"Mam wrażenie, że większość obowiązków domowych jest zrzucona na mnie. Nie narzekam, bo nie lubię się nudzić. Sprawy dotyczące rachunków, przelewów też robię ja. Wykańcza mnie ta ciągła krytyka. Zawsze coś jest nie tak, niezgodnie z oczekiwaniami" - pisze Paweł na grupie dyskusyjnej dla ojców.
Autorzy połowy komentarzy pod postem dają do zrozumienia, że to powszechne doświadczenie, że trzeba zacisnąć zęby i to znosić. Druga połowa sugeruje, by zbierać dowody pod sprawę rozwodową, bo nie ma sensu się męczyć, a ona i tak pewnie się na to szykuje. Podobnych zwierzeń w różnych grupach dla ojców pojawia się niestety sporo. Wielokrotnie na tę kwestię zwracał uwagę psycholog i terapeuta Piotr Mosak. W jednym z materiałów przekonuje, że nieustanna krytyka podcina naszą motywację Sprowadza się to do hasła: "Po co mam wstawać z kanapy, skoro i tak zrobię źle?".
W opiece nad dziećmi obowiązków, a więc i powodów do krytyki, jest znacznie więcej. Co z tego, że ojciec spędził z dziećmi cały dzień na świeżym powietrzu, skoro nie posmarował ich kremem przeciwsłonecznym? Po powrocie do domu nie usłyszy, że daje dzieciom dobry przykład, że pokazuje im realną alternatywę dla smartfona i tableta. Usłyszy docinki i insynuacje, że jest nieodpowiedzialny, bo dzieci były przez tyle czasu wystawione na szkodliwe przecież promienie słoneczne.
Matka odbierająca dziecko z przedszkola głośno krytykuje ojca dziecka. Po tonie i doborze słownictwa można przypuszczać, że stało się coś poważnego. Zależy dla kogo. Ojciec, wyprawiając córkę do przedszkola, ośmielił się założyć jej bluzkę przewidzianą na odświętne okazje. Z toku dyskusji wynika, że matka musiała wcześniej wyjść i wszystkimi porannymi obowiązkami zajął się ojciec. W głowach tej rodziny, a przy okazji całego przedszkola, zostanie bolesne wspomnienie po jego staraniach.
Standardy, którym nie da się sprostać
Fundacja Share the Care wraz z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych opublikowały w ubiegłym roku raport "Mama i tata w domu i w pracy", który prezentuje ciekawe dane na temat podziału domowych obowiązków między rodzicami. Badanie uwzględnia czas poświęcany na obowiązki domowe, opiekę nad dziećmi, wypoczynek oraz aktywność zawodową. Wyniki nie są zaskakujące. Kobiety nadal przeznaczają znacznie większą liczbę godzin na domowe obowiązki niż mężczyźni. Deklarowany przeciętny dzienny czas przeznaczany na wykonywanie obowiązków domowych i opiekuńczych przez kobiety to 4 godziny i 19 minut. W porównaniu z analogicznym badaniem przeprowadzonym w 2013 r. odnotowano spadek o 1 minutę. Natomiast mężczyźni poświęcają na domowe i rodzinne obowiązki średnio 2 godziny i 41 minut. To o 20 minut więcej w porównaniu z badaniem z 2013 r.
Pytanie, jak wielu ojców próbowało wziąć na siebie więcej obowiązków i się poddało? Każda z wygłoszonych krytycznych uwag wydaje się błaha, niemal niezauważalna. Problem nie polega na tym, że zadanie nie zostało wykonane. Problem polega na tym, że zostało wykonane inaczej. W wielu współczesnych rodzinach właśnie takie codzienne pozornie niewinne komentarze stają się źródłem narastających napięć między partnerami. Nie chodzi już o podział obowiązków, lecz o spór o to, kto definiuje właściwy sposób ich wykonywania.
Socjologowie i psychologowie rodzinni od lat zwracają uwagę na zjawisko określane mianem "maternal gatekeeping", "matczynej kontroli", czyli mechanizmu, w którym matka - często nieświadomie - przejmuje rolę strażniczki standardów dotyczących domu i opieki nad dziećmi. Przejawia się to ciągłym monitorowaniem działań partnera, poprawianiem ich i ocenianiem przez pryzmat własnych wyobrażeń o tym, jak powinny zostać wykonane. Co istotne, nie musi temu towarzyszyć zła wola ani chęć dominacji. Często jest wręcz przeciwnie. Za potrzebą kontroli kryją się zmęczenie, poczucie odpowiedzialności oraz lęk przed konsekwencjami ewentualnych błędów.
W społecznym obrazie rodziny to matka nadal pozostaje główną osobą odpowiedzialną za jakość codziennego funkcjonowania domu. To ona częściej jest oceniana przez otoczenie. Jeśli dziecko przyjdzie do szkoły nieprzygotowane, jeśli zapomni stroju na zajęcia sportowe albo jeśli w mieszkaniu panuje bałagan, krytyczne spojrzenia znacznie częściej kierowane są pod adresem kobiety niż mężczyzny. W rezultacie wiele matek nosi w sobie ciężar odpowiedzialności wykraczający daleko poza rzeczywisty zakres obowiązków. Nawet gdy partner aktywnie uczestniczy w życiu rodziny, poczucie, że ostatecznie to one zostaną rozliczone z efektu końcowego, nie znika.
Zjawisko to potęgują oczywiście platformy internetowe. Cukierkowy obraz rodziny kreowany na Instagramie wytwarza pewien standard oczekiwań. Przecież tam każda matka i każdy ojciec mają starannie wysprzątany dom. Organizują dla swoich dzieci kreatywne, interaktywne zabawy i gotują wyłącznie zdrowe, pełnowartościowe posiłki. Natomiast ty musisz wybrać. Gotować sensowną kolację, a pranie i sprzątanie zostawić na jutro, czy podać parówki i jednak wyprać dziś, by do jutra już wyschło. Instagramowe rolki to często kilka sekund z całego tygodnia danej rodziny, w których akurat robili coś, co ładnie wygląda. Jednak gdy obejrzy się takich rolek kilkanaście, pojawia się przekonanie, że wszyscy żyją idealnie, tylko nie my.
Nawet po odłożeniu smartfona i wyjściu na zewnątrz problem nie znika. Dziecko w przestrzeni publicznej musi się przecież zachowywać nienagannie. Dla czterolatka natka pietruszki w rosole to autentyczny powód do histerii. Nie chcąc przeżywać takich histerii część rodziców w ogóle nie wychodzi ze swoimi dziećmi do restauracji. Inni stronią od placów zabaw, na których hasają dzieciaki wychowywane w dużo większej swawoli, no bo przecież moje idealne dziecko jeszcze nauczy się od nich czegoś nieidealnego.
Rodzicielstwo pełne stresu
Psychologowie wskazują, że w takich warunkach łatwo rodzi się perfekcjonizm. Dla części kobiet dbałość o dom i dzieci staje się elementem własnej tożsamości. Bycie "dobrą matką" oznacza nie tylko troskę i zaangażowanie, ale także utrzymywanie wysokich standardów organizacyjnych. Problem pojawia się wtedy, gdy standard przestaje dotyczyć rezultatu, a zaczyna obejmować sam proces. Naczynia muszą być ustawione w konkretny sposób, ubrania posegregowane według określonego schematu, a dziecko powinno zostać przygotowane do wyjścia dokładnie według wcześniej przyjętej procedury. Każde odstępstwo od tego wzorca może wywoływać irytację, nawet jeśli nie prowadzi do żadnych negatywnych konsekwencji.
Z perspektywy ojców sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Wielu z nich opisuje poczucie, że niezależnie od wysiłku ich działania są nieustannie oceniane i korygowane. Gdy po raz kolejny słyszą, że źle ubrali dziecko, niewłaściwie rozwiesili pranie albo nieodpowiednio spakowali zakupy, zaczynają stopniowo wycofywać się z inicjatywy. Nie dlatego, że nie chcą pomagać, lecz dlatego, że mają poczucie, iż nie posiadają prawa do własnego sposobu wykonywania obowiązków. Powtarzające się komunikaty tworzą przekonanie, że jedyną osobą naprawdę kompetentną jest partnerka. Paradoks polega na tym, że im bardziej jedna strona kontroluje, tym mniej samodzielna staje się druga. W efekcie matka czuje się coraz bardziej przeciążona, a ojciec coraz bardziej odsunięty.
Dochodzi do sytuacji, w których partnerzy lubią spędzać czas bez siebie nawzajem. Nie dlatego, że mogą wtedy zaszaleć i spotkać się kochankiem czy kochanką, lecz dlatego, że mogą ustawić zmywarkę na taki program, jak im się podoba, bez obaw o krytykę. Taka sytuacja kończy się często wypaleniem rodzicielskim. Według badań Ohio State University College of Nursing, które opublikowano w 2024 r., zjawisko wypalenia rodzicielskiego dotyka aż 57 proc. rodziców. Społeczna i internetowa presja bycia idealnym rodzicem uderza głównie w matki, które później próbują spełniać te oczekiwania, dostosowując do nich swoje dzieci i ich ojców.
Specjaliści podkreślają, że źródłem konfliktu rzadko jest rzeczywista nieudolność którejkolwiek ze stron. Znacznie częściej chodzi o różnicę między standardem "wystarczająco dobrze" a standardem "dokładnie tak, jak ja bym to zrobiła". Ta granica bywa trudna do zauważenia, ponieważ codzienne obowiązki domowe wydają się banalne. Jednak właśnie w tych drobnych sytuacjach ujawniają się głębsze pytania o władzę, odpowiedzialność i zaufanie. Czy partner może wykonać zadanie po swojemu? Czy odmienny sposób działania jest błędem, czy jedynie alternatywną metodą? I czy podział domowych obowiązków powinien dotyczyć nie tylko tego, co kto robi, ale też tego, kto ustala, jak to robimy?
W wielu domach odpowiedzi na te pytania nie padają nigdy wprost. Zamiast rozmowy pojawiają się kolejne uwagi, poprawki i westchnienia. To właśnie dlatego konflikty o źle załadowaną zmywarkę czy nieidealnie posprzątany pokój tak często okazują się czymś więcej niż zwykłą sprzeczką o porządek. Są opowieścią o współczesnym rodzicielstwie, o społecznych oczekiwaniach wobec kobiet i mężczyzn oraz o trudnej sztuce budowania partnerstwa w świecie, który wciąż nie do końca uwolnił się od tradycyjnych ról.
Można ignorować to zjawisko i sprowadzać to do roli nic nieznaczących sprzeczek. Tylko warto zadać sobie pytanie czy presja na idealność, matczyna kontrola i wynikające z niej wypalenie rodzicielskie dotykające już większości rodziców nie są przypadkiem przyczyną niskiej dzietności? Jak zdecydować się na kolejne dziecko, gdy codzienność jest dla wszystkich udręką? Zaradni i dobrze dogadujący się rodzice poradzą sobie w ciasnym mieszkaniu i ze skromną wypłatą. Ludzie, którzy każdego dnia wpędzają się w stres i poczucie winy, będą mieć niską motywację do wychowywania kolejnych dzieci.