Nina Nowakowska: Minęły już ponad trzy lata od katastrofy samolotu, w której zginęli m.in. Jewgienij Prigożyn i Dmitrij Utkin - założyciel oraz dowódca Grupy Wagnera. Katastrofy, która miała miejsce dwa miesiące po krótkotrwałym zbrojnym buncie Prigożyna przeciwko rosyjskiemu dowództwu wojskowemu. Co doprowadziło do buntu i dlaczego wagnerowcy w pewnym momencie się z niego wycofali - zamiast iść na Moskwę?
Stanisław Sadkiewicz: Bezpośrednią przyczyną buntu była desperacja Prigożyna, aby powstrzymać plany Ministerstwa Obrony, zakładające włączenie Grupy Wagnera w struktury rosyjskiej armii. Prigożyn doskonale zdawał sobie sprawę, że gdy do tego dojdzie, będzie skończony. Postawił więc wszystko na jedną kartę, licząc, że uda mu się w jakiś sposób doprowadzić do zmiany tych planów. Przynajmniej na początku wydawało się, że wszystko pójdzie po jego myśli - właśnie dlatego marsz został zatrzymany przed dotarciem do stolicy Rosji. Prigożyn za pośrednictwem prezydenta Białorusi, Aleksandra Łukaszenki, dostał propozycję powrotu do dawnego modelu funkcjonowania Grupy Wagnera, to znaczy wystawiania kontyngentów poza granicami Rosji i poza frontem w Ukrainie; głównie w krajach afrykańskich. Przez następne dwa miesiące wydawało się, że Prigożyn osiągnął swoje cele. Jak jednak pokazały wydarzenia z 23 sierpnia, nie do końca tak było.
Dlaczego Prigożyn wierzył, że nie spotkają go żadne konsekwencje?
Ta wiara miała silne podstawy. Prigożyn przez wiele lat był traktowany w sposób pobłażliwy, a jego rozmaite konflikty z Ministerstwem Obrony wielokrotnie uchodziły mu na sucho. Chodzi głównie o osobisty konflikt z ministrem Siergiejem Szojgu, który apogeum osiągnął podczas bitwy o Bachmut; kiedy Prigożyn wprost nazywał ministra zdrajcą, oskarżając go o zbrodnie na narodzie rosyjskim i sabotowanie wysiłku wojennego poprzez niedostarczanie wystarczającej ilości amunicji. Wszystko to uchodziło mu płazem, a sam prezydent, otwiera się w nowym oknie Władimir Putin przyjmował jego oskarżenia ze zdumiewającą pobłażliwością. Na podstawie tych doświadczeń wbił się w pychę. W mojej ocenie uważał, że również bunt ujdzie mu na sucho i przemocą zdoła zabetonować status quo.
Zatrzymajmy się przy samym Prigożynie. Dlaczego akurat on - przedsiębiorca i restaurator, nazywany przez media "kucharzem Putina" - stanął na czele tak ważnej organizacji, jaką dla Kremla była Grupa Wagnera?
Rzeczywiście, zawodowe losy Prigożyna nie są do końca jasne; restaurator i właściciel biznesu cateringowego, który nagle z dnia na dzień zostaje szefem prywatnej firmy wojskowej... To niezbyt oczywista kariera.
W dodatku restaurator z kartoteką…
Cała kariera Prigożyna jest dość tajemnicza. Mowa o człowieku, który w bardzo młodym wieku trafił do kolonii karnej i spędził tam większość dorosłego życia. Następnie zaraz po wyjściu na wolność robi błyskotliwą karierę: zaczyna od budki z hot dogami na petersburskim targowisku, dalej w niewyjaśniony sposób zostaje właścicielem kilku świetnie prosperujących restauracji, później dostawcą cateringu dla całej rosyjskiej armii, by finalnie stanąć na czele prywatnej firmy wojskowej. Nie wiadomo więc, jakie okoliczności wpłynęły na wybór Prigożyna na szefa Grupy Wagnera.
Jakie były początki Grupy Wagnera?
Oficjalnie - jeśli można to tak ująć, bo ona z definicji była nieoficjalna - Grupa Wagnera powstała w 2014 r. Według licznych relacji - oraz pewnego dokumentu znalezionego w domu Prigożyna podczas buntu - deklaracja założycielska została podpisana przez niego oraz Utkina 1 maja 2014 r. Podczas zbierania materiału do książki natrafiłem jednak na wspomnienia, które wskazywały, że wszystko odbyło się kilka dni wcześniej, a datę 1 maja wybrano ze względów symbolicznych. Mimo to historia Grupy Wagnera rozpoczyna się przynajmniej rok wcześniej, od tak zwanego Korpusu Słowiańskiego, który był pierwszą próbą stworzenia rosyjskiej prywatnej firmy wojskowej. Korpus Słowiański miał ochraniać pola naftowe i gazowe w Syrii podczas wojny domowej. Wyprawa ta była jednak krótka i zakończyła się dość bolesną klęską, a Rosjanie - po nieudanym starciu z Państwem Islamskim - zostali wycofani do Rosji.
Należy dodać, że Rosja bynajmniej nie była prekursorką prywatnych firm wojskowych. Prym w tej branży wiodły Stany Zjednoczone - począwszy od 2001 r. i tzw. wojny z terroryzmem, toczonej w dużej mierze rękami najemników, czy - jak to eufemistycznie określano - prywatnych kontraktorów wojskowych różnej narodowości. W pewnym momencie Kreml również zdecydował się na utworzenie podobnych struktur. Formuła ta przynosi bowiem rozmaite korzyści, zwłaszcza polityczne. Przede wszystkim nie trzeba tłumaczyć się ze strat własnych żołnierzy podczas interwencji zagranicznych. Tak, jak Stany Zjednoczone prowadziły wojnę w Afganistanie czy Iraku, tak Rosja wspierała reżim Baszara al-Asada w Syrii, kierując tam najemników. Śmierć najemnika nie odbija się takim echem w społeczeństwie, jak śmierć regularnego żołnierza. Nie wywołuje również tylu pytań o sens samej interwencji. Użycie półprywatnej formacji daje też możliwość odcięcia się od jej działalności. Mieliśmy z tym do czynienia na początku wojny w Ukrainie, kiedy od 2014 r. Rosja przez długi czas zaprzeczała obecności swoich żołnierzy na ukraińskim terytorium, twierdząc, że są to tylko ochotnicy motywowani osobistymi pobudkami.
Działalność Grupy Wagnera jest wciąż owiana tajemnicą. W jaki sposób pozyskał pan materiał na pięćsetstronicową książkę?
Zbieranie materiału i research były najtrudniejszą częścią pracy nad tą książką. Źródeł jest bardzo mało i nawet kiedy po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie pojawiło się mnóstwo dodatkowych źródeł - ich jakość jest różna. Nie ulega wątpliwości, że część relacji uczestników tych wydarzeń czy nawet wystąpienia Prigożyna są w dużej mierze naciągane i podkoloryzowane. W związku z tym sam proces zbierania materiałów do tej książki wymagał ode mnie rygorystycznego podejścia do źródeł i próby weryfikacji tego, co pojawia się w przestrzeni publicznej na temat Grupy Wagnera. Oczywiście w różnych okresach tych źródeł było więcej lub mniej. Okres od 2022 r. jest dużo lepiej udokumentowany. Sam bunt wagnerowców toczył się niejako przed kamerami; trasę marszu można odtworzyć w zasadzie kilometr po kilometrze, na podstawie rozmaitych nagrań, zdjęć i relacji. Z drugiej strony, wcześniejsze okresy od 2014 r., przez wojnę domową w Syrii, po aktywność Grupy Wagnera w Afryce, w dużej mierze nadal pozostają w cieniu. I na pewno jeszcze nie wszystko o nich wiemy.
Jeden z rozdziałów pańskiej książki, "Reżimowy pakiet przetrwania", opisuje biznesowy model działania formacji - że poza wagnerowcami grupa skupiała specjalistów z różnych branż, jak choćby marketing. Czy Grupa Wagnera od początku świadczyła tak zróżnicowane usługi?
Wiadomo, że przynajmniej od pewnego momentu oprócz zbrojnego ramienia, jakim była Grupa Wagnera, Prigożyn dysponował także cywilnymi specjalistami: politologami, socjologami, marketingowcami czy geologami. Wynikało to z faktu, że Grupa Wagnera często angażowała się w wydobycie surowców naturalnych. W połączeniu tworzyło to multidyscyplinarną ofertę, ten właśnie "reżimowy pakiet przetrwania", jak to nazwali analitycy Royal United Services Institute, z którą Prigożyn wychodził do afrykańskich przywódców. Ci natomiast, w zamian za przetrwanie i pomoc w zachowaniu władzy, płacili surowcami naturalnymi, przez co Grupa Wagnera mogła na siebie zarabiać.
Dużo państw skorzystało z tego pakietu?
Pomijając Syrię, klientelą Grupy Wagnera były głównie kraje afrykańskie. W pewnym okresie pojawiały się plotki, że z usług Grupy Wagnera korzystała również Wenezuela, jednak nie ma na to większych dowodów. Wiadomo, że co najmniej pięć państw afrykańskich skorzystało z usług Grupy Wagnera jako zbrojnej formacji, natomiast dużo więcej kupowało usługi tzw. Zaplecza, czyli wspomnianych cywilnych specjalistów. Czasem klientami były też konkretne osobistości - na Madagaskarze z usług doradców politycznych Prigożyna i osobistej ochrony złożonej z członków Grupy Wagnera korzystał jeden z kandydatów na prezydenta. W innych krajach Zaplecze dostarczało np. badań socjologicznych. Państw, które w różny sposób korzystały z usług biznesowego imperium Prigożyna było bardzo wiele.
W kontekście afrykańskim istotne jest osobliwe podejście Grupy Wagnera do kwestii tajności. Z jednej strony Rosja podpisywała oficjalne partnerstwa z krajami Afryki, a z drugiej Grupa Wagnera wręcz obsesyjnie dbała o tajność swoich działań. Czemu służyła ta posunięta do granic absurdu maskirowka?
To jeden z najbardziej tajemniczych aspektów Grupy Wagnera. O ile w pewnych okresach, np. w 2014 r. podczas wojny w Donbasie, zachowywanie tajności i wypieranie się powiązań Grupy Wagnera z państwem rosyjskim miało jeszcze jakiś sens, to w późniejszym czasie, choćby w Republice Środkowoafrykańskiej, rosyjscy instruktorzy przebywali tam całkowicie oficjalnie, a prezydent tego kraju - którego ochraniali i którego siły zbrojne szkolili - był legalnie wybranym przywódcą. Ponadto, Rosja w żaden sposób nie ukrywała swojej obecności w tym państwie, a mimo to, trzech rosyjskich dziennikarzy, którzy przyjechali tam robić reportaż, zostało zamordowanych. Nie mamy oczywiście całkowitej pewności, że za morderstwem stoją wagnerowcy, choć wskazują na to pewne poszlaki. Jednak tym, co mogłoby świadczyć przeciwko tej tezie jest… całkowita bezsensowność tej zbrodni. Kilka miesięcy później inna ekipa przyjechała zrobić reportaż o działalności Grupy Wagnera w tym kraju i nie napotkała żadnych przeszkód. Mało tego: została oprowadzona po bazie wagnerowców przez człowieka Prigożyna.
Jak Grupa Wagnera rozrastała się na przestrzeni lat?
Zaczynała od kilkuset czy nawet kilkudziesięciu ludzi podczas wojny w Donbasie. Według niektórych relacji na spotkaniu założycielskim było zaledwie 11 osób, łącznie z Utkinem. Na początku była to zdecydowanie elitarna formacja, złożona w dużej mierze z byłych żołnierzy jednostek specjalnych czy powietrznodesantowych. Interwencja w Syrii w 2015 r. dała pierwszy impuls do intensywnego rozwoju; w tamtym czasie przez formację przewinęło się przynajmniej kilka tysięcy osób. Po 2017 r., kiedy Grupa Wagnera pojawiła się w Afryce, znowu zwiększono nabór. Obsługiwano wówczas różnych kontraktów w kilku krajach jednocześnie.
W miarę rozrostu wymagania zostały obniżone, celem zwiększenia puli ochotników. W 2022 r. Grupa Wagnera liczyła już kilkadziesiąt tysięcy ludzi… Podczas bitwy o Bachmut Prigożyn nie tylko rozpoczął masowy nabór ochotników, ale także rekrutację w rosyjskich więzieniach. Zbierając to wszystko w całość, przez Grupę Wagnera, przez cały okres jej trwania, przewinęło się blisko 100 tys. ludzi, z czego połowę stanowili więźniowie - tzw. kasznicy, którym obiecano ułaskawienie w zamian za półroczną służbę na ukraińskim froncie.
Jak istotna z pańskiego punktu widzenia była rola wagnerowców w Ukrainie?
Głównym zadaniem Grupy Wagnera było przyciąganie ochotników, którzy z różnych powodów nie chcieli służyć w regularnym wojsku - co faktycznie się udawało. Prigożyn był bardzo charyzmatyczny i potrafił zjednywać sobie ludzi. Podobnie było z Utkinem, który cieszył się, ogromnym szacunkiem wśród podwładnych. Obaj potrafili stworzyć silną legendę Grupy Wagnera - mit elitarnych wojowników walczących na dalekich rubieżach świata o rosyjskie interesy - dzięki któremu przyciągali ludzi do swoich szeregów. Takie też było ich zadanie w Ukrainie - akumulować osoby, które nie chciały dołączać do regularnych sił zbrojnych. Poza tym Grupa Wagnera brała udział w istotnych walkach, łącznie z bardzo krwawą i długą bitwą o Bachmut, gdzie poniosła ogromne straty, ale ostatecznie zdobyła miasto. Tuż po zwycięstwie doszło jednak do buntu, a w konsekwencji do zmarginalizowania pozycji Grupy Wagnera, która istnieje dziś w bardzo szczątkowej formie.
Co pozostało z Grupy Wagnera?
Przede wszystkim tysiące osób, które się przez nią przewinęły, i bardzo umiejętnie wykreowany mit. W rosyjskiej armii istnieje przynajmniej kilka jednostek, które czerpią z wagnerowskiej symboliki i są dowodzone przez byłych podwładnych Prigożyna. Poza tym, formacja działa obecnie tylko w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie jej obecność - z nieznanych mi powodów - jest wciąż tolerowana. W pozostałych krajach Kreml zastąpił wagnerowców Korpusem Afrykańskim, czyli jednostką regularnych sił zbrojnych.
Nie wydaje mi się również, aby w przewidywalnej przyszłości Putin pozwolił na stworzenie podobnej organizacji. Ryzyko dopuszczenia, aby ktokolwiek - spoza ściśle kontrolowanych przez Kreml instytucji - cieszył się jednocześnie taką potęgą i niezależnością, jak Prigożyn w momencie buntu, jest zbyt wielkie. Prigożyn twierdził wówczas, iż ma pod rozkazami 25 tys. ludzi. Według moich szacunków trochę przesadził - myślę, że mogło ich być 15 tys., co wciąż jest jednak niebagatelną liczbą. Putin, nauczony doświadczeniem, nie pozwoli, aby historia się powtórzyła.
Stanisław Sadkiewicz - oficer rezerwy, były żołnierz 6. Brygady Powietrznodesantowej, weteran wojny w Afganistanie. Były oficer bezpieczeństwa na statkach handlowych pływających w strefach zagrożonych piractwem, morskim terroryzmem lub wojną. Obecnie niezależny analityk i konsultant zajmujący się bezpieczeństwem i konfliktami. Autor książki "Obrońcy mórz".


