Urodziła się w 1941 roku jako Martha Helen Kostyra, córka polskich imigrantów Edwarda Kostyry i Marty z domu Ruszkowskiej. Ojciec był sprzedawcą, a mama nauczycielką. Oboje mieli o wiele większe ambicje, które przelali na córkę.
"Byliśmy tacy sami, jak wszyscy na naszej ulicy - przy której mieszkały same pracujące rodziny - ale nasz ojciec z jakiegoś powodu uważał, że mamy arystokratyczne korzenie, mimo że nasi przodkowie byli prawdopodobnie polskimi chłopami" - wspomina brat Marthy George w książce Lloyda Allena "Być jak Martha Stewart".
Sama Martha nigdy nie ukrywała, że polskie pochodzenie i tradycje, które poznała w rodzinnym domu, ukształtowały jej charakter.
"Polskie dziedzictwo zawsze było dla mnie ważne. Moi przodkowie pochodzą z Waszego wspaniałego kraju. Ojciec mojej matki, Joseph Ruszkowski, urodził się w Kotuniu, a moja babcia Katherine Albiniak w Janowie Lubelskim. Rodzice mojego ojca Frances Kostyra i Helen Krukar pochodzą z Rudnika nad Sanem" - pisała w przedmowie do pierwszego polskiego numeru magazynu "Living".
Dorastała w domu, w którym ogromną wagę przywiązywano do pracy, samodzielności i domowych umiejętności. To tam nauczyła się gotowania, przetwarzania żywności, dbania o ogród i porządek - wszystkiego, co dekady później miało stać się podstawą jej medialnego imperium. Paradoks polega na tym, że zanim zaczęła uczyć Amerykanów "jak żyć", przeszła drogę zupełnie niekojarzącą się z domowym zaciszem. Gdy Stewart miała 10 lat, pracowała okazjonalnie jako opiekunka do dzieci Mickeya Mantle'a, Yogiego Berry i Gila McDougalda, którzy później byli znanymi graczami New York Yankees. W wieku 15 lat została modelką, a potem była maklerką na Wall Street. Dzięki temu doskonale poznała świat pieniędzy i ryzyka.
W latach 70. Stewart zaczęła prowadzić firmę cateringową. Kiedy pierwszy mąż Marthy, Andrew Stewart został prezesem znanego nowojorskiego wydawnictwa, zatrudnił firmę żony do obsługi imprezy z okazji premiery książki. Na tym właśnie przyjęciu Stewart poznał Alana Mirkena, szefa Crown Publishing Group, który był pod wrażeniem talentu Marthy jako szefowej kuchni i gospodyni. Natychmiast zaproponował jej opracowanie książki kucharskiej, która miała zawierać przepisy i zdjęcia z przyjęć, które Stewart organizowała. Rezultatem była jej pierwsza książka "Entertaining" wydana w 1982 roku.
Wówczas niewiele wskazywało na to, że właśnie rodzi się nowa "amerykańska gospodyni". Martha Stewart nie pokazywała tylko jedzenia i przepisów. Sprzedawała wizję. Dom, w którym wszystko ma swoje miejsce. Stół, przy którym każdy detal jest przemyślany. Święta, które są nie tylko rodzinne, ale też estetycznie doskonałe. Z czasem ta wizja została ubrana w magazyny, programy telewizyjne, książki, produkty sygnowane jej nazwiskiem. Tak powstało "Martha Stewart Living Omnimedia" - imperium, które uczyniło ją pierwszą w historii self-made miliarderką w branży lifestyle’u.
Dziś mówi się o niej jako o pierwszej influencerce. I nie jest to przesada. Na długo przed Instagramem i TikTokiem Stewart zrozumiała, że ludzie nie chcą jedynie porad. Chcą aspiracji. Chcą poczucia, że mogą, choć na chwilę wejść do świata, w którym życie jest uporządkowane, piękne i pod kontrolą. Martha nie była "dziewczyną z sąsiedztwa". Była i jest surowa, wymagająca, czasem chłodna. I właśnie to budziło fascynację. Nie przeprasza za swoje standardy. Wymaga ich od siebie i od innych.
Jest perfekcjonistką, która goni za ideałem. Zbudowała swoje imperium na własnym wizerunku - wizerunku kobiety idealnej.
"Jestem odpowiedzią na to, czego ludzie potrzebują, a nie mają" - mówiła w jednym z wywiadów.
Jej ambicja nie pozwalała jej pozostać tylko przy promowaniu idealnego wizerunku gospodyni oraz reklamowaniu produktów. Postanowiła swój koncern medialny wprowadzić na giełdę.
"Byłam przekonana, że opracowany przeze mnie plan jest świetny. Bankierzy, inwestorzy uważali, że budowanie firmy w oparciu o jedną osobę to błąd. Nie kupili tego pomysłu" - mówi Martha Stwewart w filmie dokumentalnym w reżyserii R.J. Cuthlera z 2024 roku.
Wszyscy wokół uważali, że to za duże ryzyko, by opierać markę o reputację i wiarygodność jednej osoby. Co, jeśli cokolwiek stanie się Marcie, na przykład będzie miała wypadek?
Odpowiedzią na sukces Marthy były pojawiające się coraz częściej nieprzychylne jej opinie. Pisano, że jest oschła, niemiła, brakuje jej dystansu do siebie. Jednym słowem jest zbyt perfekcyjna, a ludzie, którzy widzą jej dom, czują, że ponieśli porażkę.
Morley Safer kanadyjsko-amerykański dziennikarz popularnego programu "60 minut" mówił:
"Programy i książki Marthy mogły stanowić źródło frustracji. Kobiety wiedziały, że nigdy nie osiągną przedstawionego stanu rzeczy". Ona sama tłumaczyła się: "Może nigdy nie upieką takiego ciasta, ale będą o tym marzyć".
Wreszcie Marcie Stewart udało się wprowadzić swoją firmę na giełdę. To był niesamowity sukces. Ceny akcji "Martha Stewart Living Omnimedia" szybowały. Wartość akcji w szybkim tempie przekroczyła miliard dolarów.
"Byłam pierwszą kobietą w historii Ameryki, która zarobiła miliard dolarów. Weszłam do zarządu Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych" - mówi o sobie w dokumencie "Martha".
Dzięki sukcesowi na giełdzie firma Stewart zaczęła się jeszcze bardziej rozwijać. Powstawało coraz więcej magazynów lifestylowych: o ślubach, dzieciach, wyposażeniu wnętrz. Do tego doszły programy telewizyjne.
Ceniona felietonistka The New Yorkera Joan Didion zauważyła, że prawdziwym produktem Marthy Stewart nie są przepisy kulinarne czy dekoracje, ale sama Martha Stewart - jej wizerunek kobiety idealnej, zorganizowanej i odnoszącej sukcesy. Stwierdziła, że Stewart nie sprzedaje tradycyjnej "domowej kobiecości", lecz "kobiecą siłę", pokazując, że domowe umiejętności mogą przełożyć się na ogromny sukces biznesowy. Jej zdaniem Stewart ukształtowała się jako "Everywoman", która osiągnęła status "Superwoman", dając przykład innym kobietom.
To właśnie Joan Didion zauważyła, że Martha Stewart stała się celem, ponieważ jej ambicja była niepokojąca dla niektórych kręgów, a jej wizerunek "perfekcyjnej gospodyni" był tylko przykrywką dla twardej gry biznesowej.
Czekano na najmniejsze jej potknięcie. Okazja nadarzyła się w 2001 roku. Martha Stewart sprzedała akcje firmy biotechnologicznej ImClone Systems. Miało się to stać na chwilę przed ogłoszeniem negatywnej decyzji Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA), że nie dopuści do sprzedaży jednego z ważniejszych produktów tej firmy. Prokuratorzy natychmiast oskarżyli Stewart o wykorzystanie poufnych informacji. Wybuchł skandal. Amerykanie byli w szoku, że tak znana osoba, perfekcyjna pani domu okazała się oszustką. W mediach zaczęła się prawdziwa nagonka na najbardziej znaną gospodynię Ameryki.
Przez pół roku Martha Stewart odmawiała jakiejkolwiek współpracy z prokuraturą, za co groziło jej aż pięć lat więzienia.
W 2004 roku doszło do procesu. Co ciekawe, Martha nie była już oskarżana bezpośrednio za handel na podstawie poufnych informacji. Proces karny dotyczył utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości, składanie fałszywych zeznań oraz spisek. Proponowano jej ugodę, ale ona nie chciała przyznać się do kłamstwa. Nie czuła się winna.
Tuż przed skazaniem Martha Stewart zaprosiła do swojego domu media, by nakręcono film z przygotowań do Wielkanocy. Widać było, że jest zdenerwowana, tym co miało nadejść. Ona jednak tłumaczyła:
"Prasa zrobiła ze mnie potwora. Nie jestem tak straszną osobą, jak mnie malują. Jestem surowa i wymagająca. To cechy niezbędne do osiągnięcia sukcesu".
Ostatecznie Stewart została skazana na 5 miesięcy więzienia federalnego, 5 miesięcy aresztu domowego oraz 2 lata dozoru. Dodatkowo w ramach ugody zapłaciła również ponad 195 tys. dolarów kary.
Akcje firmy "Martha Stewart Living Omnimedia" z dnia na dzień traciły na wartości. Reklamodawcy zerwali kontrakty, programy Stewart zdjęto ze wszystkich stacji. Ona sama zrezygnowała ze stanowiska prezeski swojej firmy, ale pozostała w zarządzie. Była zdruzgotana.
"Byłam na szczycie. Byłam w zarządzie nowojorskiej giełdy, byłam w zarządzie Revlonu. Straciłam kontrolę nad firmą, stanowiska. Straciłam absolutnie wszystko" - wspominała Stewart tamten czas w filmie R.J. Cuthlera z 2024 roku.
Wiele osób uważało, że z Marthy Stewart zrobiono kozła ofiarnego, bo jest kobietą sukcesu. Setki Amerykanek protestowało pod budynkiem sądu, kiedy trwał proces "pierwszej gospodyni Ameryki". Media z lubością ogłaszały jej definitywny koniec. "Niektórzy spodziewali się, że amerykańska bogini domowej perfekcji popadnie w ostateczną rozpacz" - mówiono w programie "The People Scandals! That Rocked America".
8 października 2004 roku o godz. 6.15 Stewart stawiła się w zakładzie karnym dla kobiet w Alderson w Wirginii Zachodniej. 63-letnia wówczas Martha została więźniem federalnym nr 55170-054. To był dla niej trudny czas. Mieszkała z 60 innymi kobietami, pracowała w więzieniu za stawkę od 12 do 40 centów za godzinę. Jednak nie zmarnowała tego czasu. Poświęciła go na naukę, pomagała współwięźniarkom pisać biznesplany, wysłuchiwała co miały do powiedzenia. Planowała też powrót na szczyt.
“Pierwszy raz miałam czas na refleksję. Mogłam zapomnieć o stresie ostatnich trzech lat. Nowi przyjaciele, pomysły, moja produktywność. Mój powrót do świata zbiega się z początkiem wiosny, kiedy wszystko jest świeże i nowe" - pisała w pamiętniku z więzienia.
Gdy po 150 dniach 4 marca 2005 r. o godz. 12.30 opuszczała mury zakładu karnego, wyglądała świetnie. Była uśmiechnięta, jakby wróciła z wakacji. Czekającym na nią dziennikarzom powiedziała:
"Więzienie nie uczyniło mnie silniejszą, ale zdeterminowało do działania. Nie zostanę zapamiętana jako kobieta, która wszystko straciła".
Po wyjściu z więzienia Martha Stewart od razu wzięła się do pracy. Na fali popularności zaproponowano jej prowadzenie show "Martha". Pierwszy odcinek nagrano już we wrześniu 2005 roku i cieszył się ona dużą popularnością. Stewart chciała, by był to program poradnikowy, jednak producenci widzieli to raczej jako talk-show z gwiazdami. W sytuacji, w jakiej była "perfekcyjna gospodyni ameryki", była zmuszona zgodzić się na ustępstwa. W każdym prawie odcinku musiała poświęcać czas gościom takim jak Robin Williams, Melanie Griffith, Tom Selleck, czy Whoopi Goldberg, którzy nie mieli pojęcia o gotowaniu, czy prowadzeniu domu. To nie był show w jej stylu. Czuła się tam bardzo okropnie i źle znosiła brak decyzyjności. Jednak robiła, co mogła, by ratować swoją firmę, która podupadała z dnia na dzień.
Wreszcie Stewart postanowiła sprzedać firmę.
"Ta firma była dla mnie wszystkim. Powstała dzięki mojej ciężkiej pracy, pomysłom. Traciłam ją. Przeszła w ręce obcych ludzi".
Mimo to Martha się nie poddała, dalej pracowała na swoje nazwisko. Wydała kolejne książki, nagrywała programy, a nawet próbowała sił w aktorstwie.
Ogromnym przełomem wizerunkowym dla Marthy Stewart było jej pojawienie się w 2015 roku w programie Roast Justina Biebera w Comedy Central. Wówczas cała Ameryka zobaczyła, że Martha ma dystans do siebie i potrafi być dowcipna. Na dodatek podczas siedmiogodzinnego nagrania programu Stewart siedziała obok Snoop Dogga, z którym ogromnie się zaprzyjaźniła. Oboje wpadli na pomysł wspólnego programu "Martha & Snoop’s Dinner Party".
"Będziemy gotować, pić i dobrze się bawić z naszymi przyjaciółmi" - zapewniał muzyk, zapowiadając ich wspólny projekt.
Od tego czasu para wzięła udział w licznych programach i show telewizyjnych jak np. "Best Friends Challenge", "The Ellen DeGeneres Show", a nawet w reklamach. Oboje przyznają, że wykorzystują wzajemnie swoją popularność do wyjścia z kłopotów.
Snoop był też pierwszym gościem nowego przedsięwzięcia Marthy - podcastu zatytułowanego "The Martha Stewart Podcast" i realizowanego we współpracy z iHeart Radio.
Ta przyjaźń twa do dzisiaj. Martha i Snoop w ostatnich dniach znowu byli na nagłówkach wszystkich gazet i to nie tylko w Stanach. A to dlatego, że relacjonowali Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 w Mediolanie we Włoszech. Ta ikoniczna już para pełniła funkcję specjalnych korespondentów stacji NBC. Nie tylko relacjonowali przebieg zawodów łyżwiarskich, ale też dzielili się informacjami o wizytach w różnych atrakcjach Mediolanu, takich jak na przykład opera La Scala czy i kolacjach w najlepszych mediolańskich restauracjach. Dodatkowo spotkali się ze sportowcami z innych krajów. Nie dalej jak 18 lutego spotkali się z polskimi sportowcami, którzy przekazali parze robiącą furorę we Włoszech maskotkę Pieroguszkę.
Wracając do Marthy i jej fenomenu - publicyści do dziś spierają się, kim naprawdę ona jest. Czy ucieleśnieniem perfekcjonizmu, który wpędza w kompleksy? Czy wzorem przedsiębiorczości i niezależności? A może kobietą, która nigdy nie udawała, że chce się podobać? Być może jej fenomen polega właśnie na tym, że mieści w sobie wszystkie te sprzeczności.
Sama Martha Stewart mówi o drodze, którą przeszła tak: "To historia dziewczyny z dużej rodziny, która wpada na dobry pomysł, rozwija firmę i czerpie z niej zyski. A potem wpada w króliczą norę i musi się z niej wydostać".
Jedno jest pewne: bez Marthy Stewart współczesna kultura lifestyle’u wyglądałaby zupełnie inaczej. To ona przetarła szlak wielu blogerkom, które dziś zarabiają na opowieściach o domu, jedzeniu i estetyce codzienności. I choć świat bardzo się zmienił, jej nazwisko wciąż pozostaje synonimem stylu i ambicji oraz bezkompromisowej walki o siebie i swoje miejsce.