Brawurowa ucieczka alianckich jeńców z niemieckiego obozu zyskała rozgłos na całym świecie za sprawą amerykańskiego filmu z 1963 roku pt. “Wielka ucieczka" (The Great Escape). Oczywiście, aby zainteresować szeroką publiczność, w hollywoodzkim obrazie nie mogło zabraknąć efektownych scen i dramatyzmu. Jednak historia, która miała miejsce naprawdę, jest równie niezwykła, a postać Rogera Bushella, która odegrała w niej jedną z głównych ról, mogłaby być napisana przez najlepszego scenarzystę. Z czym musieli mierzyć się jeńcy i jakie były konsekwencje tej desperackiej próby odzyskania wolności? Oto historia, która do dziś porusza i nie pozwala o sobie zapomnieć.
Niemiecki obóz jeniecki Stalag Luft III powstał w 1942 roku w Żaganiu (ówczesnym Sagan na terenie III Rzeszy), obecnie miejscowości w województwie lubuskim. Obóz podlegał dowództwu niemieckich sił powietrznych, i to właśnie tam trafiali zestrzeliwani alianci. Wśród osadzonych lotników znajdowali się między innymi obywatele: Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Polski, Czechosłowacji, Francji, Norwegii, Grecji, a nawet Australii czy Nowej Zelandii.
Położenie obozu nie było przypadkowe, duża odległość od morza oraz neutralnej Szwajcarii (ok. 600 km) miały zniechęcać do ucieczki. Funkcję dodatkowego “zabezpieczenia" pełniły również warunki naturalne oraz sama obozowa infrastruktura. Obiekt oddalony był znacznie od większych miast i zabudowań, otaczał go również gęsty, sosnowy las. Problem dla potencjalnych uciekinierów miało stanowić również rozmieszczenie budynków. Baraki stały od siebie w znacznej odległości, tworząc puste przestrzenie, na których wartownicy z wież łatwo mogli ich dostrzec. Nie brakowało również patrolujących teren strażników, którym towarzyszyło od 20 do 25 psów. Nie można zapomnieć także o wysokim ogrodzeniu z drutu kolczastego oraz piaszczystym podłożu, które w teorii miało uniemożliwiać kopanie tuneli, co okazało się błędnym założeniem. Co więcej, każdy z baraków stał na ceglanych podkopach około metr nad ziemią, co dodatkowo miało zapobiegać tworzeniu podkopów. Warto dodać, że Stalag Luft III był zaprojektowany jako musterlager, czyli obóz wzorcowy, z którego ucieczka miała być niemożliwa. Władze obozu nie doceniły jednak determinacji i pomysłowości alianckich jeńców, których wyrazem stało się zaplanowanie Wielkiej Ucieczki.
Guy Walters, brytyjski pisarz i dziennikarz, autor książki “Wielka Ucieczka. Prawdziwa historia" podkreśla, że tytułowe wydarzenie nie byłoby takie samo, a być może nawet nie doszłoby do skutku, gdyby nie jeden człowiek, major sił lotniczych Roger Bushell. Kim była ta wyjątkowa dla sprawy postać? Urodził się w 1910 roku w Springs, niedaleko Johannesburga w Republice Południowej Afryki, jako syn Anglików Benjamina i Dorothy Bushellów. Tu może pojawić się pytanie, jak brytyjska rodzina znalazła się na innym kontynencie? Jak łatwo można się domyślić, motywacją była chęć wzbogacenia się i wykorzystania możliwości, jakie dawały odkryte tam złoża złota.
Ojciec Bushella, inżynier górnictwa, objął posadę dyrektora zarządzającego jednej z kopalni. Chciał, aby jego syn odebrał gruntowne wykształcenie, a w późniejszym czasie przejął po nim schedę i wszedł w kopalniany biznes. Nie był to jednak zbyt trafny pomysł, ponieważ według niektórych relacji młody Bushell cierpiał na klaustrofobię, co kłóciłoby się z koniecznością wchodzenia do często ciasnych górniczych korytarzy. W obliczu jego późniejszej ucieczki tunelami fakt ten staje się natomiast dowodem niezwykłego hartu ducha.Rogera po ukończeniu szkoły podstawowej, wysłano do Wellington College w Berkshire w Anglii. Szybko okazało się, że młody Bushell wykazuje się ambicją, charyzmą, inteligencją, a także zuchwalstwem. Te cechy charakteru pozwoliły mu dostać się na prawo w Pembroke College w Cambridge, które wybrał zamiast studiów inżynierskich. W czasach studenckich szybko zjednał sobie sympatię kolegów. Jego prawdziwą pasją było narciarstwo, sport uprawiany głównie przez elity. Wygrywał liczne zawody, co więcej na początku lat 30. XX wieku został ogłoszony najszybszym Brytyjczykiem w zjeździe mężczyzn. Po studiach podjął pracę w kancelarii prawnej, gdzie zajmował się sprawami kryminalnymi, jednak wojna przerwała jego karierę prawniczą.
W międzyczasie wstąpił do Służby Pomocniczej i Ochotniczej Rezerwy Królewskich Sił Powietrznych, gdzie został przydzielony do 601. Dywizjonu. Należeli do niego zamożni miłośnicy lotnictwa, przez co zyskał miano “dywizjonu milionerów". Bushell był utalentowanym lotnikiem, podobnie jak w przypadku narciarstwa, nie stronił od ryzykownych manewrów. W sierpniu 1939 roku został zmobilizowany i wysłany na południe Francji. W maju 1940 roku w celu pomocy w ewakuacji Dunkierki, dywizjon Bushella patrolował przestrzeń powietrzną w pobliżu Calais. Właśnie tam doszło do jego pierwszego i jedynego starcia z wrogimi samolotami. Podobno udało mu się uszkodzić nadlatujący Messerschmitt, jednak sam również został zestrzelony. Wylądował awaryjnie, niestety błędnie założył, że znajduje się na terytorium sojuszniczym. Tu ujawniła się jego zgubna w skutkach nonszalancja, ponieważ zamiast się ewakuować, postanowił zapalić papierosa. Kilka minut później został aresztowany przez niemieckiego żołnierza i wysłany do obozu Dulag Luft niedaleko Frankfurtu. Bushell szybko włączył się do grupy planującej ucieczkę, rok później postanowił zbiec, poprzez przecięcie drutu kolczastego. Niestety został schwytany na granicy szwajcarskiej, a następnie odstawiony do obozu.
Jakiś czas później podczas przenosin Bushella do kolejnego obozu ponownie postanowił zaryzykować. Wraz z młodym czechosłowackim oficerem Jaroslavem Zafoukiem wyskoczyli z jadącego pociągu. Udali się do Pragi, gdzie dzięki uprzejmości przyjaciół Zafouka spędzili ponad osiem miesięcy, ukrywając się przed Gestapo i czekając na zorganizowanie transportu za granicę. Niestety w 1942 roku zostali zdradzeni i aresztowani przez niemieckie władze. Umieszczono ich w siedzibie policyjnej służby bezpieczeństwa III Rzeszy i przesłuchiwano. Po kilku miesiącach w więzieniu Roger Bushell za sprawą kontaktów, trafił do obozu jenieckiego Stalag Luft III, gdzie początkowo przebywał w karcerze. Ponowny powrót do obozu jenieckiego przypieczętowany został decyzją o tym, by następnym razem uciec za wszelką cenę. Był uparty, skupiony na celu, zdecydowanie zdradzał cechy przywódcy i buntownika, co pozwoliło mu stanąć na czele jednej z najbardziej znanych organizacji ucieczkowych w okupowanej przez Niemców Europie.
Zanim jednak doszło do Wielkiej Ucieczki Bushell musiał odnaleźć się w więziennej rzeczywistości. Życie w Stalag Luft III różniło się znacznie od dzisiejszego wyobrażenia na temat niemieckiego obozu, które powszechnie znamy z relacji naocznych świadków czy też tragicznych obrazów wykreowanych przez autorów książek, czy filmowych reżyserów. Owszem obozowe warunki były trudne, osadzeni przebywali w niedużych, zatłoczonych celach, a racje żywieniowe były niewystarczające. Panowały również trudne warunki sanitarne. Niedostateczna możliwość dbania o higienę skutkowała, jak się łatwo domyślić, powszechnym odorem spoconych ciał, który mieszał się z nieodłącznym zapachem dymu tytoniowego. Jednak mimo to, jak wspomina Guy Walters, jeńcy ze Stalag Luft III mogli cieszyć się względnie dobrymi warunkami, w porównaniu do innych tego typu obozów.
Osadzeni sami przygotowywali sobie posiłki, podstawą jadłospisu był chleb, często spleśniały, nieduże ilości margaryny i marmolady z buraków cukrowych. W menu pojawiały się również nieznaczne ilości mięsa, a także wątpliwe specjały takie jak Blutwurst, krwawa kiszka oraz Fischkäse, pasta rybna. Z zachowanych relacji jeńców wynika, że nigdy nie było wiadomo, z jakiego rodzaju mięsa są przygotowywane i może lepiej było tego nie wiedzieć. Warto zaznaczyć jednak, że przebywający w obozie alianci nieraz byli lepiej odżywieni od niemieckich strażników. Poza racjami żywieniowymi, co 10-14 dni otrzymywali też paczki z Czerwonego Krzyża. Znajdowały się w nich takie specjały jak: konserwy mięsne, czekolada, cukier, kawa, czy masło. Żywność ta była wówczas bardzo ciężko dostępna w Niemczech.
Czym zajmowali się jeńcy ze Stalag Luft III oprócz przygotowywania Wielkiej Ucieczki? Co ciekawe, zapewniano im rozrywki. Na terenie obozu wybudowano teatry, gdzie odbywały się prawdziwe przedstawienia. Niemcy dostarczyli im prawdziwe kostiumy z drezdeńskich i berlińskich teatrów. Popularnym repertuarem były dramaty Szekspira. Kobiece role odgrywali oczywiście mężczyźni, z zachowanych relacji wynika, że radzili sobie co najmniej dobrze. Na widowni zasiadali nie tylko osadzeni, ale i strażnicy. Walters wspomina, że były to chwile, podczas których granice pomiędzy nimi na krótki moment się zacierały. Dość popularnym hobby było również ogrodnictwo, a własnoręcznie wyhodowane warzywa uchodziły za prawdziwy rarytas. Organizowano również mecze piłki oraz zawody sportowe.
Alianccy jeńcy w porównaniu do więźniów innych niemieckich obozów cieszyli się pewnymi przywilejami. Nie zmuszano ich do ciężkiej pracy, wielu z osadzonych uważało obozowe życie za względnie spokojne. Nie da się zaprzeczyć, że w pewnym stopniu było łatwiejsze i bezpieczniejsze niż bezpośrednie zmagania na froncie. Nie byłoby jednak Wielkiej Ucieczki, gdyby nie zawziętość, nieugięty duch walki oraz tęsknota za domem i wolnością.
W Stalag Luft III Bushell spotkał kompanów, których poznał podczas pobytu w poprzednich obozach. Wśród nich byli między innymi oficerowie brytyjscy Harry "Wings" Day, Johnny Dodge, czy Jimmy Buckley. Łączył ich wspólny cel, szybkie opuszczenie obozu. Zdeterminowanych aliantów skupiała Organizacja X, powołana specjalnie, by opracować plan ucieczki. Sam Bushell zyskał wówczas przydomek “Big X". Przed wprowadzeniem w życie działań związanych z Wielką Ucieczką, pracowano nad wykopaniem około czterdziestu tuneli. Niestety wszystkie zostały odkryte przez Niemców. Winowajcy za próbę wydostania się z obozu zazwyczaj otrzymywali jedynie kary dyscyplinarne, między innymi w postaci aresztu w odosobnieniu czy utraty przywilejów, np. Paczek Czerwonego Krzyża.
Sporym zaskoczeniem może być podejście władz niemieckich do jenieckich ucieczek. Okazuje się, że nie tylko się ich spodziewali, ale i niejednokrotnie przymykali oko na postępki potencjalnych uciekinierów. Z relacji opisanej przez Waltersa można wywnioskować, że obie strony grały ze sobą w swego rodzaju grę. Między innymi wspomina postać starszego sierżanta Hermanna Glemintza, który cieszył się powszechnym szacunkiem wśród współpracowników, a także jeńców. Był uważany za dżentelmena i dobrego żołnierza. Co ciekawe, znając charakter lotników i ich pęd do wolności, pozwalał im kopać, aby “spożytkować ich energię". Gdy przyłapał zbiega na gorącym uczynku, często reagował śmiechem. Walters w swojej książce stwierdza również, że bez wsparcia niemieckich strażników o antynazistowskich poglądach, Wielka Ucieczka nie doszłaby do skutku. Powstałą relację nazwał “najwspanialszym przykładem angielsko-niemieckiej współpracy". Wielu strażników za odpowiednią opłatą, taką jak racje z paczek z Czerwonego Krzyża, dawało się czasem przekupić. Stopniowo jednak władze niemieckie nabierali podejrzeń o możliwości masowej ucieczki, ostrzegali więźniów o możliwych konsekwencjach, takich jak z aresztowania, zarzut szpiegostwa, a nawet rozstrzelanie.
Warto dodać, że ucieczka była niejako moralnym obowiązkiem jeńców. Chociaż nakaz ten nie był spisany w żadnym traktacie czy kodeksie, osadzeni odczuwali silny imperatyw pchający ich do wolności. Pozbawieni możliwości uczestnictwa w bezpośredniej walce, planowanie potajemnego opuszczenia obozu traktowali jako akcję dywersyjną. Dodatkowo takie działania sprawiały, że siły niemieckie, zamiast koncentrować się na sytuacji na zewnątrz, angażowały się w szukanie zaginionych jeńców. Co ciekawe, nie wszyscy osadzeni tak jak Bushell byli przekonani o powodzeniu ucieczki. Niektórzy traktowali go jako swego rodzaju wycieczkę, odskocznię od monotonnej codzienności i możliwość wyrwania się poza obszar drutu kolczastego. Należy podkreślić, że wielu z nich nie zaangażowało się w plan Bushella ze względu na przeżytą traumę oraz lęk o to, co może spotkać ich poza granicami obozu.
Podstawą strategii było stworzenie wyspecjalizowanych zespołów, które były odpowiedzialne za poszczególne etapy. Jednym z najważniejszych, który w dużej mierze decydował o powodzeniu eskapady, było dokładne rozeznanie się w lokalizacji terenu. Pomagało to w zaplanowaniu dokładnych wejść i wyjść z tuneli. Nauczony doświadczeniem Bushell chciał mieć alternatywę w razie odkrycia jednego lub dwóch z nich. Dlatego postanowiono wykopać nie jedno, a aż trzy podziemne przejścia. Tak właśnie powstały “Harry", “Dick" i “Tom". Kopanie tuneli było nie lada wyzwaniem. Brud, zaduch, wysoka temperatura, smród spoconych ciał mężczyzn pracujących pod ziemią, oraz oczywiście ogromny wysiłek fizyczny. Nieustannie towarzyszył im nie tylko lęk przed wykryciem tuneli, ale i obawa o możliwość zasypania żywcem przez piasek. Kopacze, aby nie zostali wykryci, pracowali tylko po kilka godzin dziennie. Co w obliczu pracy, jaką wykonali, robi ogromne wrażenie. Ważny był jednak nie tylko sam sposób wydostania się na zewnątrz, ale i odpowiednia wentylacja. Wśród jeńców znajdowali się prawdziwi fachowcy, w tym inżynierowie, którzy stworzyli specjalny system umożliwiający doprowadzanie i odprowadzanie powietrza.
Wejście do “Toma" zostało wykute w betonowej podłodze pomiędzy dwoma ścianami i kominem, wlot do “Dicka" znajdowało się pod żelazną kratą w podłodze jednej z umywalni, natomiast do “Harry’ego", pod piecem mieszczącym się na podstawie z kafelków. Każdy z wlotów do tuneli posiadał pionowe szyby o długości 10 metrów wyposażone w drabiny. Taka głębokość miała chronić je przed wykryciem przez podziemne mikrofony, które znajdowały się na terenie całego obozu.
Ponadto szyby zakończone były trzema komorami, które służyły kolejno do: magazynowania wykopanego piasku, narzędzi i sprzętu oraz pompy powietrznej, służącej do wentylacji.
Sporym problemem było także to, gdzie usunąć wykopany piasek. Jeńcy wykazywali się tu wyjątkową pomysłowością. Między innymi wynosili go za pomocą specjalnych worków ukrytych w spodniach, przez co zyskali przydomek “pingwinów", ponieważ przenoszony ładunek utrudniał im poruszanie się, powodując komiczny chód. Innym patentem było wynoszenie piasku w kocach, które rozkładali na zewnątrz, udając, że idą się opalać. Ostatecznie dwa tunele z najlepszą lokalizacją, czyli “Tom" i “Dick" zostały wykryte przez Niemców, przez co drogą do wolności miał okazać się "Harry". Plan zakładał nie tylko samą ucieczkę, ale i wyposażenie zbiegów w niezbędny ekwipunek, który pomógłby im w przedostaniu się na bezpieczny teren. Niezbędne były nie tylko cywilne ubrania, mapy, ale i dokumenty, za które odpowiadał zespół utalentowanych fałszerzy.
Według pierwotnego planu Stalag Luft III miało opuścić 200 więźniów. Warto zaznaczyć, że w jego przygotowaniu brało udział ok. 600 osób. W piątek 24 marca 1944 roku jeńcy tak jak zwykle zjawili się na apelu o godzinie siedemnastej. Mieli nadzieję, że jest to ostatni raz, kiedy słyszą odliczanie po niemiecku. Po zjedzeniu ostatniego posiłku, dwustu mężczyzn, którzy już za kilka godzin mieli stać się uciekinierami, grupami gromadziło się w baraku numer 104. Podobno członkowie Organizacji X byli ostrzeżeni, aby uciekać w mniejszych grupach, co miało utrudnić ich wykrycie. Wśród mężczyzn wyposażonych w racje żywnościowe, ubrania na zmianę i dokumenty panowała atmosfera zdenerwowania i nerwowego oczekiwania. W pomieszczeniu panował zaduch z powodu potu i dymu z papierosów. O godzinie 22.15 pierwszy z mężczyzn został wysłany tunelem ku wolności. Według niektórych podań, gdy wyłonił się na powierzchni, okazało się, że "Harry" kończył się o pięć metrów przed ogrodzeniem, a kilka metrów od wieży wartowniczej, co niemal pokrzyżowało plan ucieczki. Do dziś nie jest do końca jasne, czy 111-metrowy tunel faktycznie był zbyt krótki. Małymi grupkami uciekinierzy wydostawali się z tunelu, próbując przy tym zachować maksymalną ciszę. Po wyjściu na powierzchnię biegli w sosnowy las, który miał skryć ich przed wrogiem. Dodatkową ochroną były przygotowane wcześniej stroje, m.in. niemieckich żołnierzy, cywilów i robotników. Uciekinierzy ruszyli pieszo pod osłoną nocy, wybierając leśne gęstwiny i boczne drogi, wielu z nich planowało wsiąść do pociągu. Celem były neutralne państwa. Całe przedsięwzięcie opóźniło się o dwie godziny, co poskutkowało wydostaniem się mniejszej liczby uciekinierów, niż planowano. Ponadto wiele pociągów zdążyło odjechać. Dodatkowym utrudnieniem okazał się nalot Dowództwa Lotnictwa Bombowego RAF-u na Berlin, który przypadkowo zbiegł się w czasie z akcją ucieczkową. Ostatecznie z obozu wydostało się jedynie albo aż 76 uciekinierów. Chociaż Wielka Ucieczka uważana jest powszechnie za brytyjski wyczyn, wśród jeńców znajdowali się również m.in. Czesi, Norwegowie, Polacy i Francuzi.
Po odkryciu ucieczki jeńców ze Stalag Luft III natychmiastowo uruchomiono Grossfahndung, czyli specjalny plan poszukiwań, do którego zmobilizowane zostały wszystkie niemieckie instytucje od Gestapo, przez Kripo, policję wiejską, rzeczną, służbę celną, po siły zbrojne, aż po służbę patrolową Hitler-jugend. Tak szeroko zakrojone działania szybko doprowadziły do wytropienia większości zbiegów.
Wielka Ucieczka zapisała się w historii jako wydarzenie naznaczone krwią. Podobno Hitler na wieść o wydarzeniach w Żaganiu wpadł w szał i nakazał Gestapo rozstrzelać pojmanych jeńców. W wyniku tej decyzji Gestapo zamordowało 50 uciekinierów schwytanych na terenie Niemiec i Czech, wśród których znalazł się także Roger Bushell. Rozkaz był rażącym złamaniem konwencji genewskiej, która chroniła jeńców wojennych przed karą śmierci za samą próbę ucieczki. Spośród pozostałych uciekinierów ośmiu zostało aresztowanych i wtrąconych do więzień policyjnych, natomiast pozostałe 15 osób zostało odstawionych z powrotem do obozu.
Ostatecznie wolność udało się odzyskać tylko trzem zbiegom. Dwóm Norwegom podporucznikowi Jensowi Mullerowi i sierżantowi Perowi Bergslandowi, którzy dotarli do Szczecina, a następnie do Szwecji oraz Holenderowi Bramowi van der Stokowi, który przez Utrecht, przy pomocy ruchu oporu trafił do Wielkiej Brytanii. Dziś wydarzenia Wielkiej Ucieczki wspominane są przede wszystkim dzięki hollywoodzkiej produkcji w reżyserii Johna Sturgesa. Na terenie dawnego obozu działa obecnie Muzeum Obozów Jenieckich, które upamiętnia odwagę i determinację bohaterów Wielkiej Ucieczki.