Był nie tylko wielkim aktorem, ale również reżyserem, kierowcą wyścigowym, filantropem i przedsiębiorcą. Miał najbardziej błękitne oczy spośród amantów kina i największy dystans do swojej urody, częściej z niej kpiąc, niźli traktując jako atut.
Poczucie humoru i autoironia stanowiły jego, podobnie jak jego przyjaciela, Roberta Redforda, z którym stworzył jeden z najwspanialszych męskich duetów w kinie, znak rozpoznawczy, w tłocznym od megalomanów Hollywood. Furorę zrobiła historyjka, którą opowiadał: "Prześladuje mnie taki obrazek - spaceruję po cmentarzu i widzę zaniedbany, pełen chwastów grób, a na nim tabliczkę napisem: »Tu leży Paul Newman, któremu nic się w życiu nie udało, bo…miał piwne oczy«".
Tę anegdotę zaczął rozpowszechniać, gdy jako 65-latek odkrył, że "Empire Magazine" umieścił go wśród 10 najseksowniejszych aktorów wszech czasów. Jego mistrz i nauczyciel Lee Strasberg wielokrotnie podkreślał, że "Newman miał szansę zostać najlepszym aktorem na świecie, gdyby nie był tak nieprzyzwoicie przystojny". Doradzał mu nawet, by jak Marlon Brando roztył się i przestał o siebie dbać.
Ale Newman nie miał szans upodobnić się do Brando - w przeciwieństwie do niego bowiem - kochał sport i nigdy go nie porzucił. Później doszły jeszcze wyścigi samochodowe, w których zdobywał mistrzowskie tytuły. Spośród ponad 60 filmów fabularnych, w jakich zagrał, największą sławę przyniosły mu nakręcone właśnie wspólnie z Redfordem dwa obrazy George'a Roya Hilla: "Butch Cassidy i Sundance Kid" oraz "Żądło" - kasowy i artystyczny przebój z 1973 roku. W 1983 roku miał już na koncie rekordowe 7 nominacji do złotej statuetki i…żadnego Oscara. Akademia (przedwcześnie) uznała więc, że 60-letni Newman zasłużył na statuetkę za całokształt dokonań i w 1986 roku wręczyła mu Honorowego Oscara. Rok później trafił do niego jednak i ten upragniony - dla Najlepszego Aktora w głównej roli, za kreację w "Kolorze pieniędzy" Martina Scorsese.
I właśnie 40-lecie tego ostatniego, z wielką pompą świętuje teraz Hollywood. Oficjalnie ma na koncie jeszcze trzeciego, też Honorowego Oscara - Nagrodę Humanitarną im. Jeana Hersholta. A nie było w całym Hollywood większego filantropa od Newmana, dla którego pomoc innym stała się powołaniem.
Ważniejszym nawet od aktorstwa.


Wielość talentów
Obchodzona w ubiegłym roku 100. rocznica urodzin Paula Newman, dla Hollywood stało się okazją do celebrowania jego dorobku. Tak naprawdę wciąż odbywają się retrospekcje jego kultowych filmów.
Dla Polaków tajemnicą pozostaje, że gwiazdor, choć urodził się w 1925 roku, w Cleveland, w stanie Ohio, był dzieckiem emigrantów żydowskiego pochodzenia z Węgier i Polski. Od dzieciństwa interesował się teatrem i uprawiał sport. Jego pierwszą rolą był błazen dworski w szkolnym przedstawieniu "Robin Hood". Jednocześnie z sukcesem grał w drużynie piłki nożnej i trenował pływanie. Otrzymał stypendium sportowe i miał zostać piłkarzem, ale postanowił, że będzie pilotem.
W czasie drugiej wojny światowej służył jako strzelec-radiotelegrafista w lotnictwie morskim. Po latach wykorzystał w filmie "The Rack" wojenny dramat jako "emocjonalny bodziec do wyrażenia traumy postaci". Był wtedy świadkiem, jak śmigło samolotu pocięło na kawałki jego przyjaciela.
Pilotem jednak nie został ze względu na…daltonizm, z czego śmiał się do końca życia. Zrobił za to licencjat z dramatu, a potem przeniósł się do Nowego Jorku, by uczyć się w Actors Studio Lee Strasberga. Był już wówczas z pierwszą żoną, Jackie Witte, z którą rozstał się po dekadzie, gdy spotkał Joanne Woodward, miłość swojego życia. Z pierwszego związku pochodził jedyny syn aktora, Scott Newman, którego tragedia zmieniła potem jego życie.
Oboje z Joanne byli dublerami na broadwayowskiej scenie, gdzie Newman debiutował. Rasowego amanta szybko dostrzegło kino. Miał jednak pecha, bo wystartował w karykaturalnej, w biblijnej opowieści "Srebrny kielich" Victora Saville'a. Do dziś jako anegdotę opowiada się, jak niezadowolony z debiutu zamieścił w "Variety" ogłoszenie, w którym…przepraszał rodzinę i przyjaciół "za fatalną grę i wstyd jaki im przyniósł"! A zły był nie on, lecz sam film.
Na szczęście szybko "przykrył" debiut kolejnymi tytułami. W 1956 roku zagrał pierwszą wielką rolę u Roberta Wise'a w "Między liniami ringu". Wcielił się w Rocky'ego Graziano, autentycznego boksera, którego historię kariery opowiada film. Poznajemy go jako zbuntowanego nastolatka, który za nic ma wszelkie zasady. Wraz z kumplami okrada sklepy i trafia na kilka lat do więzienia. Gdy po zwolnieniu dostaje wezwanie do wojska, tam atakuje kapitana. A potem ucieka. Za dezercję znów zostaje skazany na więzienie. Zaczyna trenować boks i okazuje się, że ma talent, który wynosi go na szczyty.
Rolę pierwotnie miał zagrać James Dean, a po jego tragicznej śmierci trafiła do Newmana. Ten wykorzystał w pełni szansę i z dnia na dzień stał się gwiazdą.


Wybuch kariery
Końcówka lat 50. to był wybuch kariery Paula Newmana. W 1958 roku pojawił się w dwóch świetnych filmach. W jednym właśnie z Woodward.
W pierwszym, opartej na dramacie Tennessee Williamsa, głośnej "Kotce na gorącym, blaszanym dachu" Richarda Brooksa, zagrał Bricka, będącego w depresji po śmierci najlepszego przyjaciela. Jego małżeństwo z piękną Maggie (Elizabeth Taylor) przechodzi kryzys, a on nie przestaje pić. Urodziny ojca, w których uczestniczą, zamieniają się w psychodramę i rzucanie wzajemnych oskarżeń między członkami rodziny. Atmosferę podgrzewa jeszcze walka o spadek po umierającym ojcu Bricka. Oboje z Liz Taylor zdobyli za swoje kreacje nominacje do Oscara. On zaś z czasem udowodnił, że najpełniej realizuje się w kinie będącym amerykańską odmianą egzystencjalizmu.
Kolejną wielką kreacją z tego nurtu będzie nakręcony w 1961 "Bilardzista" Roberta Rossena. Stworzył w nim postać autodestrukcyjnego gracza, rekina bilardu, którego zepsucie prowadzi do brutalnej kary. Newman skrystalizował tu swoją ekranową osobowość - mieszankę wrażliwości i brawury, przestępczości i potrzeby odkupienia. Nagrodę przyznała mu BAFTA, zaś Akademia po raz kolejny go pominęła.
W 1967 roku wcielił się w tytułowego "Nieugiętego Luke'a" w filmie Stuarta Rosenberga. Zagrał zbuntowanego więźnia skazanego za drobne przestępstwo, którego historia zmienia się w opowieść o niezłomności jednostki walczącej z opresyjnym systemem. W duchu egzystencjalizmu, przypieczętowanego kolejną nominacją do Oscara.
Ale znacznie wcześniej, tuż po roli w "Kotce..." (1958), wystąpił w dramacie "Długie, gorąco lato" Martina Ritta, w którym życie mieszało się z kinem. Od pięciu lat ukrywał bowiem szalony romans z Joanne Woodward, partnerującą mu tutaj w roli jego miłości. Para nie była w stanie ukryć łączącego ich uczucia, które w dodatku miała na ekranie eksponować.
Za rolę w tym filmie Newman odebrał Złotą Palmę w Cannes. Kiedy "Długie, gorące lato" wchodziło do kin Joanne i Paul byli już małżeństwem.


Złote lata i duet marzeń
W 1969 roku George Roy Hill do dwóch, równorzędnych głównych ról w westernie "Butch Cassidy i Sundance Kid" wybrał Paula Newmana i…Steve'a McQueena. Ten jednak pokłócił się podczas pracy o to, czyje nazwisko ma być pierwsze o plakacie. Obsesyjnie liczył też…linijki tekstu, których piękny Paul miał ponoć więcej od niego w scenariuszu! Paul pękał ze śmiechu, a Hill miał dość i zwolnił McQueena. Na jego miejsce ktoś podpowiedział mu mało znanego, innego blond amanta - młodszego o 11 lat od Newmana Roberta Redforda. Gdy wytwórnia chciała zawalczyć o Brando, Newman stanął okoniem: "albo Redford, albo ja odchodzę" - oświadczył.
Hill błogosławił go za to przez resztę życia, bo już po pierwszych wspólnych zdjęciach wiedział, że trafił mu się duet marzeń. "Butch Cassidy i Sundance Kid" - opowieść o dwóch sympatycznych rabusiach z Dzikiego Zachodu, którzy uciekają przed pościgiem, zdobył gigantyczną popularność i wciąż ma status dzieła kultowego. Dekonstruował umierający wtedy gatunek filmowy, jakim był western, a Hill wiedział, że musi ten duet ponownie ściągnąć na plan. Przy okazji przypieczętował niezwykłą męską przyjaźń, trwającą do końca życia aktorów.
Choć film zrobił furorę I zdobył 4 - choć głównie techniczne Oscary, Akademia nie wyróżniła choćby nominacją żadnego z aktorów. (Niektórzy twierdzili, że grono starszych panów pominęło ich z zazdrości). Obaj uwielbiali robić sobie kawały na planie. Gdy Redford kupił zniszczone Porsche, Newman potajemnie odkupił je od mechanika, kazał "sprasować" w wielką kostkę metalu i… podrzucił Redfordowi do salonu. W odwecie ten zlecił rzeźbiarzowi… przerobienie tej kostki na monument ogrodowy, który podstępem zainstalował na trawniku Newmana.
Newman i Redford spotkali się ponownie w 1973 roku, rzecz jasna na planie "Żądła", którego sukces miał przebić pierwszy film i na lata zainspirować kolejnych twórców. (U nas np. Machulskiego do stworzenia "Vabanku").Tym razem dwóch przyjaciół, drobnych oszustów, postanawia zemścić się na wpływowym gangsterze za śmierć swojego kumpla. Wymyślają więc przekręt wszech czasów, a my śledzimy jego realizację w mistrzowskim wykonaniu dwóch amantów.
Redford zdobył wtedy swoją jedyną w karierze nominację do Oscara jako aktor pierwszoplanowy. Newman niesłusznie został pominięty przez Akademię. Obraz zdobył aż 7 statuetek, w tym najważniejszą dla Najlepszego Filmu.
Ma status arcydzieła gatunku.


"Prawdziwy" Oscar
W 1982 roku Newman zagrał w "Werdykcie" Sidneya Lumeta.
Oto prawnik, Frank Galvin jest w życiowej rozsypce - przegrywa sprawy i ratuje się alkoholem. Przyjaciel podsuwa mu sprawę dziewczynki, która przez błąd katolickim szpitalu, zapadła w śpiączkę. Archidiecezja oferuje wysokie odszkodowanie w zamian za ugodę i zatuszowanie winy. I tak chce zrobić Galvin. Do czasu, gdy nie sfotografuje leżącej w szpitalu, pod aparaturą dziewczynki. Ten widok wstrząsa nim tak mocno, że postanawia odrzucić ugodę i walczyć w sądzie o sprawiedliwość dla niej.
Wielu krytyków tę kreację uważa za najwybitniejsze aktorskie osiągnięcie Newmana. To po niej Akademia postanowiła "naprawić" błąd i przyznać mu Honorowego Oscara. Ten "prawdziwy" - a nie honorowy - pojawił się gdy ponownie zagrał Eddiego Felsona u boku Toma Cruise'a w "Kolorze pieniędzy" (1986) Martina Scorsese.
Akcja filmu dzieje się 25 lat po wydarzeniach z "Bilardzisty", a Eddie zostaje mentorem młodego i utalentowanego Vincenta (Tom Cruise). Z czasem między mistrzem i uczniem dochodzi do konfliktu, i w efekcie na turnieju w Atlantic City stają przeciw sobie.
Powiedzmy wprost: to nie jest najlepszy film mistrza Scorsese, i Newman nie miał szans stworzyć roli na miarę tej w "Werdykcie", choć zagrał świetnie. Ale tak z Oscarami bywa - artyści niekoniecznie odbierają je za najważniejsze dokonania w karierze.
Sprawiedliwości stało się zadość.


W imię miłości
Ironią losu jest, że gdy Joanne i Paul się poznali, wydawało się, że to ona zrobi światową karierę.
Dwa miesiące po ślubie odebrała Oscara za rolę w "Trzech obliczach Ewy". Zagrała kobietę cierpiącą na zaburzenie psychiczne zwane osobowością mnogą. Była absolutnie wybitna. Fox podpisał z nią kontrakt, obsadzając między innymi w filmie obok Brando, niestety, nieudanym. Wydawało się, że to ona, nie Paul zrobi "wielką karierę". Za moment wszystko miało się odwrócić o 180 stopni.
Rok później na świat przyszła ich pierwsza córka, a potem dwie kolejne. Okazało się, że dwie równoległe kariery ludzi z ambicjami, z trójką dzieci są niemożliwe. Gdy wyjeżdżała na plan, czuła się winna. Uznała, że galopująca kariera Paula jest ważniejsza niż jej, a dzieci potrzebują matki. Nigdy się nie skarżyła. Paul staje się międzynarodową supergwiazdą i ikoną seksu.
Uchodzili za idealna parę i nie wyprowadzali z błędu zachwyconego Hollywood. Pierwsza dekada związku faktycznie była sielankowa. Wzajemne wsparcie i dzikie pożądanie. Newman mówił, że z nudnego pierdoły Joanne zrobiła seksualne zwierzę. Nie kryli się z namiętnością przed resztą świata. O nim pisano, że choć mógłby mieć każdą kobietę, pozostaje jej wierny, co w Mieście Aniołów nie jest normą. On przywoływał słynne zdanie: "Po co chodzić na hamburgery, jeśli w domu ma się soczyste steki"? Joanne go bardzo nie lubiła, bo z tą wiernością bywało różnie.


Najwięcej o trwającym pół wieku małżeństwie pary wiemy z niezwykłego dokumentu HBO "Ostatnie gwiazdy kina", stworzonego przez młodszego o pokolenie przyjaciela Paula Newmana, aktora Ethana Hawke'a. Oparty na wywiadach Newmana dokument, (gwiazdor zlecił mu je do własnej biografii, po czym... wszystkie taśmy spalił!), pokazuje pół wieku życia tej pary. Ponieważ Hawke dysponował wciąż tekstem, zatrudnił aktorów, by czytali te wypowiedzi. Całość zmontował z pomocą zdjęć i wspólnych filmów małżeństwa. A tych było aż 16, liczą te, które Newman wyreżyserował aby ratować ambicje artystyczne żony i odwdzięczyć się jej za poświęcenie.
Pierwszy był poruszający film "Rachelo, Rachelo" (1968), w którym Joanne zagrała główną rolę. To historia kobiety, która nie ma odwagi zacząć życia od nowa, gdy spotyka miłość. Wspólna praca na planie na nowo scaliła ich związek, a obraz zdobył 4 nominacje do Oscara w tym za Najlepszy Film i dla Najlepszej Aktorki. I dwa Złote Globy. Potem były równie udane "Bezbronne nagietki", za rolę w których Joanne otrzymała Złotą Palmę w Cannes. Przy okazji warto wspomnień o innym, wyreżyserowanym przez Jamesa Ivory'ego filmie "Pan i pani Bridge" z udziałem Joanne i Paula. To opowieść o konserwatywnym małżeństwie z wyższych sfer, z lat 30. XX wieku. Newman gra chłodnego, zasadniczego prawnika, a Woodward jego uległą, powoli budzącą się do niezależności żonę. Oboje są znakomici.
W 1978 miała miejsca wspomniana już tragedia. Scott Newman, syn z pierwszego związku Newmana, przypadkowo przedawkował zmieszane z alkoholem tabletki. W dokumencie Hawke'a widzimy, jak wstrząsnęło to Newmanem. W pamiętnikach wyznał, że czuł się "wściekły, winny i pusty". Dręczyło go poczucie, że jego sława zniszczyła życie syna, który nie udźwignął bycia "dzieckiem gwiazdy". Przyznał też, że sam nadużywając alkoholu, przekazał mu destrukcyjny wzorzec.
W filmie córki mówią, że Paul zmagał się z ciężkim alkoholizmem. Było tak źle, że Joanne na pewien czas wyrzuciła go z domu. Dowiadujemy się też o jego trwającym rok romansie z dziennikarką Nancy Bacon w 1968 roku. Całość pokazuje, że "idealne małżeństwo z Hollywood" było przepełnione ciężką pracą nad związkiem, kompromisami i mądrą, lojalną miłością.
Hawke doprowadza historię pary do końca. Wspomina o niesamowitym zrządzeniu losu, gdy w 1982 Woodward zagrała w przejmującym filmie "Czy pamiętasz miłość?", chorującą na Alzheimera i tracącą kontakt ze światem profesor anglistyki. Za kreację odebrała Emmy. W 2007 roku zdiagnozowano u niej właśnie tę chorobę. W tym samym czasie Newman dowiedział się, że jest chory na raka.
Wręcz nieprawdopodobne, że niemal 20 lat później, (skończyła 96 lat!), wciąż żyje z Alzheimerem, choć nie pamięta już wielkiej miłości swojego życia. Opiekują się nią córki.


Filantrop, przedsiębiorca, kierowca wyścigowy. Obywatel Newman
Ale Paul Newman to nie tylko aktor i reżyser. Jego portret nie byłby pełny bez opowieści o jego działaniach jako filantropa i o jego pasji samochodowej.
Po tragedii, aktor wycofał się na jakiś czas z intensywnej kariery w Hollywood na rzecz pomocy innym. Mówił: "Skoro nie mogłem uratować własnego chłopca, być może uratuję czyjegoś". Śmierć syna była impulsem do założenia w 1982 roku słynnej firmy spożywczej Newman's Own, która przerodziła się w przynoszące milionowe zyski przedsiębiorstwo. Newman przekazywał całość organizacjom charytatywnym na świecie - wartość darowizn przekroczyła 350 milionów dolarów!
Sam założył Fundację im. Scotta Newmana zwalczającą narkomanię. Organizował też obozy Hole-in-the-Wall, w których dzieci z poważnymi schorzeniami uczestniczą bezpłatnie, i Komitet Wspierania Filantropii Korporacyjnej, do którego należą m.in. najwyżsi rangą menedżerowie American Express czy NBA. Córki kontynuują jego pracę. Paul był także jednym z pierwszych przedstawicieli nowej grupy aktorów - aktywistów, zainteresowanych prawami obywatelskimi i ruchem antywojennym w Wietnamie. Wówczas w Hollywood było to ryzykowne. Zasłynął też wspieraniem kandydatów Demokratów na prezydenta. Tolerancyjny wobec wszystkich, bez względu na upodobania i poglądy, w latach 70. trzy dekady przed "Brokeback Mountain" wzburzył Hollywood, gdy wyraził chęć zagrania głównej roli w adaptacji "The Front Runner", opowiadającej o uczuciu między trenerem a zawodnikiem. W pruderyjnej Ameryce film jednak nie powstał. Mówiono, że naraził się wtedy konserwatywnym Akademikom i dlatego tak długo nie przyznawano mu Oscara.
Fani Paul Newmana wiedzą też, że nie był kolejnym "gwiazdorem, który lubił szybkie auta", ale profesjonalnym, utytułowanym kierowcą wyścigowym. Bakcyla połknął w wieku 44 lat, gdy trenował do roli w filmie "Zwycięstwo". Mając 54 wystartował w legendarnym, morderczym, całodobowym wyścigu w Le Mans we Francji, zdobywając drugie miejsce. Potem zdobył aż cztery narodowe mistrzostwa prestiżowej amerykańskiej organizacji SCCA. Wygrywał też profesjonalne wyścigi serii Trans-Am. Ścigał się jeszcze jako 80-latek.
U kresu życia z sukcesem grał zmęczonych życiem przystojniaków w filmach takich jak "Naiwniak" - opowieści o wielu przejawach miłości, czy w "Drodze do zatracenia" Sama Mandesa. To głośny obraz gangsterski, w którym partnerował Tomowi Hanksowi. Pisano, że "mistrz zagrał bez śladu gwiazdorskiego egoizmu".
Rok przed śmiercią oświadczył, że kończy z aktorstwem z uwagi na wiek. Media doniosły, że aktor, nałogowy palacz ma raka płuc. Po serii chemioterapii na własne życzenie wyszedł ze szpitala, by jak mówił: "umrzeć wśród tych, których kocha". 26 września 2008 roku zmarł w swoim domu w Westport, w Connecticut, gdzie jak twierdził "jest najpiękniejszy cmentarz w Ameryce.
"Ostatni taki amant" - napisał w gigantycznym, poświęconym mu artykule "The Hollywood Reporter". "Ostatni z wielkich" - przywołując Scotta Fitzgeralda ogłosił w okładkowym tekście "The Time", najważniejszy wtedy amerykański magazyn opinii.