Katarzyna Pruszkowska: Ilu jest w Polsce księży, którzy przeprowadzają egzorcyzmy?
Szymon Piegza: - Nie sposób tego ustalić. Nie ma oficjalnego rejestru ani zatwierdzonej listy egzorcystów. Kontaktowałem się z kilkoma instytucjami kościelnymi, ale znikąd nie otrzymałem odpowiedzi z konkretnymi liczbami. Nawet pracownicy Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego napisali mi, że takich danych nigdy nie gromadzono. Nie wiemy więc dokładnie, ilu jest księży-egzorcystów, ile egzorcyzmów przeprowadza się w skali roku, ani gdzie odbywa się najwięcej. Z szacunków wynika, że egzorcystów może być ok. 130 - więcej jest tylko we Włoszech.
- Egzorcystów zaczęło w Polsce stopniowo przybywać po 1998, kiedy to papież Jan Paweł II wydał zalecenie mówiące o tym, że w każdej diecezji na świecie powinno być kilku księży zajmujących się egzorcyzmami. Na początku lat 90. w kraju mieliśmy ich czterech, pod koniec lat 90. - kilkunastu. A po słowach papieża, w nowe millenium wchodziliśmy z kilkudziesięcioma egzorcystami. Jeśli wierzyć danym, którymi dysponujemy, rekordowe były lata 2010-2015, w których posługę pełniło 150 księży. Od tamtej pory liczba spada, a pandemia przyspieszyła ten proces, choć nie do końca wiadomo, dlaczego tak się stało. Choć nadal są diecezje, w których pracuje nie jeden, np. ośmiu egzorcystów - przykładem może być diecezja tarnowska. Zapytałem w Kurii, jakie są tego powody. Odpowiedź? Parafrazując - "walka z szatanem ciągle trwa, więc zwieramy szyki".
A czy istnieje instytucja bądź osoba, która zajmuje się tematem egzorcyzmów, np. kontroluje działania księży, dba o bezpieczeństwo osób, które poddają się tym obrzędom?
- Możemy uznać, że taką osobą jest delegat Komisji Episkopatu Polski ds. Egzorcystów w Polsce, biskup pomocniczy archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej Henryk Wejman. Wielokrotnie próbowałem się z nim skontaktować; w końcu otrzymałem wiadomość od rzecznika prasowego kurii, że "ze względu na delikatność podejmowanej posługi" księży-egzorcystów postanowił nie kontaktować się z dziennikarzami, nawet z mediów katolickich. Inni biskupi, z którymi rozmawiałem, zazwyczaj odsyłali mnie z pytaniami właśnie do ks. Wejmana, więc uznałem, że ta droga jest zamknięta. Następnie próbowałem kontaktować się z jednymi z najbardziej znanych i doświadczonych ekspertów, czyli ks. Aleksandrem Posackim, jezuitą, który zajmuje się również demonologią, i ks. Andrzejem Grefkowiczem. Od nich z kolei usłyszałem, że się ze mną nie spotkają, bo nie jestem powołany, żeby się zajmować tą tematyką. A ja nie chciałem tych egzorcyzmów odprawiać, tylko o nich porozmawiać.
- To nie znaczy, że w polskim Kościele nie ma księży, mądrych teologów, którzy nie dostrzegają problemu w takim nieuporządkowaniu kwestii egzorcyzmów. Przeciwnie - niektórzy z nich już kilkanaście lat temu alarmowali, że podczas tych obrzędów może dziać się ludziom krzywda. Jednym z nich był ks. Grzegorz Strzelczyk, doktor teologii, który lata temu usiłował przekonać episkopat o konieczności wprowadzenia przynajmniej podstawowych regulacji. Nie udało mu się, ale się nie poddał. W końcu doprowadził do powstania pierwszych w Polsce wytycznych dotyczących przeprowadzania egzorcyzmów, które zaczęły obowiązywać na terenie metropolii katowickiej. Dwa lata później, w 2015 roku, te wytyczne jako obowiązujące dla całego kraju zatwierdził episkopat.
Czyli istnieją dokumenty i praktyki, które mogą stanowić punkt odniesienia dla księży-egzorcystów?
- Wytyczne rzeczywiście są, ale kiedy pytałem księży, czy po 10 latach od ich wprowadzenia przeprowadzono jakąś ewaluację; sprawdzono, co działa, a co nie. Znajomy egzorcysta, który od lat przeprowadza takie obrzędy, powiedział mi: "a wie pan, mnie nikt o takie rzeczy nie pytał". To znamienna odpowiedź, bo dobrze podsumowuje temat wytycznych - są, bo są, bo ktoś się uparł, żeby powstały. Ale nikogo nie obchodzi, czy są przestrzegane, czy nie; nikt nie sprawuje nad tym kontroli.
Co trzeba zrobić, by móc przeprowadzać egzorcyzmy? Potrzebne jest konkretne wykształcenie czy umiejętności?
- Kwestię tę reguluje prawo kościelne. Każdy biskup samodzielnie decyduje o tym, który z księży z podlegającej mu diecezji może zająć się przeprowadzaniem egzorcyzmów. Pewne kryteria istnieją, zostały opracowane na podstawie Rytuału Rzymskiego i zapisane we wspomnianych już wytycznych, jednak są bardzo szerokie i dość niejasne. Zgodnie z nimi ksiądz-egzorcysta powinien charakteryzować się dużym doświadczeniem życiowym, roztropnością, mądrością. Moi rozmówcy, którzy zajmują się przeprowadzaniem obrzędów, mówili, że w zasadzie nie wiedzą, dlaczego biskup wybrał właśnie ich. Jeden ksiądz tak podsumował tę sytuację: "Nie mam wykształcenia psychologicznego, nie skończyłem studiów teologicznych. W seminarium o egzorcyzmach nie mówili nam prawie wcale, nie odbyłem też żadnej formacji duchowej w tym kierunku. Nikt mnie do niczego nie przygotował".
- Wiem, że od lat trwają dyskusje nad utworzeniem ośrodka, który kształciłby polskich egzorcystów. Zamiar ten potwierdził niedawno nawet rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Leszek Gęsiak SJ w rozmowie z KAI, który mówił o trwających aktualnie pracach. Znamienne, że wypowiedź rzecznika episkopatu na ten temat była dokładnie w dniu premiery mojej książki. Efektem rozmów ma być podpisanie umowy z jedną z katolickich uczelni i otwarcie studium skierowanego do przyszłych egzorcystów. Uważam, że to krok w dobrą stronę; problem polega na tym, że młyny kościelne mielą powoli, więc nie ma żadnej gwarancji, że "prace" nie potrwają kolejnych 10 lat. Póki co nie ma stałej formacji, więc egzorcyści spotykają się ze sobą i uczą jednej od drugiego. Lepsze to oczywiście niż nic, ale każdy system, w którym brakuje kontroli, jest narażony na pojawienie się zachowań patologicznych. Na przykład znany egzorcysta, ks. Michał Olszewski, który publicznie opowiadał o wypędzaniu demonów weganizmu, w wywiadzie dla miesięcznika "Egzorcysta" powiedział, że posługi uczył się od legendarnego egzorcysty, ks. Włodzimierza Cyrana, założyciela częstochowskiej wspólnoty "Mamre". Po latach Cyran został odsunięty od jej prowadzenia, ponieważ członkowie "Mamre" zaczęli opowiadać o przerażających rzeczach, których byli świadkami i zgłaszać nieprawidłowości najpierw do przełożonego ks. Cyrana, ks. Wacława Depo, a kiedy ten nie reagował - do Episkopatu.
- Są więc księża-egzorcyści, którzy traktują swoją posługę poważnie; sam takich poznałem. A są i tacy, którzy przekazują wiedzę o demonach weganizmu, intelektualizmu czy seksu, a zagrożeń upatrują dosłownie wszędzie - w powieściach fantasy, muzyce rockowej, japońskich kreskówkach, lekach homeopatycznych czy robieniu zakupów w sieci sklepów "Lewiatan". I ksiądz, który dopiero zaczyna się uczyć może nie wiedzieć, na kogo trafi.
Czy funkcjonuje jakaś oficjalna lista takich zagrożeń duchowych, które mogą doprowadzić do zniewolenia, przygotowana i zatwierdzona przez Kościół?
- Nie, ale kilkanaście lat temu głośno było o wykazie przygotowanym przez ks. Przemysława Sawę z diecezji bielsko-żywieckiej w formie broszury skierowanej do członków wspólnoty, którą się opiekował. Treść miała formę pytań: czy słuchasz zespołu The Beatles? Czy oglądałeś "Gwiezdne wojny"?, czy czytałeś "Harrego Pottera"? Co prawda jakiś czas później ks. Sawa, prawdopodobnie pod wpływem krytyki, która na niego spadła, przygotował inną listę, mniej szczegółową, jednak ta pierwsza wersja zaczęła już krążyć wśród innych księży i wspólnot. A na dodatek inni duchowni dodają swoje "punkty", takie jak malowanie paznokci na czerwono czy noszenie czerwonej bielizny. Tak temat, który w założeniu jest przecież poważny i delikatny, zamieniono w budzącą śmiech groteskę.
- Podobnie popularna, jak lista ks. Sawy, była jeszcze kilkanaście lat temu koncepcja grzechu międzypokoleniowego, propagowana przez niektórych egzorcystów. Polegała ona na tym, że "furtkę szatanowi" otwierał nie człowiek, który doświadczał niepokojących objawów, na przykład koszmarów, spadków nastroju, ataków paniki, ale ktoś z jego bliskich, na przykład prababka, która 40 lat wcześniej popełniła grzech śmiertelny i tym samym sprowadziła na rodzinę zagrożenie duchowe. Dodam tylko, że ta koncepcja długo uznawana była za racjonalną przez kościelny "mainstream". Dopiero w 2015 roku sprawą zajął się Episkopat, ogłosił, że grzechu nie można dziedziczyć i zakazał głoszenia tej koncepcji wiernym.
- Wprowadzenie oficjalnych zakazów, jakkolwiek ważne, nie oznacza, że konkretne zjawiska znikają wraz z datą powstania tego czy innego dokumentu. Jedna z bohaterek książki opowiadała mi, że na spotkanie z księdzem-egzorcystą przyszła z długimi, pomalowanymi na czerwono paznokciami. Ksiądz zerwał się, sięgnął po nożyczki i zaczął jej te paznokcie obcinać tak, że z opuszków lała jej się krew. A że wcześniej została przywiązana do stołu skórzanymi pasami, nie miała jak zareagować.
Kto najczęściej trafia do księży-egzorcystów?
- Osoby głęboko wierzące, które uznają autorytet Kościoła katolickiego. Nawet jeśli ich decyzja nie do końca jest dobrowolna, ale podjęta pod wpływem nacisków otoczenia, na ogół wierzą, że ksiądz rzeczywiście wie, co robi i potrafi im pomóc. Sam niejednokrotnie zadawałem sobie zresztą to pytanie i po miesiącach spotkań z różnymi rozmówcami na własne oczy przekonałem się, że nadal są w Polsce miejsca, w których to, co mówi ksiądz, jest ważniejsze od zadania lekarza, a już na pewno "lekarza od głowy". Poza tym warto wiedzieć, że egzorcyzmy są za darmo, a za wizytę u psychiatry trzeba sporo zapłacić - w większych miastach to koszt rzędu 300-500 złotych za jedno spotkanie. Wizyty o psychoterapeutów są nieco tańsze, ale za to na ogół potrzebnych jest kilkanaście czy kilkadziesiąt sesji. Nie każdego na to stać, nie każdy ma dostęp do specjalistów. Może być też tak, że ktoś po prostu wstydzi się pójść do psychiatry w obawie przed stygmatyzacją; wybiera więc księdza w nadziei, że ten również będzie wiedział, jak ulżyć w cierpieniu.
- To jest jednak złudne, bo księża-egzorcyści nie są specjalistami w dziedzinie zdrowia psychicznego, nie mają ani doświadczenia, ani uprawnień, by diagnozować osoby, które do nich trafiają. Zdarza się więc tak, że najpierw jest kontakt z księdzem, a potem i tak niezbędna jest pomoc psychiatryczna - jak w przypadku moich bohaterek, które po egzorcyzmach były o krok od popełnienia samobójstwa.
Czy księża-egzorcyści z zasady współpracują ze specjalistami z zakresu zdrowia psychicznego?
- 10 lat temu Episkopat stworzył wytyczne, zgodnie z którymi przez każdym egzorcyzmem "powinna" odbyć się konsultacja psychiatryczna, szczególnie jeśli ksiądz nie ma moralnej pewności, czy ma do czynienia z człowiekiem chory, czy opętanym. Jednak to tylko "zalecenie", z którego nikt nikogo nie rozlicza. Chyba że jakaś sprawa stanie się medialna, a pytania o konsultację psychiatryczną zaczną zadawać dziennikarze - może wtedy jakiś przełożony zainteresuje się tym, co dokładnie poprzedzało decyzję o przeprowadzeniu egzorcyzmu. Słyszałem o jednym księdzu-egzorcyście, którzy uważa, że w 90 proc. przypadków mają do czynienia z osobami, które są chore, a oni nie mają kompetencji, by im bezpiecznie pomóc. Kieruje więc takich ludzi do specjalistów, a sami pełnią posługę duchową, dopasowaną do konkretnego przypadku. Jednak większość egzorcystów uważa, że opętanie należy do sfery duchowej, na której świeccy specjaliści się nie znajdą, więc nie powinni się wtrącać. A to nieprawda - już ponad 30 lat temu WHO wprowadziła do klasyfikacji chorób ICD-10 jednostkę "Trans i opętanie" (definiowane jako zaburzenie dysocjacyjne, w którym pacjent czasowo traci własną tożsamość i uważa, że jego zachowaniami kieruje siła zewnętrzna - przyp. red. na podstawie ICD-10).
- Załóżmy, że mamy człowieka, który cierpi na przewlekłą bezsenność, przemijające omamy słuchowe i wzrokowe, zgłasza też poczucie, że "nie jest sobą" lub "ktoś każe mu robić rzeczy, których on robić nie chce". Jeśli będzie miał szczęście, i trafi do egzorcysty, który uznaje osiągnięcia medycyny, zostanie odesłany do psychiatry i zdiagnozowany. Jeśli nie - od razu zostanie uznany za opętanego i poddany egzorcyzmom. A choroba podstawowa - zignorowana.
Słyszałeś o przypadkach, kiedy księża-egzorcyści zniechęcali do podjęcia lub kontynuowania leczenia psychiatrycznego?
- Oczywiście - choćby o tym, że księża zalecali natychmiastowe odstawienie leków psychotropowych, co jest skrajnie nieodpowiedzialne, bo to proces, który powinien przebiegać pod nadzorem lekarza ze względu na możliwe skutki uboczne, a nawet gwałtowny nawrót objawów choroby. Słyszałem o egzorcystach, którzy przekonywali, że nie ma po ci iść do psychiatry, bo on nie poradzi sobie z "atakiem sił demonicznych". Jedna z moich bohaterek, ta, która po egzorcyzmach ks. Marcina rozważała odebranie sobie życia, trafiła na oddział psychiatryczny, na którym egzorcysta ją odwiedzał i dalej egzorcyzmował. To niejedyny przypadek, bo znajomy psychiatra z Krakowa powiedział mi, że sam miał na oddziale kobietę, która trafiła do szpitala po egzorcyzmach, a prezentowała klasyczne objawy zaburzeń psychicznych, które doświadczony specjalista rozpoznałby od razu.
- Chyba najbardziej wstrząsają historię związaną z brakiem współpracy między księżmi-egzorcystami a specjalistami zdrowia psychicznego jest przypadek kobiety, która trafiła do szpitala psychiatrycznego od razu po egzorcyzmach. Była wtedy w bardzo ciężkim stanie, ale ksiądz, który ją egzorcyzmował, do końca był przekonany, że ma do czynienia z opętaniem. Dlatego podczas odwiedzin nadal kontynuował rytuały. W książce opisał, jak skończyła się historia - przeprowadził egzorcyzm, poszedł do innej sali, a kiedy wrócił, by się pożegnać, kobieta nie żyła. Wniosek księdza? Wykończył ją zły duch. Mój wniosek zachowam dla siebie.
Na potrzeby książki rozmawiałeś ze specjalistami zdrowia psychicznego. Jakie oni mają zdanie o egzorcyzmach?
- No cóż, każdemu z nich zadawałem te same dwa pytania. Pierwsze brzmiało: czy do pańskiego gabinetu trafiają osoby po egzorcyzmach. W każdym przypadku odpowiadali: Oczywiście. Drugie pytanie: Czy spotkał pan kogoś, kto miał objawy, których nie można byłoby wytłumaczyć medycznie i przypisać opętaniu. Żaden z nich nie odpowiedział twierdząco. Te godziny rozmów mogę streścić tak: współczesna wiedza z zakresu zdrowia psychicznego jest już tak zaawansowana, że potrafimy stawiać poprawne diagnozy, choć zdarza się, że to wymaga czasu i pobytu na oddziale psychiatrycznym, i skutecznie leczyć pacjentów. Gama dostępnych leków jest ogromna i jeśli nie zadziała lek pierwszego wyboru, możemy sięgnąć po kolejny lub kompilację kilku środków. Znakomita większość pacjentów z czasem wraca do normalnego funkcjonowania, choć niektórzy wymagają oczywiście okresowych kontroli.
- Specjaliści zwrócili mi także uwagę na to, że osobami w kryzysie niezwykle łatwo manipulować. Nie chodzi tylko o nastolatków czy osoby młode, nie w pełni dojrzałe; kryzys powoduje, że nasze dotychczasowe mechanizmy obronne nie działają i zarówno dzieci, jak i dorośli, są w tedy wyjątkowo wrażliwi i bezbronni. Jeżeli w takim stanie trafią na osobę, która obieca pomoc i wsparcie, mogą oddać jej kontrolę nad swoim życiem. Na takim gruncie może powstać silna więź między egzorcystą a osobą egzorcyzmowaną - taka, której osoba z zewnątrz może nigdy nie zrozumieć. Tak było zresztą w moim przypadku, kiedy usłyszałem o egzorcyzmach ks. Marcina. Mężczyzna zaprosił do siebie na plebanię dwie młode kobiety; miały z nim zamieszkać na czas egzorcyzmów. Dostały własny pokoik z jednym łóżkiem, a pewnej nocy ks. Marcin położył się razem z nimi, oczywiście niczego nie tłumacząc ani nie pytając o zgodę. Kiedy rano zapytały, dlaczego to zrobił, powiedział: "No jak to? Musiałem was pilnować, bo demon mógł was zaatakować także w nocy".
Większość naszych czytelników z oczywistych względów nigdy nie widziała rytuału egzorcyzmu. Możesz opowiedzieć, jak wyglądał on w przypadku twoich bohaterek?
- "Podopieczne" ks. Marcina, były im poddawane co dwa dni przez dwa tygodnie. Rytuały odbywały się zazwyczaj nocą, w piwnicy, i często trwały po kilka, a nawet kilkanaście godzin. W trakcie ksiądz się nad nimi modlił, a one ani na chwilę nie mogły opuścić pomieszczenia, więc zdarzało się, że oddawały mocz "pod siebie". Obu podczas egzorcyzmów przytrafiły się epizody dysocjacji, czyli miały poczucie, jakby z boku oglądały siebie, nie mają żadnego wpływu na to, co się z nimi dzieje. W rzeczywistości jednak dysocjacja jest psychologicznym mechanizmem obronnym, który pomaga dosłownie "odciąć się" od przytłaczających emocji czy bodźców.
- Od psychiatrów wiem, że w takim stanie człowiek może zachowywać się różnie - np. być bardzo pobudzony i agresywny, do tego stopnia, że w szpitalach psychiatrycznych podaje się leki uspokajające lub stosuje środki przymusu bezpośredniego, czyli np. zakłada kaftan bezpieczeństwa. Być może z tego powodu podczas egzorcyzmów bywają obecni świadkowie, zwykle mężczyźni, którzy w razie potrzeby mają pomóc księdzu opanować "opętaną". Wracając do moich bohaterek, opowiadały mi, że po egzorcyzmach zazwyczaj niczego nie pamiętały, leżały w kałuży moczu, poobijane, z zadrapań leciała im krew, miały siniaki, przygryzione wargi. Nie wiedziały, co się stało, a ks. Marcin tłumaczył im, że podczas egzorcyzmu pojawiła się wielka manifestacja demoniczna i obecni mężczyźni, a w pomieszczeniu bywało ich pięciu, nie mogli sobie z nimi poradzić.
- Ta historia głęboko mną wstrząsnęła, dlatego kiedy słyszę, że egzorcyzmy w zasadzie nie są żadnym problemem, bo przecież "modlitwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła" odpowiadam: owszem, zaszkodziła. Komuś, kto ma traumę na tle religijnym na przykład spowodowaną przez osobę duchowną, może zaszkodzić sama modlitwa, bo automatycznie przypomina jej o krzywdzie. Tak działa nasz mózg. Kobiety, o których opowiadałem, trafiły w końcu do specjalistów, którzy zdiagnozowali u nich silną psychozę religijną, którą trzeba było od razu leczyć, a nie pogłębić podczas egzorcyzmów.
- Inna bohaterka, która pochodzi z malutkiej wsi na południu Polski i w czasie, w którym odbyły się jej egzorcyzmy, była samotną matką dwójki małych dzieci, trafiła do księdza, któremu zwierzyła się ze swoich kłopotów. On rozpoznał opętanie i zaprosił ją na rytuał do kościoła. Kiedy powiedziała, że nie może przyjść, nie ma z kim zostawić dzieci, zapewnił ją, że na plebanii będą miały dobrą opiekę. Ta "opieka" sprowadziła się do tego, że dzieci zostały zamknięte w salce obok tej, w której ksiądz egzorcyzmował ich matkę. A ta, jak sama powiedziała: wrzeszczała, darła się, wpadła w trans i zmieniał się jej głos. Po kilku latach od tamtych wydarzeń córka wyznała jej, że tamta sytuacja do dziś ją prześladuje i że były to absolutnie najgorsze chwile jej życia.
- Dlatego tak wiele razy podkreślam, że sam nie jestem przeciwnikiem samych egzorcyzmów; kim jestem, by mówić, co powinno pomóc drugiemu człowiekowi - znam przecież osoby, którym mądre duchowe prowadzenie bardzo pomogło. Jestem natomiast zwolennikiem jasnego systemu, w którym każdy musi przestrzegać zasad, egzorcyści muszą - podkreślam - muszą współpracować z psychiatrami, a ich praca musi poddawana być stałej ewaluacji i kontroli. Bo nie może być tak, a i o takich przypadkach słyszałem, że są ludzie egzorcyzmowani latami - kiedy jednemu księdzu nie uda się "przegonić demona", odsyła "opętanego" do innego.
Kiedy słuchałam tego, co przeżyły twoje bohaterki, pomyślałam, że tak przeprowadzone egzorcyzmy mogą się skończyć naprawdę głęboką traumą.
- Bez dwóch zdań, bo podczas tych rytuałów może dochodzić do wszelkiego rodzaju przemocy, od fizycznej po seksualną - o kobietach, które były molestowane, również słyszałem. Poza tym wydaje mi się, że o ile treść samych egzorcyzmów została dokładnie ustalona i zapisana w specjalnych modlitewnikach, które noszą egzorcyści, o tyle zasady, którymi mają kierować się księża - nie. A moim zdaniem one są niezbędne.
Jakie uważasz za najistotniejsze?
- Żadnego krępowania, przytrzymywania na siłę, przywiązywania do stołu albo krzesła, ocierania się o ciało osoby egzorcyzmowanej, namaszczania świętymi olejami w okolicy stref intymnych; ograniczenie roli świadków do patrzenia, czy wszystko przebiega zgodnie z wytycznymi, a nie wykorzystywanie ich do fizycznego znęcania się nad egzorcyzmowanym. To tak na początek; to podstawa podstaw, granice, które nigdy nie powinny być przekraczane.
Myślisz, że zmiany są możliwe?
- Trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie. Gdybym patrzył na to, w jakim tempie Kościół katolicki reaguje na zgłaszane nieprawidłowości i wprowadza zmiany, odpowiedź brzmiałaby: nie, a przynajmniej nie za naszego życia. Jednak mam wrażenie, że dzięki odwadze i uporowi innych grup - mam tu na myśli ofiary księży-pedofili, do hierarchów kościelnych zaczyna powoli docierać, że świat, w którym problemy można było latami zmiatać pod dywan, minęły. Na pewno duża w tym rola mediów, które nagłaśniają nieprawidłowości, oddają głos ofiarom, przyglądają się i opisują reakcje przedstawicieli Kościoła katolickiego. Nie chciałbym, żeby moja książka została uznana za kolejny "atak na świętą Matkę Kościół" i zbagatelizowana; raczej jako krzyk rozpaczy osób, którym wyrządzono dużą krzywdę. Jak mówiłem, są empatyczni, delikatni księża-egzorcyści, dla których ta posługa nie polega na nieustannym szukaniu śladów szatana w czerwonych majtkach czy fantastyce, ale na pomocy ludziom, którzy cierpią i w zaufaniu się do nich zgłaszają.
Ten chory system musi się zmienić, bo inaczej doprowadzi do prawdziwej tragedii. Ale to, czy to rzeczywiście się stanie, zależy od sumień księży i biskupów.