U zarania trzeciego milenium w Afryce zawrotną karierę robiła idea zjednoczeniowa. Kontynent, który wciąż dopiero uczył się wolności po latach kolonializmu, z podziwem patrzył na USA i Unię Europejską. We wspólnocie międzynarodowej dostrzegał szansę na rozwój. Stworzenie federacji, roboczo nazywanej Stanami Zjednoczonymi Afryki, najaktywniej postulował libijski przywódca Muammar Kadafi. Z czasem jego głosem zaczął mówić także prezydent Senegalu, Abdoulaye Wade.
Doktor prawa, który wykształcenie zdobył na Sorbonie we Francji, do władzy doszedł w 2000 roku. Stworzenie afrykańskiego superpaństwa było jednym z priorytetów jego prezydentury.
Aby wzmocnić swój przekaz, potrzebował symbolu. Mitu założycielskiego.
I już miał plan.
Socjalistyczna estetyka na afrykańskiej ziemi
- Tylko w ten sposób Afryka poradzi sobie z trawiącymi ją problemami. W czasach globalizacji kontynent potrzebuje integracji politycznej - przekonywał Wade podczas jednego z przemówień.
W 2002 roku prezydent zdecydował, że w stolicy jego kraju, Dakarze, powstanie Pomnik Odrodzenia Afryki. Jako lokalizację wybrał szczyt wzgórza Collines des Mamelles w dystrykcie Ouakam. Pragnął monumentu, który pokaże budzącą się potęgę. Raz na zawsze grubą krechą oddzieli mroczną przeszłość. Będzie drogowskazem ku świetlanej przyszłości.
Projekt posągu powierzono Virgilowi Magherusanowi. To rumuński malarz i rzeźbiarz, który w poprzednim stuleciu tworzył sztukę na zlecenie reżimu Nicolae Ceaușescu. Zyskał sławę artysty monumentalnego. Specjalizującego się w propagandowych, często trącających megalomanią pomnikach.
I najwyraźniej właśnie to przypadło do gustu senegalskiemu przywódcy.
Rumun wymyślił posąg przedstawiający rodzinę - ojca, matkę i dziecko. Mężczyzna trzyma potomka na bicepsie, a kobietę obejmuje w talii. Wszyscy patrzą dumnie w górę, co ma symbolizować odradzającą się godność kontynentu. Ich ciała zwrócone są w kierunku północno-zachodnim, co nie jest dziełem przypadku.
Posąg usadowiono na solidnej podstawie, przypominającej skałę. Tę część projektu oddano w ręce senegalskiego architekta Pierre'a Goudibaya Atepie. Pierwotnie miał zająć się nim rodzimy artysta Ousmane Sow, który jednak porzucił zlecenie z powodu licznych nieporozumień z prezydentem Wadem.


Zarobił reżim Kimów
Realizacją śmiałej wizji zajęła się firma Mansudae Overseas Projects. To studio artystyczne z Pjongjangu, stolicy Korei Północnej. Jeden z największych zakładów produkcji sztuki na świecie zajmuje powierzchnię ponad 120 tysięcy metrów kwadratowych i zatrudnia cztery tysiące pracowników.
Zlecenie z Afryki Koreańczycy przyjęli z radością. Zagraniczne kontrakty to dla nich, wbrew pozorom, nierzadkość. W swoim portfolio Mansudae ma projekty między innymi w: Angoli, Botswanie, Kambodży, Egipcie, Malezji, Mali czy Togo.
W przeszłości kierownikiem zakładu był sam Kim Dzong Il. Poprzednik Kim Dzong Una zarządzał pracą artystów i pilnował, aby wszystko, co wychodzi spod ich dłoni, wpisywało się w narrację reżimu. Firma uzyskała na tyle duże zaufanie dyktatorskiej rodziny, że do dziś cieszy się monopolem na produkcję jej zdjęć i portretów. Stworzyła też najważniejsze pomniki w stolicy, które nieliczni turyści przybywający do Korei Północnej obowiązkowo podziwiają w towarzystwie narzuconych przez partię przewodników.
Budowa Pomnika Odrodzenia Afryki pochłonęła 27 milionów dolarów. Część kosztów pokryto w naturze, przekazując kontrahentom działki w Dakarze. Prace szły pełną parą, podczas gdy na świecie rozszalał się kryzys finansowy.
Senegalczycy, podobnie jak inne nacje, odczuli krach. Widząc, na co publiczne pieniądze wydaje ich prezydent, poczuli wściekłość.
Każdy miał powód, by protestować
Odsłonięcie pomnika ustalono na 4 kwietnia 2010 roku - oficjalnie po to, aby uczcić 50. rocznicę wyzwolenia wielu afrykańskich krajów. W rzeczywistości planowano ukończyć budowę znacznie wcześniej, ale ta przeciągnęła się.
Dzień przed inauguracją monumentu przez Dakar przewinęła się ogromna fala protestów. Uczestnicy manifestacji nie tylko krytykowali kosztowną zachciankę prezydenta, ale również wprost domagali się jego dymisji. Barwne transparenty krzyczały o "gangsterskim zarządzaniu krajem", "wycofaniu się rządu" czy "oszukańczej operacji".
Przywódca musiał posłać na ulice silnie uzbrojone oddziały policyjne, aby przywrócić porządek. Wszak nazajutrz miał podjąć blisko 30 głów innych państw.
To, co stało się tuż przed odsłonięciem pomnika, było tylko wierzchołkiem góry lodowej. W senegalskim społeczeństwie kipiało już wcześniej. Można było odnieść wrażenie, że każdy ma powód, aby protestować przeciwko monumentowi.
Abstrahując od wątków czysto ekonomicznych, ogromna krytyka spadła na Wade'a ze strony imamów. Muzułmańscy przywódcy nie mogli zaakceptować przedstawiania półnagich postaci. Podnosili też argumenty o tym, że posąg nosi znamiona bałwochwalstwa. Kilka miesięcy przed oficjalnym oddaniem pomnika do użytku zorganizowali nawet specjalną konferencję prasową, na której tłumaczyli, dlaczego konstrukcja jest sprzeczna z naukami islamu. Islamu, który jest przecież dominującą religią w kraju - wyznaje go ponad 90% obywateli.
Prezydent starał się gasić obyczajowy pożar. Ale gasił go benzyną.
Odpowiadając na zarzuty imamów, zapytał ich, dlaczego nie przeszkadzają im posągi Jezusa, który także nie jest Bogiem. Sprowadził tym na siebie gniew chrześcijańskiej części społeczeństwa i doprowadził do zamieszek pomiędzy katolikami a policją.
Jakby tego było mało, pomnik na celownik wzięły również feministki. Wytykały one Wade'owi, że posąg seksualizuje kobietę i przedstawia ją jako wtórną wobec pozycji mężczyzny.
Publiczne pieniądze, prywatny zarobek
Prezydent był nieugięty. Co zaplanował, to zrobił. 4 kwietnia 2010 roku pompatycznie otwarto Pomnik Odrodzenia Afryki.
Inauguracji monumentu towarzyszył szczyt z udziałem afrykańskich przywódców. Politycy spotkali się, aby dyskutować o idei zjednoczenia kontynentu. Każdy z nich przywiózł też dary dla gospodarza. Tę imponującą kolekcję można do dziś podziwiać we wnętrzach pomnika.
Najwyraźniej Wade był dumny ze swojego dzieła. Na tyle, że uznał, iż jako pomysłodawcy należy mu się ponad 1/3 zysków czerpanych z działalności nowej atrakcji turystycznej Senegalu.
"Ten Afrykanin, który wyłania się z wulkanu, zwrócony twarzą na Zachód symbolizuje tę Afrykę, która uwolniła się od kilku wieków więzienia w otchłani ignorancji, nietolerancji i rasizmu, by odzyskać swoje miejsce na tej ziemi, która należy do wszystkich ras, w świetle, powietrzu i wolności" - mówił podczas słynnego przemówienia przywódca, po czym zaznaczył, że zamierza pobierać dokładnie 35 procent prowizji od każdego sprzedanego biletu.
Znów zabrakło mu politycznego instynktu samozachowawczego. Pomnik, który w świetle przytoczonych wydarzeń można już bez wątpienia nazwać najbardziej kontrowersyjnym na świecie, znów wywołał burzę.
Cieszyła się opozycja, która z posągu uczyniła swój argument koronny w kampanii przeciwko Wade'owi. Jedna z nieprzychylnych prezydentowi polityczek, Ndeye Fatou Toure, powiedziała, że pomnik jest "potworem gospodarczym i skandalem finansowym w kontekście obecnego kryzysu w kraju, w którym połowa populacji żyje poniżej granicy ubóstwa".
Początek politycznego końca
W 2012 roku Wade kończył swoją drugą kadencję. Senegalska Partia Demokratyczna zaprzysięgła go jako kandydata także w kolejnych wyborach, ignorując konstytucyjny zapis mówiący o maksymalnie dwukrotnym pełnieniu funkcji prezydenta. Rada Konstytucyjna wydała zgodę.
Wade znów doprowadził do zamieszek w kraju.
Tym razem jednak przeszarżował.
Społeczeństwo wciąż nie zapomniało mu kontrowersji wokół pomnika. Do tego doszły konflikty z branżą medyczną, transportową i edukacyjną. Efekt? Wyraźna porażka w drugiej turze wyborów z Mackym Sallem, który zgarnął 65,8 procent głosów.
Kilka miesięcy po wyborczej klęsce Wade opuścił Senegal. Osiedlił się w podparyskim Wersalu, w którym posiada trzy rezydencje. Pięć lat później próbował wrócić do krajowej polityki poprzez wybory parlamentarne. Jego ugrupowanie znów przegrało jednak z Sallem.
***
A Pomnik Odrodzenia Afryki wciąż góruje nad Dakarem. I wciąż czeka na zjednoczenie kontynentu.
Ma czas. Jeśli wierzyć oficjalnym danym, jego żywotność wynosi 1200 lat.
