Przemysław Kowalski: Asiu, spotykamy się w Soho na Manhattanie w sercu Nowego Jorku, gdzie moda, sztuka i muzyka wzajemnie się przenikają. To tu postanowiłaś stworzyć swoje miejsce beauty. Ale jak to się stało, że dziewczyna z Podlasia postanowiła wyjechać do Stanów Zjednoczonych? To było twoje marzenie czy zmusiła cię do tego polska rzeczywistość?
Joanna Czech: - Nie, rzeczywistość. To był całkowity przypadek. Czasami do mojego studia w Łomży przyjeżdżała Danusia - córka mojej stałej klientki, która na stałe mieszkała w Stanach Zjednoczonych. I za każdym razem powtarzała mi "Wiesz co, ty w ogóle nadajesz się do USA, nie tutaj". Miała na myśli oczywiście mój styl, który wyróżniał się na tle polskiego ówczesnego społeczeństwa. A to za sprawą ubrań, które kupowałam podczas wizyt u koleżanki w Mediolanie czy u brata Rzymie. I tak los chciał, że dostałam zaproszenie od Danusi i wyjechałam do Chicago - bardziej w celach turystycznych niż z zamiarem osiedlenia się.
Ale ten sam los miał dla ciebie jednak inny plan.
To był listopad 1989 roku. Upadek muru berlińskiego. Między innymi właśnie przez nastroje polityczne postanowiłam zostać w Stanach. Jednak z Chicago musiałam wręcz uciec po tym, jak dowiedziałam się, że mój pracodawca jest podejrzany o morderstwo swojej byłej żony. Pracowałam dla niego tylko albo aż 12 dni. Wylądowałam w Nowym Jorku. Dobrze znałam angielski, więc szybko znalazłam pracę na Manhattanie jako kosmetyczka, czyli robiłam to, na czym znałam się najlepiej. Dziennie zarabiałam 35 dolarów. Potem, zmuszona przez okoliczności, zaczęłam oferować wizyty domowe. Zabiegi na twarz, masaże, pedicure czy makijaż. Wszystko za tę samą cenę 25 dolarów. I w ten sposób drogą pantoflową zdobywałam coraz większe grono klientek.
Biznes się kręcił, zarabiałaś coraz więcej.
- Dokładnie. Wszystko szło super. Zarabiałam tygodniowo 700 dolarów, co wystarczało na opłacenie mieszkania, drugie 700 szło na rachunki telefoniczne. W 1995 roku otworzył się bardzo elitarny klub sportowy. Oferowano tam także usługi SPA. Przed otwarciem zakupiłam tam po dużej zniżce karnet. Z czasem moja trenerka zasugerowała, abym aplikowała na stanowisko manikiurzystki/ pedikiurzystki. Udało się. W ten sposób mogłam w formie barteru opłacać członkostwo w klubie. Przyjmowałam tylko dwa dni w tygodniu, bo cały czas miałam swoich prywatnych klientów. Po kilku tygodniach pracy miałam zapisy na dwa lata do przodu. Wtedy szef bez wahania udostępnił mi gabinet i zaczęłam wykonywać wyłącznie zabiegi kosmetyczne na twarz.
Kim była twoja pierwsza sławna klientka i przy jakiej okazji to się wydarzyło?
- W 1995 roku po raz pierwszy pracowałam przy grudniowej okładce "Vogue" z Trish Goff. Odpowiadałam za manicure i pedicure. Pamiętam, jak się cieszyłam, że zostanę podpisana z imienia i nazwiska. Moje pierwsze kredyty. To było niesamowite uczucie.
Pracowałaś także na planach filmowych i serialowych.
- Byłam na planie serialu "Seks w wielkim mieście", gdzie odpowiadałam za Kim Cattrall. Zrobiłam także dwa filmy z serii "Kill Bill" z Umą Thurman.
Z czasem sława Joanny Czech i jej zabiegów zaczęła ją wyprzedzać. Kogo miałaś pod swoimi rękami?
- Między innymi Natashę Richardson, której bardzo dużo zawdzięczam. Ona bardzo doceniała moje usługi i robiła mi niesamowity PR w Nowym Jorku. Dzięki niej zaczęłam współpracować z takimi gwiazdami jak Uma Thurman czy Kate Winslet. Dom Kate w Nowym Jorku to nawet przez sześć miesięcy pilnowałam, kiedy kręciła film "Rzeź" z Polańskim w Europie.
Ona ponoć swojego Oscara trzyma w łazience. To prawda?
- Tak. Wtedy wszyscy chcieli mnie odwiedzać i przyjeżdżać do jej domu na Chelsea, na co Kate oczywiście wyrażała zgodę.
Jedną z twoich klientek jest Anna Wintour. Czy jest faktycznie taką postacią, jak kreują ją media czy film?
- Ja uwielbiam z nią pracować. Jest konkretna. Od 13 lat dbam o jej twarz.
Ma poczucie humoru?
- Oczywiście, że ma poczucie humoru. Uśmiecha się częściej, niż ludzie sobie to wyobrażają. Zdarza się, że zmienia godzinę przyjścia nawet trzy razy. Wtedy staramy się zadzwonić do innego klienta i prosimy o przyjście później lub wcześniej. Dokładamy wszelkich starań, żeby dla Anny znaleźć ten czas, kiedy ona zmieni termin.
Asiu, ale także przygotowujesz gwiazdy na czerwony dywan. Z tego, co wiem, od wielu lat jeździsz na Złote Globy, Oscary czy Grammy.
- Tak, Oscary, Grammy, Złote Globy. Na tych ostatnich nie byłam po raz pierwszy od 20 lat, bo przebywałam w Polsce. Wiem, że sporo naszych klientów było nominowanych
Jak wygląda przygotowanie gwiazdy na czerwony dywan?
- Zawsze powtarzam moim klientom, którzy są nominowani, że mają sześć tygodni na przygotowanie się. Wtedy zalecam cotygodniowe masaże. Jak mają czas to częściej. Kolejna rzecz to oczyszczanie, nawet jakiś peeling - dwa, trzy tygodnie przed galą. Potem przylatuję ja i osobiście zajmuję się "stworzeniem" twarzy na imprezę. Głębokie masaże, naświetlania, nawilżanie. Przygotowuję tak jakby sztalugi dla skóry, czyli manipuluję mięśniami i tkanką łączną. Potem ładnie się ona układa na ukształtowanej twarzy.
Jak myślisz, co poza twoim doświadczeniem cenią twoi klienci?
- Profesjonalizm, tak. Wiedza, dotyk. Ważne jest, żeby traktować klientkę - niezależnie od tego, czy przychodzi pierwszy, czy czterdziesty raz - tak samo i taki sam poziom usługi jej zapewnić o 10:00 rano, 20:00 wieczorem. Przypomina mi się taka anegdota o pewnej pani, która po wizycie zadzwoniła rozczarowana faktem, że nie zasugerowałam jej żadnych kosmetyków. Uprzejmie ją przeprosiłam i powiedziałam, że jakąkolwiek rutynę stosuje, jest ona dobra i nie widzę potrzeby jej zmieniać. Jednak klientka była zainteresowana takową sugestią i 7 tysięcy dolarów później była już zachwycona.
Jaki teraz plan masz? W którą stronę chcesz pójść?
- Moim marzeniem teraz rozwinięcie programu dokształcania. Chcę przekazać swoją wiedzę, bo do wielu rzeczy doszłam sama i jeszcze w książkach nie jest o tym napisane. Stąd moje wizyty w Polsce, w Warszawie w Hotelu Nobu. Chcę spotykać się z takimi samymi osobami jak ja. Pełnymi pasji i zaangażowania. Mam dużo pomysłów, o których na razie nie mogę mówić.
Czy Joanna Czech osiągnęła sukces?
- Nigdy nie miałam takiego momentu, w którym pomyślałabym: to już, jest sukces, dokonałam tego. Czego ja dokonałam? Dzisiaj ta osoba przychodzi, jutro odchodzi. Ja myślę o pracy i o jej efektach. Dlaczego Uma? Dlaczego Kate? Dlaczego Anna? One mogą mieć każdego. Ważna jest dyskrecja, punktualność czy elastyczność. Moim sukcesem jest to, że ja uwielbiam to, co robię i sprawia mi to radość. Ja cieszę się, że takie jakieś rozpoznawalne osoby są mną zainteresowane, bo kurde, przecież mogą mieć każdego