O nietuzinkowym domu przy ul. Chopina w Tarnowie słyszał chyba każdy w okolicy. Budynek łączy w sobie tyle elementów, że nie sposób przejść koło niego obojętnie. Dzieci wskazują paluszkami na błyszczące na fasadzie mozaiki. Starsi zwracają uwagę na podtrzymujące dom filary i różnokolorowe wykończenia. Na przestrzeni lat niektórzy piali z zachwytu, inni nazywali dom "dziwnym". Jeszcze ktoś kojarzył to miejsce wyłącznie z mieszczącą się w willi pracownią rentgena. Pewne jest jedno - dom państwa Książków na dobre wpisał się w architektoniczny krajobraz miasta, a w ostatnich tygodniach willa dostała drugie życie.
- Budowa na dobre zaczęła się w 1967 roku i trwała do 1977 roku. W 1977 roku nastąpił odbiór domu przez architekta miejskiego, dom był w pełni wykończony. Samo wykończenie trwało ponad trzy lata, wszystko było robione na zamówienie, wszystkie meble projektował architekt, do każdego detalu potrzebny był jego rysunek - wspominał doktor Książek, cytowany w publikacji Instytucji Kultury Miasta Tarnowa BWA.
Architekt-wizjoner znany był ze swoich dzieł przede wszystkim w Krakowie. Wojciech Pietrzyk wyniósł swoje projekty do rangi dzieł sztuki, o czym świadczy chociażby kościół Arka Pana z krakowskiej Nowej Huty. Dom państwa Książków powstawał zatem długo, ale efekt wart był czekania. W szarej rzeczywistości PRL-u willa stała się ikoną nowoczesności i luksusu a to, co dom oferuje z zewnątrz, to jedynie wierzchołek góry lodowej.
Dzieło kompletne. Wnętrze domu Książków powstawało przez trzy lata
We wnętrzu, jak podkreślił doktor Książek, nic nie jest przypadkowe. Nawet lastriko i spiralne wycieraczki zaprojektował sam architekt, o czym opowiadała mediom synowa państwa Książków.
Sercem domu jest wysoki na 7 metrów salon. Pietrzyk przemycił w nim nawiązanie do krakowskiej Arki Pana. Mowa o kominku ze zdobieniem mającym symbolizować kosmos. Bliźniaczy motyw, jak wskazała synowa lekarza, znajduje się na tabernakulum we wspomnianym kościele. Oczywiście i tu architekt dodał od siebie coś, co uczyniło projekt nietuzinkowym - w osłonie kominka znalazł się otwór na telewizor.


Gdzieniegdzie w salonie można dostrzec tę samą mozaikę z pracowni państwa Husarskich, która mieni się na fasadzie budynku. To celowy zabieg, który ma sprawiać wrażenie, że wzór przechodzi z zewnątrz domu do wewnątrz. Stojący przy oknie niepozorny stół rozkłada się na długość całego pomieszczenia, mieszcząc aż 30 osób.


W jadalni nie sposób przejść obojętnie obok zabudowy, w której uwagę zwracają dwa elementy - okienko do kuchni, wykorzystywane do serwowania potraw i czerwony, niewielki kafelek, kryjący w sobie... lodówkę - tak, by zimne napoje były dosłownie na wyciągnięcie ręki.


Dom Książków kryje tyle "perełek", że trudno je wszystkie wymienić. Projektowana pod wymiar biblioteka na antresoli, w której do dziś stoją książki doktora, a wśród nich specjalnie wyznaczone miejsce na globus czy skąpana w drewnie sypialnia z "okienkiem do nadzoru dzieci" to tylko ich skromna część. - Okienko nigdy się nie przydało, bo zanim dom został wybudowany, dzieci dorosły - opowiadała synowa Książków.


Realizacja samego wnętrza zajęła ponad trzy lata. - Projektowanie nie trwało tak długo jak zatwierdzenie projektu. W Wydziale Architektury mieli bardzo dużo wątpliwości - że konstrukcje mogą nie wytrzymać, że to, że tamto... Trwało to ponad rok, zanim projekt został zatwierdzony - opowiadał Stanisław Książek w 2010 roku w rozmowie z Ewą Łączyńską-Widz. Sprawę dodatkowo komplikował brak materiałów, które trzeba było ściągać do Tarnowa z innych miast a nawet z zagranicy.
Dom stanowił też miejsce pracy doktora Książka. W jego wnętrzu mieściła się pracownia rentgena i USG, lecz nie każdy pacjent wie, że początkowo gabinet miał znajdować się w innym miejscu.


- Pierwszy projekt był taki, że pracownia miała powstać tam, gdzie teraz jest wolna przestrzeń między słupami konstrukcyjnymi. Zgody nie wyraził architekt miejski, powiedział, że to zakłóci widok całej ulicy. Trzeba było zmienić cały projekt - na taki, jak jest teraz - opowiadał Książek, a Julia Dragović, redaktorka "Architektury-Muratora", uściśla na łamach pisma:
"W 'nodze' domu ukryto więc za drewnianą boazerią wejście główne oraz wjazd do garażu - zdradzają je tylko gałki drzwiowe. Część usługową urządzono natomiast w bryle domu rodzinnego, a pacjenci wciąż mylili trasy. Zamiast do gabinetu - wchodzili do salonu państwa Książków. Zamiast do korytarza - zderzali się z wielkim błyszczącym lustrem".


"Zamknięta księga". Modernistyczna willa na sprzedaż
- To był dom teścia i to jest zamknięta księga - tak decyzję o sprzedaży domu tłumaczyła mediom synowa jego właścicieli. Stanisław Książek, lekarz radiolog, zmarł pod koniec lutego 2024 roku. Jego pogrzeb odbył się 2 marca 2024. Jakiś czas później rodzina postanowiła, że "wizytówka współczesnej architektury Tarnowa II połowy XX wieku", jak określiła dom tarnowska BWA, pójdzie pod młotek.
- Pierwsze otwarcie domu odbyło się w czerwcu - wspomina w rozmowie z Interią Elżbieta Szópińska-Betlej z agencji nieruchomości ProConto. Sprzedażą luksusowych nieruchomości zajmuje się od dawna, więc od razu podjęła rzucone wyzwanie. Dziś jednak przyznaje, że takiego obrotu spraw się nie spodziewała. Mimo że do nagłośnienia oferty z Tarnowa podeszła w niestandardowy sposób.
- Na oglądanie nieruchomości zaprosiliśmy wybrane osoby ze środowiska kultury, szczególnie te związane z architekturą. Wiedziałam, że trzeba dać światu znać o tym domu - mówi agentka. Jedną z zaproszonych osób była cytowana już Julia Dragović. Elżbieta Szópińska-Betlej wiedziała, że dom przykuł już raz uwagę dziennikarki. Sprawa szybko przybrała efekt śnieżnej kuli. O domu zrobiło się głośno nie tylko wśród miłośników architektury, lecz także wśród tarnowian, którzy wreszcie mieli okazję zderzyć swoje wyobrażenia o mijanym od lat budynku z rzeczywistością. A okazją ku temu stały się kolejne dni otwarte. Gdy bilety na zwiedzanie posiadłości kupiło około 250 osób, agencja dostała jasny sygnał, że to nie będzie standardowa współpraca.
- Miło było słuchać głosów odwiedzających. Ktoś chodził w sąsiedztwie do liceum i przyszedł, bo zastanawiał się, jak dom wygląda w środku. Ktoś inny mówił, że był ciekawy, czy w domu jest basen. Przyjeżdżało też mnóstwo pasjonatów architektury. To byli ludzie z różnych stron Polski: Gdańska, Łodzi, Wrocławia, Warszawy, Białegostoku... nie raz musieli organizować sobie na miejscu nocleg tylko po to, by móc zobaczyć dom od środka - opisuje Szópińska-Betlej.


Dla samej agentki była to nowa sytuacja. Dotychczas na dni otwarte sprzedawanych przez nią nieruchomości przychodzili wyłącznie potencjalni kupcy. Tymczasem dom Książków zyskał popularność godną wystawy dzieł sztuki. Tak zresztą traktują go zwiedzający. - Postanowiliśmy organizować dni otwarte raz w miesiącu. W lipcu strona do zakupu biletów na zwiedzanie w sierpniu padła po godzinie od uruchomienia sprzedaży - wspomina Szópińska-Betlej. Wraz z nią za organizację dni otwartych odpowiadają Julia Dragović i Maciej Czarnecki, dzięki którym tylko w sierpniu w zakamarki słynnego domu mogło zajrzeć 400 osób. I tak nieruchomość będąca kiedyś zapleczem rodzinnego życia i centrum towarzyskich spotkań stała się czymś na wzór muzeum. Wtedy zrodził się pomysł, by stał się obiektem kulturalnym formalnie.
Petycja o zakup tarnowskiej willi. Miłośnicy architektury apelują do minister Cienkowskiej
W pierwszej połowie sierpnia - z inicjatywy Julii Dragović - powstała petycja o zakup modernistycznej willi ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. "Wobec braku analogicznych przykładów zachowanie i przyszłe udostępnienie willi doktora Książka jest naszym zdaniem koniecznością, obowiązkiem wobec przyszłych pokoleń" - przekonują minister Martę Cienkowską sygnatariusze petycji.
- Pomysł na petycję to konsekwencja rozmów z osobami, które oprowadzaliśmy po domu podczas dni otwartych. Łącznie już ponad 1100 osób - mówi Interii Julia Dragović. - Po obejrzeniu wnętrz zawsze jest czas na pytania - to o kupno domu przez Ministerstwo Kultury pojawiało się najczęściej. Zdjęcia wnętrz nie oddają fenomenu tego domu, trzeba go doświadczyć samemu. Po godzinie nasi goście po prostu nie potrafią zrozumieć, dlaczego przyszłość domu Książków wciąż jest niejasna. Uznałam, że trzeba dać im platformę do zakomunikowania tego pani minister. Ostatecznie już w pięć osób* opracowaliśmy treść petycji i zebraliśmy parędziesiąt głosów wspierających tę inicjatywę - to autorytety ze świata kultury, architektury, sztuki - opowiada dziennikarka.
Odzew, jaki dociera do autorów petycji jest zdaniem Dragović bardzo dobry. - Widzimy jak petycja krąży po mediach społecznościowych, podchwytują ją serwisy informacyjne. Nie docierają do nas głosy, że dom nie zasługuje na ochronę, choć pojawiają się opinie, że jeżeli w domu miałoby powstać muzeum, to powinno być prywatne. Taka oferta jednak wciąż nie nadeszła, a czas się kończy - podkreśla, tłumacząc, że zgłaszają się za to osoby prywatne, które chciałyby w domu zamieszkać. - Wtedy część zachowanych wnętrz siłą rzeczy zniknie, a dom zostanie zamknięty dla zwiedzających. Trzeba będzie się z tym pogodzić - stwierdza.
"Przestrzeń, która oferuje wiele"
Szópińska-Betlej przypomina, że sam fakt powstania petycji nie wyklucza możliwości zakupu nieruchomości przez osoby prywatne. - Właściciele nie zamykają się na kupców innych niż ministerstwo - podkreśla. Apel ma być raczej sygnałem - szczególnie dla resortu - że grono osób, którym zależy, być chronić jego oryginalną formę, jest coraz większe. Tak samo jak tych, który chcieliby go zwiedzać. Co, jeśli się nie uda? Zdaniem agentki opcji na zaaranżowanie domu bez ingerencji w jego wykończenie jest wiele.
- Już teraz dostawałam wiele zapytań o możliwość zorganizowania w jego wnętrzach sesji zdjęciowych czy nagrań. Budynek ma olbrzymi potencjał i może "zarabiać" np. jako galeria sztuki czy przestrzeń do warsztatów. To miejsce, które oferuje wiele, nie tylko do zwiedzania - podkreśla.
Każdego, kto miał okazję zobaczyć modernistyczną willę od środa, zachwyca w niej coś innego. Ulubionym pomieszczeniem Elżbiety Szópińskiej-Betlej jest salon i jego przeszklenia, które "dają efekt premium". Dla Julii Dragović to korytarz części sypialnianej wyłożony panelami drewnianymi z motywem liści. - Pietrzyk uwielbiał ukrywać drzwi, więc na pierwszy rzut oka nie widać, że to wejścia do sypialni i garderoba. To niezwykły i bardzo spokojny punkt domu. Z czasem zaczęłam bardzo doceniać wnękę na narzędzia w garażu. Coś tak przyziemnego tutaj jest niemal artystyczną kompozycją, obrazem w ramie - opisuje.


- Ten dom taki właśnie jest. Nawet haczyki na ubrania zostały tu specjalnie zaprojektowane.
Im dłużej o tym myślę, tym więcej takich elementów domu mogłabym wymienić. Po całym tym czasie, jaki spędziłam w tych wnętrzach, skłaniam się w stronę stanowiska samego Stanisława Książka: Cieszy mnie cały dom. Bo jako całość został zaprojektowany - skwitowała.
Link do petycji znajdziesztutaj.
Autorami petycji są: prof. Piotr Korduba, dr Dorota Leśniak-Rychlak, Julia Dragović, Grzegorz Piątek i dr Michał Wiśniewski.
