Choć monument upamiętniający Zygmunta III Wazę powstał w latach czterdziestych XVII wieku - z inicjatywy jego syna (i następcy na polskim tronie) Władysława IV, pierwsze "kolumnowe" plany sięgają roku 1607. Wtedy też patrzący dziś z wysokości władca polecił przygotowanie dwóch trzonów, mających stać się w przyszłości elementami pomnika upamiętniającego zwycięską (choć bratobójczą) bitwę pod Guzowem, gdzie siły monarsze pokonały zbuntowanych rokoszan sandomierskich. Zamówienie złożono w chęcińskich kamieniołomach, wydobywających wówczas wapień zwany "polskim marmurem" - to też okazało się największym błędem. Kamień pozyskiwany w Chęcinach był bowiem materiałem relatywnie kruchym - pozyskanie zeń dwóch monumentalnych kolumn stało się tym samym zadaniem karkołomnym; pierwsza załamała się wpół, do odkuwania drugiej nie doszło zaś w ogóle. Niemniej jednak plany istniały, choć na realizację - w innej formie - musiały poczekać ponad trzydzieści lat.
Po śmierci Zygmunta (król zmarł w roku 1632) jego syn - wspomniany już Władysław - postanowił upamiętnić tak ojca, jak i cała dynastię Wazów (co w niestabilnej rzeczywistości Rzeczypospolitej miało znaczenie bardziej niż symboliczne) wznosząc w przeniesionej stolicy - Warszawa zyskała to miano w 1596 roku - kolumnę właśnie. Pomysł na formę Władysław czerpał najprawdopodobniej z rozwiązań rzymskich, które miał okazję obserwować jeszcze jako królewicz; do realizacji projektu zaprosił tym samym specjalistów z włoskim zacięciem - za koncepcję urbanistyczną odpowiadał Agostino Locci (wcześniej zaangażowany między innymi w projekt Villa Regia, czyli dzisiejszego Pałacu Kazimierzowskiego), natomiast architektoniczną formę kolumny opracował Constantino Tencalla (któremu przypisywane jest choćby autorstwo fasady wileńskiego kościoła świętej Teresy). Rzeźbę króla wykonał Clemente Molli (autor kilku posągów wzniesionych na kolumnach, w tym Madonny z Forlì), brązowy odlew oraz tablice to z kolei dzieło ludwisarza Daniela Tyma, jedynego w tym gronie nie-Włocha (stworzył on też między innymi dzwon znajdujący się dziś na Kanonii).
Nie obeszło się bez kontrowersji. Projekt - świecki monarcha z mieczem i krzyżem - wzbudził protest nuncjusza papieskiego Maria Filonardiego, który groził nawet klątwą, uznając pomnik za idolatrię - dotąd podobne kolumny wznoszono bowiem wyłącznie ku czci świętych. Pomimo klerykalnego oporu monument wzniesiono w jednym z najbardziej ruchliwych, a przy tym widocznych miejsc ówczesnej Warszawy - między Zamkiem Królewskim a nieistniejącą dziś Bramą Krakowską. Na rozkaz króla oczyszczono wcześniej teren z istniejącej przy bramie i murach miejskich zabudowy klasztornej, co możliwe stało się po odkupieniu tejże od zakonu bernardynek.
Transport i ustawienie monolitycznego trzonu z kruchego kamienia (ten wykonano ostatecznie z jednego bloku chęcińskiego marmuru, który szybko zyskał miano zlepieńca zygmuntowskiego) było nie lada wyczynem inżynierskim - kolumnę spławiono Wisłą, a następnie przetoczono z przystani wzdłuż murów obronnych (dokonano tego w ciągu jednego dnia dzięki sile około trzystu osób), po czym podnoszono za pomocą systemu wielokrążków i drewnianych kołowrotów, z wykorzystaniem rusztowań o pionowej osi. Całą operację zwieńczono umieszczeniem na szczycie pomnika króla, uroczyste odsłonięcie, tegoż nastąpiło zaś 24 listopada 1644 roku.
Finalna wersja kolumny liczyła ponad dwadzieścia trzy metry (w porównaniu do dzisiejszych dwudziestu dwóch) i jawiła się o wiele barwniej niż współczesna -czerwonawy trzon kontrastował z czarnym dębnikiem (marmurem z okolic Krzeszowic),którym oblicowano całość, inskrypcje złociły się zaś na czterech brązowych tablicach; pozłacany był również pomnik samego Zygmunta. Ten, przedstawiony archaizowanej zbroi oraz dekorowanym płaszczu koronacyjnym - z koroną, szablą i krzyżem -symbolizował syntezę władzy świeckiej i religiijnej; hełm ze strusimi piórami (o który opiera nogę) oraz order Złotego Runa (na piersi) miały z kolei podkreślić przekaz o chwalebnej misji dynastii Wazów.
Wspomniane inskrypcje, według tłumaczenia Barbary Szymanowskiej, brzmią zaś następująco:
* strona zachodnia - "Zygmunt III na mocy wolnych wyborów król polski, z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa - król Szwecji, w umiłowaniu pokoju i w sławie pierwszy pomiędzy królami, w wojnie i zwycięstwach nieustępujący nikomu, wziął do niewoli wodzów moskiewskich, stolicę i ziemie moskiewskie zdobył, wojska rozgromił, uzyskał Smoleńsk, złamał pod Chocimiem potęgę turecką, przez czterdzieści cztery lata panował, czterdziesty czwarty z szeregu królów, dorównał w chwale wszystkim albo zgarnął całą";
* strona południowa - "Dla uczczenia sławy i pobożności kolumnę tę Zygmuntowi III wznieść kazał Władysław IV roku pańskiego 1643, rodzony i miłujący syn, następca dzięki elekcji, kolejności i sprzyjającemu szczęściu, pełen wdzięczności w swych pragnieniach, uczuciach i czci, ojcu ojczyzny, rodzicowi najlepiej zasłużonemu, któremu już sława - triumfy, potomność - wdzięczność -pomnik przyniosła lub przynieść winna";
* strona wschodnia - "Tak w niebie, jak i na ziemi - król Zygmunt III wyróżniający się pobożnością i orężem, słusznie zyskał podwójną chwałę: z jednej strony miecz, z drugiej krzyż trzyma nie mniej dzielną, jak pobożną dłonią: mieczem walczył, pod tym znakiem zwyciężył, pod tym znakiem żył bezpieczny, niezwyciężony, szczęśliwy. Teraz dzięki szczęśliwości, jaką dał na ziemi -sławny, a jaką zasłużył sobie w niebie - błogosławiony";
* strona północna - "Nie rośnie sława Zygmunta dzięki kolumnie ani głazom ciosanym: sam on dla siebie był górą: nie bierze on blasku od złota ani mocy od spiżu: blask jego był jaśniejszy od złota a mocniejszy od spiżu".
Cztery wieki w cieniu historii. Burzliwe dzieje zygmuntowskiego monumentu.
Nieco ponad dekadę po odsłonięciu kolumna po raz pierwszy wciągnięta została w wojenne perturbacje. We wrześniu 1655 roku, po zajęciu Warszawy przez siły szwedzkie (okupacja stolicy trwała niemal dziesięć miesięcy), król Karol X Gustaw - zirytowany symboliczną obecnością Zygmunta III, a więc pretendenta do tronu Szwecji (co wspomniane zostało na jednej z tablic), rozważał przemieszczenie kolumny w głąb Krakowskiego Przedmieścia. Próby przenosin spaliły jednak na panewce - najprawdopodobniej ze względu na brak specjalistów mogących podjąć się podobnego wyzwania. I choć przed opuszczeniem stolicy wojska szwedzkie zagrabiły niemal wszystko, co zagrabić się dało (niszcząc przy tym znaczną część miasta), Zygmunta i jego kolumny ruszyć nie zdołały.
Nie był to ostatni raz, gdy monument miał zniknąć z przynależnego mu miejsca. August II Mocny planował bowiem przekazać kolumnę carowi Piotrowi I - jako prezent, który miałby "udekorować" budowany wówczas Petersburg. Rosyjski imperator, zachwycony podobno potęgą pomnika, miał nadzieję ustawić go w sercu swej nowej stolicy. Jednak przedsięwzięcie to - zakładające demontaż poszczególnych elementów, przewiezienie ich w głąb Rosji, po czym złożenie od nowa - okazało się zbyt skomplikowane, tak logistycznie, jak i technicznie. Kolumna (szczęśliwie) pozostała więc w Warszawie.
W setną rocznicę powstania - już za Augusta III - poddano ją pierwszej renowacji, przy okazji otaczając pomnik kutą kratą. Już w 1808 roku zauważono jednak, że figura króla przechyla się na kopułowym cokole; po kolejnych dwóch latach przeprowadzono więc remont - posąg zdemontowano i osadzono na nowym, niższym postumencie, sam cokół zaś obniżono.
W XIX wieku Kolumna Zygmunta znalazła się natomiast w centrum przekształceń przestrzeni miejskiej - w latach 1817-1820 rozebrano bowiem Bramę Krakowską oraz sąsiadujące z nią zabudowania, co odsłoniło szeroką przestrzeń, która przyjęła nazwę placu Zamkowego (w podobnej formie trwa on zresztą po dziś dzień). Powiększone otoczenie kolumny wymagało więc zmian - zlikwidowano wspomnianą kratę i zastąpiono ją drewnianymi słupkami, które okazały się jednak nie spełniać swojej funkcji; w 1827 roku zastąpiono je więc kamiennymi słupami - według projektu Henryka Marconiego (twórcy wielu warszawskich zabudowań, między innymi Hotelu Europejskiego).
Marconi odegrał zresztą istotniejszą (choć, z perspektywy czasu, niekoniecznie potrzebną) rolę - w 1855 roku, przy okazji budowy miejskich wodociągów, zaprojektował u stóp kolumny barwną fontannę; cztery trytony dzierżące muszle, z których tryskała woda, wprowadzały eklektyczną, niemal teatralną dekoracyjność. Wilgoć okazała się jednak zgubna dla samej konstrukcji - w międzyczasie królewski posąg stracił złocenia, a struktura trzonu poczęła pękać.
W 1885 roku, na polecenie prezydenta Sokratesa Starynkiewicza, rozpoczęto remont kolumny - chwilę wcześniej komisja inżynierska orzekła bowiem, że całość grozi zawaleniem. Postanowiono wówczas wymienić trzon kolumny, który - po 240 latach - pozostawał w fatalnym stanie; nowy trzon wykonano z włoskiego granitu (sprowadzonego z okolic jeziora Maggiore). Pod nadzorem Edwarda Cichockiego i Bolesława Syrewicza kolumnę zrekonstruowano i ponownie ustawiono 6 września 1887 roku. Całość przetrwała w tej formie aż do końca zaborów.
Po odzyskaniu niepodległości Kolumna Zygmunta ponownie stała się symbolem narodowej dumy - w latach 1928-1931, gdy kurz zdążył już opaść, dokonano więc gruntownej rewitalizacji. Po długich dyskusjach zdecydowano o usunięciu fontanny z trytonami, zastępując ją granitowymi stopniami - sam monument spoczął z kolei na surowym kamiennym podium, które miało przywrócić mu "dostojny charakter". W tym czasie poczęły narastać też anegdoty i legendy - między innymi o tym, że jeśli król upuści miecz, miasto spotka nieszczęście. Wystarczyło kilkanaście lat, by słowa te okazały się prorocze.
Choć monument nie podzielił losów Zamku Królewskiego i przetrwał kampanię wrześniową bez większych uszkodzeń, stał się ofiarą barbarzyńskiej akcji burzenia miasta przez hitlerowców. Najprawdopodobniej w nocy z 1 na 2 września 1944 roku(choć część historyków i historyczek wskazuje także na datę późniejszą) w kolumnę uderzyć miał pocisk artyleryjski, powodując pierwsze uszkodzenia - ostateczny cios nastąpił zaś w styczniu 1945 roku, kiedy Niemcy wysadzili trzon kolumny podczas wycofywania się z Warszawy. Posąg króla runął wówczas na bruk - ale przetrwał; dzięki wewnętrznemu rdzeniowi brązowa statua zachowała się w dużej części, brakowało jednak fragmentu lewej dłoni z krzyżem, nosa, części hełmu i płaszcza, a w brązie widoczne były setki odłamków i pocisków.
Jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej zapadła decyzja o odbudowie pomnika - co potraktowano jako symboliczny "kamień węgielny" odradzającej się Warszawy. Za rekonstrukcję odpowiadał zespół specjalistów z Biura Odbudowy Stolicy, w tymStanisław Hempel (autor projektu montażu) i Stanisław Żaryn (twórca projekt formy); roboty kamieniarskie zlecono Julianowi Fedorowiczowi, a odlewy z brązu wykonała firma braci Łopieńskich. Nowy trzon kolumny wykonano z granitu strzegomskiego, utrzymanego w szarej tonacji - trudnej do odróżnienia od otoczenia i zgodnej z monochromatyczną koncepcją. Cokół i cokolik dopasowano materiałowo, ocalałą statuę króla naprawiono zaś, uzupełniając brakujące fragmenty na podstawie zachowanych odłamków i dokumentacji.
Odbudowana Kolumna Zygmunta została uroczyście odsłonięta 12 lipca 1949 roku - zaledwie kilka miesięcy po uruchomieniu Trasy W-Z. Pomnik przesunięto jednak o około sześć metrów na północny wschód i delikatnie obrócono ku Krakowskiemu Przedmieściu, aby lepiej wpisał się w nowy układ komunikacyjny i urbanistyczny. Według anegdot zmiana orientacji kolumny miała być też gestem symboliczny gest - "by król pleców Moskwie nie pokazywał".
Wysłużone trzony kolumny spoczywają dziś tuż obok pomnika, przy placu Zamkowym, świadcząc o blisko czterech stuleciach jej historii.
Kolumna Zygmunta - choć z biegiem lat wrosła w pejzaż miasta tak mocno, że niemal zniknęła z pola codziennej uwagi - pozostaje jednym z najbardziej znaczących symboli Warszawy, zarówno materialnym zabytkiem, jak i nośnikiem pamięci zbiorowej. Od momentu swojego powstania w 1644 roku była nie tylko pomnikiem dynastii Wazów, ale też pierwszym świeckim monumentem tej rangi w nowożytnej Europie, wyprzedzającym niejako swoją epokę. Przez niemal cztery stulecia towarzyszyła stolicy w jej wzlotach i upadkach - przetrwała wojny, polityczne transformacje, zmiany przestrzeni miejskiej i estetyczne rewolucje, by wciąż - choć nieraz rekonstruowana i przesuwana - stać na straży stolicy. Legenda mówi wszak jasno - dopóki król dzierży miecz, miasto trwa.