Masę dzieci w Polsce zamknięto w szpitalach. Nie przez chorobę, ale system

Joanna Urbaniec

Raczkują po szpitalnym korytarzu. Gdy dziecko zamiast domu ma oddziałPixabay.com

Szpital nie jest domem. Wie to każdy, kto choć raz spędził w nim noc: trzask drzwi na korytarzu, zimne światło jarzeniówek, ostry zapach środków dezynfekcyjnych i ten nieustanny rytm dyżurów, odmierzany pikaniem monitorów. A jednak w Polsce są dzieci, dla których szpital staje się pierwszym światem. Miejscem, gdzie uczą się patrzeć, jeść, siadać, czasem raczkować. Gdzie mają wokół siebie kilka, czasem kilkanaście czułych kobiet w białych fartuchach, ale nie mają tej jednej najważniejszej. Nie mają domu.

Dziecko, które przychodzi bez niczego

Wojtek: chłopiec o otwartych oczach

Szymuś: "przytulasek"

Ania: ma brata, którego nigdy nie pozna

Dziewczynka z FAS-em i jedna "ciocia" z Katowic

Historia kończy się tragicznie.

Dwie dziewczynki i trzy lata w jednej sali

"Nie ma porzucenia". Jest przewlekłość

Siemiradzkiego: list od matki

Szczecin: dzieci na głodzie

Poznań: roczne dziecko na oddziale noworodkowym

Lekarze alarmują od lat

Tam, gdzie kończy się szpital

Gdzie zawodzi system

A jednak ktoś je kołysze

Szpital może uratować życie. Nie powinien zastępować dzieciństwa.