To dobry czas, żeby zajmować się kosmosem. Trzy marsjańskie misje, jedna po drugiej, po półrocznym locie docierają właśnie na Czerwoną Planetę. Każda z nich jest wynikiem wielu lat wysiłków inżynierów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Chin i USA. Lata ciężkiej pracy nad dopieszczeniem wszystkich, najdrobniejszych elementów misji, wreszcie, jeśli wszystko pójdzie dobrze, zostaną nagrodzone.
Trzy sondy będą sprawdzać, co takiego spowodowało, że Mars, z podobnego Ziemi, pokrytego oceanem świata, zmienił się w wyschniętą na pieprz pustynię. A chiński i amerykański łazik będą kontynuowały trwające od lat poszukiwania jakiegokolwiek śladu marsjańskiego życia - przeszłego bądź - czego naukowcy wciąż nie wykluczyli - istniejącego do dziś w postaci zagrzebanych w pyle i lodzie mikrobów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: "Życie to nie cud, to kosmiczna infekcja". Czy jesteśmy sami we Wszechświecie?Ale dla Artura Chmielewskiego, który ma już na koncie 15 misji kosmicznych, nigdy nie było złego czasu na zajmowanie się kosmosem. Nawiązując do pierwszego lotu radzieckiego Sputnika, mówi:
Dobry czas na kosmos trwa od października 1957 roku. Dobry moment będzie w 2033 roku, jak ludzie będą lecieć na Marsa, dobrym momentem będzie też 2043 rok, kiedy będziemy tam mieli stałe bazy. Nie ma złego momentu.
Jego droga w kosmos zaczęła się już w dzieciństwie. Jak opowiada, od małego fascynowały go kosmiczne misje - jako dziecko zrzucał z dachu bloku "lądowniki" i budował plastelinowe łodzie podwodne, które testował w wannie. - To wszystko później się przydało, bo okazało się wiele lat później, że miałem zaplanować misję, która wyśle łódź podwodną na Tytana, jeden z księżyców Saturna - wspomina. Miałem jako dziecko doskonały trening w Polsce - dodaje.
Misja na Czerwoną Planetę
Chmielewski jest dziś jednym z czołowych inżynierów w Jet Propulsion Laboratory - pracującego na rzecz NASA instytutu z kalifornijskiej Pasadeny, który wyspecjalizował się w budowaniu niezwykle złożonych i pomysłowych pojazdów kosmicznych.


To właśnie tutaj, w wielkim, zalesionym kampusie, po którym przechadzają się podkradające inżynierom kanapki jelenie, powstawały wszystkie amerykańskie łaziki marsjańskie - od Sojournera, wielkości dużego pudełka na buty, który w 1996 roku stał się pierwszym samobieżnym pojazdem poruszającym się po innej planecie, po dwa kolosy - Curiosity i Perserverance - mobilne laboratoria naukowe wielkości Land Rovera. Curiosity z powodzeniem bada Marsa od 8 lat. Perserverance, który ma wylądować na Czerwonej Planecie 18 lutego, jest do niego pozornie bardzo podobny, bo opiera się na takim samym podwoziu i systemie zasilania opartym na generatorze wytwarzającym prąd z ciepła rozpadającej się bryłki promieniotwórczego plutonu. Ale 8 lat to szmat czasu i, poza powierzchownym podobieństwem, nowy łazik jest pod każdym względem doskonalszą konstrukcją.


