Ocalone z Zagłady

archiwum prywatne

"Był chudziutki, miał bladą twarz, ciemne włoski. Nie więcej jak cztery latka. Płakał cichutko, drobnym ciałkiem co jakiś czas wstrząsał dreszcz. Ściskałam kurczowo jego małą rączkę. Szedł grzecznie, nie wyrywał się. Wiedziałam, że musimy jak najszybciej dostać się do domu, na Lekarską. Poprawiłam mu czapkę, tak aby jeszcze mocniej zakrywała kruczoczarne włosy i ciemne jak węgielki oczy. Jego wygląd oznaczał śmierć, dla nas obojga. Szliśmy szybko, ale nie nerwowo. Nie można było wzbudzać podejrzeń, był środek dnia, centrum Warszawy, okupacja, wojna. Wsiedliśmy do tramwaju. I nagle z tego małego, wątłego ciałka, wydobył się rozpaczliwy krzyk 'Mame, mame, mame!'. Zamarłam. To koniec. Przytuliłam go mocno, ale wiedziałam, że tej rozpaczy nic nie zatrzyma, nie da się ukoić dziecka wyrwanego z rąk matki. W desperacji zwróciłam się do motorniczego: Niech Pan nas ratuje! Motorniczy krzyknął: Wysiadać, jadziem do zajezdni, tramwaj zepsuty! Byliśmy uratowani. Ja i ten mały, niewinny chłopczyk, dla którego właśnie zaczynało się nowe życie".

Za pomoc Żydom groziła śmierć

Jadwiga Piotrowska
Jadwiga Piotrowskaarchiwum prywatne
decoration

"Gdy widzę żydowskie dziecko, strach chowam do kieszeni"

Żydowskie dziecko trzeba było "odszczuć"

Archiwum Hanny Rechowicz
Archiwum Hanny Rechowiczarchiwum prywatne
decoration

Uratowała 50 żydowskich dzieci skazanych na śmierć

Aby uratować jedno żydowskie dziecko, potrzebnych było dziesięć osób

Dom przy ul. Lekarskiej 9
Dom przy ul. Lekarskiej 9archiwum prywatne
decoration