Piotr (19 lat na wyspach) - wraca
- Te wizyty w Polsce na święta, to zawsze jest taka refleksja, taka myśl - czy może nie wrócić na stałe - mówi Piotr Papalski, od 19 lat w Wielkiej Brytanii. Za każdym powrotem ta myśl powracała ze zdwojoną mocą. Rodzice mają już 60 lat i tego czasu nie da się już kupić, a moja młodsza siostra wychowała się i dorastała beze mnie.
Przyjechał na Wyspy zaraz po maturze. - Mój przyjazd do Londynu to było 29 godzin gehenny w autokarze. Wysiadłem na Victoria Station - wspomina Piotr. Zaczynał od prac fizycznych. - W Polsce -pracowałem w hurtowni, zarabiałem 6 złotych na godzinę, a w Londynie w pierwszej pracy zarabiałem 7 funtów za godzinę. Wtedy otwierało to nowe horyzonty i możliwości. Dziś pracuje w dziale IT. Jest też dj-em.
- Rozłąka z rodziną to jest kluczowy element tej układanki, bo każdy powrót skłania do zastanawianie się nad sensem życia tutaj. Dlatego wracam. Termin powrotu zapisany na połowę przyszłego roku - opowiada.
I dodaje: - W ostatnich latach nie tylko rozłąka z rodziną zaczęła uwierać. Koszty życia w Londynie rosną w niesamowitym tempie. Londyn staję się coraz mniej bezpiecznym miastem, a Polska jest dziś w lepszym położeniu. Jesteśmy jednym z najlepiej prosperujących krajów. Stąd decyzja o powrocie.
Aniela (21 lat na Wyspach) - wraca
- Jestem bardzo szczęśliwa, że wracam do siebie, do domu na stałe. Aniela Dłużniak Cygan, mówi to z uśmiechem i ulgą. - Jestem już zmęczona. Ciężko fizycznie pracowałam. Nic mi państwo nie dało. Do wszystkiego doszłam sama. Za długo już tutaj jestem. Przyjechała do Anglii na kilka miesięcy, została ponad dwie dekady. Dopracowała do emerytury, którą spędzi we Wrocławiu. - Zawsze przyjeżdża się tylko na chwilę - śmieje się.
Razem z Anielą wraca jej syn Krystian Dłużniak. Ma 28 lat. Wyjeżdżał z Polski gdy miał 7. Świetnie mówi po polsku. Ma firmę budowlaną. Chce skupić się teraz na pracy w Polsce.
- W Polsce biznes jest lepszy niż w Anglii. W Polsce jest większy szacunek dla ludzi, a w biznesie ludzie są bardziej zdecydowani i konkretni. Na zapytania mailem odpowiedzi przychodzą szybciej. Ludzie na Wyspach nie są ta tak odważni biznesowo jak w Polsce - mówi Krystian.
Darek Cygan mąż Anieli: - Londyn nie jest już tak bezpieczny, jak był kiedyś. Po brexicie to jest inny kraj. Czasami ciężko wyjść na ulice. Trzeba uważać wieczorami. Męczący zrobił się Londyn. Jak przyjeżdżaliśmy w kolejce na autobus, wszyscy czekali, dziś każdy się pcha i rozpycha.
Motyw bezpieczeństwa będzie powtarzał się w większości moich rozmów z Polakami.
Aniela: - Sama jestem emigrantką, ale robi się tutaj za ciasno. Z różnych krajów tu przyjeżdżają i nie jest fajnie. Nie jest sympatycznie. Nie ma kultury jak kiedyś. Duża przestępczość, ja nie czuję się bezpiecznie.


Ewelina (20 lat na wyspach) - wraca
- Nasz poziom życia spadł drastycznie więc czas zbierać się do domu - Ewelina Kowalik policzyła, że coraz mniej opłaca się jej rozłąka. Inflacja rośnie tak szybko, koszty życia rosną tak drastycznie, a nasze pensje nie tak bardzo. Zwykła kostka masła w ciągu ostatnich lat podskoczyła 300 procent. Sytuacja zaczęła się zmieniać po referendum brexitowym. Kiedyś dwie pracujące osoby mogły zakupić dom, dziś jest to praktycznie niemożliwe.
Ewelina Kowalik od 20 lat pracuje na Bond Street. To ulica z najbardziej luksusowymi sklepami. Gdy zaczynała, polskich klientów, mogła policzyć na palcach jednej ręki. To były rodziny najbogatszych Polaków z listy Forbesa. Dziś jest inaczej. - Mamy dużo Polaków, którzy przylatują na zakupy. Kody pocztowe na fakturach, które widzimy, to są małe miejscowości, a nie tak jak kiedyś Poznań, Kraków czy Wrocław. Czasami sprawdzam na mapie, gdzie one są. To stamtąd są firmy naszych klientów. To znaczy, że sytuacja w Polsce jest dobra. Polacy przyjeżdżają na zakupy, a nie do pracy.
Ewelinę Kowalik przed powrotem powstrzymuje tylko szkoła jej dzieci. Czekamy półtora roku, aż skończą edukację i wracamy. - Przyjechaliśmy po to, żeby żyło się lepiej, a skoro nie jest, to czas wracać. Jestem w stanie żyć na lepszym poziome w Polsce, niż tutaj. A mój Lublin przez 20 lat tak bardzo się zmienił.


Katarzyna (23 lata na Wyspach) - zostaje
Katarzyna Andryszczak przyleciała na Wyspy przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Nie przyjechała jak większość Polaków za pracą. Ja wybrałam sobie Anglię na życie i nie zamierzam wracać.
Pytam czy temat powrotów jest dyskutowany wśród Polonii. Wzrost popularności tematu nastąpił po brexicie. Wtedy zaczęły się pytania: czy warto wracać, jak zmieniają się realia, jak zmienia się perspektywa.
Katarzyna Andryszczak widziała napływających Polaków wraz z otwarciem granic. Przed wejściem do Unii Europejskiej Polaków według ostrożnych szacunków było około 60 tysięcy, przed referendum o brexicie było nas ponad milion.
- Były momenty, że żyło się tutaj łatwiej i lepiej. Łatwiej i dużo więcej się wydawało pieniędzy. Więcej się doświadczało. Teraz wzrosły koszty życia i mieszkań.
Czy decyzję o powrocie po 20 latach jest łatwiej podjąć czy trudniej. Czy czas sprzyja podejmowaniu takich decyzji? Katarzyna Andryszczak zastanawia się chwilę i uśmiecha. Trudniej, bo nie wiem gdzie jest teraz moja ojczyzna. Gdy jestem w Polsce tęsknie za Anglią, gdy jestem w Anglii tęsknię za Polską. To jest takie życie na rozdrożu.
To samo zaraz usłyszę od następnej rozmówczyni.


Natalia (18 lat na Wyspach) - wróciła dwa razy
- Chcieliśmy wrócić, żeby być u siebie, bo jak jesteśmy za granicą, bez względu na to, co mamy, to nigdy do końca nie czujemy, żebyśmy byli u siebie. Wróciliśmy, bo Polska jest dla nas najważniejsza. Jest w naszych sercach.
Natalia Chruściel wróciła z rodziną po 14 latach. - Chcieliśmy wychowywać dzieci, tak jak my się wychowywaliśmy i trochę idealizowaliśmy sobie nasz kraj, gdzie zawsze jest bezpiecznie. Dzieci bawią się na ulicach tak jak w naszym dzieciństwie.
Wrócili zimą w 2021 roku. To były czasy covidu. Zostali pół roku - spakowali walizki i wrócili do Londynu. Pytam dlaczego. Na pewno zderzenie z polską biurokracją i próba rozwinięcia własnego biznesu to była ciężka przeprawa. Drugi powód to dzieci i szkoła. Jeśli chodzi o nauczycieli, nie było takiej pomocy z językiem polskim, a z drugiej strony szkoła nie wykorzystała możliwości, które moje dzieci miały z językiem angielskim .
Natalia Chruściel z rodziną musiała na Wyspach znów zacząć od początku. Nowe mieszkanie, nowa szkoła, choć mieli o wiele łatwiej, bo nie spalili żadnych mostów. Być może za mało czasu sobie daliśmy. Pytam o rady dla wracających. - Ze spokojem trzeba podejść do powrotu. Dać sobie czas. Nie próbować robić kalki systemu edukacji, warunków życia. Trzeba przyjąć dany kraj takim, jakim jest. Dostosować się.


To wiemy o powrotach
Wiemy, że jest nas mniej. Ruchy są bardziej widoczne niż przed 2016 roku - mówi doktor Joanna Clifton-Sprigg z University of Bath. Szacuje się, że wtedy w Anglii było ponad milion Polaków. W 2016 roku Brytyjczycy w referendum głosują wyjście z Unii.
- Z punktu widzenia prawnego sytuacja imigrantów się nie zmieniła. Natomiast nastąpił około czteroletni okres niepewności. To był czas negocjowania Londynu z Brukselą warunków, na jakich będą przyjmować imigrantów. Myślę, że ten element niepewności odegrał dość dużą rolą - dodaje.
W styczniu 2020 roku Wielka Brytania wychodzi z Unii. Według danych GUS W latach 2019 - 2024 wyspy opuściło ponad 130 tysięcy Polaków. To się nałożyło na pandemię covid 19 i ciężko jest rozdzielić te dwa czynniki. One mają najprawdopodobniej komplementarny efekt. Głównymi czynnikami są korzyści ekonomiczne w porównaniu z tym co można zarobić w Polsce, ale też czynniki indywidulane, rodzinne i ruchy antymingranckie.
Według ostatnich danych w ciągu roku Wielką Brytanię opuściło 25 tysięcy Polaków. Co istotne, nie wiemy, gdzie się przenoszą. Wiemy, że na Wyspy przyjechało 7 tysięcy Polaków. Po wyjściu z Unii nastąpiły zmiany: są progi zarobkowe dla przyszłych imigrantów.
- Teraz nowy system wizowy na przybyłych nakłada progi zarobkowe. I tutaj według mnie następuje selekcja. Próg zarobkowy, który został nałożony, rzędu 38 tysięcy funtów, to jest nieco powyżej średniego rocznego dochodu w Wielkiej Brytanii. W związku z czym osoby podejmujące teraz pracę w UK, które będą się ubiegać o wizę, będą pracować w lepiej opłacanych zawodach, niż miało to miejsce w poprzednich latach - uzupełnia Sprigg. I kończy:
- Odpływ Europejczyków nie oznacza mniejszego ruchu migracyjnego w ogóle. Według ostatnich danych w ciągu roku z Wysp wyjechało 70 tysięcy mieszkańców Unii i ponad 100 tysięcy Brytyjczyków, których zastępują Hindusi, Pakistańczycy i Chińczycy. Bilans migracyjny Wielka Brytania ma na plus, tzn. że w sumie więcej osób przyjeżdża niż wyjeżdża.
Prasa o Polsce
Wyjeżdża się za pieniędzmi, wraca dla rodziny. To jedna z teorii tłumacząca powroty, ale spakowanie walizek po latach to dużo bardziej złożona i trudna decyzja. Według brytyjskiej prasy to wynik słabnącej gospodarki brytyjskiej i nieustanego wzrostu Polski. The Economist porównuje polski standard życia do japońskiego. The Times pisze o "Rozczarowanych Polakach wracających do Polski. Tam będzie żyło się nam lepiej" i wylicza, że jeśli tempo wzrostu nie zmieni się, to Polacy w 2031 roku przeskoczą Brytyjczyków jeśli chodzi o PKB na głowę mieszkańca, "Daily mirror" pisze o "Wielkim exodusie Polaków". Sunday Times pyta "Polska prawie tak bogata jak Anglia - jak to możliwe?", a "The Telegraph pisze, że "Sukces Polski jest zawstydzający dla dekadenckiej brytyjskiej klasy politycznej".
Dla pokolenia, które przyjeżdżało na Wyspy zaraz po wejściu do Unii, w poszukiwaniu lepszego życia, takie cytaty w prasie 20 lat temu brzmiałyby jak science fiction. Zwłaszcza że wtedy część prasy brukowej straszyło Polakami. Dziś według badań ponad połowa Brytyjczyków twierdzi, że Polacy dali pozytywny efekt dla gospodarki.
- Mówienie o masowym exodusie Polaków z Wielkiej Brytanii to jest trochę mylące - mówi mi Kasia Madera, prezenterka BBC NEWS o polskich korzeniach. Warto pomyśleć, kto korzysta z takiej narracji o masowym exodusie. Wiemy, że konserwatywna prasa głośno o tym mówi. Krytykuje brytyjski rząd, że to jest ich wina, ale wiemy, że ta zmiana była już podczas rządów konserwatywnych i wtedy prasa o tym nie pisała tak głośno. Dziennikarka zwraca też uwagę, że od kilku lat liczba wyjeżdżających utrzymujące się na tym samym poziomie. Kluczowe według prezenterki jest to, ilu wybiera podróż w drugą stronę. Co roku przyjeżdża tylko 7 tysięcy. I to się zmieniło. Ta dynamika przyjazdów.


Walizka pomysłów
Wyjeżdżamy dla pieniędzy, wracamy dla rodziny. Dziś wiemy, że ta teoria o powrotach, nie oddaje w pełni skomplikowanych meandrów życiowych decyzji. Powracający Polacy, z którymi rozmawiałem, mają pomysł na to, co chcą robić w kraju. Wielu wraca do budowanych latami domów, czy spłacanych mieszkań. To ogromna zmiana, bo wielu zaczynało od mieszkania na tzw. pokojach - w jednym mieszkaniu dzielonym z innym Polakami. Wielu zaczynało od tzw. zmywaka, a kończyło na stanowiskach menadżerskich. Doświadczenie zawodowe i życiowe uczy ich, by to, co się da, zaplanować najlepiej jak to możliwe, a trudno o większe logistyczne wyzwanie niż powrót z rodziną po latach.
