Jest jednak miejsce, w którym życie wygląda inaczej. Dzieci nie chorują, nie brudzą się, nie bawią przedmiotami, które albo są niebezpieczne, albo łatwe do zniszczenia. Ubranka są czyste, posiłki pełne warzyw, a stojące na półkach książki nie mają powyrywanych kartek czy okładek obgryzionych przez ząbkujących właścicieli. Partnerzy nigdy się nie kłócą, za to zawsze mają czas na swoje pasje. A co ze zmęczeniem, niewyspaniem, zniechęceniem, które towarzyszy tak wielu rodzicom? Tu go, przynajmniej oficjalnie, nie ma. Jak dostać się do tego obiecującego wytchnienie miejsca? Wystarczy wziąć do ręki smartfon i włączyć Instagram.
Jak wygląda macierzyństwo?
Media społecznościowe towarzyszą nam na co dzień, nic więc dziwnego, że wiele przyszłych lub świeżo upieczonych mam, właśnie tam szuka informacji dotyczących macierzyństwa. - Wszystkie bliskie mi kobiety zdecydowały, że nie będą miały dzieci lub odłożyły macierzyństwo na później. Dlatego wiedzę o dzieciach czerpałam w ciąży głównie z sieci - opowiada Ewelina Krajewska, mama 2-letniej Hani. - Po porodzie okazało się jednak, że ten mityczny obraz niewiele miał wspólnego z prawdziwym życiem - mówi. Podobnie było w przypadku Doroty Sokołowskiej, która korzystanie z wiedzy dostępnej w sieci i w poradnikach ocenia dziś jako "najgłupszy pomysł, na jaki można było wpaść". - Oglądałam te wszystkie śliczne zdjęcia i uwierzyłam, że ja będę miała tak samo - mówi. - Że też będę otoczona koleżankami-matkami, że razem będziemy budować piękne wspomnienia. Do dziś żałuję, że wtedy nie widziałam, jak bardzo te nieprawdziwe wizje wpłyną na moją psychikę.
Jak regularne wpatrywanie się w kadry z "idealnego" życia może wpłynąć na stan psychiczny matek? Zdaniem psycholog i doradcy rodzinnego Marty Majorczyk z poradni przy SWPS w Poznaniu, możliwości jest kilka. - Jeśli kobieta jest silna psychicznie, odporna na stres, zbudowała stabilne poczucie własnej wartości i zazwyczaj myśli o sobie dobrze, oglądanie nierealistycznych scen raczej będzie dla niej emocjonalnie obojętne. Nie załamie się, kiedy okaże się, że codzienność odbiega od tego, co serwują nam media społecznościowe.
- Jasne, obserwowałam konta instamatek - mówi Agata Kowalska, mama 11-letniej Zosi i 5-letniej Julii. - Mam trójkę młodszego rodzeństwa, więc wiedziałam, jak wygląda opieka nad noworodkiem. Nie czytałam postów w grupach dla matek i chyba ta nieświadomość była kluczowa. Gdy zostałam mamą, nie wiedziałam, że po cesarce mogę mieć problemy z karmieniem, bo widziałam jak mama karmiła rodzeństwo. Zaczęłam więc po prostu karmić moją córkę. Rodzina zaczęła nas odwiedzać miesiąc później, nie było obok "cioć dobra rada", nie było szumu informacyjnego. Moja rzeczywistość była bardzo instagramowa, a ja byłam na hormonalnym haju. Moje macierzyństwo to zdecydowanie to z lukrem i tak już od 11 lat.
Oglądanie wyłącznie pozytywnych wersji macierzyństwa może jednak poważnie zaszkodzić kobietom wysoce wrażliwym, ambitnym i ze skłonnościami do perfekcjonizmu. - Zwłaszcza jeśli nie konfrontowały swojej wizji z rzeczywistością, na przykład nie rozmawiały z koleżankami o przebiegu porodu czy trudnościach w połogu - potwierdza psycholog. - Taka kobieta żyje w bańce złudzeń, która w pewnym momencie musi przecież pęknąć, bo macierzyństwo, zaręczam, dla nikogo z nas nie jest łatwe. Wtedy gwałtownie rośnie poziom stresu, niepokoju, napięcia, co może powodować zakłócenia w codziennym funkcjonowaniu, a w cięższych przypadkach doprowadzić do wystąpienia zaburzeń psychicznych, takich jak depresja.
Szczęśliwsze matki, grzeczniejsze dzieci
- Początki macierzyństwa były dla mnie strasznie trudnym doświadczeniem - mówi Ewelina Nowakowska. - Wcześniej uważałam, że skoro macierzyństwo przytrafia się statystycznej większości kobiet, to jest czymś naturalnym. Uznałam, że dziecko dopasuje się do mojego życia. Zawsze miałam silną potrzebę, by realizować się zawodowo, po porodzie nie chciałam więc zwalniać tempa. Podglądałam kilka kont kobiet, które udowadniały, że "jak się chce, to się da". Że na macierzyńskim można napisać książkę, założyć firmę, rozwijać biznes. Kiedy urodziła się Hania okazało się, że dla mnie osiągnięciem było wzięcie prysznica i przespanie trzech godzin ciągiem. Moje ambicje się zmieniły, a nowy plan brzmiał: wytrzymać do wieczora i utrzymać się na powierzchni.
Ewelinie wtóruje Dorota: - Miało być cudownie, a było przerażająco. Naoglądałam się ładnych zdjęć, a moja codzienność wyglądała tak: tydzień w tej samej piżamie, noszonej dzień i noc; brak czasu na podstawowe zabiegi higieniczne; jedzenie śmieciowe, bo nie miałam czasu i siły, żeby sobie coś ugotować. Najgorsza jednak była samotność, i to mimo stałej obecności dziecka i męża. Brakowało mi koleżanek, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej interesowały się moją ciążą. A po porodzie zniknęły.
Pierwsze kroki Diany Papaj w macierzyństwie także nie należały do najłatwiejszych. W czwartej dobie po porodzie musiała wrócić do szpitala, bez dziecka, za to z nawałem mleka. - Nie umiałam obsługiwać laktatora, nie wiedziałam, jak ściągać pokarm. Z tej bezradności czułam się jak najgorsza matka świata, która zamiast zajmować się dzieckiem, musi leżeć w szpitalu z powodu rany krocza.
Zdaniem Marty Majorczyk początki macierzyństwa byłyby łagodniejsze, gdyby kobiety częściej miały okazję zobaczyć prawdziwy obraz macierzyństwa. - Nie widujemy zdjęć czy nagrań prawdziwych porodów, może czasem włącza się je w szkole rodzenia. Uznajemy je za zbyt intymne, brzydkie, odpychające. A szkoda, bo mają ważny wymiar edukacyjny: są prawdziwe. Kobiety podczas porodu są opuchnięte, spocone, czasem z wysiłku pękają im naczynka, mają rozmazany makijaż, jeśli wcześniej go nie zmyły. Estetyczne zdjęcia z porodówek są piękną ustawką, zrobioną wcześniej albo po całym zdarzeniu. A poród to dopiero początek.
O tym, że wiele kobiet daje się nabrać na wizje kreowane przez social media, mogą świadczyć niepochlebne komentarze pod adresem poporodowej figury księżnej Katarzyny, która kilkanaście godzin po urodzeniu pierworodnego syna pozowała wraz z mężem przed szpitalem st. Mary w Londynie. Niektóre brzmiały: przecież już urodziła, więc dlaczego nadal ma taki wielki brzuch?






