Instalacja "Listening All Night To The Rain" Johna Akomfraha pierwotnie zamówiona została dla Pawilonu Brytyjskiego na 60. Międzynarodową Wystawę Sztuki - La Biennale di Venezia w 2024 roku. Jej tytuł nawiązuje do poezji chińskiego pisarza i artysty XI wieku - Su Dongpo, traktującej o przemijającej naturze życia. John Akomfrah, wykorzystując międzynarodowe materiały archiwalne i współczesne nagrania, na kilku ekranach opowiada o migracji, wykluczeniu, prawach kobiet i ekologii. Instalacja - poza Biennale - była już pokazywana w kilku miejscach na świecie, między innymi w muzeach w Madrycie, czy w Liverpoolu, ale to w Łodzi w ramach Fotofestiwalu zyskała nową odsłonę. Wszystko za sprawą muzyki Hani Rani, skomponowanej specjalnie z tej okazji i nawiązującej do charakteru dawnej, a dziś zrewitalizowanej elektrowni w centrum miasta. - To połączenie od początku wydawało mi się kompletnie egzotyczne i nierealne. Z jednej strony dojrzały ceniony artysta, z drugiej - ja, jego wielka fanka. A gdzieś w środku ta nieoczywista Łódź. To nie mogło się udać - mówi Hania Rani. Ale to właśnie 35-letnia polska kompozytorka, zapytana przez organizatorów Fotofestiwalu o to, kto byłby jej wymarzonym artystą wideo, z którym chciałaby podjąć współpracę, bez wahania, choć nieśmiało wskazała Johna Akomfraha. To według niej jeden z najbardziej potrzebnych twórców naszych czasów. - Kiedy myślę o Johnie, nie jestem nawet pewna, czy nazywanie go artystą, co przecież uznawane jest za najwyższe wyróżnienie, nie byłoby w gruncie rzeczy ograniczające. Postrzegam go raczej jako filozofa naszych czasów, człowieka najwyższej próby i niezwykłej życzliwości, błyskotliwego myśliciela i najskromniejszą z legend - zaznacza artystka.
"Listening All Night To The Rain" z polskim udziałem
W 2024 roku Hania Rani pojechała na Biennale do Wenecji specjalnie, by zobaczyć najnowszą pracę swojego idola, wspomnianą już "Listening All Night To The Rain". Tak pamięta tę wizytę. - Spędziłam większość dnia w tym jednym pawilonie, który na potrzeby wystawy zmienił się w ponadczasową, poetycką przestrzeń spowitą w ciemne, purpurowe barwy, gdzie dźwięki i obrazy sączyły się z każdego zakątka wnętrza. W tym dziele kryło się przytłaczające piękno i groza. Usiadłam na ławce i płakałam - opowiadała. Dwa lata później w bezpośredniej rozmowie z autorem instalacji, Hania Rani zaproponowała, by przenieść tę pracę do łódzkich przestrzeni, dodając jej muzyczną interpretację. - Na początku dużo czasu zajęło Krzysztofowi Candrowiczowi z kolektywu Fotofestiwalu, by w ogóle dotrzeć do kogoś, który reprezentuje Johna. Ale później, kiedy już ten projekt został mu przedstawiony, to było bardzo dużo ekscytacji. Wybrałam jeden z filmów, który widziałam też na żywo. Miał swoją własną, bardzo precyzyjnie ukształtowaną ścieżkę dźwiękową Ale czułam, że jest tam jeszcze miejsce. Te obrazy zostały ze mną na długo. A teraz mogliśmy je przenieść do Łodzi. Osiem ekranów, siedemnaście kanałów dźwiękowych i kompozycje na fortepian i talerze perkusyjne. Z jednej strony praca bardzo nowoczesna, z drugiej wręcz nostalgiczna i jednocześnie mówiąca o bardzo ważnych rzeczach - opowiada kompozytorka.
Pierwszego dnia Fotofestiwalu Hania Rani skomponowaną muzykę wykonała na żywo przed publicznością. Przez kolejne kilka dni muzyka towarzysząca instalacji była odtwarzana po wcześniej zrealizowanych nagraniach w tej samej zabytkowej przestrzeni. - To jeden z najważniejszych projektów w moim życiu - mówiła artystka tuż po wydarzeniu. - Cieszę się, że z twórczością Johna mogła w ten sposób zapoznać się też polska publiczność. Spotkanie z legendarnym, ikonicznym artystą, szczególnie w Wielkiej Brytanii. Od lat 80. jego dzieła stanowią bardzo ważny punkt odniesienia w historii videoartu i filmu. Gdzieś na pograniczu reportażu i jakiejś narracji. To, co udało się zorganizować w Łodzi jest fenomenem i pracą wielu osób - mówiła.


Międzynarodowy sukces i europejski Oscar
Na tym etapie trudno powiedzieć, czy ten projekt będzie mógł zaistnieć też w innych miejscach. Jednak dla samej artystki to już kolejna międzynarodowa, prestiżowa współpraca. Jej ostatni wielki sukces to Europejska Nagroda Filmowa dla najlepszego kompozytora za muzykę skomponowaną do wielokrotnie wyróżnianego filmu "Wartość sentymentalna" w reżyserii Joachima Triera. Produkcja ma na swoim koncie między innymi Oscara w kategorii Najlepszy film międzynarodowy, Złoty Glob, czy Grand Prix 78. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes w 2025 roku. Dla Hani Rani praca przy tym filmie to także spotkanie z - jak sama mówi - jednym z ulubionych przez siebie reżyserów. - To było niesamowite, bo to człowiek, którego bardzo, bardzo cenię. Była więc we mnie i duża nieśmiałość i rodzaj fascynacji. Ale Joachim to ten artysta, który doskonale wie, czego chce. Ma bardzo precyzyjną wizję muzyki wynikającą wprost z tekstury filmu. Nie odpuszcza nawet w najmniejszych detalach, bo przecież tam dzieje się magia. To jest właśnie artysta przez wielkie "A" - podkreśla.
Współpraca z Joachimem Trierem była też efektem wieloletnich doświadczeń kompozytorki ze światem kina. Tworzyła muzykę do filmów fabularnych, dokumentalnych i do seriali. Pracowała z Piotrem Domalewskim przy "Jak najdalej stąd". Za tę muzykę otrzymała Orła - Polską Nagrodę Filmową i nagrodę na 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Kompozycje Hani Rani usłyszymy też między innymi w dokumentach o ks. Adamie Bonieckim i Albercie Giacomettim, w wielu krótkich metrażach i w spektaklach telewizyjnych. Nie lubi komponować do obrazu, kluczowa jest dla niej narracja. - Na pewno dużo trudniej jest w ogóle komponować do gotowego montażu. Myślę, że to jest domena filmów młodych twórców. Bo zazwyczaj to budżet produkcji nie pozwala im, żeby pracować z kompozytorem albo ten kompozytor przychodzi w ostatnim momencie. Wydaje mi się, że najciekawsze w ogóle soundtracki filmowe powstają w oparciu tylko o scenariusz, taka też jest dość powszechna praktyka. Jest w tym coś naturalnego i chyba kompozytor jest w stanie wtedy wpaść na bardziej oryginalne, ciekawe pomysły. Bo kiedy reżyser przychodzi do kompozytora to chce dostać to, czego nie widać w jego filmie. To, co nas porusza. Tak że widzimy jakąś scenę, a jeszcze ten dźwięk dodaje coś, czego nie potrafią określić słowa, nie potrafi określić obraz - wyjaśnia.


Kobiety kontra męski, filmowy świat
Odbierając Europejską Nagrodę Filmową, zwaną też europejskim Oscarem, za oryginalną ścieżkę dźwiękową do "Wartości sentymentalnej" podczas uroczystej gali w Berlinie, artystka zaapelowała do reżyserów, by poszli śladem norweskiego twórcy i częściej wybierali do współpracy kobiety-kompozytorki. - To jest ciekawe, że często te artystki, które wydają się bardzo subtelne, które miałam przyjemność poznać, na zapleczu bardzo mocno muszą walczyć o swoja pozycję, o charakter swojej pracy, żeby ich głos był usłyszany. Mam wrażenie, że przemysł filmowy nadal jest bardzo konserwatywny. To nawet nie chodzi o to, że rzadko widać kobiece nazwiska w nominacjach filmowych, tylko o to, że te największe tytuły często rzeczywiście nie są udźwiękowiane przez kobiety, a przecież jest ich bardzo dużo. I poziom tego, co dostarczają, nawet myślę bardziej o muzyce elektronicznej czy popowej, jest niesamowity. Powiedziałabym nawet, że kobiety teraz są na dużym topie. Ale gdzieś na poziomie decyzji, kogo wziąć do danego filmu, artystki nie są wybierane. Nadal mam wrażenie, że dużo bardziej ufa się mężczyznom niż kobietom. Ale mam też nadzieję, że to kolejne pokolenie będzie miało już łatwiej. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu kobieta naprawdę wyróżniała się w tym męskim środowisku kompozytorów, producentów. Teraz jest nas coraz więcej - zauważa Hania Rani
Artystka wielu gatunków
Muzyka filmowa to jednak tylko jeden z obszarów działalności Hani Rani. Wyrasta z muzyki klasycznej, takie też odebrała wykształcenie, jako pianistka. Ukończyła Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku a potem studia na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Zajmowała się improwizacją, fascynuje się muzyką elektroniczną, jest producentką i wokalistką. - Wydaje mi się, że tak w zasadzie ludzie żyli komponując. Ja też staram się korzystać z szerokiej palety. Syntezatory na przykład są bliskie fortepianom, więc w jakim sensie to jest pierwszy intuicyjny instrument, którego można nauczyć się z instrumentów elektronicznych. Wydawało mi się to naturalne, że muzyk zawsze poszukuje nowych barw i dźwięków - mówi. Najbardziej znana jest z duetu "Tęskno" z Joanną Longić i ze współpracy z Dobrawą Czocher, z którą stworzyła projekt "Ciechowski klasycznie". - Nie lubię szufladkowania, co do gatunku. Dużo bardziej naturalnie przychodzi mi myślenie instrumentami, instrumentarium w ogóle, niż gatunkami muzycznymi - dodaje. Teraz pracuje nad swoją pierwszą operą inspirowaną "Solaris" Stanisława Lema pod tytułem "If I do not return". Jej premiera planowana jest w październiku w Bazylei. - A jeżeli chodzi o marzenia filmowe… Moim jedynym marzeniem jest to, żeby robić świetne filmy, współpracować ze świetnymi twórcami, ambitnymi, niekomercyjnymi. Chciałabym po prostu dalej robić to, co robię, czując też wielką odpowiedzialność za to, co zostawiam w świecie. Bo mam wrażenie, że tak dużo rzeczy powstaje i tak dużo rzeczy jest tworzonych, że pomimo tego bogactwa, tym bardziej ma znaczenie, co zostawiamy w świecie. Zainspirowałam się w tym aspekcie wystawą Marka Rothko, którą niedawno widziałam we Florencji. Wydaje mi się, że taka droga, żeby rzeczywiście skoncentrować się na tym, co zostawiamy za sobą, jest właśnie tą najbardziej ekscytującą ścieżką w ogóle. Chyba to zawsze było mi jakoś tam bliskie.


