23 sierpnia mija dokładnie 15 lat od śmierci Izabeli Strzałkowskiej. Gdyby żyła, miałaby dziś 28 lat. Jej rodzina zamiast obserwować, jak dorasta, przez półtorej dekady czekała na odpowiedź na jedno pytanie: kto odebrał jej życie?
To była jedna z tych spraw, w których śledczy przez lata mieli wrażenie, że sprawca znajduje się gdzieś bardzo blisko, a jednocześnie pozostaje zupełnie poza ich zasięgiem. Przesłuchiwano setki osób, analizowano nagrania, zabezpieczano kolejne próbki materiału biologicznego i sprawdzano potencjalnych podejrzanych. Powstawały kolejne tomy akt, a rozwiązanie wciąż się nie pojawiało. Aż do lipca 2026 roku.


Ostatnie kilkaset metrów
23 sierpnia 2011 roku był jednym z ostatnich dni wakacji. 13-letnia Iza, która chętnie uprawiała sport i trenowała m.in. piłkę nożną, koszykówkę oraz unihokej, spędzała ten dzień z koleżanką. Wieczorem odprowadziła ją na przystanek autobusowy. Około godz. 20.20 dziewczynki się pożegnały, a Iza ruszyła znajomą trasą w stronę domu.
Nie miała daleko. Dom znajdował się zaledwie kilkaset metrów od miejsca, w którym ostatni raz widziano ją żywą. Tę leśną ścieżkę pokonywała wiele razy, dlatego rodzice początkowo nie mieli powodów do niepokoju. Wszystko zmieniło się, gdy nie wróciła o umówionej porze. Jej matka, Małgorzata Strzałkowska, wyszła jej szukać. Na trasie, którą dziewczynka miała wracać, zauważyła należący do niej but. Chwilę później znalazła ciało córki.
Iza leżała około 300 metrów od rodzinnego domu. Rodzice próbowali ją reanimować, później walkę o jej życie przejęli ratownicy. Bez skutku. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynka zmarła wskutek gwałtownego uduszenia poprzez ucisk na szyję.
Sprawca zostawił po sobie ślad
Śledczy od początku wiedzieli, że mają w rękach coś niezwykle cennego.
Problem polegał na tym, że śledczy nie potrafili przypisać profilu DNA do konkretnej osoby. Można było porównywać go z próbkami kolejnych mężczyzn, ale za każdym razem odpowiedź była taka sama: .
Rozpoczęło się ogromne śledztwo. Policja przesłuchiwała świadków, zabezpieczała monitoring, zlecała kolejne ekspertyzy i pobierała materiał genetyczny od osób, które w jakikolwiek sposób mogły znaleźć się w kręgu zainteresowania. .
Profil sprawcy pozostawał jednak anonimowy. Nie znajdował się w policyjnych bazach i nie pasował też do żadnego z badanych mężczyzn.
Sprawa została umorzona, ale nie zapomniana
W czerwcu 2013 roku śledztwo formalnie umorzono z powodu niewykrycia sprawcy. Dla rodziny takie rozstrzygnięcie nie mogło być jednak końcem historii.
Prokuratura po latach podkreślała, że sprawa Izy "nigdy nie została odłożona do składnicy akt". Policjanci wracali do zgromadzonych materiałów, sprawdzali nowe możliwości badań i analizowali tropy, które wcześniej nie przyniosły odpowiedzi.
Tymczasem mijały kolejne rocznice. Małgorzata Strzałkowska w wypowiedziach publicznych wielokrotnie wracała pamięcią do nocy, w której znalazła córkę. Mówiła również o mężczyźnie, którego miała widzieć w okolicy tamtego wieczoru i którego zachowanie zwróciło jej uwagę. Nie ustalono jednak, by ten trop prowadził do sprawcy.
Matka Izy nie doczekała rozwiązania sprawy. Zmarła w 2021 roku.
Archiwum X zaczyna wszystko od nowa
Jesienią 2020 roku śledztwo przejęła Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Materiały ponownie trafiły pod lupę funkcjonariuszy zajmujących się niewyjaśnionymi zbrodniami.
Tym razem analiza była jeszcze bardziej szczegółowa. Sam raport podsumowujący dotychczas zgromadzony materiał liczył blisko 300 stron. Przesłuchano kolejnych 150 świadków, pobrano DNA od następnych 231 osób i wykonano 30 nowych opinii genetycznych. Jako potencjalnych sprawców wytypowano aż 711 mężczyzn.
Łącznie w sprawie przesłuchano ponad 950 osób i pobrano ponad 900 próbek DNA. Nadal jednak nie było nazwiska.
Najbardziej zaskakujące miało wyjść na jaw później. Michał S., którego zatrzymano w 2026 roku, wcześniej w ogóle nie przewijał się w materiałach operacyjnych dotyczących zabójstwa Izy.
- Szukaliśmy po całej Europie, a sprawca mieszkał kilkaset metrów od miejsca zbrodni - mówił po zatrzymaniu prok. Mariusz Marciniak z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.
Odpowiedź miała przyjść z DNA
Przełom zaczął się w 2024 roku. Śledczy zdecydowali się wykorzystać narzędzie, którego w 2011 roku praktycznie nie mogli brać pod uwagę: genealogię genetyczną.
Metoda nie polega na prostym wpisaniu profilu DNA do bazy i otrzymaniu nazwiska. Jeżeli materiał sprawcy nie znajduje się w systemie, można spróbować znaleźć ludzi, którzy są z nim spokrewnieni, a następnie - poprzez analizę DNA, dokumentów i drzew genealogicznych - stopniowo zawężać krąg poszukiwań. To właśnie stało się w przypadku Izy.
W jednej z baz znajdował się profil osoby spokrewnionej z człowiekiem, którego DNA zabezpieczono po zabójstwie dziewczynki. Człowiek ten miał wykonać test genetyczny z zupełnie innego powodu - interesował się własnym pochodzeniem. Nie miał związku ze zbrodnią, ale jego próbka stała się punktem zaczepienia.
Po niemal 13 latach śledczy po raz pierwszy dostali nić prowadzącą nie do anonimowego profilu genetycznego, lecz do konkretnej rodziny.
W jednym drzewie znalazło się prawie 10 tys. osób
Rozpoczęła się żmudna praca. Zespół genealożki genetycznej Marty Soboty wraz z funkcjonariuszami Archiwum X odtwarzał rodzinne powiązania, porównywał fragmenty DNA i szukał wspólnych przodków.
W jednym z analizowanych drzew genealogicznych znalazło się prawie 10 tys. osób. Sprawdzano kolejne gałęzie rodzin, miejsca zamieszkania, wiek mężczyzn i możliwość ich obecności w Gdyni w sierpniu 2011 roku.
Krąg powoli się zawężał i ostatecznie pozostało kilkunastu mężczyzn. Wśród nich był Michał S.
Sama genealogia genetyczna nie mogła jednak przesądzić o jego winie. Była jedynie drogowskazem. Śledczy nadal musieli zdobyć jego DNA i porównać je bezpośrednio z materiałem zabezpieczonym na ciele Izy.
"Spodziewałem się, że ten dzień kiedyś nadejdzie"
21 lipca 2026 roku policjanci pojawili się u Michała S. w Gdyni.
Mężczyzna miał wówczas 37 lat. W chwili śmierci Izy miał 22 lata i mieszkał w tej samej części miasta. Nie był wcześniej karany ani notowany. W kolejnych latach pracował, założył rodzinę i został ojcem dwojga dzieci.
Według funkcjonariusza Archiwum X Michał S. nie stawiał oporu. Gdy pojawili się policjanci, miał powiedzieć: Spodziewałem się, że ten dzień kiedyś nadejdzie.
Prokuratura potwierdziła, że po poinformowaniu o przyczynie zatrzymania mężczyzna spontanicznie przyznał się do zabójstwa Izabeli Strzałkowskiej. Podczas późniejszego formalnego przesłuchania w obecności obrońcy również przyznał się do zarzucanego czynu, po czym skorzystał z prawa do odmowy dalszych wyjaśnień.
Najważniejszym dowodem miało jednak stać się nie jego przyznanie, lecz DNA.
Na wynik czekali mniej niż 48 godzin
Po zatrzymaniu od Michała S. pobrano materiał biologiczny. Próbki trafiły niezależnie do dwóch instytucji: Pracowni Biologii i Genetyki Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie.
Na odpowiedź, której śledczy bezskutecznie szukali przez niemal 15 lat, tym razem potrzebowali mniej niż 48 godzin. Obie ekspertyzy wykazały zgodność profilu DNA Michała S. z profilem wyizolowanym z materiału biologicznego zabezpieczonego w kilku miejscach na ciele Izy w 2011 roku.
Prokurator przedstawił mu zarzut zabójstwa przez uduszenie w związku ze zgwałceniem 13-latki. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu.
Ojciec Izy czekał na tę wiadomość 15 lat
Dla Sławomira Strzałkowskiego zatrzymanie podejrzanego nie mogło cofnąć tego, co wydarzyło się w sierpniu 2011 roku. Po raz pierwszy jednak człowiek, którego śledczy wiążą ze śmiercią jego córki, miał twarz i nazwisko.
- Jakby kawałek cegły spadł mi z serca - mówił ojciec Izy po zatrzymaniu Michała S.
Trudno jednak mówić o pełnej uldze. Na tę wiadomość przez lata czekała także matka Izy. Nie doczekała jej. Małgorzata Strzałkowska, która tamtego sierpniowego wieczoru wyszła szukać córki i znalazła ją zaledwie kilkaset metrów od domu, zmarła w 2021 roku.
Podejrzany tymczasem przez kilkanaście lat prowadził zwyczajne życie. Założył rodzinę, miał dzieci. To właśnie ten element historii szczególnie poruszył ojca Izy - świadomość, że kiedy jego własna rodzina próbowała nauczyć się żyć po stracie córki, człowiek podejrzany dziś o jej zabójstwo budował swoje życie zaledwie kilka kilometrów dalej.
Co dalej w sprawie zabójstwa Izy?
Na chwilę obecną Michał S. pozostaje podejrzanym i na tym etapie nie może być określany jako sprawca zabójstwa - nie zapadł wobec niego prawomocny wyrok. Przebywa w tymczasowym areszcie.
Pod koniec lipca prokuratura informowała, że pod względem dowodowym śledztwo jest "w zasadzie zakończone". Do wykonania pozostały przede wszystkim czynności dotyczące samego podejrzanego. Mają wypowiedzieć się biegli psychiatrzy, psycholog oraz seksuolog. Możliwa jest również obserwacja sądowo-psychiatryczna.
Śledczy nie wykluczają także sprawdzenia, czy Michał S. może mieć związek z innymi, niewyjaśnionymi wcześniej przestępstwami na tle seksualnym. Na razie nie oznacza to jednak, że postawiono mu jakiekolwiek dodatkowe zarzuty.
Dla rodziny Izy żadna decyzja sądu nie cofnie wydarzeń z sierpnia 2011 roku ani 15 lat życia z pytaniem, na które nie było odpowiedzi. Dziś sytuacja jest jednak zupełnie inna niż podczas poprzednich rocznic jej śmierci. Śledczy mają konkretnego podejrzanego, jego DNA ma odpowiadać profilowi zabezpieczonemu na ciele dziewczynki, a on sam przyznał się do zarzucanego czynu. Teraz, po raz pierwszy od 15 lat, sprawa śmierci Izy może znaleźć swój finał przed sądem.