Na początku ubiegłego roku 48,9 proc. ankietowanych Polaków deklarowało chęć przyjęcia księdza "po kolędzie" - wynika z sondażu przeprowadzonego na początku 2025 roku przez SW Research na zlecenie tygodnika "Wprost". Ze spotkania zrezygnowało wówczas 37,7 proc. respondentów, a 13,4 proc. wciąż się wahało. Chwilę wcześniej - w grudniu 2024 roku - badania na ten sam temat przeprowadził Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna. Według pracowni księdza wyczekiwało wtedy 58 proc. ankietowanych. Co o tych liczbach myślą księża?
- Liczba osób, które przyjmują księdza zdaje się utrzymywać na tym samym poziomie - twierdzi ks. Rafał Główczyński, znany w sieci jako Ksiądz z Osiedla. Jak zaznacza, wyraźny spadek chętnych na odwiedziny duszpasterza Kościół odnotował w okresie pandemii koronawirusa. Od tamtej pory, według duchownego, sytuacja raczej się nie zmieniła.
Za decyzją kryją się różne powody.
- Nie zapraszam księdza. Nie jestem przekonana do tego, co głosi Kościół i niektórzy duchowni. Gdy byłam dzieckiem, w moim domu rodzinnym zawsze była kolęda. Teraz zwyczajnie nie czuję takiej potrzeby - mówi Klaudia, 30-letnia mama. Jak przyznaje, jej sytuacja rodzinna jest kolejnym powodem, przez który, choć wierzy w Boga, nie przyjmuje wizyty duszpasterskiej.
- Nie byłabym gotowa rozmawiać z księdzem o tym, jak żyję, tzn. pod jednym dachem z partnerem i dzieckiem. Bez ślubu. Drażni mnie to, w jaki sposób niektórzy księża wypowiadają się na ten temat - dodaje.
W rozmowach na temat kolędy prędzej czy później pojawia się trudny dla wielu wiernych temat grzechów Kościoła. To on sprawia, że część z nich czuje się wewnętrznie rozdarta: dostrzegają krzywdy wyrządzone na przestrzeni lat przed jego przedstawicieli. Jednocześnie są przywiązani do wspólnoty lub potrzebują Kościoła, by móc przystępować do sakramentów i w pełni praktykować wiarę.
Są jednak tacy, którzy mimo to, właśnie w kolędzie widzą szansę. Nawet jeśli, jak sami przyznają, naiwną.
- Szansę na to, żeby dzięki tej starej tradycji relacje między duchownymi a parafianami stały się bardziej ludzkie, partnerskie. Dlatego bardzo doceniam to stosunkowo nowe - i na dodatek wymuszone pandemią - rozwiązanie jeśli chodzi o wizyty duszpasterskie u parafian, czyli po pierwsze zgłaszanie chęci przyjęcia księdza, a po drugie umawianie się - mówi 36-letnia Ewelina.
Jak tłumaczy, tam, gdzie mieszka, do parafii najpierw zgłaszali się ci, którzy chcą zaprosić do siebie księdza, potem ogłaszany był porządek kolędy, ale na koniec była możliwość - gdyby komuś nie pasował zaproponowany termin - umówienia się indywidualnie na inny.
System ten doceniają także księża. - Można wyrazić taką chęć nowocześnie - przez internet - telefonicznie, albo tradycyjnie - na karteczce zostawionej z tyłu kościoła. A my potem pod te konkretne adresy wyruszamy - mówi ks. Główczyński. Przyznaje, że nie zna motywów osób, które rezygnują ze spotkania, bo nie ma okazji z nimi na ten temat porozmawiać.
- Ich najczęściej nie ma też w Kościele. A średnia wieku osób, które są dziś w nim obecne, wynosi mniej więcej 50 lat - mówi, tłumacząc, że to właśnie z nimi księża spotykają się na kolędzie.
Duchowni przykładają wagę do tego, by poprzedzający ich przyjście ministranci pukali tylko do tych drzwi, gdzie ksiądz został wyraźnie zaproszony. - Niektórzy księża mieli bardzo nieprzyjemne sytuacje. Zdarzało się, że ktoś na ministrantach, niewinnych dzieciach, wyładowywał swoje frustracje pod adresem Kościoła. Nazywali ich "głupimi" przez to, że chcą spędzać z księżmi czas - opowiada Główczyński.
System umawiania wizyt, choć wiele ułatwia, nie rozwiąże wszystkich kwestii.
- Od pięciu lat mijam się z księdzem. Dzięki pracy hybrydowej okres świąteczno-noworoczny spędzam w rodzinnych stronach. Wciąż należę do parafii w rodzinnym mieście, gdzie księdza przeważnie przyjmują już sami rodzice. Zazwyczaj, gdy wracam do siebie, jest już za późno na kolędę. Ksiądz odwiedza tu parafian dość wcześnie - mówi Patrycja z Krakowa. - Do tego dochodzi praca zmianowa: w innych godzinach u mojego męża, w innych u mnie. To nie tak, że nie chcę zaprosić księdza, ale nie udaje się nam zgrać. - dodaje.
Z myślą między innymi o takich osobach, jak Patrycja, młodzież z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży - oddział Ujanowice - stworzyła specjalne narzędzie. To aplikacja Adventus. Pozwala ona wiernym zobaczyć na mapie trasę, na której znajduje się ksiądz w czasie rzeczywistym, sprawdzić termin i godzinę wizyty w swoim domu oraz przypisanego duszpasterza.
- Adventus powstał z bardzo praktycznej potrzeby: by uporządkować informacje o kolędzie, pomóc w dobrej organizacji wizyty duszpasterskiej i ułatwić parafianom spokojne przygotowanie - bez zmieniania tradycji. Technologia ma tu służyć temu, co najważniejsze: by to spotkanie z pasterzem parafii przeżyć bardziej świadomie i po bożemu, a nie w stresie i niepewności - tłumaczą Interii jej twórcy z KSM w Ujanowicach.
Pomysłodawcy aplikacji dostrzegają, że "odbiła się szerokim echem" i jest realnie używana przez mieszkańców parafii. - Pomaga w planowaniu dnia, uspokaja pytanie "kiedy ksiądz dotrze" i porządkuje komunikację. Dodatkowo usprawnia też pracę duszpasterzy: ułatwia układanie tras, generuje potrzebne listy i porządkuje organizację od strony technicznej. Dla nas to znak, że proste rozwiązanie, zrobione z myślą o parafii, naprawdę spełnia swoją rolę - tłumaczą, podkreślając, jak ważną rolę w powstaniu Adventusa odegrał ks. prałat Bernardyn Dziedziak. To właśnie duchowny, jak zaznacza młodzież, był ich inspiracją.
- Przez 63 lata kapłaństwa służył w Ujanowicach i całe życie porządkował sprawy parafii tak, by jeszcze mocniej prowadziły ludzi do Boga. Był opiekunem młodzieży i budowniczym Domu Parafialnego - miejsca, w którym formujemy się do dziś. Czujemy się spadkobiercami tej spuścizny; poznawaliśmy ją głębiej m.in. przez zaangażowanie w przygotowania do procesu beatyfikacyjnego ks. Dziedziaka. Dlatego reaktywowaliśmy KSM i realizujemy kolejne dzieła takie jak: stronę parafii, Altarium (system dla Liturgicznej Służby Ołtarza) oraz Adventusa - podkreślają.
Co ważne, w przypadku aplikacji zbędne są obawy o wykluczenie cyfrowe. Jej twórcy zaznaczają, że kolęda odbywa się jak zawsze, a tradycyjne komunikaty nadal funkcjonują. Adventus stanowi tylko (albo aż!) ich uzupełnienie.
Parafia w Ujanowicach to społeczność, która podnosi statystyki dotyczące wizyt duszpasterskich. Młodzież z KSM podkreśla, że "lwia część" tamtejszych rodzin przyjmuje kapłana podczas wizyty duszpasterskiej. - Jest to w dużej mierze owocem wieloletniej pracy wspomnianego wcześniej kapłana. W takiej parafii przejrzysta informacja o porządku kolędy jest po prostu bardzo potrzebna, bo dotyczy naprawdę wielu domów - tłumaczą.
Dlatego w praktyce ci, którzy mogliby napotkać potencjalne utrudnienia w obsłudze aplikacji, mogą liczyć na pomoc młodszych członków rodziny, a twórcy Adventusa zadbali o to, by ich system był maksymalnie prosty w obsłudze.
- Adventus działa w oparciu o posługę asysty. To właśnie asysta, przez osobny i prosty panel, zaznacza na bieżąco postęp wizyty - krótko przed wejściem i po wyjściu z danego domu. Celowo opracowaliśmy to tak, aby nie używać telefonu w trakcie samej wizyty: aktualizacja trwa chwilę i odbywa się "pomiędzy" domami. Dane trafiają bezpośrednio do systemu, a Adventus automatycznie je przetwarza i pokazuje parafianom aktualny etap trasy w czasie rzeczywistym - gdzie w danym momencie jest asysta i jak daleko do kolejnych domów - wyjaśniają.
Twórców aplikacji cieszą pozytywne opinie na temat ich dzieła. - Mamy nadzieję, że z czasem podobne rozwiązanie będzie mogło pomóc również w innych parafiach - zawsze jako wsparcie, a nie zamiana tradycji - zaznaczają.
Ksiądz Główczyński traktuje kolędę jak odwiedziny u rzadko widywanej rodziny. - Jest możliwością, żeby zadać pytanie: "Co słychać?", posłuchać, jak nas ludzie postrzegają nas, parafię, duszpasterstwo. Zapytać, czy chcieliby czegoś nowego, innego w kościele, czy mają jakieś uwagi - wymienia duchowny.
Przyznaje, że zdarzają się też zabawne sytuacje. - Jedna pani schowała przede mną męża w łazience - opowiada ze śmiechem. - Mówiła, że jest w pracy. Podczas mojej wizyty dziecko wyszło do kuchni, a pan, słysząc otwieranie drzwi, pomyślał, że to ja wychodzę z mieszkania i wyszedł ukrycia. Powód? "Nie chciałam, żeby głupoty przy księdzu gadał" - wspomina ksiądz.
W opinii, że kolęda ma sens nawet współcześnie, ksiądz utwierdza się przez resztę roku, gdy spotykając parafian poza murami kościoła, rozmawia z nimi jak z prawdziwie poznanymi osobami. Te wizyty stają się też okazją, by dostrzec potrzebę pomocy i ją zaoferować. Ks. Główczyński zaznacza jednak, że ze wsparcia Caritasu parafianie korzystają z oporem.
- Dostrzegam u ludzi dużą presję bycia samodzielnym. Poczucia, że każdy powinien radzić sobie sam, przez co nawet dla osób w autentycznej potrzebie i tak komfortowych warunkach, jakie stwarza rozmowa sam na sam, przyjęcie pomocy jest czymś bardzo trudnym - mówi duchowny.
A co z legendarną już kopertą? Ksiądz z Osiedla opowiada, że zawsze, gdy "ofiara", jak nazywany jest ten datek, jest mu proponowana, pyta, czy na pewno gospodarze nie mają ważniejszych wydatków. Jak opisuje, przyjmuje datek dopiero po jasnym zapewnieniu o chęci jego przekazania. - Zdarzały się przypadki, że gdy mówiłem, że to naprawdę nie jest konieczne, padało: "Dziękuję, bo faktycznie mam inne wydatki" - opowiada.
Ksiądz zaznacza, że "kwestia koperty jest mocno przeakcentowana". - Dla mnie, jako księdza, narracja o tym, że idę do ludzi "pozbierać pieniądze", jest uwłaczająca - wyznaje duchowny.
Zdradza, że nominały, jakie najczęściej znajdują się w kopertach, to 50 i 100 zł. Zdarzają się datki o wiele większe, ale i skromniejsze. Jak wyjaśnia, pieniądze trafiają potem do proboszcza, który decyduje, jak je zagospodarować. Za kwotę, która wraca później do duszpasterza, ks. Rafał kupił ostatnio rower. - Normalny, przystępny cenowo. A odkąd go mam, środki te przeznaczam na wydatki związane z młodzieżą - mówi, tłumacząc, że chodzi m.in. o wycieczki, pielgrzymki i inne aktywności.
- Kolędę traktuję jak partnerskie odwiedziny, a nie jak wizytę króla u poddaństwa - podsumowuje Ewelina. Takie podejście obserwowała przez lata w pokoleniu swoich dziadków.
- I tu bardzo dużo zależy od księdza, który po kolędzie chodzi - może pokazywać swoją wyższość, brak empatii, nastawić się bojowo wobec osób, które wyrażają swoje wątpliwości albo mają krytyczne uwagi. A może być po prostu ludzki, otwarty, próbujący poznać bolączki i wyzwania, przed jakimi tak życiowo stoją świeccy - skwitowała 36-latka.