Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, znana później jako Daisy von Pless, urodziła się 28 czerwca 1873 roku na zamku Ruthin (hrabstwo Denbighshire) w Walii. Pochodziła z rodziny brytyjskiej arystokracji - jej ojciec, William Cornwallis-West, był pułkownikiem, a matka Mary Adelaide Virginia Thomasina Eupatoria de domo Fitz-Patrick - damą dworu królowej Wiktorii. Wśród jej przodków byli m.in. królowie Anglii ze średniowiecznej dynastii Plantagenetów, a dzięki małżeństwu młodszego brata, skoligacona była z Winstonem Churchillem. W wieku zaledwie osiemnastu lat poślubiła jednego z najbogatszych niemieckich arystokratów - księcia Jana Henryka XV von Hochberg, właściciela ogromnych majątków na Dolnym i Górnym Śląsku, syna i dziedzica potentata węglowego. Tym samym Daisy stała się księżną na zamku Książ i w rezydencji w Pszczynie. Daisy i Jan Henryk poznali się w Londynie, gdzie Hochberg był przez jakiś czas sekretarzem ambasady niemieckiej. Zaręczyny ogłoszono 7 sierpnia 1891 roku, a ślub odbył się już 8 grudnia w kościele św. Małgorzaty na terenie Opactwa Westminsterskiego.
"Ślub odbył się u świętej Małgorzaty w Westminsterze, lecz byłam zbyt podekscytowana, aby pamiętać o ceremonii, z wyjątkiem tego, że miałam włożyć koronę wysadzaną brylantami, którą dostałam od teścia jako prezent ślubny. Wśród moich tytułów była np. Księżna Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a korona była kopią noszonej w tamtych czasach. Nadal ją mam" - wspominała tamten dzień w swoich pamiętnikach wydanych pod tytułem "Taniec na wulkanie"
Ślub Daisy i Hansa był towarzyskim wydarzeniem sezonu. Sama królowa Wiktoria udzieliła młodym błogosławieństwa, a przyszły król Edward VII był świadkiem na ich ślubie.
Miodowy miesiąc księżna Daisy i książę Jan Henryk spędzili w Paryżu i Egipcie. Prosto spod piramid przybyli do Pszczyny.
Kobieta, która nadała duszę jednej z najpiękniejszych rezydencji Europy
Pałac w Pszczynie to barokowo-klasycystyczna rezydencja, którą Hochbergowie uczynili swoją główną siedzibą. Gdy Daisy po raz pierwszy przybyła do Pszczyny, była zszokowana brakiem wygód. Pszczyńska posiadłość nie przypadła jej do gustu. Rodzina zdecydowała na jej szczęście, że młodzi małżonkowie zamieszkają w Książu, zwanym wówczas Fürstenstein.


Zarówno w Książu, jaki i z czasem też w Pszczynie Daisy zainicjowała szereg modernizacji - od przebudowy ogrodów po unowocześnienie łazienek. Dbała o estetykę wnętrz i wprowadzała elementy angielskiego stylu życia.
"Gdy przyjechałam do Pszczyny, zobaczyłam tam wspaniały biały pałac. Były tam liczne tarasy, rozległe ogrody oraz wiele rzeźb bez wyrazu. Dużo paradnego, ciężkiego luksusu, za to żadnego komfortu czy wygody i ani jednej łazienki. Mój mąż zrobił dla mnie łazienkę zdobioną złotą mozaiką, a w Książu drugą, dość okropną, ale lepsza taka niż żadna. - "Daisy Hochberg von Pless: "Taniec na wulkanie"
Obie rezydencje szczególnie upodobał sobie cesarz Wilhelm II, który był częstym gościem w w Książu. Z kolei w czasie I wojny światowej pszczyński zamek pełnił funkcję kwatery głównej cesarza. To właśnie tutaj, w Sali Lustrzanej, zapadały decyzje dotyczące losów Europy.
"Cesarz podziękował mi za wszystko i dodał, że poprawa standardu w jego pokojach była naprawdę zdumiewająca. Pragnąłby również, aby ściany jadalni pomalowano na bladozielony lub białokremowy kolor, zamiast czarno-czekoladowego, jak jest teraz." - Daisy Hochberg von Pless: "Taniec na wulkanie"
Zamek Książ z kolei to monumentalna rezydencja wzniesiona jeszcze w XIII wieku przez śląskiego księcia Bolko I Surowego na skalistym urwisku nad doliną rzeki Pełcznicy. Każdy kolejny właściciel odcisnął tu swój ślad, dokładając kolejne elementy zamku. Księżna Daisy Hochberg von Pless, brytyjska arystokratka, nie tylko nadała temu miejscu wyjątkowy blask, ale też zostawiła po sobie wiele legend i ciekawych historii.
Wychowana na wzorach wiktoriańskich dam, przybyła na Dolny Śląsk pełna nadziei i młodzieńczej ciekawości. Zakochana w pięknie i angielskim stylu życia, Daisy postanowiła tchnąć w zimne, zamkowe wnętrza nutę lekkości i elegancji. Jej wyczucie smaku i dbałość o detale widoczne są do dziś w odrestaurowanych apartamentach, salonach, oranżeriach i ogrodach, które zaprojektowano zgodnie z jej sugestiami. Zamek zawdzięcza jej nie tylko wygląd, ale i klimat - bardziej angielski niż pruski.


Rewolucja w kuchni
Kiedy jej mąż zarządził remont zamku, Daisy miała złe przeczucia, przewidując, że koszty kilkuletnich prac doprowadzą rodzinne finanse do ruiny. Jednak włączyła się w prace. Jedną z najbardziej niezwykłych decyzji księżnej było... umieszczenie głównej kuchni zamkowej na ostatnim piętrze. Choć dziś może to wydawać się absurdalne, wówczas było to posunięcie świadczące o nowoczesnym podejściu do architektury i wygody. Dzięki systemowi wind kuchennych potrawy szybko trafiały do dolnych kondygnacji, a zapachy gotowania nie przenikały do reprezentacyjnych sal balowych i salonów.


Księżna, znana ze swojego wyrafinowanego gustu kulinarnego, zadbała też o najwyższą jakość serwowanych dań. Do zamku sprowadzono z zagranicy szefa kuchni Louisa Hardouina, specjalistę od kuchni francuskiej i angielskiej, który przygotowywał eleganckie bankiety na miarę królewskich stołów. Mówiono, że jego potrawy przyciągały gości z Berlina, Wiednia i Londynu - a Daisy osobiście dbała o menu, dekorację stołów i sposób serwowania potraw. Jednocześnie nigdy nie stroniła od tradycyjnej śląskiej kuchni, ceniąc lokalne produkty i sezonowe smaki. Hardouin był nie tylko kucharzem. Przez kilkanaście lat, kiedy pracował dla rodziny von Pless, fotografował zamek Książ, jego mieszkańców i gości, którzy odwiedzali posiadłość. Cudem ocalałe w rodzinnych zborach zdjęcia mistrza kuchni są dzisiaj cennym dokumentem codziennego życia mieszkańców zamku.
Zamek Książ dzięki Daisy stał się nie tylko architektoniczną perłą, ale również kulturalnym i towarzyskim centrum Śląska. Działała tu biblioteka, wystawna oranżeria, a także eleganckie salony - m.in. jej ukochany Biały Salon z widokiem na tarasy i ogród różany.
Daisy była duszą towarzystwa. Urządzała bale, przyjęcia, wystawne kolacje, charytatywne rauty, spotkania z artystami i dyplomatami. W Książu gościła arystokratów i koronowane głowy z całej Europy. Najczęstszym gościem był oczywiście cesarz Wilhelm II.
"Nigdy nie byłam znudzona wizytami cesarza w naszym domu. Oczywiście, były pewne komplikacje, ale nie tak uciążliwe, żeby nie można było się z nimi pogodzić. Na ogół nosił pruski mundur myśliwski, który jest bardzo znany. (...) Kiedy przebywał z nami, zawsze przywodził ze sobą dużą świtę, co nie miało znaczenia, bo Książ miał wielkość miasta. W rzeczywistości miał własny sąd, więzienie wojskowe i cywilną administrację itd. Cesarz i jego świta zawsze dostawali całe skrzydło dla siebie. W Orszaku był także minister albo ktoś inny, kto mógłby często składać wizyty. Oczywiście, cesarz przyjeżdżał swoim własnym pociągiem do stacji Pszczyna, jeśli tam się udawał, albo do Wrocławia, jeśli jechał do Książa. Zwykle w takich sytuacjach Hans w mundurze galowym wyjeżdżał po niego na stację powozem ze Stangretami i Forysiami. Naszego reprezentacyjnego powozu na szczęście używaliśmy tylko wtedy, gdy jechaliśmy na dwór do Berlina lub do Londynu." - Daisy Hochberg von Pless: "Taniec na wulkanie""
Księżna Daisy i Winston Churchil
Z perspektywy historii ciekawe były również koneksje księżnej von Pless z rodziną Winstona Churchila. Jej brat George Cornwallis-West poślubił Janie Churchill - owdowiałą matkę przyszłego premiera Zjednoczonego Królestwa. Związek ten, choć nietypowy ze względu na różnicę wieku, był przez Daisy akceptowany.
"Mój brat George poślubił Janie Churchill. Pomimo różnicy wieku, wszyscy byliśmy zadowoleni z małżeństwa i mieliśmy nadzieję, że przyniesie ono szczęście obojgu." Daisy Hochberg von Pless: “Taniec na wulkanie"
Kontakty z Winstonem Churchilem nie były szczególnie bliskie. Brytyjski polityk, przyszły laureat literackiej Nagrody Nobla i dwukrotny premier odwiedził Daisy trzykrotnie w Książu - w 1905, 1906 i 1912 roku. Choć kontakty te miały charakter dyplomatyczno-towarzyski, księżna nie kryła rezerwy wobec Churchilla. W swoich dziennikach określiła go, jako "głośnego i szorstkiego" ("loud and brash"). Mimo to odnosiła się do niego z uznaniem i ceniła wyjątkową inteligencję Winstona.
"Sprawiło to, że Winston Churchill stał się naszym krewnym. Winston ma wyjątkowy umysł oraz głęboką wiarę w swoje możliwości. Są to dwie charakterystyczne cechy, które powtarzają się w rodzinie Churchillów od czasu, gdy John, Wielki Książę, wymieniał uprzejmości z damami dworu, gdy te rozporządzały władzą i wpływami. Winston odziedziczył również tę wyjątkową inteligencję i bystrość umysłu."- Daisy Hochberg von Pless: "Taniec na wulkanie"
Księżna Daisy wniosła wiele życia do wałbrzyskiej rezydencji. O jej wybrykach krążyły legendy. Mówiono o bitwach na poduszki na zamkowych korytarzach, o kawałach, takich jak wejście na bankiet w sukni z płótna pokutnego, czy o podłożeniu kawałka jabłkowego placka w łóżku ambasadora, który gościł w Książu.
Plotkarska prasa z początku ubiegłego wieku, kiedy to zaczęło rozwijać się "nowe dziennikarstwo", charakteryzujące się poszukiwaniem sensacji, skupiała się na sylwetkach aktorek, tancerek i kobiet znanych z urody, wywodzących się z różnych środowisk, a nie tylko z arystokracji czy świata opery. Daisy była ikoną swoich czasów. Jej uroda, styl i inteligencja sprawiły, że stała się ulubienicą prasy towarzyskiej w Anglii, Niemczech i Francji. Nazywano ją "najpiękniejszą Europejką" i "gwiazdą pruskiego dworu". Prasa śledziła jej życie z niebywałą ciekawością. Pisano o jej garderobie, o przyjęciach, które wydawała, a kiedy opuszczała zamek, dziennikarze podążali jej śladem. W 1901 roku samochód księżnej Daisy miał wypadek, o którym natychmiast niemal poinformowano na pierwszych strony gazet. Informacje to dotarły nawet do... Australii.
Jej życie w Pszczynie i Książu nie ograniczało się do pełnienia reprezentacyjnych obowiązków - stała się postacią realnie wpływającą na życie lokalnych mieszkańców. Zadbała o czystość rzeki Pałecznicy, co znacznie poprawiło sytuację sanitarną mieszkańców Książa i okolicy. Założyła spółdzielnię dla śląskich koronczarek, co sprawiło, że zyski z ich pracy pozostawały w ich rękach. Uruchomiła stacje pasteryzowania mleka dla niemowląt oraz założyła szkołę dla dzieci upośledzonych. Były to rzeczy w tamtym czasie niewyobrażalne, a przez to Daisy po latach oceniono, jako kobietę wyprzedzającą swoją epokę.
Jej działalność nie kończyła się na fundacjach i datkach. Osobiście znała wielu mieszkańców Książa czy Wałbrzycha. Odwiedzała ich domy, interesowała się ich losem. Podkreślano, że starała się przełamać bariery klasowe, a jej zaangażowanie nie miało charakteru wyłącznie pokazowego. W swoich wspomnieniach wielokrotnie pisała o absurdalnej rozrzutności arystokracji i potrzebie większej skromności i dyskrecji w filantropii. To właśnie za działalność na rzecz biednych i potrzebujących księżna Daisy von Pless dzisiaj nazywana jest "śląską księżną Dianą".
Macierzyństwo i życie rodzinne
Najważniejszym wydarzeniem w życiu Daisy były narodziny pierwszego syna. Pierworodny Hans Heinrich urodził się 2 lutego 1900 roku w Berlinie. Jego ojcami chrzestnymi zostali cesarz Wilhelm II oraz król Edward VII, co podkreślało wyjątkową pozycję rodziny von Pless:
"Rok 1900 był ze wszech miar bardzo udany. Mój starszy syn, Hans Heinrich, zwany w rodzinie Hanselem, urodził się 2 lutego w Berlinie. Cesarz i król Edward VII trzymali go do chrztu i dlatego nosi on dodatkowo imiona Wilhelm Albert Edward. Jego narodziny po 9 latach małżeństwa były dla mnie źródłem wielkiego szczęścia. Układałam sobie życie w Książu i Pszczynie tak, abym przynajmniej jedną godzinę co wieczór mogła spędzić z moim maleństwem." - Daisy Hochberg von Pless: "Taniec na wulkanie"
Po nim przyszli na świat jeszcze dwaj synowie - Aleksander (1905) i Bolesław (1909). Ich dzieciństwo i młodość były mocno naznaczone tragicznymi wydarzeniami XX wieku, które na zawsze zmieniły losy nie tylko rodziny von Pless, ale całej arystokracji europejskiej.
W czasie I wojny światowej księżna porzuciła wygody pałaców i zgłosiła się jako wolontariuszka Czerwonego Krzyża. Pracowała pociągu-szpitalu, który przemierzał zaplecze frontu.
"Byłam tak zadowolona i szczęśliwa w tym pociągu. Byłam siostrą odpowiedzialną za wagon operacyjny i 8 innych wagonów oraz wszystkich 85 pacjentów. Wojna i próba uwolnienia ich od bólu pozwalały mi zapomnieć o moim własnym" - Daisy Hochberg von Pless: "Taniec na wulkanie"
Daisy była przeciwniczką wojny i starała się pośredniczyć między zwaśnionymi stronami. Pisała listy do cesarza Wilhelma II, interweniowała w sprawach osób bliskich, a nawet całkiem jej nieznanych, szczególnie jeśli chodziło o niewinnych ludzi, będących ofiarami wielkiej polityki. Mimo sprzeciwu męża - lojalnego wobec cesarskiej etykiety i struktur władzy - Daisy postanowiła działać po swojemu.
"W samym czasie dostałam list od Rosamund de Ramsey, błagający mnie, abym zrobiła wszystko, co w mojej mocy, aby pomóc jej drugiemu, staremu, ślepemu mężowi, by ten dostał pozwolenie na powrót do Anglii. Byłam zdziwiona, że nic w tej kwestii nie zrobiono. Zdecydowałam zatem, że nie będę marnować czasu, tylko bezpośrednio napiszę do cesarza. Hans zawsze starał się perswadować mi takie postępowanie" - Daisy Hochberg von Pless: "Taniec na wulkanie"
Rozwód i choroba
Po wojnie sytuacja majątkowa rodziny von Pless uległa pogorszeniu. Dla Daisy zmiany były ogromne. W 1923 roku rozwiodła się z mężem, zachowując tytuł księżnej. Rozstanie to było w tamtych czasach prawdziwym skandalem towarzyskim, o którym rozpisywała się prasa. Tym bardziej, że 64-letni książę Jan Henryk Hochberg von Pless dość szybko poślubił Klotyldę de Silva y Gonzales, która była w wieku Hansela, najstarszego syna księcia i Daisy. Ku zgorszeniu niemieckiej arystokracji Klotylda uchodziła za osobę rozwiązłą. Wkrótce rodzina von Pless stała się obiektem kolejnego ogromnego skandalu towarzyskiego. Okazało się bowiem, że najmłodszy pasierb Klotyldy, Bolko, został ojcem jej córek. Jan Henryk uwikłany w skandaliczny romans przeprowadził kolejny rozwód, a syna zmusił do poślubienia Klotyldy.


Tymczasem księżna Daisy odcięła się od rodzinnych problemów. Zamieszkała czasowo w Cannes na francuskim Lazurowym Wybrzeżu potem Monachium w Niemczech. Podróżowałą do Paryża, Mediolanu i do ukochanej rodzinnej Anglii. Zaczynała ją już wówczas trapić choroba, związana z pewnym niedowładem nóg. Po latach stwierdzono, że księżna mogła chorować na stwardnienie rozsiane. Pomagała jej terapia akupunkturowa.
W tym też czasie Daisy wydała swoje wspomnienia. Już jako młoda kobieta prowadziła dziennik, który z czasem przerodził się w regularne zapiski. Te notatki, tworzone z myślą o rodzinie i potomnych, stały się wyjątkowym świadectwem życia na przełomie XIX i XX wieku. W czasie wojny i późniejszej izolacji Daisy spisała swoje wspomnienia. W 1923 roku opublikowała pierwszą ich część pt. “Princess of Pless by Herself". W kolejnych latach ukazały się dalsze tomy, w których nie tylko opisywała realia życia arystokracji, ale też z zadziwiającą szczerością analizowała własne porażki i rozczarowania. Pisała:"Być księżną to nie znaczy być szczęśliwą. Moje życie to nie bajka, choć wielu chciałoby tak sądzić."
W połowie lat 30. pogodziła się z byłym mężem i wrócić na stałe do Książa. Mimo postępującej choroby do końca była aktywna społecznie - wspierała lokalną społeczność, pomagała biednym.
"Z biegiem lat przyzwyczaiłam się do wózka inwalidzkiego; moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale mój duch był nadal wolny" - Daisy Hochberg von Pless: "Better Left Unsaid".
W czasie II wojny światowej rodzina Hochbergów straciła posiadłość w Książu z powodu ogromnych długów. Daisy zamieszkała wówczas w Wałbrzychu. Zmarła tam niemal w zapomnieniu 29 czerwca 1943 roku, dokładnie dzień po swoich 70. urodzinach. Jej ciało złożono w mauzoleum Hochbergów przy zamku Książ. Niestety w 1945 roku miejsce to zostało zniszczone przez Armię Czerwoną, a szczątki księżnej zaginęły.
Synowie dowiedzieli się o śmierci matki dopiero 13 lipca 1943 roku z listu jej wiernej pokojówki Dolly. Następnego dnia Hansel przeczytał jej nekrolog w “The Times":
"Daisy Księżna Pszczyńska zmarła w Książu koło Wrocławia. Jedna z najpiękniejszych kobiet swego czasu, była przed ostatnią wojną gwiazdą towarzystwa edwardiańskiego i wspaniałą gospodynią w Niemczech. Czyniła wszystko, co było w jej mocy, aby utrzymać stosunki angielsko-niemieckie na przyjaznej stopie".
Kobieta, która zostawiła ślad
Daisy von Pless była kobietą wyprzedzającą swoją epokę. Łączyła arystokratyczną godność z nowoczesnym myśleniem, dbałość o tradycję z otwartością na zmiany. Zamek Książ, który na jej życzenie został przebudowany i unowocześniony, nie był jedynie miejscem reprezentacyjnym - był domem, w którym starała się żyć po swojemu.
Do dziś mówi się, że duch księżnej unosi się nad zamkiem - może nie jako zjawa, lecz jako pamięć o kobiecie, która uczyniła z Książa miejsce pełne światła, smaku i stylu. Poza tym nadal żywe są legendy dotyczące księżnej i jej pobytu na Śląsku. Jak choćby ta związana z jej naszyjnikiem z pereł.
Naszyjnik z pereł - skarb, klątwa czy mit?
Wśród wielu historii krążących wokół księżnej Daisy, największe emocje wzbudza legenda o jej niezwykłym naszyjniku z pereł. Naszyjnik miał jej podarować mąż Jan Henryk XV von Hochberg w prezencie ślubnym, jako dobrą wróżbę na długie i szczęśliwe małżeństwo. Sznur składał się z setek doskonałych egzemplarzy pereł, równo rozmieszczonych i o idealnym połysku. Takie dzieło jubilerskiej sztuki wzbudzało zazdrość i podziw na europejskich dworach.
Według pewnej wersji legendy, jedna z pereł została zdobyta w dramatycznych okolicznościach. Poławiacz znad Morza Czerwonego - chcąc zdobyć najpiękniejszy okaz - utonął. Umierając, miał rzucić klątwę na przyszłą właścicielkę perły. Od tamtej pory z naszyjnikiem wiązano liczne nieszczęścia Daisy - jej małżeńskie niepowodzenia, melancholię, utratę pozycji i fortuny.
Los słynnego naszyjnika do dziś pozostaje nieznany. Nie wiadomo, czy został sprzedany przez samą Daisy w czasach kryzysu, czy może przekazany jednemu z jej synów. Istnieją też bardziej romantyczne wersje: niektórzy twierdzą, że biżuteria została pochowana wraz z księżną, a inni są przekonani, że ukryto ją gdzieś w podziemiach zamku Książ lub Pszczyny.
W powojennych latach wśród lokalnej ludności i pasjonatów historii pojawiały się plotki o poszukiwaczach skarbów, którzy mieli nadzieję odnaleźć “najdłuższy naszyjnik świata".
