ukazując je w sposób anatomiczny lub surowy. Jego praca przy ulicy Nowomiejskiej ("The Weasels Are Stealing Eggs") przedstawia łasice, które kradną jaja z gniazd. Wyglądają one, jakby wspinały się po ścianie budynku, co stanowi bezpośrednie nawiązanie do natury próbującej odzyskać przestrzeń w zurbanizowanym środowisku. Motyw zwierzęcy obecny jest także w realizacji, pochodzącego z Chin DALeasta. Dynamiczny styl twórcy przypomina konstrukcje wykonane z metalowych drutów lub nici. Jego mural przy ulicy Łąkowej przedstawia jelenia, który sprawia wrażenie, jakby miał rozsypać się na tysiące drobnych elementów lub przeciwnie - składał się w jedną całość.
Na muralach artyści przedstawiają także postaci ważne dla lokalnej społeczności. Pochodzący z São Paulo Eduardo Kobra u zbiegu ulic Sienkiewicza i Traugutta namalował portret Artura Rubinsteina. Mural znajduje się naprzeciwko gmachu Filharmonii Łódzkiej, która nosi imię pianisty. Wizerunek wirtuoza został wykonany na podstawie zdjęcia z 1950 r., na którym pianista robi zabawną minę i bawi się uszami. Wyróżnia się feerią barw charakterystycznych dla Kobry, mozaiką geometrycznych kształtów otaczających realistyczną twarz oraz motywami klawiatury fortepianowej.
Łódzki street art to także innowacyjne techniki, czego przykładem jest twórczość Vhilsa z Portugalii. Artysta ten nie maluje swoich prac farbami, lecz używa dłut, młotków i wiertarek, odsłaniając warstwy tynku w celu uzyskania efektu płaskorzeźby. Jego portret wykonany na ścianie przy ulicy Żeromskiego wykorzystuje naturalne ubytki i warstwy muru, co nadaje dziełu niezwykłą teksturę i sprawia, że twarz wydaje się wyłaniać z samej tkanki miejskiej.
W ostatnim czasie do grona twórców łódzkiej sztuki ulicznej dołączył Olgierd Szopiński. 25-letni artysta działa w świecie street artu i graffiti od 12 lat, a od 2019 roku profesjonalnie zajmuje się wielkoformatowymi realizacjami. Pochodzi z Chojnic, gdzie wraz z przyjacielem prowadzi studio projektowe. Jego dorobek obejmuje już około 50 prac. W swojej działalności unika realizmu czy klasycznych portretów, stawiając na styl flat art. "To grafika 2D na pograniczu ilustracji, typografii i zabawy plamami koloru" - wyjaśnia Szopiński. Jeśli podejmuje się namalowania postaci, to wyłącznie w formie komiksowej, w której odnajduje największą swobodę twórczą. Większość jego prac powstaje na zamówienie, przy czym podkreśla, że to właśnie nieograniczona swoboda bywa dla twórcy najbardziej wymagającą próbą. W jego przekonaniu dzieło zawsze musi być dostosowane do otoczenia i układu urbanistycznego. Inspiracji szuka więc nie tylko w zbiorach internetowych, ale i w przestrzeni miejskiej, gdzie obserwuje najnowsze realizacje. Pomaga mu to we wzbogacaniu własnej biblioteki bez powielania cudzych pomysłów.
"Często to sama architektura ściany podsuwa mi gotowe rozwiązania. Lubię wykorzystywać elementy starej, zniszczonej elewacji, dodając do niej detale, które kontrastują z tłem lub z nim współgrają" - twierdzi Szopiński. Podkreśla, że tworzenie muralu dalekie jest od romantycznej wizji natchnionego malarza rzucającego farbą na oślep. To żmudna praca intelektualna i fizyczna, w której nie ma miejsca na drogę na skróty, w tym na sztuczną inteligencję. Jak deklaruje, przy kreowaniu obrazów nie korzysta z generatorów typu ChatGPT. "Sztuczna inteligencja tworzy projekty, które w porównaniu z autorskim podejściem artystycznym nie są w stanie się obronić" - zauważa Szopiński.
Wśród łódzkich form Olgierda wyróżnia się mural "Kręgi studenckie", odsłonięty pod koniec ubiegłego roku. Projekt ten został zrealizowany pod egidą Fundacji Urban Forms, z którą artysta jest zawodowo związany od października 2025 roku. Mural powstał na osiedlu Lumumbowo dzięki zaangażowaniu studentów Uniwersytetu Łódzkiego, którzy aktywnie współtworzyli dzieło podczas warsztatów artystycznych. Dzieło celebruje codzienne życie akademickie miasta. Szopiński namalował na ścianie syntetyczne portrety studentów, które wkomponował w uniwersytecką atmosferę. Dominują w nim metaforyczne kręgi, obrazujące przestrzenie dialogu i wspólnie spędzane chwile. Techniczną "wisienką na torcie" są umocowane na dystansach dłonie wykonane z tworzywa PCV i pomalowane przez studentów. Stanowią one symboliczny wyraz zaangażowania studentów w powstanie pracy. Dzieło Szopińskiego to coś więcej niż dekoracja ożywiająca tkankę akademicką. To przykład integracji poprzez sztukę i wspólnej aktywności środowiska studenckiego.
Obecnie w Łodzi znajduje się około 150 murali, choć ich liczba stale się zmienia. Wpisały się one w tkankę miejską, wykraczając poza ścisłe centrum i wypełniając puste ściany kamienic oraz bloków mieszkalnych. Murale zyskują coraz większą różnorodność. Powstają prace 3D, realizacje z mchu, a nawet instalacje świetlne w ramach festiwalu Light Move Festival. Nie zmienia to jednak faktu, że sztuka uliczna jest efemeryczna. Rosnąca popularność murali nie tylko w Łodzi, ale i w innych miastach sprawiła, że władze miejskie zaczęły traktować je jako tanią i łatwą promocję. Coraz częściej mamy do czynienia z nurtem "murali upamiętniających" - realizacji przedstawiających sylwetki postaci ważnych dla Polaków (np. papieża, żołnierzy wyklętych), zamawianych przez instytucje publiczne z okazji rocznic czy obchodów. Prezeska Fundacji Urban Forms uważa, że zazwyczaj są to prace nieudane warsztatowo, które niewiele mają wspólnego ze sztuką.
Pojawia się też problem komercjalizacji. "Jakość stanowi fundament naszej misji, jednak nasza siła przebicia wciąż napotyka opór w postaci braku poczucia estetyki i znikomej potrzeby obcowania ze sztuką" - podkreśla Teresa Latuszewska-Syrda. Reklamodawcy też coraz chętniej traktują murale jako wielkoformatowy marketing. W realizacjach dla liderów rynku, takich jak Netflix, wykorzystywane są nowoczesne technologie, w tym specjalistyczne farby UV. Choć komercyjne projekty szybko znikają, za każdym z nich stoi projektant i wykonawca, który musiał włożyć w to wysiłek.
Z łódzkimi muralami bywa podobnie, choć w znacznie dłuższej perspektywie czasowej. "Musimy godzić się z tym że murale znikają, bo jest to naturalny cykl życia miasta" - zauważa Teresa Latuszewska-Syrda. Podkreśla jednak, że nazywanie ich sztuką efemeryczną jest pułapką, bo może sugerować, że nie warto o nie dbać. "Mieszkańcy przywiązują się do tych obrazów. Ich utrata często bywa bolesna" - dodaje prezeska.
Tak było w przypadku kultowego "Apus Apus" (zwanego przez mieszkańców "Jerzykiem") autorstwa Bordalo II. Nie był to zwykły mural, lecz instalacja zbudowana ze zużytych części karoserii samochodowych - jako element kampanii "Big Trash Animals" dotyczącej zaśmiecania planety i ginących gatunków zwierząt. "Jerzyk" od 2015 roku widniał na elewacji przy Kilińskiego 127. Zły stan techniczny kamienicy doprowadził w 2021 roku do niemal całkowitej jej rozbiórki. Pozostawiono jedynie front, który obecnie sąsiaduje z nowoczesną zabudową. Utrata słynnego ptaka poruszyła mieszkańców Łodzi. Po uroczystym demontażu instalacji deweloper wsparł finansowo powstanie nowego projektu. Nie była to wystarczająca suma na pokrycie kosztów produkcji "Jelonka" - instalacji tego samego artysty. Niemniej deweloper miał w tym swój wkład. Zazwyczaj jednak pamięć o muralach sprzed kilku lat przemija, a ich miejsca nie zawsze zastępują nowe dzieła. Przykładowo mural Remeda zatytułowany "Ptak/The Bird" przy ul. Próchnika 11 usunięto z powodu modernizacji budynku, a pustą ścianę zapełniono reklamą lecznicy.
W odpowiedzi na ulotność sztuki miejskiej w 2024 roku Fundacja powołała do życia Urban Forms Museum of Street Art - instytucję skupioną na dokumentowaniu i popularyzacji łódzkiego street artu. Muzeum funkcjonuje w formie hybrydowej - w przestrzeni wirtualnej znajduje się cyfrowa baza wiedzy z bogatym archiwum, w którym można odnaleźć m.in. zdjęcia nieistniejących już murali. Właściwą siedzibą muzeum są jednak ulice Łodzi. Organizowane są wspólne spacery z mieszkańcami i turystami szlakiem murali, obejmujące szerokie spektrum aktywności w przestrzeni miejskiej. "Pokazujemy także typowy street art, czyli działania spontaniczne, oddolne i w gruncie rzeczy nielegalne, takie jak wlepki czy plakaty. To właśnie one stanowią rdzenną tkankę sztuki ulicznej" - podkreśla prezeska Fundacji Urban Forms.
Łódź postrzegana jest jako miasto dobrze wypromowane pod kątem street artu, choć na co dzień mieszkańcy tego nie odczuwają. "Zaryzykuję stwierdzenie, że nasze murale są bardziej znane w Polsce niż samym Łodzianom" - twierdzi Bartosz Stępień. Murale stały się magnesem przyciągającym turystów do Łodzi, jednak inne miasta coraz chętniej budują w ten sam sposób swoją tożsamość. Stępień twierdzi też, że w kwestii sztuki ulicznej Łódź wciąż ma "ogromne pole do popisu", ponieważ tkanka miejska nie zagęściła się jeszcze na tyle, by nie było już, gdzie "wcisnąć pędzla". "Początkowo próbowaliśmy w ten sposób maskować niedoskonałości zabudowy i ubytki w murach. Dziś tych brzydkich ścian jest coraz mniej, ale wciąż znajdziemy świetne lokalizacje na rogach skrzyżowań czy w pobliżu węzłów komunikacyjnych, które czekają na swojego artystę" - dodaje publicysta.
Ten potencjał dostrzegają też sami artyści. "Obecnie widzę wiele możliwości realizacyjnych w mieście i pracuję nad nowym pomysłem, który musi jeszcze dojrzeć w mojej głowie" - twierdzi Olgierd Szopiński. Jak dodaje, stara się nie czekać biernie na zlecenia, lecz wychodzić z własną inicjatywą.