Dorośli, bez względu na swój wynik na grzecznościomierzu, zwykle otrzymują skarpety. Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje, ale podobno mają przypominać, że w dorosłym życiu brak już miejsca na magię, a ludzie skupiają się na pragmatyzmie i odnalezieniu dobrze dopasowanej, ciepłej i miękkiej strefy komfortu. Jak skarpety.
Oczywiście dobrze też wiemy, kiedy oczekiwać nadejścia rubasznego gościa, niosącego worek pełen spełnionych marzeń (oraz skarpet). Pojawia się on w wigilijną noc, wchodzi przez komin i zostawia prezenty pod choinką... Daliście się złapać? Oby nie - wszak każde dziecko wie, że Święty Mikołaj przychodzi 6 grudnia! Pod choinką natomiast możemy znaleźć w Wigilię podarki przyniesione przez (zależnie od lokalnej tradycji) Gwiazdkę, Aniołka, Dzieciątko, Gwiazdora, czy Dziadka Mroza. Choć latorośl z centralnej i zachodniej Polski spotyka Świętego Mikołaja także i 24 grudnia.
Biskup, Coca-Cola i wiersze dla dzieci
Do powszechnej wiedzy już dawno przeniknął fakt, że postać Świętego Mikołaja wzorowana była na biskupie Mikołaju z Miry, który żył na przełomie III oraz IV wieku i oddawał się pomocy najbardziej potrzebującym. Przewijamy szybko czas do roku 1930, kiedy to na zlecenie Coca-Coli powstała reklama ze Świętym Mikołajem. Dzięki niej na dobre zakorzenił się w naszej kulturze współczesny obraz grubego, siwobrodego Mikołaja z dużym brzuchem i jeszcze większym sercem, który przemyka po nocnym niebie swoimi saniami zaprzężonymi w renifery. W Polsce powszechnie znany jest jedynie pierwszy z zaprzęgu, czyli Rudolf (Czerwononosy naturalnie), ale w krajach anglosaskich dzieci znają także pozostałą ósemkę - Kometka, Amorka, Błyskawicznego, Fircyka, Pyszałka, Tancerza, Złośnika oraz Profesorka (w oryginale ich imiona brzmią o wiele lepiej).
Postać Świętego Mikołaja, czy też jej protoplaści, byli obecni w kulturze już o wiele wcześniej, ale po raz pierwszy znajome dla nas jego wyobrażenie, pojawiło się w ilustrowanym wierszu dla dzieci nieznanego autora, opublikowanym w 1821 roku w Nowym Jorku, rozpoczynający się od słów: "Stary Święty Mikołaj z wielką radością...". Śledzimy w nim jego podróż od domu do domu, gdzie zostawia dzieciom najróżniejsze prezenty w rozwieszonych skarpetach, ale dla niegrzecznych ma tylko "długie, brzozowe rózgi". Na pierwszej ilustracji widać ubranego w czerwony płaszcz jegomościa z brązową brodą i w wysokiej, brązowej futrzanej czapce, siedzącego w saniach, zaprzęgniętych w jednego renifera. Sanie znajdują się oczywiście na dachu.


Bardziej znana wizja Świętego Mikołaja pojawiła się dwa lata później w wierszu "Noc wigilijna", autorstwa Clementa Clarka Moore’a. Brzuchaty dobroczyńca ląduje w nim swoimi saniami na dachu domu (a właściwie wyjeżdża na dach - według wiersza zaprzęg jedynie przelatywał nad przeszkodami, "niczym huraganem gnane liście"), dostaje się do wnętrza przez komin i wypełnia rozwieszone przez dzieci skarpety (oczywiście nie takie, jakie dziś otrzymują dorośli) prezentami. W tym właśnie wierszu Święty Mikołaj po raz pierwszy wykrzykuje imiona swoich ośmiu reniferów (Rudolf dołączył dopiero w 1939 roku).
Mikołaje na skalę naszych możliwości
Opowieść o Świętym Mikołaju niezmiennie rozpala wyobraźnię dzieci (dorosłych już nie, jako że ci doskonale wiedzą, co znowu dostaną). Co roku więc aż roi się od samozwańczych mikołajów, których można spotkać na ulicach, w galeriach handlowych, a czasami nawet we własnych domach (w tym ostatnim przypadku zwykle ojciec rodziny jako jedyny przegapia wizytę mikołaja, bo akurat "musi gdzieś na chwilę wyjść" - może dlatego zawsze dostaje skarpety). Ich cechą wspólną jest jednak to, że żaden z nich nie przylatuje saniami. Czyżbyśmy tę część historii musieli wsadzić między bajki?
Niektórzy próbowali to zmienić. Przykładowo, trzy lata temu nad Białymstokiem można było zobaczyć latającego wysoko nad miastem mikołaja z saniami zaprzężonymi w dwa renifery. Niestety, szybko okazało się, że świecące renifery były tylko zarysami figurek tych zwierząt, jakie niektórzy z lubością stawiają w ogrodach. "Saniami" była zaś motolotnia ze świetlnym obrysem, który miał przywodzić na myśl pojazd Świętego Mikołaja.


