Wojciech Albert Łobodziński: Jak zmiany klimatu objawiają się na Sycylii? Wszyscy mówią teraz o fali upałów, która przetacza się przez wyspę i przynosi temperatury sięgające w niektórych rejonach 48 stopni Celsjusza. Jednocześnie w nocy słupki rtęci nie spadają poniżej 25 stopni, a wilgotność przekracza 75 procent.
Nunzio Gringeri: Tegoroczna fala upałów nie jest tyle głównym przejawem zmian, ile raczej kolejnym osiągniętym szczytem. Na Sycylii zmiany klimatu dają o sobie wyraźnie znać od ponad trzydziestu lat. Odczuwalne 48 stopni odnotowaliśmy w głębi wyspy już parę lat temu - tam proces pustynnienia stał się faktem. Na Sycylię należałoby więc spojrzeć jak na laboratorium klimatyczne: jesteśmy forpocztą radykalnych zmian zachodzących na naszej planecie. Zresztą w tym roku Europa Środkowa i Północna doświadczyły tego, co u nas jest już codziennością. Być może tamtejsze kraje okazały się nieprzygotowane, bo są przyzwyczajone do obrony przed zimnem, a nie przed żarem.
Temperatura morza jest bardzo wysoka, co uderza w zjawisko typowe dla sycylijskiego lata. Dotychczas wieczorna różnica temperatur między lądem a wodą rodziła bryzę - nazywaną przez nas wiatrem lądowym - która przynosiła ukojenie po zmroku. W tym roku ten mechanizm niemal zupełnie zanikł, przez co temperatura pozostaje niezmienna w dzień i w nocy. To z kolei napędza inny kluczowy element kryzysu: parowanie wody. Poza stratami wynikającymi ze złego stanu infrastruktury wodociągowej mierzymy się z gwałtownym ubytkiem rezerw wody pitnej na skutek odparowywania zbiorników. To właśnie ten czynnik w ogromnym stopniu pogłębił kryzys, który zaczął się w 2024 roku i trwa do dziś.


Kiedy zaczęto dostrzegać wpływ zmian klimatycznych na region? Jak to się zaczęło?
Mieszkańcy wyspy odczuwają te zmiany od ponad dwóch dekad - z dotkliwą suszą mierzyliśmy się już na początku lat dwutysięcznych. Problem polega na tym, że reakcje władz mają zawsze charakter doraźny, podczas gdy potrzebna jest trwała zmiana podejścia i inwestycje strukturalne. Władze regionalne Sycylii i rząd w Rzymie podejmują działania wyłącznie wtedy, gdy kryzys osiąga punkt kulminacyjny. Brakuje długofalowej wizji, która pozwoliłaby rzetelnie zdiagnozować problem i zaplanować trwałe rozwiązania.
Pierwszymi, którzy to zauważyli, byli oczywiście rolnicy i hodowcy - ludzie, których praca bezpośrednio zależy od wody. Zaczęli mieć trudności nawet z uprawą drzew oliwnych - gatunku rodzimego dla basenu Morza Śródziemnego, historycznie odpornego na susze dzięki głębokim korzeniom sięgającym wód gruntowych. To niezwykle alarmujący sygnał świadczący o powadze sytuacji.
Jakie zagrożenia niosą ze sobą zmiany klimatu dla obecnego modelu życia na Sycylii?
Niedobór wody na Sycylii uderza w zasób elementarny dla ludzkiego życia. Od zarania dziejów osady powstawały tam, gdzie był dostęp do wody - gdy jej brakuje, społeczeństwo i miasta nieuchronnie wchodzą w fazę kryzysu. Na Sycylii dochodzi jednak do sytuacji paradoksalnej: w dużych miastach prowincjonalnych bieżącej wody brakuje nie od pięciu czy dziesięciu lat, lecz od pół wieku. W Mesynie - a sam mieszkam w tej prowincji - od pięćdziesięciu lat po godzinie dwunastej woda z kranu po prostu przestaje lecieć. W Agrigento, innym mieście będącym siedzibą prowincji, sytuacja wygląda podobnie. Kiedy podróżowaliśmy po Europie z naszym filmem dokumentalnym "Dry Sicily", opowiadającym o zmianach klimatu na wyspie, ludziom spoza Sycylii trudno było to pojąć, wydawało im się to wręcz niedorzeczne. Dla nas to jednak chleb powszedni.
Racjonowanie wody trwa już tam od dwudziestu lat. Na początku dostarczano ją co trzy dni, a dziś w niektórych miejscach pojawia się zaledwie raz na tydzień.
Owszem. Między latem a jesienią 2025 roku były miasta, takie jak Agrigento, ale też mniejsze miejscowości, do których woda docierała raz na siedem dni. Ludzie kupują wielkie zbiorniki, żeby zgromadzić jak największe zapasy, a potem oszczędzają każdą kroplę i dawkują wodę do kolejnej dostawy. To sytuacja bez precedensu w innych miejscach, która działa niczym znieczulenie. Gdybym miał czarodziejską różdżkę, sprawiłbym, że wszystkie te zbiorniki znikną, aby ludzie wreszcie uświadomili sobie powagę sytuacji i zaczęli reagować. Kiedy gminy znalazły się w tak skrajnym położeniu, mieszkańcy zaczęli organizować się oddolnie, tworząc komitety i kolektywy.
Zima przyniosła nieco więcej opadów i dostawy pozornie wróciły do normy - woda leci co trzy dni, z przerwami w godzinach popołudniowych. Wydaje się, że problem zniknął, ale w rzeczywistości został po prostu zamieciony pod dywan.
Jak w takich warunkach funkcjonują hotele i baza noclegowa? Jak radzi sobie branża turystyczna?
To kluczowa kwestia, bo turystyka stanowi filar sycylijskiej gospodarki. Opowiem ci o własnym doświadczeniu: w trakcie suszy zatrzymałem się w pensjonacie w Ennie i tam w ogóle nie było wody. To sytuacja nie do utrzymania. Weźmy pod uwagę, że Sycylia liczy około pięciu milionów stałych mieszkańców, a w sezonie letnim przewija się przez nią siedemnaście milionów turystów. Kiedy brakuje zasobów wodnych, cały system staje na krawędzi zapaści.
Konieczne jest zarządzanie strategiczne - przyjmowanie siedemnastu milionów ludzi bez odpowiedniego planowania prowadzi do chaosu. W dostawach wody często faworyzuje się obiekty noclegowe, przez co poszkodowani są zwykli mieszkańcy. Nikt nie działa zapobiegawczo, wszystko traktuje się jak wieczny stan wyjątkowy, podczas gdy potrzeba strukturalnego planowania na nadchodzące lata.
Tym bardziej że nie mówimy już o zjawisku czysto sezonowym czy letnim, lecz o stanie permanentnym, trwającym przez cały rok.
Już jesienią 2024 roku w zbiornikach retencyjnych i na zaporach zabrakło wody - nie było skąd zasilać sieci, bo rezerwy całkowicie się wyczerpały. Zbiornik Ancipa, jeden z głównych rezerwuarów wody pitnej, praktycznie wysechł. W "Dry Sicily" pokazujemy wstrząsające obrazy: infrastrukturę wzniesioną z myślą o bezpieczeństwie i dobrobycie, która zamieniła się w pustynny krajobraz, wobec którego człowiek jest bezradny.
Na Sycylii problem nie sprowadza się jednak wyłącznie do kryzysu klimatycznego - ma charakter przede wszystkim strukturalny, związany z inwestycjami i zarządzaniem zasobami. Gospodarka wodna jest rozdrobniona między zbyt wiele małych podmiotów i to tam trzeba zacząć zmiany. Usługi muszą zostać zunifikowane, a woda powinna być w maksymalnym stopniu odzyskiwana i powtórnie wykorzystywana w ramach długofalowych strategii. Niedopuszczalna jest utrata 70 procent wody na trasie przesyłu: jeśli ze zbiornika Ancipa wypływa 100 litrów, a do Agrigento dociera mniej niż 30, to nie jest to wina klimatu. To zarządzanie cennym i kurczącym się zasobem w myśl logiki marnotrawstwa, jakbyśmy mieli go pod dostatkiem. A to czyste szaleństwo.
W skali roku Sycylia traci ponad 240 milionów metrów sześciennych wody z powodu nieszczelności, awarii i zużycia gminnej sieci wodociągowej - to ponad 51 procent całego wolumenu wtłaczanego do rurociągów. Te braki strukturalne pogłębiają nawracające i dotkliwe susze, wynikające z niskich opadów i zmian klimatu.
Rolnicy znaleźli się w głębokim kryzysie: plony przepadły, a wielu z nich powraca do tradycyjnych metod z czasów, gdy nowoczesne systemy nawadniania jeszcze nie istniały. Na pagórkach budują małe zbiorniki retencyjne, aby gromadzić deszczówkę w miesiącach wilgotnych i korzystać z niej w okresach bezdeszczowych. Sytuacja pozostaje jednak skrajnie trudna, zwłaszcza w głębi wyspy, gdzie uprawia się pszenicę. Tam do nieszczęścia dochodzi jeszcze ironia losu: deszcz nie pada miesiącami, a gdy wreszcie się pojawia, przyjmuje formę gwałtownych nawałnic, które tylko pogarszają sprawę.
Wielu rolników, z którymi rozmawialiśmy, wraca do dawnych technik orki i siewu. To wymuszony absolutną koniecznością powrót do relacji z ziemią i wodą, jaką znali nasi dziadkowie. Ponadto uprawa roli jest nierozerwalnie związana z hodowlą zwierząt. Rozmawialiśmy na przykład z hodowcą, który dotąd sam produkował paszę, a dziś musi sprowadzać ją z innych regionów. To nie tylko winduje koszty, ale też zmienia walory smakowe i zapachowe sera. Uruchamia się w ten sposób efekt domina, uderzający w cały sycylijski łańcuch rolno-spożywczy.
Tego stanu rzeczy nie da się utrzymać na dłuższą metę. Sycylia mierzy się z głęboką i nieubłaganą zimą demograficzną, naznaczoną kurczeniem się populacji i starzeniem społeczeństwa. U źródeł tego kryzysu leży splot rekordowo niskiej dzietności z nieustannym drenażem migracyjnym: każdego roku tysiące młodych ludzi i absolwentów wyjeżdża na północ Włoch lub za granicę w poszukiwaniu stabilizacji i perspektyw zawodowych, co napędza ucieczkę kapitału ludzkiego.
Często zwraca się uwagę na sytuację seniorów, dla których fale ekstremalnych upałów połączone z brakiem wody są szczególnie dotkliwe. W jaki sposób kryzys klimatyczny wpływa na pejzaż demograficzny wyspy?
Kryzys klimatyczny nie uderza we wszystkich po równo: to przede wszystkim kwestia sprawiedliwości społecznej, w której najwyższy rachunek płacą najsłabsi. Na Sycylii zjawisko to bezpośrednio zazębia się z procesami demograficznymi i emigracją. Wyludnienie wywołane zapaścią ekonomiczną sprawiło, że w wielu miasteczkach w głębi wyspy zostali niemal wyłącznie ludzie starsi.
Osoby te często mieszkają samotnie, pozbawione zaplecza rodzinnego i sprawnego wsparcia opiekuńczego, wystawione na mordercze upały niosące bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia. Seniorzy stanowią najbardziej bezbronną i poszkodowaną grupę społeczną, a w regionie podlegającym postępującej depopulacji to właśnie oni tworzą dziś znaczną część mieszkańców.
Czy mamy już do czynienia z migracjami sezonowymi lub faktyczną migracją klimatyczną? W Palermo w sierpniu widać na przykład wyraźne wyludnienie miasta.
To letnie wyludnienie jest zjawiskiem typowym dla wielu włoskich miast w najgorętszych miesiącach, kiedy w centrach miejskich nie da się normalnie funkcjonować. W Palermo, gdzie mieszkałem przez wiele lat, temperatury stają się nieznośne już po czerwcu. Nie nazwałbym tego jeszcze faktyczną migracją klimatyczną: to raczej tradycyjny letni wyjazd na urlop w poszukiwaniu znośniejszego klimatu.
Zjawisko dotyczące głównie klasy średniej, jak rozumiem.
Dokładnie tak - dotyczy to klasy średniej lub osób, które mają drugi dom nad morzem albo w górach. Kto nie ma takich możliwości finansowych, zostaje w mieście. Dziś nie możemy jeszcze mówić o migracji strukturalnej, ale sprawa zmusza nas do poważnej refleksji nad przyszłością, bo ten proces może pójść właśnie w tym kierunku.
Czytałem niedawno badanie naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego, z którego wynika, że do 2035 roku pustynnienie grozi 70 procentom terytorium Sycylii. Pod względem warunków wyspa zbliżyłaby się wtedy do Maghrebu - z ludnością skupioną na wybrzeżach i niemal bezludnym wnętrzem. Oznaczałoby to przymusowe przesiedlenie milionów mieszkańców obszarów śródlądowych: pełnowymiarową migrację klimatyczną, choćby w granicach samej wyspy, która stanowi realne ryzyko i na którą musimy się przygotować.
Jakie konkretne działania widać na szczeblu regionalnym lub krajowym? Czy władze regionu lub rząd centralny mają jakiekolwiek inicjatywy bądź strategie polityczne, które pozwoliłyby zarządzać tą transformacją?
Moim zdaniem mamy do czynienia z rządem centralnym, który faktycznie bagatelizuje kryzys klimatyczny lub mu zaprzecza. Mamy nawet przewodniczącego Senatu - skądinąd Sycylijczyka z Katanii - który twierdzi, że po prostu przywykniemy i dostosujemy się do tych zmian.
Przy odczuwalnych 51 stopniach z czysto biologicznego punktu widzenia przyzwyczaić się do tego nie sposób. Z mojej perspektywy życie w takich warunkach wydaje się wręcz nie do pomyślenia.
Dla Sycylijczyka zresztą też. Rzecz jasna, jeśli rząd w Rzymie narzuca taką narrację, a władze regionalne są z nim ściśle sprzymierzone, wszelkie działania kończą się na prowizorycznym łataniu dziur bez żadnej wizji strategicznej. Kiedy brakuje rzetelnej diagnozy sytuacji, reakcja sprowadza się do wysłania rolnikom i hodowcom kilku beczkowozów w przekonaniu, że to załatwia sprawę. Południe Włoch od dekad cierpi na chroniczne zapóźnienie infrastrukturalne, z którym na szczeblu centralnym nigdy właściwie się nie zmierzono. Kryzys wodny i klimatyczny na Południu traktuje się jak przejściową anomalię lata, zamiast uczynić zeń priorytet polityki państwa, wymagający trwałych, kontrolowanych reform strukturalnych.
Podobnie odsalanie wody morskiej służy często za wygodny wykręt retoryczny. Powtarzanie w mediach, że skoro jesteśmy wyspą otoczoną morzem, to problem rozwiąże odsalanie, świetnie brzmi w propagandzie. Jeśli jednak przeanalizujemy koszty energii, bilans środowiskowy oraz realną wydajność takich instalacji, szybko dostrzeżemy ograniczenia tej metody. Poza tym woda jest odsalana na wybrzeżu - ile energii pochłonęłoby wtłoczenie jej w głąb lądu, na przykład do Enny? Odsalanie może być rozwiązaniem dla małych wysepek lub niewielkich miejscowości nadmorskich, ale nigdy nie stanie się odpowiedzią systemową dla całej Sycylii. Wmawianie ludziom czegoś takiego to zwykłe mydlenie oczu.
Podczas pobytu na Sycylii zauważyłem, że mimo obfitości słońca na dachach i budynkach wciąż rzadko widuje się panele fotowoltaiczne. Z danych wynika, że sycylijski miks energetyczny jest silnie zdominowany przez energetykę konwencjonalną i gaz ziemny - paliwa kopalne odpowiadają za około 70-75 procent produkcji prądu, podczas gdy odnawialne źródła pokrywają zaledwie pozostałe 25-30 procent. Czy brakuje regionalnych dotacji na rozwój energii słonecznej, na przykład do zasilania domowej klimatyzacji czy małych instalacji odsalania?
Coś zaczyna się zmieniać, zwłaszcza w sektorze prywatnym i dzięki programom wsparcia na szczeblu krajowym. Toczy się jednak ostra dyskusja wokół ograniczeń konserwatorskich i wpływu takich instalacji na krajobraz, co stanowi odrębny problem. Faktem jest, że dysponujemy niezwykłym zasobem naturalnym w postaci energii słonecznej - kluczowym dla naszej niezależności energetycznej - którego wciąż nie wykorzystujemy w sposób systemowy i powszechny. A to przecież jedyna droga: w nadchodzących latach każdy, kto nie będzie miał w domu wydajnej klimatyzacji, znajdzie się w dramatycznym położeniu. Zmierzamy ku rzeczywistości, w której będziemy musieli żyć w całkowicie klimatyzowanych przestrzeniach, niczym w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ponieważ warunki na zewnątrz uniemożliwią pracę i normalne funkcjonowanie.
Jak Pana zdaniem sytuacja rozwinie się w perspektywie najbliższych pięciu-dziesięciu lat?
W perspektywie pięciu czy dziesięciu lat, nawet gdybyśmy już dziś wdrożyli dalekowzroczne reformy strukturalne, ich owoce zbiorą dopiero przyszłe pokolenia, a nie my. Najbliższą przyszłość widzę w bardzo ciemnych barwach właśnie dlatego, że wciąż brakuje skoordynowanych działań i pełnego zrozumienia, że to absolutny priorytet nie tylko dla Sycylii, ale dla całych Włoch i Europy. Mamy do czynienia ze zjawiskiem globalnym, które instytucje publiczne nieustannie bagatelizują. Im więcej czasu zmarnujemy bez rzetelnego planu, tym wyższą cenę przyjdzie nam zapłacić.
Skoro ekstremalne temperatury docierają już do miast w centrum i na północy kraju - jak choćby duszące, ekstremalne upały we Florencji - to czy zmienia się społeczna percepcja problemu?
Świadomość społeczna nieuchronnie rośnie, bo ludzie na własnej skórze doświadczają zjawisk skrajnych i dotąd niespotykanych. Powaga sytuacji staje się coraz bardziej czytelna, jednak po stronie klasy politycznej nie dostrzegam woli, by umieścić ten temat na szczycie agendy i powiedzieć wprost: "Mierzymy się z bezprecedensowym kryzysem, który musimy rozwiązać wspólnie". Ruchy i organizacje nagłaśniające załamanie klimatyczne bywają wręcz delegitymizowane i traktowane niemal jak awanturnicy. Niepokoją zwłaszcza próby uciszania głosów krytycznych i tych, którzy wzywają do trzeźwego spojrzenia na fakty. W obliczu takich okresów letnich instytucje państwowe będą jednak musiały zderzyć się z rzeczywistością: uporczywe ignorowanie faktów okaże się ślepą uliczką, bo większość społeczeństwa zaczyna już namacalnie odczuwać skutki tych przemian.
Nunzio Gringeri jest reżyserem i scenarzystą oraz absolwentem Centro Sperimentale di Cinematografia, który w swojej pracy artystycznej naprzemiennie zajmuje się reżyserią filmową i autorstwem zdjęć. Po debiutanckich dokumentach poświęconych Charliemu Abbadessiemu oraz Emilio Isgrò stanął za kamerą licznych krótkich metraży, oraz nagradzanego filmu "Happy Winter", zaprezentowanego na 74. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. W 2021 roku wyreżyserował serial "Denise" dla HBO-Discovery. Dorobek twórcy dopełniają dokumenty "Dry Sicily", opowiadające o zmianach klimatycznych na Sycylii, oraz "Caronte", ukazującym życie cieśniny mesyńskiej.